Выбрать главу

– A jak nazwisko? – spytała recepcjonistka.

Nieporozumienie trochę go rozbawiło.

– Nie, proszę pani, nie chodzi mi o nikogo konkretnego. To może być ktokolwiek.

– No cóż, ja tu pracuję już od tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego trzeciego roku.

– Zatem może pamięta pani historię ze znalezieniem trumienki koło hotelu?

– Jak przez mgłę.

– Mam tu przed sobą wycinek z gazety, w którym jest mowa o tym, że hotelowi grozi zła sława.

– A dlaczego?

– Nie jestem pewna. Może chodziło o tę amerykańską turystkę.

– Jaką turystkę?

– No tę, która zniknęła.

Przez chwilę go zamurowało, a potem poprosił ją, by to jeszcze raz powtórzyła.

Rebus udał się do filii Biblioteki Narodowej na Causewayside. Z biura na St Leonard’s był to zaledwie pięciominutowy spacerek. Kiedy wylegitymował się i wyjaśnił, czego mu potrzeba, posadzono go przy biurku z ustawionym na nim czytnikiem mikrofilmów. Był to właściwie duży podświetlony ekran zaopatrzony w dwie szpule. Na jedną z nich zakładało się mikrofilm i przewijało na drugą. Rebus miał już kiedyś do czynienia z takim urządzeniem, jeszcze w czasach, gdy archiwum prasy znajdowało się w głównym budynku na wiadukcie Jerzego IV. Uprzedził bibliotekarkę, że jego zadanie kwalifikuje się jako „nie cierpiące zwłoki”, jednak minęło niemal dwadzieścia minut, nim ktoś z obsługi przyniósł mu pudełka z mikrofilmami. „Courier” był dziennikiem wydawanym w Dundee i rodzice Rebusa czytywali go regularnie. Pamiętał, że jeszcze do niedawna gazeta utrzymywała tradycyjny wygląd płachty z ogromnymi płatnymi ogłoszeniami na całej pierwszej stronie. Nie było na niej żadnych zdjęć ani żadnych wiadomości. Opowiadano też, że wiadomość o zatonięciu Titanica ukazała się z nagłówkiem: „Mieszkaniec Dundee ginie na morzu”. Ale oczywiście gazeta wcale nie była zaściankowa, nic podobnego.

Rebus wziął ze sobą wycinek dotyczący hotelu Huntingtower i tak długo przewijał taśmę mikrofilmu, aż dotarł do daty o cztery tygodnie wcześniejszej. Tam, na jednej z wewnętrznych kolumn znalazł notatkę zatytułowaną: „Tajemnicze zniknięcie turystki. Policja nic nie wie”. Kobieta nazywała się Betty-Anne Jesperson, miała trzydzieści osiem lat i była zamężna. Przyjechała jako uczestniczka grupowej wycieczki ze Stanów, odbywającej się pod hasłem „Mistyczna wyżyna Szkocji”. Zamieszczone w gazecie zdjęcie Betty-Anne pochodziło z jej paszportu. Widać na nim było kobietę o nalanej twarzy w okularach w grubej oprawie, z trwałą ondulacją na głowie. Mąż imieniem Garry oświadczył, że żona miała zwyczaj zrywać się wcześnie rano i jeszcze przed śniadaniem chodzić na spacery. Nikt w hotelu nie zauważył jej wyjścia. Przeszukano okolicę hotelu, po czym policja uzbrojona w odbitki jej zdjęcia zabrała się do przeczesywania całego Perth. Kiedy Rebus przewinął taśmę o tydzień do przodu, informacje o prowadzonych poszukiwaniach ograniczały się już tylko do kilku akapitów. Po następnym tygodniu notatka była już jedynie krótką wzmianką złożoną z paru linijek i zainteresowanie całą sprawą rozpływało się w powietrzu równie skutecznie, jak sama Betty-Anne.

Recepcjonistka hotelu wcześniej poinformowała go, że w ciągu pierwszego roku od zniknięcia, Garry Jesperson jeszcze kilkakrotnie pojawiał się w okolicy, a w rocznicę przyjechał nawet na cały miesiąc. Później jednak Garry związał się z kimś i według ostatnich posiadanych przez recepcjonistkę informacji przeniósł się z New Jersey do Baltimore.

Rebus przepisał wszystko do notesu, a potem przez długą chwilę siedział, postukując palcami w zapisaną stroniczkę notatnika. Trwało to tak długo, aż jeden z użytkowników czytelni chrząknął ostrzegawczo, dając do zrozumienia, że zachowuje się zbyt głośno.

Rebus wrócił więc do biurka bibliotekarki i złożył zamówienie na kolejne tytuły prasowe: „Dunfermline Press”, „Glasgow Herald” i „Inverness Courier”. Okazało się, że tylko „Herald” istnieje w postaci mikrofilmu, zaczął więc od niego. Wycinek o laleczce na cmentarzu był z 1982 roku. Pamiętał, że na początku tego właśnie roku Van Morrison nagrał Beautiful Vision. Rebus przyłapał się nagle na tym, że nuci pod nosem temat Dweller on the Treshold, przerwał więc, przypominając sobie, gdzie się znajduje. W 1982 roku był detektywem w stopniu sierżanta i prowadził śledztwa wraz z innym sierżantem nazwiskiem Jack Morton. Obaj pracowali wtedy w komisariacie przy Great London Road, nim jeszcze wybuchł tam pożar. Kiedy wreszcie doniesiono mu mikrofilm z „Heraldem”, niecierpliwie założył go na czytnik i zabrał się do pracy. Dni i tygodnie sunęły przez ekran błękitną smugą. Wszyscy jego ówcześni szefowie z Great London Road albo już nie żyją, albo są na emeryturze. Z żadnym z nich nie utrzymywał kontaktów. A teraz Farmera też już nie ma. I czy mu się to podoba, czy nie, niedługo przyjdzie kolej na niego. Pomyślał, że chyba nie odejdzie cicho i potulnie. Będą go musieli wyrzucać siłą, a on będzie kopał i gryzł…

Lalkę na cmentarzu znaleziono w maju, zaczął więc poszukiwania od początku kwietnia. Oczywiście problem polegał na tym, że Glasgow to duże miasto, więc i przestępstw było w nim więcej niż w Perth. Obawiał się, że nawet jeśli coś takiego było, może to przeoczyć. A czy w ogóle takie sprawy, jak czyjeś zaginięcie, trafiają tu do gazet? Rocznie znikają tysiące ludzi i zdarzają się zniknięcia, których nikt nawet nie zauważa, na przykład bezdomnych lub ludzi samotnych bez rodziny i przyjaciół. W tym kraju mogło się zdarzyć, że czyjś trup siedział w fotelu przy kominku tak długo, że dopiero smród alarmował sąsiadów.

Do końca kwietnia nie znalazł żadnej wzmianki o czyimś zaginięciu, znalazł natomiast sześć przypadków nagłej śmierci, z których dwie dotyczyły kobiet. Jedną z nich zabito nożem po prywatce, a policja przesłuchiwała pewnego mężczyznę. Rebus pomyślał, że zapewne towarzyszącego jej partnera. Wiedział, że w jednym z dalszych numerów znajdzie się informacja, że mężczyznę postawiono w stan oskarżenia i skierowano sprawę do sądu. Druga śmierć dotyczyła utonięcia w jakiejś rzeczce, o której Rebus nigdy wcześniej nie słyszał: White Cart Water. Ciało znaleziono przy jej brzegu na południowych krańcach Rosshal Park. Ofiara nazywała się Hazel Gibbs i miała dwadzieścia dwa lata. Wcześniej opuścił ją mąż, zostawiając z dwójką dzieci. Znajomi zeznali, że spowodowało to u niej depresję i że dzień wcześniej widziano ją pijaną i wałęsające się bez opieki dzieci.

Rebus wyszedł na zewnątrz, wyciągnął komórkę i zadzwonił do Bobby’ego Hogana z wydziału śledczego w Leith.

– Bobby, cześć, tu John. Znasz troszkę Glasgow, prawda?

– Troszkę.

– Słyszałeś kiedyś o White Cart Water?

– Chyba nie.

– A Rosshall Park?

– Przykro mi.

– A znasz tam kogoś na dzikim zachodzie?

– Mogę podzwonić.

– To podzwoń, proszę. – Rebus raz jeszcze powtórzył nazwy i rozłączył się. Zapalił papierosa i stał, zerkając na nowy pub, który niedawno otwarto na przeciwległym rogu. Uznał, że jeden drink mu nie zaszkodzi, potem jednak przypomniał sobie, że ma wizytę u lekarza. Cholera, no więc pan doktor będzie musiał poczekać. Zawsze może się z nim umówić na inny termin. Hogan wciąż nie dzwonił, Rebus wrócił zatem do czytelni i zaczął przeglądać numery z maja 1982 roku. Kiedy zadzwoniła jego komórka, zarówno obsługa, jak i użytkownicy czytelni popatrzyli na niego z nie ukrywanym oburzeniem. Rebus zaklął pod nosem i przytknął telefon do ucha, jednocześnie wstając i ruszając ku wyjściu.

– To ja – odezwał się głos Hogana.

– Mów – szepnął Rebus, już niemal w drzwiach.