– Więc dowiedzieliście się, że jest w ciąży – powiedział Griffin. – Przyznała się, kto był ojcem?
– Była zrozpaczona – odparła Laurie. – Wszystko nam opowiedziała.
– Doszło do konfrontacji między wami a Davidem?
Tom wykonał niezgrabny ruch barkiem, który wystarczyłby Griffin zrozumiał, iż doszło do konfrontacji, chociaż nie padło wtedy zbyt wiele słów. Pięści Toma i twarz Davida spędziły jednak razem trochę czasu. Griffin doskonale to rozumiał.
– Jeżeli Meg miała tylko trzynaście lat – zauważył Fitz – to w świetle prawa została zgwałcona. Dlaczego nie zgłosiliście tego policji?
Tom i Laurie spojrzeli na siebie z zażenowaniem.
– Wstydziliśmy się – wyznała Laurie. – Meg była upokorzona, przerażona, zagubiona, a do tego miała złamane serce. Wydawało jej się, że David naprawdę ją kochał. Twierdziła, że nawet prosił ją o rękę… – Wzięła głęboki oddech. – To wszystko wydawało się jakąś okropną pomyłką.
Okazaliśmy się za mało spostrzegawczy. Meg podjęła fatalną decyzję. Zgłoszenie się na policję jeszcze pogorszyłoby sprawę. Musi pan zrozumieć, że nie wiedzieliśmy wtedy, że David zrobił wcześniej coś podobnego. Nigdy nie przyszłoby nam to do głowy. Uwiedzenie trzynastoletniej dziewczynki nie jest w porządku, ale mimo to… Nigdy nie przypuszczaliśmy, że może się posunąć do czegoś gorszego. Musi nam pan uwierzyć, sierżancie.
– Zatuszowaliście całą sprawę – odrzekł z wyrzutem Griffin. Laurie chciała przebaczenia? Niech prosi o nie dziesięć rodzin, którym David odebrał dzieci!
– Mam krewnych – wyszeptała pani Pesaturo. – W Nowym Jorku. Wysłaliśmy tam Meg na okres ciąży. Zaczęłam rozpowiadać, że spodziewam się dziecka, a kiedy urodziła się Molly, miałam… mieliśmy śliczną córeczkę. Kochamy ją, sierżancie. – Spojrzała na Griffina. – Okoliczności były okropne, ale Molly jest wspaniała. Jestem dumna, że mogę mieć taką córkę. I nazywam ją tak od tak dawna, że czuję, jakby naprawdę była moim dzieckiem. Zrobiłabym wszystko, żeby ją ochronić.
– Price chce się z nią zobaczyć – oświadczył Griffin.
– Nie!
– Ma informacje na temat Gwałciciela z Miasteczka Uniwersyteckiego. Szczerze mówiąc, mamy podstawy, by sądzić, że w istotny sposób przyczynił się do organizacji jego przestępstw…
– Ale Eddie Como nie żyje – powiedziała Jillian. Griffin obrócił się i obdarzył ją ponurym spojrzeniem.
– Tak, ale to nie on zgwałcił i zamordował twoją siostrę.
Zaległa cisza. Nawet dłonie Libby spoczywały nieruchomo na książeczce z obrazkami. Jak przyjąć coś takiego do wiadomości, co powiedzieć? Griffin i Fitz mieli więcej czasu, lecz wciąż nie potrafili się z tym oswoić.
– DNA, które znaleźliśmy na ciele i pościeli Sylvii Blaire, to DNA Eddiego – powiedział w końcu Fitz.
– Co?! – krzyknęła Jillian z przerażeniem. – Przecież to niemożliwe!
– Podejrzewamy, że DNA Eddiego zostało podrzucone na miejsca przestępstwa w celu zmylenia tropu. Płyn do higieny intymnej był stosowany nie po to, żeby wymyć nasienie z ciał ofiar, ale wręcz przeciwnie: żeby je zostawić – Fitz zawiesił na chwilę głos, po czym dodał: – Co tłumaczyłoby, dlaczego Eddie tak chętnie zgodził się oddać swoje DNA do przebadania. Biedny facet rzeczywiście wierzył, że nic mu nie grozi.
– Ale listy, telefony – nie dawała za wygraną Jillian. – Terroryzował nas!
– Przekonywał tylko, że jest niewinny – zauważył Griffin. – Nie postąpiłabyś podobnie, gdybyś siedziała w więzieniu oskarżona o serię zbrodni, których nie popełniłaś?
– A nagranie wideo? To była naprawdę groźba! – powiedziała z przekonaniem. – I ten list do Carol! Całe to gadanie o zemście zza grobu. Co to niby miało znaczyć?
– Jesteś pewna, że ostatnie przesyłki pochodziły od Eddiego?
– No cóż… – Zmarszczyła brwi. – To on siedział przed kamerą.
– Dostałaś plik wideo z nagraniem twarzy faceta, który na okrągło pojawiał się w telewizji – zauważył Griffin.
– Czyli to mógł być montaż – szepnęła Jillian, zamykając oczy.
– Właśnie. Muszę się przyznać, że kiedy pierwszy raz usłyszałem o tym nagraniu, od razu pomyślałem o Davidzie. To było w jego stylu.
– O, mój Boże! – Jillian schowała twarz w dłoniach. – Biedny Eddie Como. Biedny człowiek…
– Nie rozumiem – odezwał się Tom Pesaturo. – Mówi pan, że to wszystko była robota kogoś innego?
– Tak właśnie myślimy.
– To kto to, do cholery jasnej, jest?
– Gdybyśmy to wiedzieli, panie Pesaturo, nie bylibyśmy tutaj.
– A David Price pomaga temu facetowi?
– Na to wygląda.
– Ale po co?
– Żeby wydostać się z więzienia, panie Pesaturo. Żeby wrócić do świata, w którym może gwałcić i mordować małe dzieci. A jak pan myśli?
– Nie! – wykrzyknęła nagle Laurie. – Nie możecie na to pozwolić! Nie możecie!
Griffin wzruszył ramionami.
– Price twierdzi, że musimy – rzekł. – Na wolności przebywa niezwykle groźny gwałciciel, który dla wszystkich jest Eddiem Como. Nie mamy jego odcisków, nie mamy jego DNA, nie mamy nawet jego rysopisu. A według Davida Price’a prawdziwy Gwałciciel z Miasteczka Uniwersyteckiego zabije dzisiaj wieczorem kolejną dziewczynę, jeśli nie zgodzimy się wypuścić go na trzy godziny z więzienia i nie pozwolimy mu na spotkanie z państwa wnuczką. – Zwrócił się do Toma. – Na litość boską, panie Pesaturo, dlaczego nie poprosił pan Vinniego o zabicie tego sukinsyna przy pierwszej okazji? Ten człowiek uwiódł i zapłodnił pańską trzynastoletnią córkę. Uznał pan, że to za mało?
– Nie wiedzieliśmy – jęknął Tom. – A Meg była taka zagubiona. Wydawało jej się, że naprawdę go kocha. Bałem się, co może zrobić, gdyby nagle zniknął. A potem, kiedy został aresztowany… kiedy wszyscy dowiedzieliśmy się, jaki był naprawdę… Meg zamknęła się w pokoju i całymi dniami płakała. Nie mogła jeść, nie mogła spać, miała okropne koszmary. Chcieliśmy tylko, żeby z tego wyszła. Więc przysięgliśmy, że już nigdy o nim nie wspomnimy. Że będziemy udawać, że nic się nie stało. W końcu Price siedział w więzieniu, gazety pisały, że nigdy nie wyjdzie na wolność…
– Zaczęliśmy żyć w kłamstwie – dodała Laurie. – W naszym fikcyjnym świecie człowiek o nazwisku Price nigdy nie istniał. Była tylko Molly, nasza mała córeczka. Tak było łatwiej…
– No cóż, witamy z powrotem w prawdziwym świecie, pani Pesaturo. Istnieje w nim potwór o nazwisku Price, który pewnie współpracuje z seryjnym gwałcicielem. Jak pani myśli, dlaczego Meg była pierwszą ofiarą Gwałciciela z Miasteczka Uniwersyteckiego?
Tom jęknął żałośnie.
– David chciał zemsty – wykrztusił. – Po tym, co zrobił Meg, pragnął jeszcze zemsty…
– Tak, panie Pesaturo. A na ile znam Price’a, dopiero zaczyna się rozkręcać.
JILLIAN
Griffin i Fitz poszli na górę, żeby przeszukać pokój Meg. Tom i Laurie wciąż siedzieli w salonie, wstrząśnięci.
– Wszystko będzie dobrze – powiedziała z przekonaniem Jillian. – Policja jest już na właściwym tropie. Wszystko będzie w porządku.
– Meg… – wyszeptała Laurie.
– Znajdziemy ją. Pewnie wyszła tylko na chwilę, może poszła coś zjeść na mieście. – Ale to nie było w stylu Meg i Jillian zdawała sobie z tego sprawę. Grzeczna Meg zawsze mówiła rodzicom, dokąd idzie. Ostrożna Meg wolała nie być sama.
– Nie możemy pozwolić, żeby zobaczył się z Molly – mruknął Tom. – Nie możemy.
– Wszystko będzie dobrze – powtórzyła Jillian i zwróciła się do matki. – Libby, może pokażesz Tomowi zdjęcia z czasów, kiedy śpiewałaś. Muszę iść na górę i porozmawiać z sierżantem Griffinem.
Matka stuknęła palcem w książeczkę niczym żołnierz salutujący przed szturmem. Wyraz jej twarzy sprawił, że Jillian poczuła kłucie w piersi. Uśmiechnęła się do Libby i ścisnęła jej dłoń, próbując dodać jej odwagi. Zabawne, jak w ciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin zbliżyły się do siebie. Zabawne, jak dokładnie w tym samym czasie sierżant Griffin oddalił się od niej.