Выбрать главу

– Kilka dni temu wrócili do Irlandii.

– Ale wybierają się tu znowu?

– Pewnie tak – kiwnęła głową. – W związku z odnalezieniem Philippy.

– Davida Costello już poinformowano?

– Pewnie już się dowiedział. Jeśli nie od rodziców Philippy, to na pewno z mediów.

– Szkoda, że mnie przy tym nie było – powiedział Rebus, bardziej do siebie samego.

– Nie możesz być wszędzie.

– Pewnie nie.

– No dobrze, to porozmawiaj z jego rodzicami, kiedy się tu zjawią.

– Aż nim?

Kiwnęła głową potakująco.

– Byle nie za ostro… To nie wyglądałoby zbyt dobrze wobec kogoś, kto opłakuje stratę bliskiej osoby.

Rebus uśmiechnął się.

– A ty jak zawsze masz media na uwadze, co?

Obrzuciła go spojrzeniem.

– Czy możesz teraz poprosić tu Granta? – zapytała chłodnym tonem.

– Już się robi: młody i gorliwy funkcjonariusz, sztuk jedna – rzekł Rebus i otworzył drzwi. Grant stał tuż pod nimi i niecierpliwie kołysał się z pięt na palce i z powrotem. Rebus minął go bez słowa i tylko znów porozumiewawczo mrugnął.

Dziesięć minut później Grant dołączył do Siobhan, stojącej akurat pod automatem z kawą.

– No i czego chciała? – spytała, nie mogąc opanować ciekawości.

– Zaproponowała mi biuro prasowe.

Siobhan zamilkła i zajęła się mieszaniem kawy.

– Tak myślałam – mruknęła po dłuższej chwili.

– Będę się pokazywał w telewizji!

– To wstrząsające.

Spojrzał na nią z ukosa.

– Mogłabyś się trochę bardziej wysilić – powiedział.

– Masz rację, mogłabym. – Ich spojrzenia skrzyżowały się. – Dzięki za pomoc przy tych zagadkach. Bez ciebie bym sobie nie poradziła.

Chyba dopiero w tym momencie zdał sobie w pełni sprawę, że ich współpraca definitywnie się kończy.

– Ach… no tak – powiedział. – Siobhan, posłuchaj…

– Tak?

– Jeśli chodzi o to, co się wydarzyło wtedy w biurze… naprawdę jest mi bardzo przykro.

Pozwoliła sobie na kwaśny uśmieszek.

– A co, zląkłeś się, że cię zakabluję?

– Nie… wcale nie o to mi chodzi…

Jednak chodziło właśnie o to i oboje o tym wiedzieli.

– To co, w sobotę do fryzjera i po nowy garnitur, nie? – powiedziała.

Popatrzył po sobie.

– Bo jak masz być w telewizji, to pamiętaj: gładka koszula bez żadnych pasków ani kratek. Aha, Grant, i jeszcze jedno…

– Tak?

Wyciągnęła dłoń i wsadziła palec pod jego krawat.

– Krawat też gładki. Postaci z filmów rysunkowych nie bawią.

– Komisarz Templer też mi to powiedziała – bąknął i zdziwiony wyciągnął szyję, by przyjrzeć się głowom Homera Simpsona zdobiącym jego krawat.

Pierwszy występ Granta Hooda w telewizji miał miejsce jeszcze tego samego popołudnia. Grant siedział obok Gill Templer, która odczytała krótki komunikat prasowy informujący o znalezieniu ciała. Ellen Wylie obserwowała transmisję na jednym z biurowych monitorów. Tym razem jego rola była niema, jednak Wylie zwróciła uwagę, że kiedy po odczytaniu komunikatu przedstawiciele mediów zaczęli strzelać pytaniami, Grant kilkakrotnie nachylał się i szeptał coś do ucha komisarz Templer, która reagowała kiwnięciem głową. Po drugiej stronie pani komisarz siedział Bill Pryde i to on odpowiadał na większość pytań. Wszyscy chcieli wiedzieć, czy znalezione ciało to na pewno ciało Philippy Balfour i wszyscy pytali o przyczynę zgonu.

– Niestety obecnie nie możemy jeszcze w stu procentach potwierdzić tożsamości – oświadczył Pryde, często pokasłując. Wyglądał na stremowanego i Wylie wiedziała, że to pokasływanie jest niczym innym jak nerwowym tikiem. Ona wtedy też bez przerwy odchrząkiwała. Gill Templer rzuciła Pryde’owi spojrzenie, a Hood potraktował to jako zachętę i zaczął mówić.

– Przyczynę zgonu też dopiero ustalamy. Na dzisiejsze popołudnie zaplanowaliśmy przeprowadzenie autopsji. Jak państwo wiedzą, o siódmej wieczorem planujemy jeszcze jedną konferencję prasową, mamy więc nadzieję, że do tej pory będziemy dysponować większą liczbą szczegółów.

– Ale traktujecie to jako śmierć w podejrzanych okolicznościach, czy tak? – wykrzyknął któryś z dziennikarzy.

– Na obecnym wstępnym etapie tak, traktujemy to jako śmierć w podejrzanych okolicznościach.

Wylie wsadziła sobie długopis do ust i zagryzła zęby. Nie ulegało wątpliwości, że Hood zachowuje się swobodnie i pewnie siebie. Zmienił na tę okazję cały swój ubiór i wyglądał jak spod igły. I nawet włosy zdążył umyć, pomyślała.

– Niestety, obecnie nie mamy wiele do przekazania – ciągnął – co zapewne nie jest dla państwa zaskoczeniem. Jeśli uda nam się zidentyfikować ofiarę, to w pierwszej kolejności będziemy musieli zawiadomić rodzinę i poprosić ich o potwierdzenie.

– Chciałabym spytać, czy obecność rodziny Philippy Balfour jest spodziewana w Edynburgu? – padło następne pytanie.

Hood spojrzał na pytającą z wyrzutem.

– Pozwolę sobie pozostawić to pytanie bez odpowiedzi – oświadczył sucho, a siedząca obok niego Gill Templer pokiwała głową, co miało świadczyć o jej zdegustowaniu.

– Chciałbym zapytać inspektora Pryde’a, czy śledztwo w sprawie zaginięcia Philippy Balfour będzie kontynuowane? – zapytał ktoś inny.

– Śledztwo jest kontynuowane – odparł Pryde z większą pewnością w głosie, jakby wystąpienie Hooda pomogło mu otrząsnąć się z tremy.

Wylie miała już dosyć i chętnie wyłączyłaby monitor, ponieważ jednak konferencję oglądali też inni, wyszła na korytarz i podeszła do automatu z napojami. Kiedy wróciła, konferencja już się skończyła. Ktoś z oglądających wyłączył monitor i zakończył jej udrękę.

– Fajnie wyglądał, co?

Spojrzała podejrzliwie na mundurowego, od którego pochodziła ta uwaga, ale w jego twarzy nie dopatrzyła się złośliwości.

– Tak – potwierdziła – dobrze wypadł.

– Lepiej niż co poniektórzy – doszedł ją inny głos. Odwróciła głowę, jednak stało tam aż trzech policjantów z Gayfield Square i żaden z nich nie patrzył w jej stronę. Wyciągnęła rękę po kubek z kawą, jednak cofnęła ją w obawie, że jej drżenie zostanie przez wszystkich zauważone. Opuściła głowę i w milczeniu zajęła się przeglądaniem notatek Siobhan w sprawie niemieckiego studenta. Musiała jak najszybciej czymś się zająć, coś zacząć robić, do kogoś dzwonić…

I zrobi to, gdy tylko słowa: „Lepiej niż co poniektórzy” przestaną jej huczeć w głowie.

Siobhan napisała kolejną wiadomość do Quizmastera. Siedziała nad nią pełne dwadzieścia minut, nim w końcu uznała, że tak może być.

Pieklisko rozwiązane. Odnaleźliśmy tam ciało Flipy. Czy chcesz porozmawiać?

Na odpowiedź nie musiała długo czekać.

Jak ci się udało to rozwiązać?

Z anagramu Arthur ‘s Seat. Pieklisko jako nazwa fragmentu zbocza.

To ty znalazłaś ciało?

Nie. To ty ją zabiłeś?

Nie.

Ale zginęła w związku z grą. Czy nie myślisz, że ktoś jej pomagał?

Nie wiem. Czy chcesz kontynuować?

Kontynuować?

Rygory czekają.

Z niedowierzaniem patrzyła na ekran. Czyżby śmierć Flipy nic dla niego nie znaczyła?

Flipa nie żyje. Ktoś ją zabił na Pieklisku. Chcę, żebyś się ujawnił.

Trwało chwilę, nim nadeszła odpowiedź.

Nic na to nie poradzę.

Sądzę, że tak.