Выбрать главу

Fitz milczał przez chwilę.

– Cóż, przeszukaliśmy komputerową bazę danych o przestępstwach seksualnych. W żadnej części kraju nie znaleźliśmy gwałtu, który odpowiadałby sposobowi działania Gwałciciela z Miasteczka Uniwersyteckiego. Oczywiście to jeszcze nie znaczy, że znamy wszystkie ofiary. Może ofiara nie zgłosiła przestępstwa. Albo zgłosiła, ale nie zdążyli jeszcze tego wpisać do bazy danych. D’Amato czekał pół roku z zatwierdzeniem aktu oskarżenia na wypadek, gdyby zgłosiły się inne kobiety. Między innymi dlatego nie oponował przeciwko konferencjom prasowym Klubu Ocalonych. Uznał, że jeśli coś może skłonić inne ofiary do ujawnienia się, to właśnie widok Jillian, Carol i Meg w telewizji.

– Ale nikt się nie zgłosił?

– W każdym razie o niczym takim nie słyszałem.

– Ale to jeszcze nie wyklucza…

– Griffin, nic tego nie może wykluczyć. Choćbyś przesłuchał dosłownie każdą kobietę w tym stanie, to i tak nie mógłbyś wykluczyć, że nie było więcej ofiar, bo któraś mogłaby skłamać. Jesteśmy gliniarzami. Nie możemy się zajmować tym, co niemożliwe. Musimy się koncentrować na tym, co prawdopodobne.

– Potrafię wyjaśnić sprawę finansów wszystkich podejrzanych – powiedział nagle Griffin.

Fitz był wyraźnie pod wrażeniem.

– Serio?

– Tak. Zapytałem nawet Vinniego Pesaturo, czy zlecił zabójstwo Eddiego. Powiedział, że nie. Możesz mnie uznać za wariata, ale mu wierzę.

– Innymi słowy, właśnie skończyli ci się podejrzani.

– W każdym razie do tej hipotezy – odparł Griffin.

– To znaczy?

– To znaczy, że może jednak nie chodziło o zemstę. Może motyw był zupełnie inny. Tylko jaki?

Ledwo Griffin skończył rozmawiać z Fitzem, komórka znowu zadzwoniła.

– Sierżant Griffin – powiedział, przystawiając telefon do ucha.

– Gdzie się, do cholery, podziewasz?

– Morelli! Moja ulubiona pani porucznik. Czy mówiłem już, jak ładnie pani dzisiaj wygląda?

– Nie wiesz, jak dziś wyglądam, bo nie pofatygowałeś się, żeby się ze mną zobaczyć. Zabawne, ale o ile pamiętam, do obowiązków detektywa prowadzącego należy informowanie przełożonych o postępach w śledztwie. Detektyw prowadzący powinien siedzieć w biurze, zbierać raporty, konstruować teorie, kierować ludźmi w terenie!

– Mam dobre wiadomości – oznajmił czym prędzej Griffin. – Robimy postępy.

– Doprawdy? Bo słuchałam wiadomości, sierżancie, i zdaje mi się, że sprawę diabli biorą.

– Chodzi pani o to pięćdziesięciomilionowe odszkodowanie?

– To jeden problem.

– I o to, że ludzie są teraz przekonani, że w mieście grasuje seryjny gwałciciel i wszyscy zostaną napadnięci i zamordowani we śnie?

– To drugi problem.

– Burmistrz jest zasypywany pytaniami, pułkownik jest zasypywany pytaniami, a media urządzają sobie niezłe przedstawienie naszym kosztem?

– Bardzo dobrze, sierżancie. Jak na kogoś, kogo nigdy nie ma w pobliżu, masz niezłe rozeznanie w sytuacji. Czyżby detektyw Waters się nad tobą zlitował?

– Tak jest, pani porucznik – przyznał Griffin.

– Cóż, to bardzo dobrze o nim świadczy. Rozumiem, że wysłałeś go do Cranston w poszukiwaniu kumpli Eddiego Como. Coś mi się zdaje, że wchrzaniasz się miejskim do śledztwa. Jak to jest?

– Po prostu staram się być dokładny – odrzekł dyplomatycznie Griffin.

– Sierżancie, nie zmuszaj mnie, żebym cię zabiła.

Griffin uśmiechnął się. Zawsze lubił porucznik Morelli. Wziął głęboki wdech.

– Problem jest taki. Zaczęliśmy od hipotezy, że skoro Eddie Como został oskarżony o gwałty, to najbardziej prawdopodobnymi podejrzanymi o jego morderstwo są ofiary.

– Tak, pamiętam.

– Zgodnie z tym założeniem detektywi od finansów sprawdzili konta bankowe trzech kobiet i ich rodzin. Okazało się, że Jillian Hayes i Dan Rosen podjęli ostatnio spore sumy.

– Czyli oboje mogli wynająć snajpera.

– Mogli, ale niestety tego nie zrobili. Jillian Hayes przekazała pieniądze parafii w Cranston, co potwierdził ksiądz Rondeli, a Dan Rosen przegrał swoją forsę w Foxwood, co potwierdził Vincent Pesaturo. Zdaje się, że pan Rosen ma problem z hazardem.

– A to znaczy, że ty też masz problem.

– Tak. W tej chwili wśród ofiar i ich rodzin nie ma żadnego prawdopodobnego podejrzanego. Dotyczy to nawet Vinniego Pesaturo.

– Do czego zmierzasz, sierżancie?

Griffin roześmiał się ponuro.

– Cóż, zostały nam jeszcze dwie hipotezy. Pierwsza to taka, że trzymamy się motywu zemsty i zakładamy, że morderstwo zleciła inna, nieznana nam ofiara Gwałciciela z Miasteczka Uniwersyteckiego.

Pani porucznik milczała przez chwilę.

– Ciekawa hipoteza.

– Prawda? Jillian Hayes i jej matka na to wpadły. Trzeba pamiętać, że gwałt należy do najrzadziej zgłaszanych przestępstw. Skonsultowałem się z Fitzem. Okazało się, że przeszukali komputerową bazę danych w poszukiwaniu podobnych zgłoszeń w innych stanach. Ale to nic nie znaczy. Całkiem możliwe, że ofiara, której szukamy, w ogóle nie zgłosiła się na policję.

– A sprawdzali telefony zaufania?

– Nie.

– To może wyślesz tam kilku ludzi, sierżancie? Nie będą mogli ci podać żadnych nazwisk, ale przynajmniej się dowiesz, czy nie było podobnych ataków. Przekonasz się, czy jesteś na dobrym tropie.

– Słuszna uwaga.

– Właśnie dlatego mam „por.” przed nazwiskiem. A jaka jest ta druga hipoteza?

– Wiąże się ze sprawą Sylvii Blaire. Fitz ma nadzieję, że ktoś się podszył pod Eddiego. Tylko że jest jeden problem.

– Płyn do higieny intymnej.

– Jak na zaniedbywaną przez podwładnych, całkiem nieźle się pani orientuje.

– Informuję cię, sierżancie, że naprawdę ładnie dzisiaj wyglądam. Poza tym porucznik Kennedy z policji miejskiej stara się o względy mojej siostry. Nawiasem mówiąc, to jedyny powód, który powstrzymuje detektywa Fitzpatricka od skręcenia ci karku. No, może jeszcze to, że Fitzpatrick ma teraz również inne problemy.

– Dziękuję – powiedział poważnie Griffin. – W każdym razie odbyliśmy z Fitzem ciekawą rozmowę na temat Sylvii Blaire. Możliwe, że Eddie Como prowadził podwójne życie, jedno jako troskliwy narzeczony, a drugie jako zboczeniec seksualny. I możliwe, że Eddie zboczeniec miał kumpli, przed którymi się przechwalał.

– Którzy wiedzieli o płynie do higieny intymnej i o innych szczegółach?

– Właśnie.

– Kolejna interesująca hipoteza – przyznała porucznik Morelli. – Ale dlaczego zatrzymywać się na przechwałkach? Dlaczego nie założyć, że Eddie miał wspólnika? Duety gwałcicieli już się przecież zdarzały.

Griffin wzruszył ramionami.

– Znaleziono tylko jeden typ DNA. Poza tym Carol i Jillian mówiły o jednym napastniku.

– A jeżeli ten drugi był pasywny i tylko stał na czatach? Griffin wydął wargi.

– No, no – mruknął z uznaniem.

– Niezła jestem, co?

– Fakt – przyznał.- Czas! To by tłumaczyło problem czasu. Przy pierwszym ataku gwałciciel się śpieszył. Jakby się obawiał, że zostanie nakryty. Ale z Carol, która jest uważana za ofiarę zastępczą, spędził bardzo dużo czasu. Dlaczego nie bał się, że ktoś przyjdzie do domu? Wygląda na to, że w mieszkaniu Trishy Hayes też przebywał bardzo długo. Kiedy zjawiła się Jillian, zdążył już zgwałcić jej siostrę, ale jeszcze nie wyszedł. I nawet jeśli Jillian mu przeszkodziła, nie był zaskoczony jej nadejściem. Schował się i zaatakował ją od tyłu. Oczywiście fakt, że przy Carol Rosen i Trishy Hayes spędził więcej czasu, może mieć związek ze wzrastającym apetytem na przemoc. Potrzebował coraz silniejszych bodźców, żeby poczuć ten sam dreszczyk. Ale równie dobrze mógł mieć wspólnika stojącego na czatach, dzięki któremu mógł zostać na miejscu zbrodni tak długo, jak chciał. Tyle że w przypadku Trishy Hayes, która mieszkała w suterenie, nie miał innej drogi ucieczki, więc musiał zaatakować Jillian.