Выбрать главу

– Posuwamy się do przodu – odpowiedziała poirytowanym głosem.

Devlin wstał z miejsca i strzepując okruszki z kolan, zapytał o „wygódkę”. Rebus wskazał mu kierunek i Devlin ruszył, jednak po drodze zatrzymał się przy jego biurku.

– Nie potrafię nawet wyrazić, jaką mi to sprawia radość – oznajmił.

– Cieszę się, że choć ktoś z nas jest zadowolony, panie profesorze.

Devlin szturchnął palcem w klapę marynarki Rebusa.

– A ja myślę, że pan też jest w swoim żywiole – powiedział z promiennym uśmiechem i wymaszerował z sali.

Rebus podszedł do biurka Wylie.

– Radzę ci zjeść to ciastko, bo inaczej cały się zaślini.

Przez chwilę się wahała, potem przełamała je na pół i jedną część wsadziła sobie do ust.

– Udało się z lalkami – poinformował. – Dwie odnalezione, trzecia bardzo prawdopodobna.

Pociągnęła łyk kawy, by przepłukać sobie usta po lepko słodkim biszkopcie.

– No to idzie ci lepiej niż nam. – Przez chwilę patrzyła na drugą połówkę ciastka, potem chwyciła ją i wrzuciła do kosza. – Bez obrazy – powiedziała.

– Profesor Devlin będzie niepocieszony.

– Na to liczę.

– Pamiętaj, że jest tu, żeby nam pomagać.

Spojrzała na niego przeciągle.

– Od niego śmierdzi.

– Naprawdę?

– Nie zauważyłeś?

– Niczego nie zauważyłem.

Popatrzyła tak, jakby ta jego uwaga wszystko o nim mówiła. A potem opuściła ramiona.

– Dlaczego mnie do tego wziąłeś? Jestem do niczego. Wszyscy widzieli, cały świat, reporterzy, widzowie. I wszyscy o tym wiedzą. Litujesz się nad kaleką, czy jak?

– Moja córka jest kaleką – powiedział cichym głosem.

Twarz jej spąsowiała.

– O Chryste, nie chciałam…

– Ale by odpowiedzieć na twoje pytanie, powiem ci, że jedyną znaną mi osobą, która narzeka na Ellen Wylie jest sama Ellen Wylie.

Potarła dłońmi twarz, jakby chciała wymasować z niej krew.

– Może powiedz to Gill Templer – rzekła w końcu po chwili.

– Gill sama to schrzaniła. Ale to jeszcze nie koniec świata. – Zaczął dzwonić telefon na jego biurku. Rebus, wycofując się tyłem, nie spuszczał z niej wzroku. – Okej? – spytał. Dopiero kiedy kiwnęła głową, odwrócił się i podniósł słuchawkę. Dzwonił menedżer hotelu Huntingtower. Odnaleziono trumienkę na strychu wśród innych przedmiotów zostawionych przez gości w ciągu ostatnich dwudziestu lat: parasoli, okularów, kapeluszy, płaszczy i aparatów fotograficznych.

– Nie chce się wierzyć, jak człowiek widzi, co tam leży – oznajmił pan Ballantine, jednak Rebusa interesowała tylko trumienka.

– Czy może pan to do mnie wysłać ekspresem z dwudziestoczterogodzinnym doręczeniem? Osobiście dopilnuję zwrotu kosztów…

Kiedy Devlin wrócił na salę, Rebus był już w trakcie poszukiwań trumienki z Dunfermline, jednak tym razem natrafił na mur. Nikt – ani miejscowa prasa, ani policja – nic na ten temat nie wiedział. Jedyne, co udało się uzyskać, to obietnice w kilku miejscach, że popytają. Nie wiązał z tym jednak większych nadziei. Od tamtej pory minęło już prawie trzydzieści lat i szansę, by coś można było teraz ustalić, były znikome. Przy biurku naprzeciwko Devlin bezgłośnie zacierał dłonie, a Wylie znów rozmawiała przez telefon. Skończyła i spojrzała na Rebusa.

– Protokół sekcji Hazel Gibbs jest już w drodze – poinformowała.

Rebus przez chwilę patrzył na nią w milczeniu, potem kiwnął głową i uśmiechnął się. Jego telefon znów zadzwonił. Tym razem była to Siobhan.

– Mam zamiar porozmawiać z Davidem Costello – powiedziała. – Więc jeśli nie masz nic lepszego do roboty…?

– Myślałem, że stanowicie zespół z Grantem?

– Komisarz Templer zabrała go na parę godzin.

– Naprawdę? A może chce mu zaproponować stanowisko rzecznika prasowego?

– Nie uda ci się wyprowadzić mnie z równowagi. Więc jak, idziesz czy nie…?

Zastali Costello w mieszkaniu. Ich widok wyraźnie go zaskoczył i wystraszył. Siobhan pospiesznie go zapewniła, że nie przychodzi z żadnymi złymi wiadomościami, jednak nie wyglądał na przekonanego.

– Możemy wejść, Davidzie? – zapytał Rebus. Costello dopiero wtedy po raz pierwszy spojrzał na niego i wolno skinął głową. Rebus pomyślał, że jeśli go oko nie myli, na sobie dokładnie to samo, co podczas pierwszej wizyty, a i pokój nie sprawiał wrażenia, by ktoś go od tamtej pory sprzątał. Costello zapuszczał brodę, ale wyraźnie było to dla niego coś nowego, bo co chwilę dotykał zarostu koniuszkami palców.

– A w ogóle są jakieś wiadomości? – zapytał, opadając na futon.

Siobhan i Rebus stali.

– Parę drobiazgów – odparł Rebus.

– Ale pewnie nie wolno ich panu wyjawić, czy tak? – Costello cały czas mościł się na futonie, próbując sobie znaleźć najwygodniejszą pozycję.

– Prawdę powiedziawszy, panie Davidzie – odezwała się Siobhan – to właśnie z tych drobiazgów – w każdym razie z niektórych z nich – bierze się nasza dzisiejsza wizyta. – Podała mu kartkę papieru.

– Co to? – zapytał.

– To pierwsze zadanie z pewnej gry. Gry, w którą, naszym zdaniem, grała Flipa.

Costello wyprostował się i przeczytał wiadomość.

– A co to za gra? – zapytał po chwili.

– Coś co znalazła w Internecie. Prowadzi ją osoba przedstawiająca się jako Quizmaster. Rozwiązywanie kolejnych zagadek pozwala grającemu przechodzić do następnych etapów. Flipa dotarła do poziomu o nazwie Pieklisko i być może zdołała już ten poziom zaliczyć. Tego nie wiemy.

– Flipa? – W głosie Costello pobrzmiewało powątpiewanie.

– Nigdy pan o czymś takim nie słyszał?

Potrząsnął głową.

– Nigdy mi o tym nie mówiła. – Spojrzał w stronę Rebusa, ale ten przeglądał właśnie jakiś zbiorek poezji.

– A czy ona w ogóle interesowała się grami? – spytała Siobhan.

Costello wzruszył ramionami.

– Tylko takimi typowymi, towarzyskimi. Wie pani, jakieś szarady, ewentualnie w detektywa albo w inteligencję.

– Ale nic z dziedziny fantazji? Chodzi mi o gry fabularne.

Powoli pokręcił głową.

– A w Internecie też nic?

Znów pomacał sobie zarost.

– To dla mnie zupełna nowość. – Zawiesił głos i popatrzył najpierw na Siobhan, potem na Rebusa. – Jesteście pewni, że tu chodzi o Flipę?

– Absolutnie – stwierdziła z naciskiem Siobhan.

– I myślicie, że to ma jakiś związek z jej zniknięciem?

Siobhan uniosła ramiona i spojrzała na Rebusa w nadziei, że może on coś doda, jednak Rebus zagłębiony był teraz we własnych myślach. Przypomniał sobie, co mu o Costello powiedziała matka Flipy, że ją nastawiał przeciwko własnej rodzinie. A gdy Rebus spytał ją dlaczego, odparła, że on już taki jest.

– To ciekawe wiersze – powiedział, machając książeczką. z wyglądu bardziej przypominały satyryczną broszurę w różowej okładce ozdobionej jakimś odręcznym rysunkiem. Potem odczytał z niej dwie linijki. – „Nie dlatego umierasz, boś zasłużył / Umierasz za to, boś akurat pod ręką”. – Rebus zamknął książeczkę i odłożył ją na miejsce. – Nigdy przedtem nie przyszło mi to do głowy – powiedział – ale to prawda. – Przerwał i zapalił papierosa. – Pamiętasz, o czym wtedy rozmawialiśmy? – Zaciągnął się, potem przyszło mu do głowy, by poczęstować Costello, jednak ten przecząco pokręcił głową. Piersiówka po whisky stała pusta, podobnie jak kilka puszek po piwie. Rebus dojrzał je na podłodze w kuchni wśród kubków, talerzy, widelców i pustych opakowań po daniach na wynos. Wcześniej uznał Costello za człowieka nie pijącego, może jednak trzeba będzie tę opinię zrewidować. – Zapytałem cię wtedy, czy Flipa mogła poznać kogoś innego, a ty mi odpowiedziałeś, że by ci o tym powiedziała. Stwierdziłeś też, że nie potrafiła trzymać języka za zębami.