Ale Meg nie potrafiła już myśleć jak Jillian. Była tylko dwudziestoletnią dziewczyną związaną, głodną i przerażoną. A niedługo, może już za chwilę, stanie się coś bardzo złego. Coś jeszcze gorszego niż dotychczas.
Niedługo, powiedział mężczyzna, przyjdzie David.
Dan siedział na oddziale intensywnej terapii i czytał książkę. Przeżyć gwałt. Poradnik dla ofiar i ich rodzin. Kupił ją dwa tygodnie temu. Właśnie dotarł do rozdziału Pierwsza rocznica i później - kiedy wciąż nie masz tego za sobą.
Monitor przy łóżku żony mrugał miarowo. Nagle z korytarza dobiegł jednostajny pisk innej maszyny, któraś z pielęgniarek zaczęła wołać na alarm. Wkrótce rozległ się tupot pośpiesznych kroków.
Carol nawet nie drgnęła. Jej pierś unosiła się i opadała spokojnie. Głowa leżała nieruchomo w złotej aureoli włosów.
Od czasu do czasu jej prawa ręka drgała nieznacznie. W ciągu ostatnich dwudziestu godzin był to jedyny sygnał, jaki był gotów przypisać świadomości.
Dan przeczytał rozdział napisany z punktu widzenia ofiary i przeszedł do następnego: Bliska osoba – kiedy ona wciąż nie ma tego za sobą.
Czytał i choć nie zdawał sobie z tego sprawy, czasem płakał.
W sali obok lekarze i pielęgniarki walczyliby uratować czyjeś życie. Tymczasem serce Carol biło miarowo, płuca pracowały rytmicznie, ale właśnie ten spokój zagrażał jej życiu.
Dan skończył rozdział. Spojrzał na pogrążoną we śnie żonę. Siedział zgarbiony, z pochyloną głową i łokciami na kolanach. Lewe ramię wciąż bolało w miejscu, gdzie Carol go postrzeliła. Ledwo to zauważał.
Dwadzieścia godzin czuwania. Dwadzieścia godzin nadziei, modlitwy i złorzeczeń.
Rozmyślał o wszystkich latach, które spędzili razem, o wszystkich przypadkach, gdy los okazał się niełaskawy. Rozmyślał o tym, co on i Carol zrobili. Zastanawiał się, dlaczego tak łatwo zranić osobę, którą się kocha. I dlaczego musiał się znaleźć na oddziale intensywnej terapii, aby w końcu zrozumieć, co jest w życiu najważniejsze.
Gdyby mógł, cofnąłby czas. Zapomniałby o blackjacku; spróbowałby znaleźć dla siebie miejsce w dużej firmie prawniczej. Wcześniej wracałby do domu, zwracał większą uwagę na żonę, częściej starałby się wywołać uśmiech na jej twarzy. Byłby idealnym mężem, mężczyzną, który potrafi wrócić do domu na czas, by powstrzymać gwałciciela, mężczyzną, który nie doprowadziłby żony do bulimii, pijaństwa i uzależnienia od leków.
Oczywiście nie miał takiej możliwości. Teraz mógł tylko brnąć dalej przez życie z ogromnymi długami na karku, rannym ramieniem i dręczącym poczuciem winy. Carol była załamana, on był załamany. Według książki takie uczucia były naturalne. Minie sporo czasu, nim znowu poczują się dobrze – jeśli w ogóle kiedyś poczują się dobrze. Trzeba po prostu iść dalej, radził autor. Przetrwać ból, starać się znaleźć coś optymistycznego.
Musiało być coś optymistycznego.
– Kocham cię – powiedział do Carol. Żadnej reakcji.
– A niech to, Carol, nie pozwól mu wygrać w ten sposób! Wciąż brak odpowiedzi.
W sali obok sprawy przyjęły gorszy obrót. Hałasy ucichły, nastała ponura cisza. Po chwili lekarz podał czas zgonu.
– Cholera! – jęknął Dan. Rzucił książkę na podłogę i wdrapał się na białe szpitalne łóżko. Zaczął się mocować z przewodami, rurkami, plastrami, aż w końcu udało mu się objąć żonę. Jej głowa opadła na jego ramię, długie jasne włosy spłynęły na jego pierś. Dan przytulił ją mocno do siebie.
Tymczasem za drzwiami lekarze powrócili z rezygnacją do swojego pokoju. Włączyli telewizor.
– Patrzcie – powiedział któryś z nich. – Czy to nie David Price?
Jillian siedziała w salonie państwa Pesaturo i nie wiedziała, co robić. Tom wpatrywał się w podłogę, jakby stary powycierany dywan krył w sobie tajemnicę życia i śmierci. Laurie zniknęła w kuchni, gdzie, sądząc po zapachu detergentu, wydała wojnę brudnym naczyniom. Toppi i Libby zabawiały Molly. Dziewczynka przyniosła Libby pudełko z ubrankami Barbie, Toppi była zajęta zakładaniem różowego kapelusza na pluszową głowę Kubusia Puchatka. Jillian nie miała pojęcia, o co chodziło w tej zabawie.
Tom wpatrywał się w podłogę, Laurie zmywała, Molly się bawiła, a Jillian…? Nie wiedziała, co powinna zrobić. Klub Ocalonych zaczął pękać. Odsunęły się od siebie, czy chciały tego, czy nie, a same nie były tak silne jak wtedy, gdy trzymały się razem. Carol dała się porwać popędowi samozniszczenia. Meg zniknęła w momencie, gdy rodzina najbardziej jej potrzebowała. A Jillian? Nie miała wojska, które mogłaby poprowadzić do walki. Siedziała obok matki, obracając w dłoni złoty medalik ze świętym Krzysztofem, który kiedyś należał do Trishy, i próbowała zebrać myśli.
Jeśli Griffin miał rację, Klub Ocalonych został okaleczony podwójnie. Najpierw gwałciciel okaleczył ich ciała. Potem padły ofiarą manipulacji i zamiast zemścić się na prawdziwym oprawcy, zwróciły się przeciwko niewinnemu człowiekowi. Biedny Eddie Como, do samego końca próbował je przekonać, że jest niewinny.
Wiedziała, że jeśli będzie myśleć zbyt długo o Eddiem, klubie i Trishy, zacznie krzyczeć, a potem rozbije wszystkie naczynia w domu.
Jeśli będzie myśleć zbyt długo, znowu znajdzie się z siostrą w tamtym mrocznym mieszkaniu. Oprawca chwyci ją za gardło, zacznie wyzywać. A robiąc to, będzie się śmiał w duchu, wiedząc, że jeśli Jillian spróbuje wymierzyć mu później sprawiedliwość, znowu stanie się jego ofiarą.
Rok temu zadzwoniła do Meg i Carol. Powiedziała im, że raz stały się ofiarami i już nigdy na to nie pozwolą. Powiedziała im, że odzyskają swoje życie. Powiedziała, że zwyciężą.
Okazało się, że kłamała.
Czy właśnie na tym polega życie? Na tym, że się próbuje i przegrywa, próbuje i przegrywa? Czyżby wróg był nie tylko silniejszy fizycznie, ale także bardziej przebiegły, mądrzejszy? Bez względu na to, jak bardzo się starała, jak nieustępliwie walczyła, jej siostra straciła życie. Griffinowi udało się aresztować mordercę i pedofila, a ten tylko roześmiał mu się w twarz i zaczął się rozwodzić nad tym, co zrobił jego żonie.
David Price. Cała odpowiedzialność spadała na jednego człowieka. Na uroczego, pozornie nieszkodliwego i przyjaznego Davida Price’a.
Jillian ścisnęła mocniej medalik Trishy. Nagle okazało się, że przeniesienie nienawiści na inną osobę nie było wcale takie trudne. Zapragnęła śmierci Davida Price’a. Nagle zrozumiała, co tak naprawdę czuł Griffin. I wtedy przyszedł jej do głowy pewien pomysł.
Frontowe drzwi otworzyły się i zatrzasnęły. Laurie, która poszła odebrać pocztę, weszła do salonu, przeglądając listy. Nagle zesztywniała. Zaczęła krzyczeć.
MAUREEN
Dzień dobry. Na żywo wita się z państwem Maureen Haverill prosto ze Stanowego Zakładu Karnego w Cranston. Dzisiaj dotarły do nas bulwersujące informacje na temat dokonanego ostatniej nocy brutalnego gwałtu na studentce College’u Browna Sylvii Blaire. Czy dwudziestoośmioletni Eddie Como, zastrzelony w poniedziałek przed gmachem sądu, był prawdziwym Gwałcicielem z Miasteczka Uniwersyteckiego, jak utrzymywała policja? Czy też raczej był on tylko jeszcze jedną ofiarą sadystycznej gry? Jestem tu w towarzystwie odbywającego wyrok za morderstwo Davida Price’a, który twierdzi, iż zna prawdziwego Gwałciciela z Miasteczka Uniwersyteckiego, lecz mimo wielokrotnie ponawianych przez niego propozycji współpracy policja stanowa odrzuca jego pomoc. Panie Price, co może nam pan powiedzieć o gwałcie na Sylvii Blaire?
– Dzień dobry, Maureen. Mogę tak do pani mówić? – zapytał przyjaznym głosem Price, posyłając dziennikarce jeden ze swych najbardziej czarujących uśmiechów.
– Proszę bardzo. A teraz, panie Price…
– Proszę mi mówić: David.
– Davidzie, twierdzisz, że posiadasz informacje, które wydają się kluczowe dla prowadzonego obecnie poważnego śledztwa. Jak to się stało, że poznałeś prawdziwego Gwałciciela z Miasteczka Uniwersyteckiego?