– Stać.
Detektywi zatrzymali się instynktownie. Griffin ochłonął pierwszy.
– Pani Como – oznajmił stanowczym głosem – mamy powody, by podejrzewać Tawnyę o pomoc we wrobieniu pani syna w gwałt…
– Nieprawda! – wrzasnęła Tawnya, próbując kopnąć Fitza, który w porę uskoczył na bok.
– Tawnya jest dobra dziewczyna – oświadczyła pani Como.
– Gówno prawda – mruknął Fitz.
– Dobre dziewczyny robiły znacznie gorsze rzeczy dla pięćdziesięciu milionów dolarów – zauważył rzeczowo Griffin, odciągając Tawnyę od Fitza.
– Nie Tawnya złożyć skarga o odszkodowanie – oznajmiła pani Como. – Ja się procesować. Potrzeba pieniędzy dla moja wnuczek.
– To był pani pomysł?
– Si.
– Ale to Tawnya wystąpiła w telewizji – odezwał się Fitz.
– Ja nie lubię rozgłos i telewizja.
Fitz i Griffin spojrzeli na siebie z zakłopotaniem. Odsunęli się trochę od Tawnyi. A ta oczywiście wykorzystała okazję, by splunąć im w twarz.
– Nigdy bym czegoś takiego nie zrobiła! Kochałam Eddiego, wy tępi, żałośni…
– Tak, tak, tak – przerwał jej Fitz, unosząc rękę i spoglądając na zegarek. – Rozumiemy.
– Mój syn został wrobiony? – zapytała pani Como. – Mój Eddie nie narobił żadna zła rzecz?
Griffin zerknął na zegarek Fitza. Dochodziła dwunasta trzydzieści. Kurwa mać.
– Pani Como, czy wie pani, że wczoraj w nocy została zaatakowana następna dziewczyna?
Kobieta skinęła głową.
– Dzisiaj rano dostaliśmy wyniki badań DNA znalezionego na ciele ofiary. Okazało się, że pochodziło od Eddiego.
– Ale to niemożliwe! – oburzyła się Tawnya. – Eddie nie żyje. Co jest? Tak wam zależy na schwytaniu zabójcy, że ścigacie nawet zmarłych? Nawet martwy Latynos nie może się przed wami ustrzec. Wy żałosne, pierdolone…
Tym razem to Griffin uniósł dłoń. Spojrzał na pąsową ze zdenerwowania twarz Tawnyi. Popatrzył na kamienne oblicze pani Como. Coś tu nie pasowało, czuł to w kościach.
A cholerny czas wciąż mijał i mijał.
– Tawnyu – zapytał – czy wiesz, że kiedy w zeszłym roku detektywi przeszukali wasze mieszkanie, znaleźli mnóstwo książek na temat medycyny sądowej i metod śledczych? I artykuły, zgadza się, detektywie? Opisujące proces innego gwałciciela z Rhode Island.
– Powiedziałam policji, że te rzeczy nie należały do Eddiego.
– A do kogo?
– Nie mam pojęcia! Przyszły w paczce pocztowej razem z listem, że to od przyjaciela. Eddie nie wiedział, co to i od kogo, więc schował pudło w szafie. Uznał, że ktoś może się po to później zgłosić. Mówiłam o tym policji. Mówiłam!
– Kiedy ta paczka przyszła?
– Nie wiem. Dawno. W zeszłym roku. Zanim… – Zmarszczyła brwi. – Zanim się to wszystko zaczęło. Nie rozumiem. Jak możecie podejrzewać, że Eddie zabił wczoraj tamtą dziewczynę? Eddie nie żyje.
– Czy na paczce był adres zwrotny?
– Nie wiem. Nie przyglądałam się. Przyszła do Eddiego.
Griffin zerknął na Fitza.
– Nie – odparł detektyw. – To było stare kartonowe pudło tylko ze znaczkiem pocztowym. Uznaliśmy, że Eddie trzymał w nim te materiały. Znaleźliśmy je w szafie z ubraniami.
– Bo nie było jego! – wykrzyknęła Tawnya. – Eddie nie miał pojęcia, dlaczego do niego przyszło!
– Słyszałaś, żeby Eddie kiedykolwiek wspominał człowieka nazwiskiem David Price?
– Kto to, kurwa, jest David Price?
– Słyszałaś o Cukiereczku?
– To ten zboczeniec, który zabijał dzieci – odparła bez wahania. – O, to jest facet, któremu powinno się odrąbać fiuta!
Griffin przyglądał się jej uważnie. Wyglądała na szczerą. Jeżeli kłamała, to musiała mieć w tym wielką wprawę.
– Tawnyu, czy Eddie miał inną dziewczynę?
– Eddie mnie kochał! Dlaczego tak trudno to zrozumieć? Eddie kochał mnie, a ja kochałam jego. Mieliśmy spędzić wspólnie życie. On miał dobrą pracę, a jak urodził się mały Eddie, miałam pójść na kurs dla kosmetyczek. A potem, potem… A pierdolcie się wszyscy!
Jej ramiona opadły, a po policzkach popłynęły łzy. Odwróciła głowę. Krokodyle łzy czy rzeczywisty żal? – zastanowił się Griffin. Ostatnio tak wiele razy go okłamywano, że nie mógł być do końca pewien. Podejrzewał jednak, że w tym przypadku kłamały ofiary i ich rodziny – oczywiście w najlepszej intencji – podczas gdy główny podejrzany i jego rodzina od początku mówili prawdę.
– Tawnyu – odezwał się cichym głosem – mamy mało czasu. Musisz mi powiedzieć prawdę. I to teraz.
– Już powiedziałam prawdę!
– Tawnyu, czy dałaś komuś… próbkę nasienia Eddiego? Może wydawało ci się, że powinnaś to zrobić, że to przysługa dla przyjaciela?
Dziewczyna popatrzyła na niego ze zdumieniem.
– Zwariowaliście? Kto robi coś takiego?
– Tawnyu, sperma Eddiego została znaleziona na ciele ofiary zamordowanej dzień po jego śmierci. Powiedz mi, jak mogło do tego dojść?
Nagle otworzyła szeroko oczy.
– O nie – powiedziała. – O nie…
– Co, Tawnyu? Co takiego z Eddiem zrobiliście?
Jej twarz wykrzywiła się w bezradnym grymasie.
– Potrzebowaliśmy pieniędzy – powiedziała głucho. – Byłam w ciąży, a Eddie chciał mi dać jakiś prezent. Poza tym musieliśmy zacząć oszczędzać…
Griffin zerknął na Fitza. Fitz spojrzał na niego ponuro. Nagle zrozumieli, co się stało. Od razu powinni byli na to wpaść, ale kto pomyślałby o zadaniu takiego pytania? Kto zadaje takie pytania?
– Eddie był zdrowy – mówiła Tawnya. – Co dwa miesiące oddawał krew, więc na pewno nie miał żadnych chorób. A poza tym był przystojny. Oni zwracają na to uwagę, wie pan?
– Kto zwraca na to uwagę? – dopytywał się Griffin. Sama musiała to powiedzieć. I zrobiła to.
– Ludzie z banku spermy. Eddie sprzedał spermę bankowi w Pawtucket. Kilka razy. Zaraz po tym, jak zaszłam w ciążę. Płacili gotówką. – Popatrzyła na detektywów bezradnie. – Płacili gotówką.
Fitz i Griffin wyszli z domu pani Como. Dwunasta czterdzieści pięć. Śledztwo posuwało się naprzód, ale czas też nie stał w miejscu.
– Potrzebujemy kilku mundurowych – oświadczył Griffin.
– Ktoś musi ją potrzymać pod kluczem, póki nie sprawdzimy jej historii – zgodził się Fitz.
Wsiedli do samochodu i poprosili przez radio o dodatkowych ludzi.
– Przychodzi ci czasem do głowy, że jesteśmy durni jak osły? – mruknął Fitz.
– Nie wiem. Jak durne są osły?
Fitz wreszcie sobie ulżył i przygrzmocił pięścią w tablicę rozdzielczą.
– Kurwa! Sierżant Napoleon podał nam to na tacy dziś rano. „Banki spermy robią to cały czas”. Czemu po prostu nie poddamy się lobotomii?!
– Wtedy nie byłoby całej zabawy. Daj spokój. Czas leci. Obgadajmy sprawę.
– Eddie sprzedał nasienie bankowi spermy – zaczął Fitz, gdy Griffin zjeżdżał z krawężnika.
– Teoretycznie dawca jest anonimowy.
– Dla tego, kto otrzymuje jego spermę. Sam bank musi go najpierw sprawdzić. Nie mam pojęcia, jak dokładnie trzeba sprawdzić faceta, żeby wręczyć mu plastikowy kubeczek i zamknąć w kabinie z filmami porno.
– Więc gwałciciel musiał być kimś z wewnątrz.
– Kto miał dostęp do zamrożonego nasienia Eddiego.
– I znał samego Como.
– David Price powiedział, że facet znał Eddiego. Eddie prawdopodobnie nawet go nie zapamiętał, ale poznali się.
Griffin rozmasował kark. Nie lubił przywiązywać wagi do słów Price’a, ale musieli od czegoś zacząć.
– Może facet pracował w obsłudze. Zauważył, że Eddie jest do niego podobny, więc zagadał. Okazało się, że mają ten sam cranstoński akcent. I facet miał swojego kandydata.
– Czyli już szukał jelenia – zauważył Fitz.
– A to znaczy, że już wcześniej poznał Davida Price’a.
– Prawdopodobnie siedział wcześniej w więzieniu, a przynajmniej w areszcie. Musiał być o coś oskarżony.