Griffin podszedł wolno do Price’a. Oddychaj głęboko, podpowiadał mu rozsądek. Ale całe ciało buntowało się przeciwko temu. Dłonie zacisnęły mu się w pięści, mięśnie napięły, a oczy błysnęły złowrogo. Powinien był zatłuc Davida. Powinien był powalić własnych kumpli, a potem skręcić Price’owi kark.
– Nie wyjdziesz z więzienia – wycedził przez zaciśnięte zęby. – Bez względu na to, co powiesz albo zrobisz.
– Niewinne kobiety umierają…
– Dziesięcioro dzieci już nie żyje!
– Mogę ci zagwarantować kolejną ofiarę. Dzisiaj wieczorem.
– A ja mogę ci zagwarantować przeniesienie do izolatki. Koniec stolarstwa, jogi i jedzenia w stołówce. Do końca życia będziesz gnił samotnie w ciasnej celi.
– Chcesz mnie ukarać, sierżancie, czy zapobiec następnym gwałtom na słodkich młodych brunetkach? Przemyśl to sobie, nim odpowiesz. Rodzice przyszłych ofiar Gwałciciela z Miasteczka Uniwersyteckiego z zapartym tchem oczekują twojej odpowiedzi.
– Ty skurwielu… – warknął Fitz.
David przerwał mu niecierpliwie.
– Chcę stąd wyjść o szóstej – powiedział chłodno. – Na trzy godziny w cywilnym ubraniu. Możecie mnie skuć kajdankami i nadzorować. Taka jest umowa.
– Nie.
– Obawiam się, że tak. Inaczej skontaktuję się z mediami. Ten sam detektyw, który próbował rozwalić mi łeb półtora roku temu, teraz nie chce pomóc biednym młodym dziewczynom. Pomyśl o tym. Jeśli nie ubijesz ze mną targu, zginie kolejna kobieta, a prasa pożre cię na kolację. – David zerknął na ścienny zegar. – Jest dziesiąta. W południe chcę znać twoją odpowiedź.
– Nie negocjujemy z pedofilami.
– Nie rozśmieszaj mnie, proszę. Negocjujecie z każdym, kto ma to, czego potrzebujecie. A teraz zapytaj mnie o to, Griffin. No, śmiało, pytaj. – Wychylił się do przodu i spojrzał Griffinowi głęboko w oczy.
– Nie skrzywdziłeś jej – powiedział nagle Griffin.
Price zamrugał ze zdziwienia oczami.
– Tak ci się tylko wydaje. Ale to nieprawda. Cindy była lepsza od ciebie, Davidzie. Lepsza ode mnie.
– Zadaj to pierdolone pytanie! – warknął David.
– Po co ci trzygodzinna przepustka?
David w końcu oparł się o tył krzesła. Po raz pierwszy od momentu, gdy zaczęło się przesłuchanie, wyglądał na naprawdę zadowolonego. Spojrzał najpierw na Fitza, potem na Charpentiera, w końcu na Griffina.
– Chcę się zobaczyć z córką. Bez więziennych łachów i pokojów odwiedzin. Tylko ja i ona, twarzą w twarz. To prawdopodobnie jedyna okazja, kiedy będę mógł ją zobaczyć, więc zależy mi, żeby spotkanie wypadło jak najlepiej. Nie ma się co oszukiwać, dziadkowie nigdy nie przyprowadzą jej do więzienia.
– Jej dziadkowie?
– Tom i Laurie Pesaturo. Co jest? Meg nic wam nie powiedziała? Molly Pesaturo to moje dziecko. Widzisz, Griff, nie zabijałem wszystkich dziewczynek. Niektórym pozwoliłem się rozmnożyć.
Pięć minut później Griffin, Fitz i Charpentier byli z powrotem na parkingu.
– Price nie może wyjść – oznajmił Griffin. – Ani dzisiaj o szóstej, ani nigdy. Ani na trzy, ani na cztery godziny. Skurwysyn ma siedzieć w więzieniu. Koniec, kropka! – wrzasnął, wymachując dziko rękoma. Znowu drgała mu lewa noga, a w uszach dzwoniło tak głośno, że prawie nie słyszał własnych słów. Ale co tam, pierdolić! Równie dobrze może dostać teraz świra. To jedyna zdrowa reakcja na typa w rodzaju Davida Price’a. – Będziemy potrzebowali nazwisk. Mnóstwa nazwisk – zwrócił się do Charpentiera. – Chcę znać nazwiska wszystkich więźniów, którzy mogli mieć jakikolwiek kontakt z Price’em. Chcę znać nazwiska ich rodzin, przyjaciół i znajomych, zwłaszcza tych z kryminalną przeszłością. Poza tym chcę listę wszystkich więźniów, którzy ostatnio wyszli na wolność. Zrozumiano?
– To może trochę potrwać – oznajmił ponuro Charpentier.
– Masz dwie godziny. Zapędź do tego wszystkich ludzi, jakich masz.
Charpentier pokiwał głową. Wsiadł do samochodu i pojechał do swojego zatęchłego podziemnego biura. Na parkingu zostali tylko Griffin i Fitz.
– Skurwiel nie wyjdzie z pierdla nawet na sekundę – jeszcze raz zapewnił Griffin.
– Rozwiążemy tę sprawę.
– Skurwiel nie wyjdzie.
– To znajdź gwałciciela!
– A znajdę, do kurwy nędzy, znajdę! – warknął wściekle Griffin, po czym otworzył drzwiczki. – On ma jakiś plan.
– Nie zalewaj.
– Przemyślał wszystko. Wprowadził w ruch. Nie daj się oszukać tej gładkiej gębie. Skurwiel ma w dupie spotkanie z córką. Chodzi mu o coś innego.
– Tak sądzisz?
– Nie wypuszczę go z pierdla – powtórzył Griffin. – Nie ma mowy. Kiedy wyjeżdżali z parkingu, zobaczyli wóz transmisyjny Kanału Dziesiątego.
MOLLY
Fitz prowadził, Griffin telefonował. Najpierw zadzwonił do Watersa. – Sprawa wygląda tak. Price twierdzi, że zna nazwisko prawdziwego Gwałciciela z Miasteczka Uniwersyteckiego i podaje nam w zamian za zgodę na spotkanie z córeczką, Molly Pesaturo. Mamy dwie godziny na odpowiedź.
– Co?
– Serio. Słuchaj, wciąż jesteś w Cranston?
– W jednym z barów.
– Świetnie. Zdobądź zdjęcie Tawnyi Clemente. Pieprzyć Eddiego, zacznij rozpytywać o nią.
– O idealną dziewczynę, Tawnyę Clemente? Myślisz, że maczała w tym palce?
– Połowa tego, co mówi David, to kłamstwo. Co do jednego trzeba mu jednak przyznać rację: Eddie Como był niewinny. Prawdziwy gwałciciel go wrobił, ale żeby to zrobić, musiał skądś wytrzasnąć nasienie Eddiego. Tawnya wydaje się logiczną podejrzaną.
– Pomogła wrobić ojca swojego dziecka?
– Pomyśl o pięćdziesięciu milionach dolców, Mike. Wystarczy poświęcić życie jednego faceta, żeby nie musieć się o nic martwić do końca życia.
– Skoro tak stawiasz sprawę… – przyznał Waters.
– Pamiętaj, mamy dwie godziny. Miłej zabawy!
Griffin rozłączył się i natychmiast wybrał następny numer. Pół minuty później w słuchawce odezwał się sierżant Napoleon.
– Sierżancie! Dzwonię w imieniu detektywa Fitzpatricka. Detektyw Fitzpatrick prosi pana o wykonanie kilku badań.
– Aha – mruknął Napoleon.
Griffin udał, że go nie usłyszał.
– Detektyw Fitzpatrick dzięki błyskotliwej dedukcji wpadł na to, w jaki sposób DNA Como mogło się znaleźć na miejscu zbrodni. Uważa, że nasienie Eddiego dostało się do ciał ofiar razem z płynem do higieny intymnej. Co pan na to?
Nastąpiła sekunda ciszy. Fitz przewrócił oczami, usłyszawszy przesadne pochlebstwo.
– A niech mnie! – odezwał się w końcu Napoleon. – To ma sens.
– Więc to możliwe?
– Jasne. Wlewasz nasienie do płynu, potrząsasz buteleczką a potem wlewasz zawartość do pochwy. Ślady na pościeli, ciele ofiary i tak dalej będą takie same, jakby to było w przypadku, gdyby płyn został użyty do wypłukania spermy. Oczywiście przy założeniu, że gwałciciel używał prezerwatywy, bo inaczej mielibyśmy również jego DNA.
– Tak. Jesteśmy prawie pewni, że rzeczywiście używał kondoma. Wciąż trzymacie butelkę z tym płynem?
– Wiesz, jacy są miejscy gliniarze. Od czasu do czasu udaje nam się prawidłowo przechować materiał dowodowy.
– Serio? Hm. W takim razie to była tylko plotka. Dobrze. Skoro tak, to przebadaj płyn w środku, okej? Jeżeli znajdziesz DNA, to będziemy mieli pewność…
– Słusznie. Sprawdzę to. Dla detektywa Fizpatricka, rzecz jasna.
– Jeszcze jedno. Powiedziałeś, że nasienie musi być świeże, żeby można je było zbadać na obecność DNA. A gdyby zostało wcześniej zamrożone?