Выбрать главу

– Pokazuje Jillian, Carol i Meg – oznajmiła Toppi. Spojrzała na Libby. – Klub Ocalonych?

Pani Hayes stuknęła palcem, otworzyła książkę na innej stronie i wskazała obrazek.

– Jeden – powiedziała Toppi. – Klub Ocalonych i jeden?

Pojedyncze stuknięcie.

– To znaczy „tak” – wyjaśniła Toppi, po czym uklękła przed Olivią. – Nie bardzo rozumiem, Libby. Masz na myśli czwartą ofiarę? Syłvię Blaire?

Brak odpowiedzi.

– Uważasz, że w Klubie Ocalonych powinny być cztery osoby? Libby zmarszczyła brwi i po chwili wahania stuknęła palcem w książkę.

– Dlaczego cztery? – zapytała Meg.

– Nie można jej zadawać pytań problemowych – odezwała się Jillian. – Libby wie, co chce powiedzieć, ale trzeba jej w tym pomóc, zadając pytania, na które można odpowiedzieć „tak” lub „nie”.

Teraz też przyglądała się matce. Trudno było wyczytać odpowiedź z jej twarzy. Było w niej współczucie, napięcie, rezygnacja. Po chwili Libby spojrzała Jillian w oczy i jej twarz natychmiast przybrała inny wyraz. Wyglądała teraz jak kochająca matka patrząca na córkę. Na swoją jedyną córkę.

– Pytanie z odpowiedzią na „tak” lub „nie” – mruczał pod nosem Tom.

– Cztery osoby, cztery osoby… – zastanawiał się na głos Vinnie.

– Większy Klub Ocalonych? – zachodziła w głowę Meg.

Wtedy nagle Jillian otworzyła szeroko oczy.

– Wiem, co mama ma na myśli. O, Boże, dlaczego wcześniej o tym nie pomyślałam?

Libby wychyliła się do przodu, czekając, aż usłyszy z ust córki słowa, o których myślała.

– Sierżant Griffin pytał, czy mamy coś wspólnego ze śmiercią Eddiego, bo jesteśmy jego ofiarami. Mamy najmocniejszy motyw.

Energiczne stuknięcie.

Jillian zwróciła się teraz do detektywa.

– Ale statystyki mówią, że ofiary często nie zgłaszają gwałtu, prawda? Podobno policja dowiaduje się o zaledwie jednej czwartej tego typu przestępstw.

Griffin zamknął oczy. Teraz rozumiał.

– A niech mnie…

Z wózka inwalidzkiego dobiegło następne stuknięcie.

– Tak – szepnęła Jillian. – Tylko ja, Carol i Meg zgłosiłyśmy się na policję. Ale to nie znaczy, że byłyśmy jedynymi ofiarami Gwałciciela z Miasteczka Uniwersyteckiego. Jest całkiem prawdopodobne, że co najmniej jedna ofiara nie ujawniła się. A to znaczy, że może istnieć ktoś, kto miał równie silny motyw do zabicia Eddiego.

GRIFFIN

O wpół do siódmej wciąż nie było żadnych wieści o stanie Carol, ale Griffin musiał iść. Waters na niego czekał, poza tym miał jeszcze robotę. Opuścił więc posępną grupę w poczekalni. Zauważył, że Dan odsunął się od reszty, ale Jillian od razu zajęła miejsce obok niego. Może Dan był jej za to wdzięczny. Trudno powiedzieć. W każdym razie powinien, pomyślał Griffin. Spojrzał jeszcze raz na Jillian i wyszedł. Na parkingu natychmiast zaatakowali go dziennikarze.

– Jak się czuje Carol Rosen?

– Są już jacyś podejrzani?

– Czy samobójcza próba pani Rosen ma jakiś związek z zamordowaniem Eddiego Como?

Griffin zignorował wszystkie pytania i wsiadł do samochodu. Zdziwiło go trochę, że szpital nie jest bardziej oblegany przez media. Kiedy włączył radio, zrozumiał dlaczego.

Tawnya Clemente zorganizowała konferencję prasową w kancelarii prawniczej w centrum Providence. Jej nowy adwokat oświadczył, że zamierza wnieść sprawę o pięćdziesięciomilionowe odszkodowanie przeciwko władzom miasta i Departamentowi Policji w Providence z powodu fałszywego oskarżenia Eddiego.

– Jak wskazuje nowy materiał dowodowy – grzmiał święcie oburzony prawnik – Edward Como w ogóle nie powinien był zostać aresztowany. Przedwczesne i nieodpowiedzialne oskarżenie Edwarda Como o serię gwałtów doprowadziło do tragicznej śmierci tego młodego człowieka, którego zastrzelono przed gmachem sądu, gdzie już wkrótce zostałby oczyszczony z zarzutów. Wczorajszy dzień okrył złą sławą naszą władzę sądowniczą. Providence zwróciło się przeciwko jednemu ze swych synów. Teraz miasto musi zapłacić za tę tragiczną w skutkach pomyłkę.

Właśnie wtedy zadzwoniła komórka Griffina.

– Słuchasz tego pajaca? – jęknął mu do ucha Fitz. – Jezu Chryste, zaraz dostanę zawału. Moje serce normalnie eksploduje! Zdechnę w tej niewdzięcznej, gównianej, pojebanej robocie i wtedy żona wytoczy miastu proces o siedemdziesiąt milionów dolców, żeby przebić rodzinę Como. Chryste Panie! Powinienem był aresztować Tawnyę, kiedy miałem okazję. Masz żonę? – zapytał Griffin.

– Odpieprz się, sierżancie!

– Widzę, że miałeś kolejne upojne popołudnie.

– W Blockbusterze – jęknął Fitz. – Skubany smarkacz chyba jest w porządku. Pokazał nam potwierdzenie transakcji w komputerze, a potem prawie się rozbeczał, kiedy zaczął wyjaśniać, dlaczego wcześniej z nikim się nie skontaktował. Jego siostra chodzi do college’u w Providence, a on był przekonany, że Como jest winny, i nie chciał zrobić nic, dzięki czemu Gwałciciel z Miasteczka Uniwersyteckiego mógłby wyjść na wolność.

– Czyli dzieciak go widział, ale mimo to myśli, że Eddie był winny?

– Z powodu DNA. Niektórzy naprawdę wierzą w te rzeczy. Tylko dlaczego, do kurwy nędzy, nigdy nie zasiadają w ławie przysięgłych?

Griffin wyjechał na ulicę. Brak snu w ostatnią noc zaczął zbierać swoje żniwo. Tyle nowych informacji, a jego mózg nie potrafił ich przetworzyć.

– Czy właśnie zeznanie dzieciaka jest podstawą żądań Tawnyi?

– Może. Ale wydaje mi się, że jej prawnik skoncentruje się głównie na napaści na Sylvię Blaire. Była taka sama jak ataki Gwałciciela z Miasteczka Uniwersyteckiego, ale Eddie już nie żył, więc to nie on jest gwałcicielem.

– Czyli sprawa Sylvii Blaire robi się gorąca.

– No. Burmistrz właśnie dał nam dodatkowe fundusze.

– Więc teraz jesteś ważniakiem.

– Warto wydać kupę szmalcu na ludzi i badania laboratoryjne, bo to i tak znacznie mniej niż pięćdziesiąt melonów.

– Domyślam się, że przyśpieszyłeś badania próbek DNA.

– Tak. Jutro rano mam mieć wyniki. Boże, niech się okaże, że to był jej były chłopak. Tylko to uratuje nasze tyłki. I żeby jeszcze się przyznał, że skopiował zbrodnię Gwałciciela z Miasteczka Uniwersyteckiego dzięki informacjom z jakiejś witryny internetowej, na przykład www.ChcęByć-Gwałcicielem.com.

– Obawiam się, że lepiej byś wyszedł na zawale – zauważył Griffin.

– Pewnie tak. – Fitz westchnął. Wciąż nie miał czasu się przespać i było to słychać w jego głosie. – Griffin, czy Carol Rosen naprawdę próbowała popełnić samobójstwo?

– Znaleźliśmy ją nieprzytomną. Przedawkowała pigułki nasenne. Oprócz tego piła.

– Cholera jasna.

– Przykro mi, Fitz.

– To z powodu Sylvii Blaire, prawda? Ta sprawa wszystkich wyprowadziła z równowagi. Media wariują, ludzie dzwonią po policję, gdy tylko zadrży krzak przed domem… A to tylko ktoś się podszył. Takie rzeczy się zdarzają. – Fitz znowu westchnął. Był wyraźnie zdesperowany. – To nie jej wina. Bez względu na to, co schrzaniliśmy, to nie jest wina ani jej, ani Jillian, ani Meg. Jesteśmy dużymi chłopcami, prowadzimy śledztwa samodzielnie.

– Czy próbowaliście znaleźć inne ofiary?

– Nie rozumiem.

– Jillian i jej matka zauważyły interesującą rzecz. Gwałty należą do najrzadziej zgłaszanych przestępstw. Fakt, że znamy trzy ofiary Gwałciciela z Miasteczka Uniwersyteckiego, jeszcze nie oznacza, że nie było ich więcej.