Pozostałe skwapliwie potwierdziły.
- Miło było cię znowu zobaczyć - rzuciła na odchodnym Metyska. Jej spojrzenie mówiło
wyraźnie, że jeśli będzie miała coś do powiedzenia w tej kwestii, następne spotkanie nie nastąpi
zbyt szybko.
* * *
- Nie musiałeś tego mówić - mruknął z wyrzutem archanioł, korzystając z okazji, że ich
przewodnika zagadnął jakiś gruby jegomość o siwych, gęstych bokobrodach. - Że niby ja i ten
piosenkarz, że my…
Loki stanął na palce i pocałował Gabriela.
- Aniołku, nie rób scen. Jak możesz być tak małostkowy?
- Jeszcze raz mnie pocałujesz - Gabriel ze wstrętem wytarł policzek - a zobaczysz, dlaczego
zwą mnie posłańcem śmierci.
Stali przez chwilę, czekając, aż mężczyzna w uniformie skończy rozmawiać i zbliży się do
nich.
- Pani Mary Ann Garrety, jak mniemam? - zapytał nienaganną angielszczyzną. - Niestety,
nie podano mi nazwiska szanownego pana.
- Mój towarzysz nazywa się Gabrielo Messaggero. Ale jest Włochem i nie mówi po
angielsku.
Przewodnik uśmiechnął się. Z siwymi, zaczesanymi do tyłu włosami, nienaganną sylwetką
i w doskonale skrojonym stroju wyglądał jak najprawdziwszy angielski lokaj. Z rodzaju tych,
którzy taktu i ogłady mają w sobie więcej niż ich lordowie.
- Myślę, że nie będzie to żaden problem, szanowna pani - stwierdził. - Dość biegle
posługuję się językiem włoskim.
Lekko schylił głowę.
- Signore Messaggero.
Archanioł zrewanżował się ukłonem. Na szczęście obdarzony był darem języków.
- Pozwolą państwo, że oprowadzę po galerii - przewodnik ruszył w stronę głównej sali. -
Nie ma tu dziś, niestety, zbyt wielu wielkich dzieł, ogromna szkoda, zważywszy na szczytny
cel, jaki przyświeca dzisiejszej aukcji, ale Jego Książęcej Mości udało się pozyskać kilka
perełek. Mam nadzieję, że znajdą państwo coś dla siebie.
Zdążył powtórzyć to wszystko po włosku, niemal słowo w słowo, zanim dotarli na miejsce.
W środku panował iście targowy gwar. Niewielkie grupki ludzi skupione w kilku punktach
olbrzymiej sali komentowały upatrzone dzieła, a każdy, nie przerywając subtelnej konwersacji,
szacował jednocześnie, ile będą gotowi zapłacić jego konkurenci. Stojący na podwyższeniu
panowie uzbrojeni w niewielkie młoteczki dokonywali ostatnich poprawek w porządku
licytacji.
Przewodnik odwrócił się do Lokiego, z wewnętrznej kieszeni fraka wyciągając tabliczkę z
numerem czterdzieści dwa.
- Proszę o wybaczenie, ale na śmierć o niej zapomniałem. Niestety otrzymali państwo tylko
jeden numer, który jest przypisany madame Garrety. Jeśli pani sobie życzy, mogę przynieść
drugą dla pana Messaggero. Z identycznym numerem, wtedy zakupy będą naliczane na to samo
konto.
Kłamca pokręcił głową.
- Nie będzie takiej potrzeby - zapewnił. - Nie będę brała udziału w aukcjach, bo kompletnie
się na tym nie znam - zachichotał, uroczo trzepocząc rzęsami. - Gabrielo, ty to weź, aniołku.
Przekazał tabliczkę swemu milczącemu Włochowi, po czym stanął na palcach, by szepnąć
mu jeszcze do ucha:
- Mam dziwne wrażenie, że tamten blondyn się na mnie gapi. Możesz sprawdzić, czy on
aby nie leci na mój tyłek? Nie chcę kłopotów.
Archanioł zerknął dyskretnie we wskazanym kierunku, marszcząc brwi, jak zawsze gdy
skanował czyjeś umysły. Pokiwał głową lekko zaczerwieniony.
Loki uśmiechnął się.
- Czy dobrze kojarzę? - zapytał przewodnika. - Tamten dżentelmen w kremowym
garniturze i z apaszką na szyi to Gerard Frotenbauer, ten słynny niemiecki miliarder-filantrop?
- Owszem, to on we własnej osobie. - Ku zdumieniu Kłamcy dystyngowany starszy pan nie
spojrzał nawet we wskazanym kierunku. Prawdziwy profesjonalista, mógłby wskazać
umiejscowienie dowolnego gościa na sali, nie zastanawiając się dłużej niż pięć sekund.
- Możemy już ruszać? - zapytał. - Nie chciałbym, by coś państwa ominęło.
Poprowadził ich wzdłuż ścian, zatrzymując się przy każdym obrazie i omawiając go krótko.
- A tutaj umieszczone zostały płótna mistrzów holenderskich - powiedział, gdy zbliżyli się
do niemal osobnej wystawy urządzonej w rogu sali. - Tam, proszę zobaczyć, znajduje się
“Wskrzeszenie Łazarza” Rembrandta. Niestety, to jedyne dzieło tego wielkiego artysty tutaj,
zresztą tylko wypożyczone. A tam, nieco po lewej obraz van Swanenburga z Lejdy. Jeśli się
państwo orientują, był on nauczycielem Rembrandta. Artysta nie zatytułował dzieła, ale mówi
się, że to jego autoportret. Niestety, również nie na sprzedaż.
Wolno przesuwali się naprzód, słuchając przy każdym malunku po angielsku i włosku, że
zaskakująca technika, frapujący temat, mistrzowskie ujęcie, a cena wywoławcza tylko…
Gabrielowi było żal miłośników sztuki, że muszą się tak męczyć. Czasem tylko
przewodnik, specjalnie dla Mary Ann, dodawał jakiś pikantny szczególik z życia artysty, a Loki
jak na komendę zaczynał trzepotać rzęsami. Gdy jednak starszy mężczyzna odwracał wzrok,
obaj, Kłamca i archanioł, coraz częściej rozglądali się ze znudzeniem.
Wreszcie dotarli pod ogromną ramę zasłoniętą płótnem. Loki uśmiechnął się szelmowsko
do swego towarzysza.
- A to, szanowni państwo - zaczął przewodnik - jest cel wielu naszych dzisiejszych gości.
Zaginiony obraz Jacksona Pollocka, który cudownie odnalazł i zaoferował naszej galerii
pragnący zachować anonimowość kolekcjoner. Przez ostatni miesiąc jedenastu ekspertów
sprawdzało autentyczność dzieła i wszyscy zgodnie potwierdzili, że nie mógł namalować go
nikt inny. Przepraszam na moment.
Energicznym krokiem podszedł do młodego kelnera trzymającego w opuszczonej ręce tacę
z drinkami i szepnął chłopcu kilka słów. Ten zaczerwienił się i błyskawicznie podniósł ramię na
wysokość brzucha.
- Co mu powiedział? - zainteresował się archanioł.
- Co tak trzymasz drinki, jakbyś chciał do nich naszczać? Znudziła się robota? Takie
służbowe połajanki - wyjaśnił Loki. - A ten obraz Pollocka to i nasz cel.
Gabriel uniósł brwi.
- Chcesz go kupić? - zapytał.
- Nie, raczej pomóc sprzedać. Ma najwyższą cenę wywoławczą, ale i tak wszyscy ostrzą
sobie na niego zęby. Dzieciaki z całej pieprzonej Afryki będą mieć żarcia na miesiąc…
Kłamca rozejrzał się i uśmiechnął do kogoś w tłumie.
- Kiedy wróci przewodnik, powiedz mu, że poszedłem się przewietrzyć - polecił. - Muszę
załatwić parę spraw przed wieczorem. Spotkamy się pewnie koło dwunastej. Baw się dobrze i
działaj. Pamiętaj, że cel jest szczytny.
Zanim archanioł zdążył zaprotestować, został sam. Przez chwilę wpatrywał się w zakryte
płótnem malowidło, po czym ruszył zobaczyć przebieg pierwszej aukcji.
Licytowano jakiś pejzaż. Z daleka wyglądał jak kiczowaty zachód słońca nad wodą, ale
oferty szły całkiem wysoko. Może dlatego, że główni zainteresowani, niski obleśny grubas i
zbyt intensywnie wypudrowana pani po pięćdziesiątce, wyraźnie chcieli coś sobie nawzajem
udowodnić.
- “Zachód słońca nad Tamizą” - szepnął po włosku przewodnik, który nagle pojawił się tuż
obok Gabriela. - Artysta nieznany, ale krążą pogłoski, że to dzieło Jego Książęcej Mości. Warto
mieć.
Archanioł skinął głową. Trochę drażnił go piskliwy głos wypudrowanej damy, wolał więc
obejrzeć uważniej obrazy wiszące z tyłu sali. Przewodnik szedł krok za nim. Nie pytał o Mary
Ann, widać było jednak, że wciąż jej wypatruje, gotów pojawić się na jedno skinienie. Gabriela