– To tylko środki ostrożności – dodał cicho Fitz.
– Dobrze – powiedziała po chwili pani Pesaturo. – Dziękuję za telefon. Zadzwoni pan jeszcze?
– Mam nadzieję, że uda mi się zadzwonić po południu.
– Dziękuję, bylibyśmy wdzięczni.
– Proszę znaleźć Meg – powtórzył Fitz, gdy wjeżdżali na teren kompleksu budynków więziennych.
Griffin odnalazł gmach z czerwonej cegły, w którym mieściły się biura Więziennego Oddziału Śledczego oraz pomieszczenia użytkowane przez oddział policji stanowej, wjechał na parking i wyłączył silnik. Nie patrzył już na Fitza. Koncentrował się na rozluźnianiu mięśni i powstrzymywaniu dzwonienia w uszach. Głęboki wdech i wydech. Głęboki wdech i wydech.
„Hej, Griff, myślisz, że to jest okropne? W takim razie muszę ci opowiedzieć o twojej żonie…”
Fitz wysiadł z samochodu. Chwilę później Griffin zrobił to samo.
Stanowy Zakład Karny w Providence zajmuje czterysta akrów ziemi. Jego ceglane wieże i ogrodzenie z kolczastego drutu są doskonale widoczne z autostrady, niewiele osób zdaje sobie jednak sprawę, że spośród tuzina stojących tam budynków połowa należy nie do samego więzienia, lecz do innych instytucji rządowych. W samym zakładzie karnym zawsze przebywa prawie cztery tysiące więźniów, a liczba wewnętrznych i zewnętrznych skarg, które się z nimi wiążą, wystarcza, by dać pracę sześciu detektywom z Więziennego Oddziału Śledczego i dwóm detektywom stanowym. Detektywi Oddziału Śledczego reagują zwykle pierwsi i rozpatrują wszystkie skargi zgłaszane przez jednych więźniów na innych. Jednakże w przypadku poważniejszych przestępstw – dotkliwych pobić, morderstw lub handlu narkotykami – do akcji wkracza policja stanowa.
Między dochodzeniami detektywi stanowi spędzają czas na odbieraniu telefonów od więźniów, którzy w zamian za różne przywileje wyrażają chęć podkablowania kolegów. Telefonów jest mnóstwo, ale rzadko kiedy wynika z nich coś istotnego.
Właśnie na to liczył Griffin, kiedy dowiedział się o propozycji Davida Price’a. Teraz jednak nie był już tego taki pewny.
Kapral Charpentier spotkał się z nimi w lobby, a potem poprowadził ich schodami do mieszczącego się w piwnicach biura policji stanowej. Uderzyło ich tak stęchłe powietrze, że Griffin zmarszczył nos, a Fitz skrzywił się ze wstrętem.
– Wiem, wiem – powiedział Charpentier. – Teoretycznie w budynku nie ma już azbestu. Ale ci, którzy dłużej wdychają… – Nie dokończył, lecz Griffin i Fitz doskonale zrozumieli, co miał na myśli. Już bolały ich głowy.
Charpentier poprowadził ich w głąb korytarza i otworzył przed nimi drzwi do małego pokoiku. Stały tam dwa ustawione naprzeciwko siebie biurka z komputerami, stosami kopert i papierów. Resztę miejsca zajmowały dwa krzesła i blaszana ściana kartoteki. Nie było żadnych roślin. Nic, tylko przygnębiające kremowe ściany, szara biurowa wykładzina i kiepskie oświetlenie.
– Prowadzą go do sali na tyłach – oznajmił Charpentier, siadając i wskazując im krzesła. – Potrzebują jeszcze dziesięciu minut.
– W porządku – powiedział Griffin. Postanowił nie siadać. Wolał, żeby nikt nie zauważył, że jego ciało zaczyna drżeć.
– Moim zdaniem facet gówno wie – dodał Charpentier, mierząc Griffina wzrokiem.
– Jak się przystosował? – zapytał Griffin.
– Lepiej, niż można by przypuszczać. – Charpentier odchylił się do tyłu i wzruszył ramionami. – Facet jest młody, niski, a do tego pedofil. Szczerze mówiąc, wygląda jak typowa więzienna ciota. Ale coś wam powiem. Słyszałem tę historię od jednego ze strażników. Sześciu facetów otoczyło Price’a pod natryskami. Było widać, że zamierzali dać mu małą lekcję, pokazać, jak się tu traktuje chuderlawych morderców dzieci. I wtedy David zaczął z nimi rozmawiać. Inni strażnicy już biegli na pomoc, spodziewając się najgorszego. Ale jak przybyli na miejsce, David był już otoczony przez sześciu roześmianych dryblasów, którzy nie bili go, nie kopali, tylko klepali przyjacielsko po plecach. W ciągu trzech minut facet zmienił ich w swoich kumpli. – Charpentier potrząsnął głową. – Nie pojmuję tego, ale za rok Price może rządzić całym więzieniem. Zostanie najmniejszym więziennym bossem w kraju.
– Dobrze radzi sobie z ludźmi – powiedział Griffin.
Charpentier pokiwał głową, a potem wolno pochylił się do przodu.
Jego wzrok powędrował od Griffina do Fitza i z powrotem.
– Wiecie co? Liczba pobić w więzieniu o zaostrzonym rygorze wzrosła aż dwukrotnie, od kiedy Price tam siedzi. Właśnie dzisiaj rano przeglądałem statystyki. Niemal codziennie przez ostatnie dziewięć miesięcy coś się dzieje. Mają tam ciągły sezon łowiecki. A jedyna zmienna, jaką dostrzegam, to więzień, który wciąż mógłby się ubierać w sklepach z odzieżą dziecięcą.
– Myślisz, że to on za tym stoi? – zapytał Fitz.
Charpentier wzruszył ramionami.
– Nie możemy niczego udowodnić. Więźniowie podają różne powody bójek. Ale David cały czas z kimś gada. Jak jakiś cholerny polityk. Miele ozorem na spacerniaku, rozsyła liściki po całym bloku. I ani się obejrzysz, a znowu ktoś ląduje w szpitalu. Nie wiem, co David Price robi i mówi, ale jest w nim coś przerażającego.
– Dobrze radzi sobie z ludźmi – powtórzył Griffin. „W takim razie muszę ci opowiedzieć o twojej żonie…” Zadzwonił telefon. Charpentier podniósł słuchawkę.
– Dobra, możemy iść.
Budynek więzienia o zaostrzonym rygorze robi wrażenie. Wzniesiony w 1878 roku z szarych kamiennych bloków dwupiętrowy gmach wieńczy wielka biała kopuła. W dawnych czasach na jej szczycie stała latarnia, która paliła się na zielono, kiedy wszystko było w porządku, a na czerwono, gdy działo się coś złego. Widząc czerwone światło, mieszkańcy Providence posyłali konnego kuriera, który miał za zadanie dowiedzieć się, co się stało.
Więzienie może się także pochwalić jednym z najstarszych mechanicznych systemów bezpieczeństwa w kraju. Obecnie większość zakładów karnych jest zelektronizowana. Aby otworzyć celę lub blok, wystarczy nacisnąć guzik. W Starym Maksie, jak pieszczotliwie określa się to więzienie, ciężkie stalowe drzwi nadal otwiera się i zamyka za pomocą metalowych dźwigni. Więźniowie nie są z tego specjalnie zadowoleni, za to wielbiciele historii aż pieją z zachwytu.
Stary Max ma jednak przede wszystkim charyzmę. Jego grube kamienne mury wyglądają jak mury więzienia. Stalowe, szerokie na dwa i długie na dwa i pół metra cele wyglądają jak cele więzienia. Pomalowane na czarno metalowe drzwi, skrzypiące przy otwieraniu i trzaskające przy zamykaniu, brzmią jak drzwi więzienia. Stale unoszący się odór potu, moczu, amoniaku i świeżej farby jest dokładnie taki, jaki powinien być w więzieniu. A inne dźwięki – gardłowe okrzyki, szum odbiorników radiowych i telewizorów, brzęk metalu, odgłosy sikających mężczyzn – to dźwięki prawdziwego więzienia.
Przez ostatnie sto lat dziesiątki tysięcy mężczyzn przekroczyło jego bramy. Gwałciciele, mordercy, handlarze narkotyków, mafiosi, złodzieje. Gdyby mury mogły mówić, Stary Max krzyczałby jak opętany.
Griffin i Fitz wpisali się do księgi odwiedzin. Cywile musieli przejść przez wykrywacz metali. Jako stróże prawa detektywi zostali pozbawieni tego przywileju i od razu otworzono przed nimi pancerne drzwi do pierwszego strzeżonego sektora. Tam czekał na nich siedzący w budce strażnik, który poprosił Fitza i Griffina o położenie na obrotowej tacy policyjnych odznak. Obrócił tacę do siebie, obejrzał odznaki, skinął głową, rzucił na tacę dwie czerwone przepustki, po czym znowu ją obrócił.
Dopiero gdy Fitz i Griffin przypięli więzienne identyfikatory, otworzyły się przed nimi ciężkie, pomalowane na biało drzwi. Po drugiej stronie musieli się zatrzymać i poczekać, aż drzwi się zatrzasną. Wtedy otworzyła się przed nimi kolejna brama i wreszcie mogli wejść do sali odwiedzin Starego Maksa.
W pomalowanym na biało i wyłożonym czerwonymi płytkami pomieszczeniu siedziało sześciu strażników. Na lewo od wejścia znajdowały się drzwi prowadzące do cel. Obok mieścił się gabinet naczelnika więzienia, przed którym dwóch strażników czuwało przed rzędem ekranów telewizyjnych. Na wprost był korytarz prowadzący do kafeterii, a po prawej stronie sala odwiedzin. Siedział w niej skuty łańcuchem i kajdanami David Price. Przed wejściem prężyło się dwóch strażników, którzy spojrzeli na Griffina, kiwnęli głowami, po czym ostentacyjnie odwrócili wzrok.