– Czyli mamy go w naszym systemie. I to jest najważniejsze. Facet jest przestępcą seksualnym, i nawet jeśli go nie skazano, został złapany. W związku z tym wie, że jego odciski i DNA są w policyjnej bazie danych. Ale wie też, że to go nie powstrzyma, bo przestępców seksualnych nic nie może powstrzymać. Dlatego zaczyna szukać lepszego sposobu popełniania gwałtów.
– Wie, że kiedy wyjdzie z więzienia, znowu zaatakuje.
– Więc zaprzyjaźnia się z Davidem Price’em.
– Który na pewno uznał, że to bardzo zabawne.
– I w pewnym momencie zdał sobie sprawę, że też może na tym coś zyskać. Ma na zewnątrz człowieka, który dla niego pracuje. Kogoś, kogo będzie mógł wydać w zamian za możliwość wyjścia z więzienia.
– I w ten sposób rodzi się współpraca.
– Więc z kim mamy do czynienia? – zamyślił się Griffin. – Z kimś, kto został aresztowany pod zarzutem przestępstwa seksualnego. Przebywał w areszcie w tym samym czasie co Price, czyli od listopada do marca. Potem wyszedł i zatrudnił się w banku spermy.
– Co dało mu nieograniczony dostęp do materiałów pornograficznych – mruknął Fitz. – Wymarzona robota dla takiego zboczeńca.
– Ale nie mógł pracować w obsłudze technicznej – zauważył Griffin. – Kogoś takiego na pewno by sprawdzili. Gdyby się dowiedzieli, że facet ma kryminalną przeszłość, zrobiliby się nerwowi.
– W takim razie mówimy o kimś, kto pracuje na niższym szczeblu i mimo to ma nieograniczony dostęp do wszystkich pomieszczeń. Ma klucze do pokojów z zamrażarkami i nie wzbudza podejrzeń, kręcąc się po budynku o dziwnych porach.
Wpadli na to jednocześnie.
– Sprzątacz! – wykrzyknął Fitz.
– Sprzątacz – powtórzył ponuro Griffin. Złapał komórkę i wystukał numer Watersa.
– Przykro mi, Griff… – zaczął Mike.
– Wiemy, kto to jest – przerwał mu Griffin. – To znaczy, wiemy, jak działał. Teraz musimy tylko poznać jego nazwisko. Spotkajmy się przed bankiem spermy w Pawtucket za dziesięć minut.
– Gdzie?
– Przed bankiem spermy. Właśnie tam pracuje gwałciciel.
– Dobra – odparł Waters, ale jego głos nie zabrzmiał radośnie. Po chwili Griffin zrozumiał dlaczego. W tle usłyszał mówiącą kobietę. Na ekranie telewizora w barze, w którym siedział Waters, Maureen Haverill przedstawiła telewidzom Davida Price’a. Pierwsza po południu. Griffinowi i Fitzowi właśnie skończył się czas.
KLUB OFIAR
Było ciemno. Meg ciągle mrużyła oczy, próbując przeniknąć wzrokiem mrok. Bezskutecznie. Ciemność była gęsta, ciężka, wszechobecna. Dusząca jak wełniany koc, nieogarniona jak bezkresny ocean.
Wygięła ciało, napinając więzy na spętanych nad głową nadgarstkach. Lateksowe opaski wpiły się w skórę. Poczuła krople spływające po ramionach, domyśliła się, że to krew. Przynajmniej nie czuła już bólu. Jej ręce zdrętwiały godziny temu, tak samo jak nogi. Tylko ten tępy ból w łopatkach. Pewnie on też wkrótce minie. A co potem?
Poruszyła związanymi nogami. Próbowała się oprzeć o narożną ścianę, wdrapać po pionowej powierzchni, przebić przez ocean czerni i wydostać na zewnątrz. Oczywiście nie mogła tego zrobić. Wciąż była tylko uwięzioną dwudziestoletnią dziewczyną. Wpatrującą się w ciemność, wdychającą mdły zapach lateksu i czującą krew cieknącą po jej ramionach.
Dźwięki. Obróciła głowę, usiłując odgadnąć kierunek, z którego dobiegały. Kroki. Nad jej głową. Z prawa? Z lewa? Dopiero w tej cuchnącej piwnicy zdała sobie sprawę, że w mroku tak bardzo niesie się echo.
Bliżej, teraz na pewno bliżej. Nuci pod nosem. Mężczyzna, pomyślała, wstrzymując oddech.
Zawołał ją po imieniu na parkingu przed sklepem. Zatrzymała się instynktownie, mimo że nie rozpoznała ani samochodu, ani siedzącego w nim kierowcy. Nie rozpoznawanie ludzi nie było oczywiście niczym nowym. Zwykle odczuwała wtedy lekką ciekawość. Kim jest ten obcy człowiek i jakie historie z jej przeszłości może opowiedzieć?
Mężczyzna powiedział, że wydarzył się wypadek. Że Molly jej potrzebuje. Nim zdążyła się otrząsnąć, pomógł jej wsiąść do samochodu. W ostatniej chwili coś ją tknęło. Kiedy patrzyła, jak otwiera drzwiczki od strony kierowcy, jak pochyla się i wchodzi do środka, coś w mroku jej pamięci zaczęło się burzyć. Nie wspomnienie. Raczej uczucie. Strach – przeszywający, nieposkromiony. Złapała za klamkę, ale w tym samym momencie mężczyzna zamknął automatycznie drzwi i wyciągnął pistolet.
Wtedy go rozpoznała. Rysy twarzy nie wydawały się znajome, wyraźnie jednak przypomniała sobie kopulujące w mroku ciało. Postękiwania, pomruki – niekończący się akompaniament towarzyszący jej nieskończonemu wstydowi. Leżała naga, związana tymi okropnymi lateksowymi opaskami, zdana na jego łaskę.
I kiedy pomyślała, że to się nigdy nie skończy, że już dłużej nie wytrzyma, wreszcie opadł na nią mokry od potu.
Roześmiał się chrypliwie. A potem wyszeptał:
– David mówił, że lubisz ostry seks. Zrobimy Molly braciszka albo siostrzyczkę, Meg? Czy wolisz, żebym poczekał parę lat i spróbował z Molly?
Wtedy zaczęła krzyczeć. Ale knebel tłumił dźwięk, wciskał go z powrotem do płuc, gdzie narastał i narastał bez końca.
– David za tobą tęskni, Meg. David cię pragnie. Źle zrobiłaś, że go odrzuciłaś. Teraz siedzi w więzieniu otoczony przez zwyrodnialców, którzy nie mogą się doczekać, żeby cię poznać. Wszyscy któregoś dnia wyjdą na wolność i wszyscy wiedzą, gdzie mieszkasz.
Mężczyzna zsunął się z niej, wyciągnął rękę po koszulę.
– A, byłbym zapomniał – dodał jak gdyby nigdy nic. – David przekazuje wyrazy miłości.
Wtedy krzyk stał się zbyt potężny. Wybuchł w jej gardle, wdarł się do głowy, rozrywając na strzępy wspomnienia. Zdawało się jej, że rozbrzmiewa bez końca, a mimo to nikt niczego nie usłyszał.
A potem równie nagle, jak się pojawił, krzyk wycofał się, powrócił w głąb jej ciała, pogrążając ją w mrocznej, aksamitnej otchłani.
Cały ostatni rok czekała, żeby odzyskać pamięć. A teraz, w samochodzie z tym mężczyzną, żałowała, że nie może znowu zapomnieć.
Zawiózł ją do części miasta, której nie znała. Odległej. Opustoszałej. W takim miejscu nie mogło się wydarzyć nic dobrego. Zaparkował w jakiejś wąskiej uliczce i złapał ją za ręce zaskakująco mocnym chwytem. Poczuła lateks, zanim jeszcze go zobaczyła. Zemdliło ją. Pomyślała, że za chwilę zwymiotuje. Związał jej nadgarstki, skręcając opaskę w ósemkę, a potem położył rękę na jej piersi.
Przypomniała jej się Jillian. Kursy samoobrony, książki o gwałtach, które wspólnie czytały.
„Kobiety nie muszą być ofiarami”.
To dlaczego mężczyźni są tacy silni?
– Mamy kilka godzin – powiedział. – Najpierw muszę załatwić parę spraw. Ale jak skończę… Nie martw się, Meg. Pamiętam, co lubisz. Uszczypnął ją w sutek, posłał ostatni okrutny uśmiech, a potem obwiązał jej głowę czarną koszulką.
Od tego momentu żyła w ciemności.
Znowu jakieś odgłosy. Otwieranie i zamykanie drzwiczek od szafki. Brzęk garnków. Zaburczało jej w brzuchu i nagle zdała sobie sprawę, co robił. Przygotowywał sobie obiad. Ten potwór porwał ją, związał i uwięził w piwnicy, a teraz gotował sobie zupę.
Potrząsnęła rękami. Pociągnęła mocno za lateks przywiązany do metalowego haka w suficie. Nic, nic, nic! Chciało jej się krzyczeć z niemocy.
Kobiety nie są ofiarami! Ona nie jest ofiarą! Czytała książki, chodziła na kursy. Słuchała Jillian i wierzyła jej. Jak jedna dziewczyna może mieć takiego pecha? Jak mogła po tych wszystkich staraniach i naukach skończyć w ten sposób?
Znowu się szarpnęła. Poczuła zaciskającą się gumę i rozrywaną skórę. Po rękach znowu pociekła krew.
Łzy napłynęły jej do oczu.
I Wkrótce on zje obiad. Otworzy drzwi na szczycie schodów. Zejdzie do stęchłej, ciemnej piwnicy. I co potem? Jillian wmawiała im, że mogą panować nad własnym życiem. Mówiła, że jeśli się postarają, zwyciężą. Mogą być pewne siebie, niezależne i silne.