zaciekawiło tylko, co było tego główną przyczyną - profesjonalizm czy nowe ciało Lokiego.
Następna aukcja wyglądała już znacznie ciekawiej. Podobnie zresztą jak licytowany obraz.
Amatorów “Kary dla Marchiasza” autorstwa współczesnego malarza z RPA było pięciu i każdy
przebijał z równą zawziętością. Podczas tego starcia naprawdę czuło się magię. Tabliczki szły
w górę i opadały, popiskiwały klawisze palmtopów i klawiatury przenośnych komputerów.
Różni ludzie mruczeli do siebie, raz po raz powtarzając ostatnią sumę podaną przez
prowadzącego.
Gabriel stał dobre pięć minut, z rosnącym podnieceniem wsłuchując się w coraz to wyższe
oferty. Słyszał wahania ludzi, gdy zaczynali podawać stawki, i wręcz euforyczne westchnienia,
gdy kończyli je wykrzykiwać. Odruchowo zaczął sczytywać myśli licytujących. W jednej
chwili uderzyła go skumulowana mieszanina lęku, podniecenia i radości. Aż zakręciło mu się w
głowie. Otoczyły go sumy i kwoty - każda z nich połączona z gamą różnorakich uczuć. To było
niesamowite… i wspaniałe.
W końcu nie wytrzymał, uniósł tabliczkę i podbił cenę… Za wysoko.
Wszyscy, może z wyjątkiem przewodnika, który zachował twarz pokerzysty, spojrzeli na
niego ze zdumieniem. Nawet prowadzący zaniemówił na moment, zaraz jednak na nowo podjął
się odliczania. Archaniołowi przeszła aukcyjna gorączka i spojrzawszy niepewnie na stojących
najbliżej graczy, uderzył jednego z nich strumieniem myśli. Trafiony błyskawicznie podniósł
tabliczkę i wykrzyczał nową ofertę. Gabriel odetchnął, pospiesznie się oddalając.
* * *
Długo błądził po sali, częstując się smakołykami ze stojących wzdłuż ściany stołów i
rozmawiając z przewodnikiem. Może trochę snob, jednak po dłuższej pogawędce okazał się
całkiem sympatycznym człowiekiem i praktykującym katolikiem.
Archanioł zaglądał właśnie do talerza z ostrygami, objaśniając towarzyszowi zawiłości w
hierarchii anielskich chórów, gdy poczuł na swym ramieniu rękę. Odwrócił się gwałtownie.
Przed nim stał na oko trzydziestoletni facet, mocno już podchmielony. W lewym ręku trzymał
napoczętą butelkę whisky, w prawej szklankę. I szczerzył zęby.
- Widziałem przed chwilą twoją dziewczynę - wybełkotał nieznajomy. - I pomyślałem, że
pewnie chcesz się napić.
Gabriel już miał zamiar zapytać, co jest nie tak z jego dziewczyną, ale usłyszał głos
przewodnika i przypomniał sobie, że przecież oficjalnie nie zna angielskiego. Odczekał
cierpliwie do końca tłumaczenia, po czym zadał pytanie po włosku.
- Jeszcze nie wiesz, tak? - zdziwił się nieznajomy, gdy starszy pan mu je powtórzył. - Cóż
przyjacielu, wszystkie one to dziwki i twoja wcale nie stanowi wyjątku. Wyszła właśnie z
jakimś bogatym paniczykiem na balkonik, a wierz mi, na tym się nie skończy…
Archanioł zerknął w stronę potężnego okna i rzeczywiście ujrzał stojącą na balkonie parę
ściskającą się namiętnie. Kobietą był niewątpliwie Loki, mężczyzną zaś najprawdopodobniej
Frotenbauer.
Przewodnik przetłumaczył, wyraźnie krzywiąc się przy słowie dziwka.
- Jeśli mogę dodać coś od siebie, signore Messaggero - zakończył. - To uważam, że była to
zniewaga wymagająca zajęcia ostrego stanowiska.
Archanioł popatrzył na niego zdumiony, w pierwszej chwili nie wiedząc, o co chodzi.
Zerknął też na twarze gromadzących się wokół ludzi. Ze wszystkich mógł wyczytać to samo.
Że powinien zareagować… I przypomniał sobie, że tutaj Loki to przecież nie Loki, tylko słodka
Mary Ann.
- Si, certo! - odpowiedział z uśmiechem miłemu starszemu panu, a chwilę potem jego pięść
pomknęła z prędkością błyskawicy ku twarzy nieznajomego. Ten zachwiał się zdezorientowany,
po czym runął jak długi na ziemię.
Gabriel wytarł rękę o kamizelkę i uśmiechnął się przepraszająco, a tłum nagrodził go
gorącymi oklaskami. Przewodnik usłużnie podsunął mu miseczkę z lodem, by mógł doń
wsadzić dłoń. Odmówił.
Z oddali rozbrzmiał dźwięk dzwonka i wszędzie pojawili się kelnerzy z tacami pełnymi
kieliszków szampana. Dochodziła dwunasta.
* * *
Główna licytacja odbyła się zaraz po północy. Loki odnalazł Gabriela w tłumie i klepnął go
w ramię.
- Co ty…? - syknął archanioł, ale Kłamca gestem nakazał mu milczenie.
- Patrz teraz uważnie - wyszeptał.
Z początku nic się nie działo. Ale gdy odsłonięto obraz, gdy przebrzmiały liczne ochy i
achy na jego cześć, rozgorzała walka wieczoru. Pomimo dość wysokiej ceny wywoławczej
chętnych znalazło się wielu. To nie było już jakieś tam dziełko podrzędnego płótnoskroba. To
był Pollock, nazwisko, za które warto zapłacić.
Szybko się jednak okazało, że niewielu entuzjastów twórcy stać było na jego zaginione
dzieło. Liczba wznoszonych w górę tabliczek kurczyła się gwałtownie. Gdy licytantów zostało
tylko dwóch, Loki szturchnął Gabriela.
- Archaniele, poznaj potęgę kobiecych wdzięków - wyszeptał.
Prowadzący drugi raz wywrzeszczał zlicytowaną cenę i już szykował się do trzeciego, gdy
nagle suma została podwojona. Po sali przebiegło westchnienie pełne zdumienia, a zaraz za nim
garść oklasków.
Nowy lider niedługo cieszył się jednak zwycięstwem, gdyż jego przeciwnik w mig dokonał
podobnego zabiegu. Maszyna ruszyła i - Gabriel czuł to wyraźnie - mniej już chodziło o
Pollocka, a bardziej o grę ambicji.
Walka trwała dobry kwadrans, a cena wzbogaciła się już o taką kolekcję zer, że nawet
prowadzący nerwowo ocierał pot z czoła. W końcu jeden z zawodników, setny raz
wystukawszy coś na kalkulatorze, skapitulował.
Zwycięzca - Frotenbauer, który przed aukcją zdążył się przebrać i wyglądał teraz jak
amerykański macho epoki twista, przy wtórze głośnych braw podszedł do stolika, by dopełnić
formalności. Po chwili, trzymając w ręce niewielki kwit, podszedł do Lokiego.
- Oto i obraz, droga pani - powiedział z uśmiechem, wręczając mu świstek. - Liczę, że i ty
dotrzymasz swojej części umowy - dodał, lekko zezując na archanioła.
- Oczywiście, panie Frotenbauer - zaszczebiotał Kłamca. - Pozwoli pan, że za chwilkę do
pana dołączę.
- Będę czekał z niecierpliwością - zapewnił mężczyzna i ruszył w stronę toalet.
- Co ty znowu kombinujesz? - zapytał Gabriel.
- Muszę tylko dotrzymać umowy - odparł z rozbawieniem Loki. - Spotkamy się przy
wyjściu. Za kwadrans albo nawet szybciej.
* * *
Archanioł ledwie zdążył pożegnać się z przewodnikiem, gdy wyminął go czerwony jak
burak Frotenbauer. Mężczyzna szybkim krokiem zdążał ku wyjściu i widać było, że z wielkim
trudem zmusza się, aby nie biec. Chwilę później, kołysząc biodrami, nadszedł Loki.
- Coś ty mu zrobił? - zapytał boży posłaniec.
- Pokazałem mu. - Kłamca skrzywił się w uśmiechu. - Ale on nie to chciał zobaczyć. Moja
przemiana w kobietę nie była całkowita i trochę się zawiódł.
Gabriel zamrugał z niedowierzaniem. Loki chwycił go pod ramię.
- Chodź, zanim postanowi odebrać mi obraz. Poza tym chyba dość już narobiliśmy
kłopotów słodkiej Mary Ann.
* * *
Loki spał w najlepsze, gdy do drzwi jego hotelowego pokoju ktoś załomotał. Bóg wstał,
spiął włosy i przygładził brodę. Powoli podszedł do drzwi. Za progiem stał Gabriel.
- Nie mogłeś jakoś przez ścianę? - skrzywił się Kłamca. - W promieniu światła albo coś?