– Stul pysk – warknął Fitz.
– Opowiedz nam o Sylvii Blaire – powiedział Griffin. Odsunął sobie krzesło, ale nie usiadł.
David przekrzywił głowę. Nie był jeszcze gotowy do przejścia do spraw urzędowych.
– Brakuje mi kolacji w waszym domu, wiesz? Uwielbiałem na was patrzeć. Cindy i Griffin. Griffin i Cindy. Dawaliście mi nadzieję, że w życiu jest coś wartościowego. Mam nadzieję, że kiedyś też się tak zakocham.
– Jak on się nazywa?
– Hej, Griff, nie bądź taki chamski, okej?
– Masz mi podać nazwisko mężczyzny, który zgwałcił i zamordował Sylvię Blaire. – Griffin oparł ręce o stół i pochylił się nad Price’em, marszcząc brwi.
David po prostu się uśmiechnął i potrząsnął kajdanami.
– Nie ma powodu przechodzić do rękoczynów, Griff. Jestem bezbronny. Nie widzisz? – Posłał Griffinowi kolejny słodki uśmiech.
– Dawaj to nazwisko! – huknął Griffin.
Zamiast odpowiedzieć, David spojrzał na Fitza.
– Nie wyglądasz mi na gościa, który umie się podstawić dla dobra kumpla – oświadczył chłodno. – Mike Waters to co innego. Skoczył do przodu i przyjął cios. A twój kumpel Griff naprawdę umie nieźle walnąć. Widziałeś gębę Mike’a po tym laniu? – David gwizdnął z uznaniem. – Można by pomyśleć, że facet odbył dziesięciorundowy pojedynek z Tysonem. Podejrzewam, że musiał przejść gruntowną operację plastyczną. Pewnie z pieniędzy podatników. Warto, żebyś o tym pamiętał, detektywie. Przydałaby ci się interwencja wprawnego chirurga. A przynajmniej liposukcja tu i tam. O, i jeszcze tam. Przyznaj się! Jaka jest twoja ulubiona potrawa? Chyba nie frytki, co?
– Dawaj to pierdolone nazwisko – warknął Fitz.
David westchnął z ubolewaniem. Samcze porykiwania zawsze go nudziły. Zwrócił się znowu do Griffina.
– Myślałem, że przynajmniej raz mi odpiszesz.
– Gadaj, co wiesz – powiedział półszeptem Griffin. – Obaj wiemy, że bez tego nie ma zabawy.
– Dostałeś moje listy?
Griffin nie odpowiedział. Wcześniej powinien był przyjąć tę taktykę. David potrzebował udziału rozmówcy, bez tego nie mógł nim manipulować. A bez manipulacji nie ma zabawy.
– Wiesz, w więzieniu nie jest nawet tak źle – powiedział David, zmieniając strategię. – Żarcie jest całkiem niezłe. Zdaje się, że władze uznały, że zwierzęta w zoo trzeba dobrze żywić, żeby się na siebie nie rzucały. Poza tym odnalazłem wewnętrzny spokój w ćwiczeniach jogi. I wiesz co, nigdy byś nie zgadł! Okazuje się, że mam prawdziwy talent do stolarstwa. Kiedyś zrobię ci stół, Griff. Z inicjałami wyrytymi na nóżkach. Ze względu na dawne czasy. Jakie chcesz wymiary?
Fitz otworzył usta. Griffin zgromił go wzrokiem. Detektyw zmarszczył brwi, ale się nie odezwał.
– Oooo, jak tresowana foka – zauważył David. Uśmiechnął się radośnie. Znowu miał widownię.
– Kto zgwałcił i zamordował Sylvię Blaire? – zapytał spokojnym głosem Griffin.
– Eddie Como.
– Jak się spotkaliście?
– Nigdy nie spotkałem Eddiego. Przecież w kółko to powtarzam. Ale znam faceta, który siedział z nim w celi, Jimmy’ego Woodsa. Spędziliśmy razem sporo czasu.
– Nie bajeruj mnie, Davidzie. Powiedz, kto jest prawdziwym Gwałcicielem z Miasteczka Uniwersyteckiego. Który z was wpadł na pomysł z płynem do higieny intymnej?
Po raz pierwszy udało mu się zbić Price’a z tropu. Po chwili jednak David znowu się uśmiechnął.
– Widzę, że ta sprawa przypadła ci do gustu, co? Jest skomplikowana. Chytrze obmyślona. Zawsze umiałeś to docenić. Jak myślisz, która z kobiet wynajęła mordercę Eddiego Como? A może to ktoś z rodziny? Osobiście stawiam na tę opanowaną. Jakże się ona nazywa? A, tak! Jillian Hayes.
– Masz dokładnie dziesięć sekund na powiedzenie czegoś ważnego. Inaczej stąd wychodzimy. Dziesięć, dziewięć, osiem, siedem, sześć…
– Wiem, kto jest prawdziwym gwałcicielem. Griffin wzruszył ramionami.
– Nie wierzę. Pięć, cztery, trzy…
– Zaraz, zaraz, nie tak szybko, człowieku. Terapia niczego cię nie nauczyła? Zwolnij. Uspokój się. To nie był mój pomysł. Facet sam się do mnie zgłosił.
– Gwałciciel z Miasteczka Uniwersyteckiego przyszedł do ciebie?
– Jasne.
Griffin już wiedział, że Price kłamie.
– Po co?
– Bo ja wiem? Może ze względu na moją reputację. A może po prostu chciał z kimś pogadać. Nie potrafię czytać facetowi w myślach. Ale przyszedł do mnie i pogadaliśmy trochę o tym i o owym.
– O tym, jak popełnić przestępstwo?
– Obaj się tym interesujemy.
– Jak wykiwać policję?
David Price uśmiechnął się szeroko.
– O, tak. Tym też obaj się interesujemy.
– Gratuluję, Price – odezwał się Fitz. – Właśnie przyznałeś się do współudziału w trzech gwałtach i dwóch morderstwach. Teraz musisz wyśpiewać całą prawdę, żeby ocalić własny tyłek.
David obrzucił Fitza pogardliwym spojrzeniem.
– A przed czym niby mam ratować swój tyłek? Przed dożywociem, które i tak już odsiaduję? Hej, koleś, co jest? Nie wiesz, kim jestem? Jestem tym facetem, który zaczepiał dzieci na placach zabaw. Dawałem im trochę cukierków, bujałem na huśtawkach. A potem zabierałem do domu, do piwnicy, gdzie ściągałem ich urocze ubranka i…
– Wciąż nie powiedziałeś nic nowego – oświadczył Griffin. – Trzy, dwa, jeden…
– Wpuszcza spermę Como do płynu do higieny intymnej.
– Nie chrzań. Sam ci to powiedziałem.
– To był mój pomysł – oświadczył z powagą Price. – Z DNA zawsze jest kłopot. Właśnie dlatego zakopywałem moje dzieci. Żeby natura zrobiła swoje. Ale później przyszła mi do głowy genialna myśl. DNA lubi się wszędzie wdzierać… Więc po co z tym walczyć? Po co je ukrywać? Lepiej wprowadzić je do gry, wykorzystać.
Griffin wyprostował się.
– Dzięki, że powtórzyłeś mi moją własną teorię. Jesteś dupkiem. Zawsze nim byłeś i na zawsze nim pozostaniesz. Żegnam.
Odwrócił się na pięcie.
– Gwałciciel znał Eddiego Como – zawołał za jego plecami Price. – Eddie prawdopodobnie nawet tego nie pamiętał. Ale rozmawiali ze sobą. Pewnie nie więcej niż dziesięć minut, ale to wystarczyło, żeby biedny głupi Eddie powiedział mu, że pracuje w punkcie krwiodawstwa. Potem, drogi przyjacielu, jego los był już przesądzony.
Griffin odwrócił się powoli.
– Śledził Eddiego?
– Po prostu odrobił pracę domową.
– I co? Wykradał mu zużyte kondomy ze śmietnika?
David uśmiechnął się przebiegle.
– Nie odpowiem na to pytanie. Ale to kluczowa kwestia, prawda? Jak ukraść komuś spermę? W końcu to nie portfel, prawda?
– Nie wierzę.
– W co? W to, że pomogłem komuś zaplanować gwałty na dziewczynach z college’u? Czy w to, że potrafisz nas powstrzymać? Masz seryjnego gwałciciela, który hasa na wolności, Griffin. Kogoś, kto wygląda jak Eddie Como, ma głos Eddiego Como i DNA Eddiego Como. Słowem, nie masz zielonego pojęcia, kim jest ten facet! Więc lepiej siadaj i słuchaj. Bo tak się składa, że znam jego nazwisko. A to oznacza, że zrobicie wszystko, o co was poproszę. Bo inaczej zobaczycie mnie w popołudniowych wiadomościach. Tak, tak, Griffin. Jeżeli nie dostanę tego, czego chcę, cały stan dowie się, że pewien policjant, który o mało nie zabił mnie przy aresztowaniu, teraz odmówił współpracy z człowiekiem, który ma do przekazania informacje niezbędne do schwytania mordercy i gwałciciela słodkich niewinnych dziewcząt. I co ty na to?