Выбрать главу

Katarzyna nie odpowiedziała od razu. Przed wypowiedzeniem decydujących słów pozwoliła sobie na chwilę wahania, ponieważ chodziło o jej życie i o to, że właściwie wcale nie znała tej młodej dziewczyny. Maria spojrzała na nią jednak tak jasno i tak szczerze, że Katarzyna porzuciła resztki nieufności. Jeśli nie mogła zaufać tej małej, to nikomu nie mogła zaufać. Czas naglił. Trzeba było się zdecydować.

– Muszę stąd wyjść i zobaczyć się z mężem!

– To oczywiste. Ale jak? Chyba żeby... Chyba żebyśmy zamieniły się ubraniami i żebyś wyszła zamiast mnie! Arabski strój ma swoje dobre strony. Aby zorientować się, kto ukrywa się pod tymi metrami materiału, trzeba nie lada sprytu, tym bardziej że mamy taki sam kolor skóry, a przy spuszczonych powiekach nie widać koloru oczu.

Serce Katarzyny zabiło mocniej. Maria sama zaproponowała jej to, o co ona nie śmiała poprosić. Ująwszy dłoń przyjaciółki w swe ręce powiedziała: – Czy zdajesz sobie, Mario, sprawę, że ryzykujesz własnym życiem? A jeśli ktoś tu przyjdzie w czasie mojej nieobecności?

– Wtedy powiem, że rzuciłaś się na mnie i że mnie związałaś. Nie brakuje tu cienkich i mocnych materiałów. Ja będę miała wytłumaczenie.

– A jak wytłumaczysz moją nieobecność, gdyby przyszła tu Morayma?

– Powiem jej, że się dusiłaś w zamknięciu i wyszłaś na świeże powietrze.

– I tylko dlatego cię związałam, żeby ci zabrać ubranie?

– Dlaczego nie? Gdybyś wiedziała, jak nieprawdopodobne pomysły podsuwa nuda kobietom zamkniętym w haremie, wiedziałabyś, że Morayma nie dziwi się już niczemu. Lecz strzeż się! To, co chcesz zrobić, jest niezwykle niebezpieczne. Dostać się do francuskiego rycerza oznacza niechybną śmierć. Jeżeli Zobeida zastanie cię u niego, to nawet strach przed gniewem brata nie uratuje twojej głowy!

– Trudno. Kto nie ryzykuje, ten nie osiąga niczego. Martwi mnie jedno: jak przejść przez stanowiska strażników? Prywatny ogród Zobeidy znajduje się z drugiej strony jej apartamentów. Słyszałam, że w nim znajduje się samotny pawilon, w którym mieszka mój mąż.

– W istocie. Nazywany jest pałacem Księcia, gdyż został zbudowany dla brata kalifa Muhammada V. Jego mury wznoszą się nad basenem z błękitną wodą. Francuski rycerz może go opuszczać jedynie udając się na polowanie, i to pod dobrą eskortą. Zobeida obawia się, żeby tęsknota za krajem nie wzięła góry nad jej urokami osobistymi, więc z wezyra uczyniła głównego jego strażnika.

– Sądziłam, że wezyr jest w niej zakochany?

– To okrucieństwo w stylu Zobeidy. Wezyr nienawidzi swego rywala i niewątpliwie ma nadzieję, że kiedy zostanie sułtanem, to się go pozbędzie, a na razie pragnie tylko jednego: przypodobać się swej księżniczce. Nie mogła wybrać lepszego strażnika i dobrze o tym wie. Powróćmy jednak do naszego planu. Dotrzeć do ogrodu Zobeidy nie jest trudno. W pobliżu mojego pokoju są małe drzwi, zawsze zamknięte na klucz, lecz łatwo je otworzyć za pomocą noża i odrobiny zręczności. Drzwi te prowadzą do ogrodów. Ogród Zobeidy oddzielony jest murem, lecz niezbyt wysokim i łatwo go przeskoczyć, podciągając się na gałęziach okalających go cyprysów. Chyba potrafisz to zrobić?

– Potrafię! Lecz... jeśli tak łatwo przeskoczyć ten mur, to dlaczego mój mąż dotąd jeszcze nie uciekł?

– Ponieważ pałac Księcia jest pilnie strzeżony przez najwierniejszych eunuchów Zobeidy. Jest ich wielu, są jej ślepo oddani, a ich bułaty tną gładko!

Nie było to zbyt pocieszające. Niemniej Katarzyna kazała sobie dokładnie objaśnić drogę, najpierw do pokoju Marii bez wzbudzania zainteresowania, potem do tajemniczych małych drzwi, które młoda odaliska opisała jej z niezwykłą dokładnością.

– Można by rzec, że znasz je bardzo dobrze! – zauważyła Katarzyna. – W ogrodzie kalifa rosną wielkie, soczyste śliwki, które mi bardzo smakują, a są przeznaczone wyłącznie na stół kalifa... – przyznała ze wstydem Maria.

Katarzyna roześmiała się, słysząc o takim łakomstwie, i przyjaciółki spędziły dalsze chwile na rozmowie, czekając aż zapadnie noc.

Plan, jaki wspólnie uknuły, nie mógł się powieść w pełnym słońcu, dlatego czekanie na ciemności wydało się Katarzynie całą wiecznością, tym bardziej że każda nadchodząca noc była dla niej istną męczarnią, zbyt dobrze bowiem wiedziała, w jaki sposób Zobeida zapełniała Arnoldowi nocne godziny.

Na widok zachodzącego słońca Katarzyna odetchnęła z prawdziwą ulgą, a kiedy jej niewolnice przyniosły wieczerzę, kazała im wszystko zostawić i znikać.

– Wrócimy, by położyć cię do łóżka, pani – oznajmiła główna służąca.

– Nie, nie trzeba. Położę się sama. Moja przyjaciółka zostanie jeszcze przez chwilę ze mną. Chcę, żebyście nas zostawiły w spokoju! Uprzedź Moraymę, że zwalniam ją z wieczornych odwiedzin. Nie potrzebuję niczego oprócz spokoju.

Możesz zgasić część lamp. Silne światło razi mnie w oczy!

– Jak sobie życzysz, pani! Życzę ci przyjemnej nocy!

Kiedy tylko niewolnice zniknęły, pozostawiając obie kobiety w półmroku, Katarzyna i Maria skubnęły trochę baranich zrazików i miodowych ciasteczek, po czym zabrały się za wprowadzenie planu w życie.

Maria zdjęła z siebie wszystkie rzeczy i wręczyła je Katarzynie, ta zaś podała jej swoje. Były prawie tego samego wzrostu, Katarzyna była tylko nieco szczuplejsza, toteż mocniej ścisnęła w pasie niebieskie, muślinowe spodnie Marii. Następnie obie kobiety podarły długie woale i wykonały z nich więzy, którymi Katarzyna spętała przyjaciółkę, uprzednio włożywszy ją do swego łóżka.

– Nie zapomnij mnie zakneblować! – przypomniała Maria – Inscenizacja musi być przekonywająca.

Posłużyła do tego jedwabna chusta, lecz zanim Katarzyna zatkała nią usta przyjaciółce, ta powiedziała: – Uważaj, żebyś cały czas była szczelnie zakryta, nawet jeśli będzie ci to przeszkadzać w pokonaniu muru. A teraz, do dzieła! I niech Bóg ma cię w swej opiece!

– I ciebie, Mario! Bądź spokojna, nie zapomnę o danej ci obietnicy... chyba że zginę!

– To się rozumie samo przez się! A teraz zaciśnij knebel! Upewniwszy się, czy Maria może oddychać, gdyż realizacja planu mogła zabrać parę dobrych godzin, Katarzyna pochyliła się nad nią i pocałowała ją w czoło. Zaciągnęła zasłony wokół łóżka i odeszła parę kroków, by sprawdzić efekt tych przygotowań. Za cienką zasłoną z muślinów Mana przypominała ją samą... Iluzja doskonała... Katarzyna owinęła się niebieskim woalem przyjaciółki, włożyła jej spodnie i krótką, ledwie zasłaniającą piersi bluzkę. Pomimo woalu czuła, że jej ruchy nie są skrępowane i po krótkim pożegnaniu, pewnym krokiem oddaliła się w stronę drzwi.

Strażnicy, jak zwykle, skrzyżowali przed nią lance, lecz ona, naśladując najlepiej jak tylko potrafiła głos swej nowej przyjaciółki, powiedziała: – Wracam do siebie! Przepuśćcie mnie! Jestem Aisza!

Jeden z eunuchów odwrócił do niej swoją szeroką, czarną twarz ze spłaszczonym nosem i rzucił szyderczo: – Dość późno wracasz! A co porabia faworyta?

– Śpi! – odparła Katarzyna, zaniepokojona tymi nieoczekiwanymi pytaniami. – Pozwól mi przejść!

– Muszę najpierw sprawdzić, czy nie wynosisz czegoś – odparł opierając lancę o mur. – Faworyta dostała wiele cennych prezentów I Murzyn jął ją obmacywać z taką gorliwością, że Katarzyna zaczęła wątpić w całkowity brak męskości tego eunucha. Słyszała, że niektóre z tych odpychających istot nie są całkowicie wykastrowane, co może tłumaczyć ich dziwne apetyty. Ten musiał być jednym z nich, więc kiedy zabrał się do odpinania jej paska, stanowczo zaprotestowała: – Zostaw mnie w spokoju! Bo zacznę krzyczeć!