– Sugeruje pani, że to moja wina?
– Oglądała pani nagrania z waszych konferencji prasowych? Widziała pani, jak wygląda w telewizji? Ma pani taką siłę perswazji, że niejeden polityk by się schował. Zawsze opanowana, chłodna, przekonująca. Uświadomiła pani telewidzom, że ich córki mogą być następne. Pani nie tylko włączyła się do tej historii, pani się nią po prostu stała. Nawet ja z wami sympatyzowałam. Kurczę, wszyscy dziennikarze pili wasze zdrowie, kiedy aresztowano Eddiego Como. Ale to było, zanim zginęła Sylvia Blaire. Jasne, że jest pani odpowiedzialna za to, co się wczoraj stało. Gdybyście tak nie podgrzewały atmosfery, może policja przeprowadziłaby dokładniejsze śledztwo. Gdyby policja nie traciła tyle czasu na tłumaczenie się z tego, co mówiła pani do kamer, detektywi mieliby więcej czasu na prowadzenie śledztwa. Policjanci są bardzo wrażliwi na naciski publiczne. Proszę zapytać sierżanta Griffina.
– Też cię kocham, Maureen – powiedział Griffin. Dziennikarka posłała mu słodki uśmiech.
– Właśnie dlatego tak lubię tę pracę.
– Nie ma żadnych przekonujących dowodów, że Eddie Como był niewinny – nie dawała za wygraną Jillian.
– Niech pani to powie Sylvii Blaire.
– Możliwe, że ktoś się pod niego podszył.
– Mam to nagrać?
Jillian nie odpowiedziała. Maureen pokiwała głową.
– Tak właśnie myślałam – rzuciła i ruszyła z Jimmym do samochodu. Niewątpliwie mogli być z siebie dumni. Przybyli, zobaczyli, zwyciężyli. Maureen pomachała Jillian i Griffinowi na pożegnanie i zasunęła za sobą drzwi.
– Nie powinnaś jej była słuchać – rzekł Griffin, gdy wóz transmisyjny odjechał.
– Ale słuchałam i będę słuchać – odparła z uśmiechem. – Tak samo jak Carol i Meg. Będziemy o tym myśleć w środku nocy.
Odwróciła się i zaczęła iść w stronę swojego samochodu.
– Jillian… – Chwycił ją za ramię. Fizyczny kontakt oboje zaskoczył. Jillian wpatrywała się w jego dłoń tak długo, aż ją puścił. – Fitz przeprowadził rzetelne śledztwo. Ja też znam się na swojej robocie. Wyjaśnimy tę sprawę.
Jillian spojrzała w niebo.
– Zostały trzy godziny do zmroku, Griffin. Zastanawiam się, która kobieta będzie dziś w nocy sama w domu. Która studentka będzie zakuwać do egzaminów, marzyć o chłopaku albo po prostu siedzieć przed telewizorem. Zastanawiam się, która dziewczyna popełnia w tej chwili drobny błąd, który wkrótce może zaważyć na jej życiu.
– Nie możesz myśleć w ten sposób.
– Ale myślę. Komuś, kto przeżył napaść, trudno myśleć inaczej. Świat jest bardzo niebezpiecznym miejscem, sierżancie.
GRIFFIN
– Mam dobrą wiadomość – oświadczył detektyw Waters przez telefon komórkowy. – Eddie Como nie żyje.
– O, nareszcie coś nowego. – Griffin jechał właśnie Ocean Road w stronę Providence, przyciskając komórkę do ucha. Ruch był niezbyt duży. Dopiero za miesiąc całe Narragansett zamieni się w gigantyczny parking dla turystów. Nie ma to jak lato.
– Koroner przed chwilą to potwierdził – mówił Waters. – Poza tym policja miejska zidentyfikowała tego zwęglonego truposzczaka.
– Serio?
– Facet służył w armii. Niejaki Gus J. Ohlsson z Nowego Jorku. Wyobraź sobie, że gość był snajperem.
– Więc detektywistyczna intuicja znowu nas nie zawiodła. Trzeba to otwarcie przyznać: mamy nosa.
– Możesz się poklepywać po ramieniu, ile wlezie, a i tak wszystkie laury zbiorą gliniarze z policji miejskiej. Właśnie załatwiają nakaz sądowy, żeby przejrzeć wojskowe akta i rachunki bankowe Ohlssona. Facet ma ojca w Nowym Jorku, więc możesz sobie wyobrazić, że Boz i Higgins tańczą z radości.
– Nie ma to jak wycieczka – zauważył Griffin. Boz i Higgins od piętnastu lat pracowali w Biurze Detektywistycznym policji miejskiej. A że Providence znajdowało się w pobliżu autostrady I-95 łączącej Nowy Jork z Bostonem, tutejsze przestępstwa często były powiązane ze sprawami w którymś z tych miast. Dziwnym zbiegiem okoliczności do Nowego Jorku zawsze jeździli właśnie Boz i Higgins. Naprawdę zawsze. Plotka głosiła, że to dlatego, iż przepadają za przedstawieniami na Broadwayu.
– Biorąc pod uwagę wojskową przeszłość Ohlssona, nasza hipoteza z wynajętym mordercą wygląda coraz lepiej. Oczywiście ci z miejskiej chcą jeszcze sprawdzić powiązania z mafią.
– U kogoś z takim nazwiskiem jak Ohlsson?
– Świat stał się globalną wioską, nie słyszałeś? Mafia też zrobiła się wielonarodowościowa.
– A niech mnie, człowiek bierze rok urlopu, a gdy wraca, okazuje się, że zmieniła się cała mapa przestępczego świata. Kto by pomyślał! – Griffin wjechał na estakadę prowadzącą na północ. – Są jakieś wieści od straży pożarnej?
– Po dwóch dniach?! Kurczę, naprawdę straciłeś kontakt z rzeczywistością.
– Wolę o sobie myśleć jako o optymiście. Aha, słuchaj Mike, mógłbyś się w moim imieniu skontaktować z tymi od przestępstw finansowych? Powiedz im, że Jillian Hayes przekazała te dwadzieścia tysięcy parafii w Cranston. Ksiądz to potwierdził, ale musimy utrzymać szczegóły w tajemnicy.
– To nie będzie trudne. Przecież nie podałeś mi żadnych szczegółów. To co? Wracasz teraz do biura?
– Nie, jadę odwiedzić Dana Rosena.
– Jedziesz do Rosena? – zapytał Waters podniesionym głosem. Griffin rozumiał jego rozdrażnienie. Detektyw prowadzący sprawę nie powinien jeździć po mieście. Jego robota polegała na siedzeniu w centrum śledczym i koordynowaniu pracy podwładnych, takich jak Waters, do których należało przesłuchiwanie podejrzanych i świadków. Wiedział też, że jeśli nie pojawi się wkrótce w centrum dowodzenia, dostanie burę od szefowej.
– Co ty wyprawiasz, Griff? – dopytywał się Waters.
– Mam pewną teorię. Muszę ją sprawdzić.
– Powiedz mi, co to za teoria, a sam ją sprawdzę.
– Uznałem, że wolałbyś spędzić popołudnie w barze.
– Co?
– Chciałbym, żebyś pojechał do Cranston i zlokalizował wszystkie bary, puby i nocne kluby w pobliżu domu Eddiego Como – wyjaśnił Griffin. – Porozmawiaj z barmanami, podpytaj, czy Como spędzał u nich dużo czasu i, co najważniejsze, z kim.
Nastąpiła długa cisza.
– Griffin…
– Tak, wiem.
– Jak Fitz się o tym dowie, to naprawdę się wkurzy.
– Nie martw się, on się już taki urodził. Nic na to nie poradzimy. Właśnie dlatego wybrałem ciebie do tej roboty. Liczę na twój urok osobisty.
– A niech cię, Griff! Mój urok nic tu nie pomoże. W takim małym stanie jak ten wieści szybko się rozchodzą. Ci z miejskiej pomyślą że węszymy wokół ich sprawy, i zanim się obejrzysz, ich porucznik zadzwoni z gębą do naszego. A Morelli nie lubi, jak się na nią krzyczy, nie zauważyłeś?
– Słuchaj, mamy trupa. Nasza robota polega na tym, żeby znaleźć winowajcę. Praca nad profilem ofiary nie wykracza poza obszar naszego śledztwa.
– Tak sądzisz? – zapytał Waters bez przekonania. Nie dał się nabrać. Fitz też by się nie nabrał.
– Gdyby ktoś pytał, powtórz, co ci powiedziałem – oświadczył Griffin. – Wezmę całą odpowiedzialność.
– Wiesz, że nie o to mi chodziło…
– Cranstoński akcent, Mike. Szukam dobrego znajomego Eddiego, który wychował się w Cranston i od czasu do czasu nosi zapinane koszule. Może nos mnie zawodzi. Ale chciałbym, żebyś to sprawdził.
– Ożesz kurde! – Waters stęknął głośno, co oznaczało, że się zgadza. – A jak już znajdę tego tajemniczego gościa?