Выбрать главу

zdobiąca ramię czerwona plama, a twarz na powrót stała się obliczem harleyowca.

- Dokładnie tak, jak pan przewidział - odparła Rosie. - Trudno, by się nie nabrali na te…

czary. Ale… dlaczego pan to zrobił?

Kłamca zerknął w lusterko.

- Taka moja praca. Jedni rozwożą pizze, inni ratują damy z opresji, czyż nie?

Zauważył, że dziewczyna na tylnym siedzeniu odpowiedziała mu pełnym ulgi uśmiechem.

Jak na filmie, gdy popcorn się kończy i wiadomo, że zaraz będzie HAPPY END. Wyjechali

właśnie zza budynków i wpadające przez okno złote promienie słońca rozświetliły jej twarz.

Przez jedną krótką chwilę dziewczyna wyglądała zupełnie jak Sygin w dniu ich ślubu.

Brakowało tylko wianka ze stokrotek…

Loki westchnął ciężko. Stanowczo zbyt dawno nie odwiedzał żony. Będzie to musiał

nadrobić. Kto wie, może nawet go usłyszy, może się obudzi…

- A, zapomniałbym - powiedział po chwili, raz jeszcze spoglądając w lusterko. Tak jak się

spodziewał, złudzenie minęło. - Twoi mili goście zostawili ci niespodziankę. Pod moim

siedzeniem jest czarna walizka.

Rosie sięgnęła po nią i otworzyła. Zaparło jej dech.

- Ile tego jest? - wykrztusiła.

- W sam raz, byś zaprosiła mnie na obiad, nie uważasz? Sądzę, że najwyższy czas coś

zjeść.

Odwrócił się i spojrzał na Johny’ego.

- Masz na coś ochotę, partnerze?

- Hamburgera wielkiego jak cały stan - zawołał chłopiec, rozkładając ręce.

- Jak Teksas? Mam nadzieję, że będą mieli dość keczupu.

Wieczór

w Grecji

Stara kobieta odłożyła książkę, wyłączyła lampkę nad głową i przymknęła oczy. Wiejący

od morza wiatr przyjemnie gładził ją po twarzy, a zachodzące słońce ogrzewało wychudłą pierś.

Uniosła ręce, przeciągając się leniwie, w końcu położyła je na okrywającym nogi kocu. Jak

na swój wiek czuła się i wyglądała wspaniale. Odwróciła głowę, by powiedzieć o tym siedzącej

w fotelu obok siostrze. Ta prychnęła.

- W twoim wieku każdy żyjący wygląda wręcz idealnie - powiedziała, poprawiając okulary

zsunięte na czubek nosa. - Ile znajomych ci osób przeżyło dwadzieścia tysięcy lat?

- Znasz odpowiedź na to pytanie, An - kobieta odparła z uśmiechem. - Ale ty wyglądasz

dużo starzej. Za bardzo się tym wszystkim przejmujesz.

- A jak, twoim zdaniem, mam się nie przejmować?! - wykrzyknęła siostra. - Nasza

przepowiednia zawiodła! Teraz ci skrzydlaci pomyleńcy pomyślą, że nie jesteśmy im

potrzebne. Może nawet przyślą tu tego maniaka z tatuażem.

Pomimo że włożyła w te słowa cały swój lęk, druga staruszka wcale nie sprawiała wrażenia

przejętej.

- Miał aniołek szczęście - rzuciła tylko, wzruszając ramionami. - Albo niejednoznacznie

utkałyśmy wydarzenia. Zdarza się.

An milczała przez chwilę.

- Myślę, że to nie zasługa naszego strachliwego gościa - powiedziała w końcu. Jej oczy

zmieniły się w maleńkie szparki, jak zawsze gdy przyszło jej obcinać tkane przez siostry nici. -

Ktoś mu pomógł. I myślę sobie, że ten ktoś zasłużył na własną przepowiednię.

Zaśmiała się skrzekliwie i w tej samej chwili gdzieś na drugiej półkuli pewien odziany w

skórę mężczyzna odstawił talerz z ledwie napoczętym posiłkiem. W jego głowie nagle powstała

dziwna, obca myśl. Umrzesz, gdy dopełni się twa legenda - mówiła. Brzmiało to jak

przepowiednia.

GALERIA

Alpy Szwajcarskie

Loki stał na wzgórzu i z satysfakcją wpatrywał się w swoje dzieło. Wiatr szalał w jego

rozpuszczonych włosach, mróz na twarzy, zdobiąc ją krwistą czerwienią rumieńców… Kolejne

zimowe zwycięstwo. Czyż mogło być coś cudowniejszego dla nordyckiego boga?

Odłożył paletę i starannie wytarł pędzel, nie odrywając oczu od obrazu. Czegoś wciąż

jeszcze mu brakowało. Zastanawiał się przez moment, po czym rozłożył szmatkę i narzucił na

sztalugę. Policzył do trzech i ściągnął z wprawą magika. Płótno wyglądało teraz na dużo

starsze. Co najmniej sto lat.

Kłamca uśmiechnął się, odwrócił i uniósł rękę w geście pozdrowienia.

- Możesz już wyjść, Gabrielu - powiedział. - I tak wiem, że tam jesteś.

Z mroku wyłoniła się zakapturzona postać.

- Dobra robota - pochwaliła, odsłaniając głowę. Lśniąca czarna grzywa archanioła mieniła

się blaskiem księżycowego światła. - Zwłaszcza ta chatka u podnóża gór wygląda ciekawie.

Loki skinął głową.

- Prawda? Trochę się bałem, że umieszczając domek nieco po lewej zachwieję kompozycją,

ale postanowiłem malować zgodnie z rzeczywistością. Musiałem jednak zastosować barwę o

dwa tony ciemniejszą, malując dach chaty, by stanowił kontrapunkt. Inaczej zlewałby się z…

Archanioł nie krył zaskoczenia.

- Od kiedy interesujesz się malarstwem?

- Od jakiegoś miesiąca. - Kłamca wzruszył ramionami. - Uznałem, że powinienem sobie

znaleźć jakieś relaksujące hobby. Jak myślisz, czy Johan Veritus będzie odpowiedni?

- Co proszę?

- Podpis. Obraz jest skończony, gdy autor strzeli parafkę - wyjaśnił niegdysiejszy

mieszkaniec Walhalli. - A przecież nie podpiszę się Loki, potomek Olbrzymów, prawda?

Na widok miny Gabriela pokręcił głową z dezaprobatą.

- Jak ty się nic nie znasz na sztuce - westchnął, sięgając po wąski pędzelek. Gdy podpis był

już gotowy, postarzył go tak jak wcześniej cały pejzaż.

Chwilę stali w milczeniu. Archanioł przyjrzał się uważniej ośnieżonym połaciom

otaczającego wzgórze lasu i mdłym światłom leżącej w dolinie wioski. Okolica była wręcz

wymarzona dla cudu Bożego narodzenia. Aż dziw, że znający przyszłość Chrystus nie wybrał

na początek swej misji takiej właśnie alpejskiej wioseczki. I tak święta prawie wszystkim

kojarzą się z zimą. I śniegiem…

- Myślę sobie - oznajmił, przerywając swoje rozmyślania - że zasłużyłeś na małą premię.

Sięgnął do kieszeni płaszcza i wyciągnął dwa pióra.

- Tak z okazji świąt - dodał, wręczając je Kłamcy. Ten przyjął podarek i sprawdziwszy

dokładnie jakość, ostrożnie schował do kieszeni.

- Dzięki! - Błękitne oczy Lokiego zaiskrzyły. - Właściwie to ja też mam coś dla ciebie.

W jego dłoni pojawiła się nagle elegancko zdobiona koperta. Gabriel uniósł ją ostrożnie i

delikatnie otworzył. W środku była jakaś tekturka.

- To zaproszenie - wyjaśnił Kłamca. Wyciągnął pudełko wykałaczek, wydobył jedną i

włożył do ust. - Na zabawę sylwestrową w kasynie w Monte Carlo.

Archanioł już pewniejszym ruchem wydobył tekturowy prostokącik.

- To miło z… - powiedział, zaczynając czytać, ale zaraz skrzywił się z niesmakiem. -

Bardzo śmieszne.

- Co takiego? - Loki zrobił zdziwioną minę.

- Dla szanownej pani Mary Ann Garrety - przeczytał Gabriel. - Przedni kawał. Ubawiłem

się jak nigdy.

Kłamca wzruszył ramionami.

- Po prostu źle zrozumiałeś - odparł.

- A co tu jest do rozumienia?

- Tylko to. - Palec nordyckiego boga powędrował ku zaproszeniu. Zatrzymał się przy

przeczytanym chwilę wcześniej nazwisku i, jakby po namyśle, zjechał jeszcze linijkę niżej. - Z

osobą towarzyszącą. Ta pierwsza część dotyczy mnie, nie ciebie.

- Sugerujesz, że ja i… - zaczął boży posłaniec podejrzliwym tonem.