Loki wszedł mu w zdanie.
- Ta zabawa to przede wszystkim wielka impreza charytatywna - wyjaśnił. - Odbędzie się
na niej aukcja, a od każdego sprzedanego obrazu aż czterdzieści procent idzie na głodujące
dzieci. A skoro nadarzyła się okazja i ta modelka sama wpadła mi w ręce, pomyślałem czemu
nie?
- Ale po co ci do tego ja? Bo nie uwierzę, że to tylko przyjacielski gest.
- I słusznie - przyznał Kłamca. - Doszedłem do wniosku, że taka ślicznotka nie może się
pokazać z byle łachmytą. Musiałem jej znaleźć jakiegoś przystojniaka. No a któż prezentuje się
wspanialej niż archanioł i do tego boży posł…
- Loki!
- Poza tym wy, skrzydlaci, macie tę zdolność do przekonywania siłą woli, a to może się
przydać.
- Mogłem się domyślić - powiedział Gabriel. - A co się stało z tą Mary Ann?
Kłamca uśmiechnął się szelmowsko.
- Zostawiłem ją w dobrych rękach - odparł. - Na pewno nie będzie żałowała tej imprezy.
Ubierz się jakoś schludnie i wpadnij po mnie o ósmej.
* * *
Gdy archanioł w nieskazitelnym, dopasowanym fraku zapukał do drzwi hotelowego
pokoju, rozległo się wściekłe proszę. Nie znał tego głosu, jednak wszedł…
Na środku stała wysoka, szczupła kobieta o sięgających ramion blond włosach. Ubrana
była tylko w koronkową bieliznę.
- Loki? - zapytał.
- A kogo się spodziewałeś? - warknęła dziewczyna już tonem Kłamcy. - Zamknij drzwi i
poczekaj chwilę. Muszę się ubrać.
Gabriel opanował zdziwienie i uśmiechnął się z przekąsem.
- I pewnie nie za bardzo masz w co?- zadrwił.
Odpowiedziało mu piorunujące spojrzenie.
- Wiesz - odparł Loki - gdyby nie ten twój słynny anielski defekt, kazałbym ci się pieprzyć.
- Ręką wskazał na wypoczynkowy komplet w rogu pokoju. - Siądź gdzieś sobie i poczekaj, aż
będę gotów… to znaczy gotowa. Pięć minut.
Minęło jednak dobre pół godziny, zanim Kłamca wyszedł z łazienki.
Znudzony archanioł wstał z fotela i już miał postukać wymownie w tarczę zegarka, ale
zastygł z półotwartymi ustami. Nawet mimo daru odporności na kobiece wdzięki długo nie
mógł się napatrzyć na czerwoną suknię z sięgającym biodra rozcięciem, trójkąt głębokiego
dekoltu, doskonale opalone ramiona i… Stałby tak pewnie jeszcze długo, gdyby z zachwytu nie
wyrwało go gniewne chrząkanie.
- Mógłbyś przestać? - skrzywił się Loki. - Jesteś w końcu aniołem. A ja, wbrew pozorom,
facetem.
Gabriel zaczerwienił się i odwrócił wzrok.
- Chodźmy - powiedział. I poszli.
Monte Carlo
Przez całą drogę Loki milczał i tylko pilnował, aby odbicie jego dekoltu ani na chwilę nie
zniknęło z lusterka kierowcy. Na krętych, górskich drogach nie było to rozsądne, zwłaszcza
zimą. Siedzący obok na tylnym siedzeniu Gabriel wyobrażał sobie w różnych wariantach, jak
wóz wpada w poślizg i stacza się po zboczu. Co prawda on nie miał powodów do strachu, ale
szofera szkoda… Jednak ten, choć z pewnością nie był aniołem, najwyraźniej miał podzielną
uwagę.
- Zostało niewiele czasu - odezwał się wreszcie Kłamca, gdy weszli do kasyna, a odźwierny
zabrał ich wierzchnie okrycia. Loki prowadził archanioła przez ogromną, wyłożoną marmurami
salę przechodnią i cały czas szeptał: - Książę obiecał słodkiej Mary Ann przewodnika po
wystawie i nie dało się go już odwołać. Słuchaj więc teraz uważnie. Przede wszystkim głupi
uśmiech. Szczerz zęby… O właśnie! Tam po lewej, przy stole bilardowym stoi sam książę
Monako, organizator tej imprezy. Mieliśmy ostatnio okazję poznać jego syna, który zapowiada
się na znacznie lepszego władcę niż tatuś… Obok niego Leon Negerblack, aktor, z którym…
- Kojarzę go - odszepnął Gabriel. - Do niego jeszcze kiedyś wrócimy.
- Zgadza się - potwierdziła uczepiona jego ramienia blond piękność. Ruchem głowy
wskazała przeciwny kraniec sali. - Przy barze, tam głębiej… Nie gap się tak, dyskretniej, to…
Ech, jakoś wyleciało mi jego nazwisko. Cóż, jestem przecież blondynką! - zachichotał Kłamca.
- Ale to też aktor. Zwykle grywa w głupawych komedyjkach lub zabawia się z transwestytami
w taksówkach. Właśnie rzuciła go dziewczyna, dlatego tak pije. A tam, przy wejściu na główną
salę stoi… Cholera!
- Co się stało? - spytał zaniepokojony archanioł.
- Idą tu moje koleżanki po fachu - wyjaśnił cicho Loki. - Miałem okazję poznać je na
podobnej imprezie, będąc w twojej obecnej roli. Uśmiechaj się i pod żadnym pozorem nic nie
mów. Ani słóweczka… Aaa, witam, kochane!
Odsunął się od Gabriela i z gracją wycałował policzki trzech nimf o piersiach pełnych
silikonu i z nogami niemal do sufitu.
- Jak się cieszę, że was widzę! Wyglądacie tak cudnie!
- Ty również jak zwykle śliczna, Mary Ann - zrewanżowała się smukła Metyska o
zmysłowo wydatnych ustach. Stała w środku i wyglądała na zdecydowaną liderkę przybyłej
trójki.
- Zawsze wiedziałaś, jak o siebie zadbać - poparła ją rudowłosa, ubrana w zieleń koleżanka.
Była nieco okrąglejsza od pozostałych, ale w żaden sposób nie działało to na jej niekorzyść.
Loki tylko uśmiechnął się i wzruszył smukłymi ramionami.
- Wiecie, takie tam…
- Ale widać skuteczne - wtrąciła się trzecia, krótko ostrzyżona brunetka, do tej pory
uważnie przyglądająca się Gabrielowi. - Ładny, lepszy nawet niż poprzedni. Niż wszyscy oni
razem wzięci.
Ponownie zerknęła na archanioła, ale ten wydawał się niewzruszony. Patrzył tylko z
przyklejonym głupawym uśmiechem, jakby w ogóle nic nie słyszał. Za to Mary Ann wyraźnie
ubodło wspomnienie o poprzednim menie.
O co jej chodzi? - intensywnie myślała brunetka. - No chyba nie o to, że stary był brzydszy
od nowego?
- Nie trudź się, Susan. - Loki skrzywił się w pełnym złośliwości uśmiechu. - Nie jest zbyt
rozgarnięty i na dodatek nie zna angielskiego. Wyobrażasz sobie? Ale masz rację. Warto się
było potrudzić.
- Ty? Potrudzić? - zapytała rudowłosa z rozbawieniem. - Ależ skarbie, zawsze miałaś
każdego, jakiego tylko zapragnęłaś.
Blondynka uśmiechnęła się promiennie. Jak myśliwy, który ustrzelił największego jelenia.
- Odbiłam go temu znanemu piosenkarzowi. Wiecie, temu od ładnych ballad i piosenek o
świętach. Staruszek trochę robił sceny.
- Chcesz powiedzieć, że on… - Metyskę aż zatkało ze zdumienia. - Znaczy twój i… on… a
teraz ty… razem? Prawdziwy gej! Jak tego dokonałaś?
Zapadła pełna podziwu cisza. Zadowolony Loki upajał się wrażeniem, jakie zrobił. A
jeszcze bardziej tym, że tak naprawdę Gabriel rozumiał każde jego słowo i w przeciwieństwie
do bywalców salonów miał konserwatywne poglądy.
Stał przecież przy Michale, gdy ten palił ogniem Sodomę, a teraz w oczach tej trójki
dziewczyn sam był… sodomitą.
Jednak Kłamca wiedział, że nie może przeciągać tej chwili w nieskończoność. No i
dostrzegł już zbliżającego się w ich stronę mężczyznę w uniformie kasyna.
- Przepraszam was, moje drogie, ale chyba idzie tu mój, znaczy nasz przewodnik. Ma nas
oprowadzić po galerii.
Modelki, choć kipiały z zazdrości, uśmiechnęły się słodko. Loki z rozbawieniem
spostrzegł, że zrobiły to niemal jednocześnie.
- My też powinnyśmy już wracać na główną salę - oznajmiła nagle brunetka.