– Eddie Como nie żyje! Koroner już to potwierdził. Facet jest trupem, jak dwa i dwa to cztery. Więc jak, do jasnej cholery, jego DNA trafiło na miejsce zbrodni?
– A skąd mam, kurwa, wiedzieć?!
– Ktoś robi nas w wała – powiedział GrifFin. – Ktoś gra z nami w jakąś grę. – A po chwili, zastanowiwszy się, dodał: – Kurwa!
– Co?! – wrzasnął Fitz, tracąc cierpliwość.
– Kurwa! Kurwa! Kurwa! Muszę zadzwonić.
– Teraz?
– Tak, teraz. Gdzie telefon? Jaki jest kod na miasto?
– Do kogo dzwonisz?
– Do kogo? Do misia Gogol, a jak myślisz? Griffin niecierpliwie wystukał numer.
– Detektyw Waters – odezwał się głos w słuchawce.
– Mike, tu Griffin. Rozmawiałeś z Charpentierem? Co mówił?
– Price powiedział… powiedział: „A nie mówiłem”, a potem dodał, że wciąż na ciebie czeka.
„A nie mówiłem”. Kto zamordował Sylvię Blaire, Davidzie? Eddie Como.
O, jasny gwint. Griffin zwiesił posępnie głowę. Po długich, bolesnych osiemnastu miesiącach terapii i pracy nad sobą znowu tkwił w tym samym bagnie. Znowu David Price prowadził jakąś chorą grę jego kosztem. Zaczerpnął głęboko powietrza i spróbował wziąć się w garść. Martwy człowiek nie mógł zamordować Sylvii Blaire. Musiało stać się coś innego. DNA Eddiego Como trafiło na miejsce przestępstwa w inny sposób.
Wtedy przypomniał sobie poniedziałkową rozmowę z Fitzem: „Dlaczego Eddie, który nie zostawił po sobie żadnego włoska, żadnego włókienka i żadnego odcisku, zostawił lateksowe opaski? Dlaczego, skoro wiedział, jak zacierać ślady, zostawił praktycznie własną wizytówkę?”
Fitz oświadczył wtedy z oburzeniem, że policja nie wrobiła Eddiego Como. Teraz Griffin zaczął podejrzewać, że zrobił to kto inny.
Gry. Gry nie były w stylu Eddiego. Ale Griffin znał innego człowieka, który je uwielbiał. Człowieka, który także słał listy i telefonował, tyle że nigdy nie twierdził, że jest niewinny. Człowieka, który od dwóch dni próbował przekonać policję, że ma istotne informacje na temat sprawy, i nawet wspaniałomyślnie przysłał Griffinowi liścik z życzeniami powodzenia w pracy nad nowym śledztwem.
To nieszczęsne DNA stanowiło jedyny dowód przeciwko Eddiemu Como. DNA, które miało zostać zmyte za pomocą płynu do higieny intymnej o zapachu polnych kwiatów firmy Berkely and Johnson. Tylko że… Jaka jest najgorsza pomyłka, jaką może popełnić detektyw? Przedwcześnie coś założyć. A jakie było główne założenie, które wszyscy przyjęli?
Że płyn miał za zadanie usunąć DNA z miejsca zbrodni. A to skurwysyn jeden!
Ostatnie elementy układanki zaczęły do siebie pasować. Griffin tak się wściekł, że praktycznie odebrało mu mowę.
– Co się dzieje? – pytał Waters.
– Kto? Kto? – dopytywał się zdezorientowany Fitz.
– Kiedy został popełniony pierwszy gwałt? – zapytał chrypliwie Griffin. – Kiedy zgwałcono Meg Pesaturo?
– Jedenastego kwietnia zeszłego roku – odpowiedział Fitz. – Dlaczego pytasz? Czego się dowiedziałeś?
Jedenastego kwietnia. Pięć miesięcy po aresztowaniu Davida Price’a. Pięć miesięcy po Wielkim Bum. Wydawało się to niemożliwe. A jednak…
– Bawi się z nami.
– Co zamierzasz zrobić? – zapytał Mike po drugiej stronie słuchawki.
– Kto? Co? – powtarzał Fitz wściekle.
– Facet, który to przewidział. – Griffin zamknął oczy. – Facet, który jakimś cudem wie o tej sprawie więcej niż my.
– Czyli kto? – zapytał błagalnym głosem Fitz.
– David – odparł cicho Griffin. – Mój dawny sąsiad pedofil. David Price.
PRICE
Griffin wybierał numer na komórce, pędząc wąskimi uliczkami w stronę wjazdu na szosę I-95, a Fitz trzymał się deski rozdzielczej, klnąc jak szewc. Griffin zaczął mówić, gdy tylko Jillian odebrała.
– Musisz mi coś powiedzieć. I to szczerze.
– Griffin? Też miło mi cię słyszeć…
– Wiem, że jesteś zła na policję – przerwał jej stanowczym głosem. – Wiem, że uważasz, że ponosimy odpowiedzialność za śmierć twojej siostry. Ale potrzebuję twojej pomocy. Musisz mi powiedzieć, czy kiedykolwiek spotkałaś Davida Price’a. Lifcie kłam, Jillian. To sprawa życia i śmierci.
Cisza. Ściskał kierownicę, zastanawiając się, co oznacza ten brak odpowiedzi. Poczuł, że znowu przewraca mu się żołądek, a w uszach zaczyna dzwonić. Oddychaj głęboko, rozluźnij mięśnie. Osiemnaście miesięcy ciężkiej pracy. Nie zaprzepaść tego.
– Nazwisko wydaje się znajome – odezwała się w końcu Jillian. – Zaraz. Czy to nie twój sąsiad? Griffin, o co chodzi?
– Czy twoja siostra kiedykolwiek o nim wspominała?
– Nie, nigdy.
– A może dostałaś jakiś list?
– Nie. Poczekaj chwilę. – Znowu zaległa cisza, a po chwili usłyszał wołanie: – Toppi, czy kiedykolwiek dostałaś list od niejakiego Davida Price’a? Spytaj mamę. – Po sekundzie znowu odezwała się do słuchawki: – Obie mówią, że nie. Ale przecież go aresztowałeś, prawda? Posłałeś go za kratki… już dawno. Dlaczego właśnie teraz o niego pytasz?
Griffin zignorował jej pytanie i zadał swoje:
– Jakie masz plany na dzisiaj?
– Obiecałam mamie, że pojedziemy na grób Trishy. Griffin…
– Nie róbcie tego.
– Jak to?
– Zostańcie w domu. Zaraz, mam lepszy pomysł. Zabierz Toppi i mamę do domku w Narragansett. Załatwię, żeby dwaj mundurowi już tam na was czekali.
– Czy Price uciekł? – zapytała ściszonym głosem.
– Nie.
– To dlaczego o niego pytasz? Myślisz, że ma z tym wszystkim coś wspólnego? Uważasz, że David Price w jakiś sposób skrzywdził moją siostrę?
– Właśnie próbuję się tego dowiedzieć. Jakieś wieści na temat Carol?
– Właśnie miałam zamiar zadzwonić do szpitala.
– Tam też powinienem posłać mundurowych – mruknął Griffin i od razu tego pożałował.
– Stało się coś. Stało się coś złego, prawda? – zapytała zaniepokojonym głosem Jillian.
– Będziemy w kontakcie – zapewnił ją. – Uważaj na siebie.
Rozłączył się. Głównie dlatego, że nie wiedział, co jeszcze powiedzieć. A może dlatego, że ani czas, ani miejsce, ani obecność czerwonego ze złości Fitza nie sprzyjały temu, by wyznać jej to, co cisnęło mu się na usta.
Wjechał na estakadę i rzucił Fitzowi komórkę.
– Teraz twoja kolej.
Fitz wystukał numer państwa Pesaturo. Pół minuty później obaj usłyszeli głos matki Meg.
– Dzień dobry, tu detektyw Fitzpatrick – powiedział zachrypniętym głosem Fitz, po czym odchrząknął. – Muszę porozmawiać z Meg. Mogłaby ją pani poprosić?
– Detektyw Fitzpatrick! – uradowała się pani Pesaturo. – Jak się pan dzisiaj miewa?
Fitz utrzymał oficjalny ton.
– Pani Pesaturo, muszę porozmawiać z Meg.
Laurie Pesaturo zamilkła zmieszana. Kiedy poprosiła Fitza, żeby poczekał, nawet Griffin usłyszał niepewność w jej głosie. Po kilku minutach znów podeszła do aparatu.
– Przykro mi – oznajmiła – Zdaje się, że Meg wyszła.
– Nie ma jej w domu?
– Nie.
– Wie pani, gdzie jest?
– Nie.
Fitz przeszedł do sedna.
– Pani Pesaturo, czy mówi pani coś nazwisko Price, David Price? Sekunda ciszy.
– A o co chodzi, detektywie Fitzpatrick?
– Proszę odpowiedzieć na pytanie, pani Pesaturo. Czy zna pani Davida Price’a?
– Nie.
– A czy Meg przypadkiem o nim nie wspominała?
– Wydaje mi się, że nie.
– Czy Price kiedykolwiek przysyłał państwu listy lub paczki? Albo dzwonił?
– Gdyby to zrobił – odparła Laurie Pesaturo – znałabym jego nazwisko, prawda? A teraz pytam pana jeszcze raz: o co chodzi?
– Chciałbym, żeby pani znalazła Meg. Chciałbym, żebyście nie oddalały się od domu. I dobrze by było, gdyby pani mąż wziął dzisiaj wolne i spędził dzień z rodziną. Moglibyście złożyć wizytę wujkowi Vinniemu.
– Panie Fitzpatrick…