Выбрать главу

– No więc właśnie nie jestem tego pewien. – Rebus patrzył, jak Farmer nalewa wrzątku do dzbanka.

– No dobra, to zabierzmy to wszystko do pokoju i tam mi opowiesz, o co chodzi.

I Rebus raz jeszcze opowiedział całą historię: od lalki w Kaskadach, przez tajemnicze znalezisko na Arthur’s Seat, aż po serię zaginięć i śmierci w latach 1972 do 1995. Miał ze sobą wycinki prasowe i Farmer wszystkie je przeczytał z uwagą.

– Nie słyszałem nawet o znalezieniu tej lalki na plaży w Nairn – przyznał. – Kiedy ją znaleziono, ja już wróciłem do Inverness. Z mojego punktu widzenia, w tym momencie sprawa śmierci Gearing była praktycznie zamknięta.

– W owym czasie nikt tych dwóch rzeczy nie powiązał. Ciało Pauli morze wyrzuciło sześć kilometrów od miasta. Jeżeli nawet ktoś skojarzył tę trumienkę z jej śmiercią, to pewnie potraktował to jako jej symboliczny pogrzeb. – Zawiesił głos. – Zresztą Gill do dziś nie jest pewna, czy te sprawy są jakoś powiązane.

Farmer pokiwał głową.

– Bo ona na to patrzy z punktu widzenia skierowania sprawy do sądu. Wszystko, czym dysponujesz, to jedynie poszlaki.

– Wiem.

– Ale… – Farmer odchylił się do tyłu. – Trzeba przyznać, że są one dość liczne i mocne.

Rebus wyraźnie odetchnął z ulgą, a Farmer chyba to zauważył, bo uśmiechnął się i powiedział:

– Zły moment, co? Udaje mi się uciec na emeryturę na chwilę przed tym, kiedy tobie udaje się mnie przekonać, że może natknąłeś się na coś ważnego.

– Może mógłby pan porozmawiać z Gill i też ją o tym przekonać.

Farmer pokręcił głową.

– Nie sądzę, by chciała mnie wysłuchać. Teraz ona tam rządzi… i wie, że moja użyteczność dla niej już dobiegła końca.

– Trochę to brutalne, co pan mówi.

Farmer popatrzył na niego przeciągle.

– Ale przecież wiesz, że to prawda. To ją musisz przekonać, a nie mnie, starszego pana kręcącego się w papuciach po domu.

– Jest pan starszy ode mnie o niecałe dziesięć lat.

– Mam nadzieję, John, że tego dożyjesz i będziesz miał okazję samemu się przekonać, że sześćdziesiątka dla mężczyzny to coś zupełnie innego niż pięćdziesiątka. I może ta twoja wizyta u lekarza to nie taki zły pomysł, co?

– Nawet jeśli wiem, co mi powie? – Rebus uniósł filiżankę do ust i dopił herbatę do końca.

Farmer wziął do ręki wycinek z Nairn.

– To czego ode mnie oczekujesz?

– Powiedział pan, że sprawa była zupełnie jasna i prosta. Może mógłby pan ją jeszcze raz przemyśleć i zastanowić się, czy rzeczywiście nic w niej nie zgrzytało – cokolwiek, choćby jakieś z pozoru nieistotne drobiazgi. – Po krótkiej przerwie dodał: – I chciałem też zapytać, czy może wie pan, co się później stało z tą lalką.

– Ale teraz już wiesz, że o lalce nic nie wiedziałem.

Rebus skinął.

– Chcesz dotrzeć do tych wszystkich pięciu lalek, prawda? – zapytał Farmer.

Rebus ponownie przytaknął głową.

– To może być jedyny sposób na udowodnienie istnienia między nimi jakiegoś związku.

– Zmierzasz do tego, że ten, kto podrzucił lalkę w siedemdziesiątym drugim roku, podrzucił ją również teraz dla Philippy Balfour?

Rebus raz jeszcze przytaknął.

– Jeśli jest ktoś, kto zdoła to zrobić, to tym kimś jesteś ty, John. Zawsze wierzyłem w twój ośli upór i wrodzony wstręt do podporządkowywania się przełożonym.

Rebus odstawił filiżankę na spodek.

– Traktuję to jako komplement – powiedział. Zbierając się do wyjścia i żegnając się, uprzytomnił sobie nagle, że ten dom jest teraz jedynym obszarem, którym Farmer w pełni zarządza i do którego wprowadził taki sam ład i porządek, jaki za jego czasów panował na St Leonard’s. I że jeśli kiedykolwiek straci ochotę lub możliwości, by tak nim zarządzać, zwinie się w kłębek i po prostu umrze.

– To beznadziejne – powiedziała Siobhan Clarke.

Spędzili blisko trzy godziny w Bibliotece Centralnej, a potem w księgarni wydali jeszcze prawie pięćdziesiąt funtów na mapy i przewodniki po Szkocji. Siedzieli teraz w kawiarni Pod Słoniem przy sześcioosobowym stoliku tuż pod oknem na tyłach lokalu i Grant co chwilę zerkał przez szybę na dziedziniec kościoła Franciszkanów i rysujący się w oddali zamek. Siobhan spojrzała na niego z wyrzutem.

– Całkiem się już wyłączyłeś, co? – spytała.

Nie odrywając wzroku od okna, odparł:

– Czasami tak trzeba.

– No to piękne dzięki za pomoc. – Zabrzmiało to bardziej zgryźliwie, niż chciała.

– To najlepszy sposób – ciągnął dalej, nie przejmując się jej tonem. – Czasami zupełnie utknę nad jakimś hasłem i wtedy nie walczę z krzyżówką na siłę, tylko odkładam na bok i wracam do niej później. I często się okazuje, że jakieś słowa wpadają mi od razu do głowy. Rzecz polega na tym – zwrócił się ku niej – że twój umysł zaczyna funkcjonować według pewnego sztywnego schematu i odrzuca wszelkie inne możliwe rozwiązania. – Wstał, podszedł do kąta, gdzie leżała sterta gazet, i wrócił do stolika z dzisiejszym „Scotsmanem”. – Proszę, Peter Bee – powiedział, składając gazetę tak, by krzyżówka z ostatniej strony znalazła się na wierzchu. – Stosuje zakodowane hasła, ale nie posługuje się, jak niektórzy, anagramami.

Podał jej gazetę, a ona mogła stwierdzić, że Peter Bee to nazwisko autora krzyżówki.

– Dwanaście poziomo – powiedział Grant. – Hasło sugerowało, że chodzi o starożytny rzymski oręż. A potem jednak się okazało, że był to anagram.

– Pasjonujące – stwierdziła Siobhan z przekąsem i rzuciła gazetę na stół, przykrywając nią stertę map i atlasów.

– Próbuję ci tylko wyjaśnić, że czasami trzeba odstąpić od schematu i zacząć wszystko od nowa.

Popatrzyła na niego ze złością.

– Chcesz mi powiedzieć, że właśnie straciliśmy pół dnia na nic?

Wzruszył ramionami.

– No to serdeczne dzięki!

Zerwała się z krzesła i ruszyła w stronę toalet. Stanęła oparta o umywalkę i wpatrzyła się w jej białą gładź. Złościło ją to, że Grant ma oczywiście rację, tyle że nie potrafiła się zdobyć na jego luz. Chciała tę grę rozpracować, a teraz ją to naprawdę wciągnęło. Była ciekawa, czy Flipa Balfour też się tak dała omotać. I gdyby utknęła, to czy wtedy poprosiłaby kogoś o pomoc?

Siobhan przypomniała sobie, że wciąż jeszcze nie przepytała rodziny i przyjaciół Flipy w sprawie tej gry. Wprawdzie nikt z nich ani słowem o niej nie wspomniał w trakcie przeprowadzonych przesłuchań, ale właściwie nie mieli ku temu żadnego powodu. Dla nich mogła to być tylko niewinna zabawa, zwykła gra komputerowa. Więc o czym tu mówić…

Gill Templer zaproponowała jej stanowisko rzeczniczki prasowej, ale dopiero po tym, jak świadomie upokorzyła Ellen. Byłoby miło móc powiedzieć, że odrzuca propozycję z uwagi na solidarność koleżeńską, tyle że wcale tak nie było. Bała się, że w większym stopniu był to wpływ Johna Rebusa. Pracowała u jego boku już od dobrych paru lat i nauczyła się dostrzegać jego silne i słabe strony. I w sumie, podobnie jak wielu kolegów, ceniła jego nieszablonowe i indywidualne podejście do spraw i sama też chciała tak postępować. Tyle że w policji ceniło się co innego. Było w niej miejsce na jednego takiego Rebusa, a tymczasem przed nią otwierała się szansa na awans. To prawda, że przyjmując propozycję, przejdzie w pełni na stronę Gill Templer, a to oznacza słuchanie poleceń, wspieranie w każdej sytuacji szefostwa i nie wychylanie się. Ale też zapewni sobie poczucie bezpieczeństwa i zagwarantuje dalszy awans… Awansuje na inspektora, potem, może jeszcze przed czterdziestką, na starszego inspektora. Teraz dopiero pojęła, że Gill zaprosiła ją wtedy na szampana i kolację, by jej pokazać, jak to się robi. Jak utrzymywać stosunki z odpowiednimi ludźmi i jak ich należycie traktować. Jak zachowywać cierpliwość i zbierać za to nagrody. Lekcję postępowania dostała od niej Ellen i jakże odmienną lekcję otrzymała również ona.