Выбрать главу

Griffin zawiódł raz żonę. Zawiódł dziesięcioro bezbronnych dzieci. Zawiódł samego siebie. Teraz był podobno starszy i mądrzejszy. Nie chciał znowu spartaczyć sprawy.

– Jak samopoczucie? – spytał zaniepokojony Waters.

– Trzymam się.

– Ledwo.

– Robię postępy.

Czwarta czterdzieści pięć.

Strażnik więzienny zatrzymał się przed pojedynczą odizolowaną celą, do której tymczasowo przeniesiono Davida Price’a.

– Ręce – powiedział.

– Już chcecie mnie skuć? Kurde, naprawdę niczego nie zaniedbujecie.

– Ręce – powtórzył strażnik.

David wzruszył ramionami. Wystawił dłonie przez okienko w drzwiach celi. Strażnik zatrzasnął mu na nadgarstkach kajdanki. David wsunął ręce do środka i po chwili drzwi się otworzyły. Strażnik wyciągnął go za ramię i poprowadził w stronę pokoju rewizji.

– Mogę wpaść po drodze do swojej celi? – zapytał David.

– Po co?

– Wolę tamten kibelek. Wiesz, w nowej celi trudno się rozluźnić.

– Jedz więcej błonnika – odrzekł strażnik i poprowadził go dalej. Na końcu korytarza znajdowały się drzwi, przed którymi stało trzech strażników. Jeden z nich właśnie zakładał gumowe rękawiczki.

– Pełna rewizja osobista? – David uniósł brew. – A już myślałem, że to mój szczęśliwy dzień.

Strażnik spojrzał na niego kamiennym wzrokiem. David wzruszył ramionami.

– Cóż, skoro taka jest cena wolności. – Wszedł do pokoju, gdzie na stole leżały jego ulubione koszula i spodnie. Ubrania prawdopodobnie już zostały przeszukane. Teraz kolej na niego.

Odwrócił się od ubrań, starając się nie uśmiechać zbyt radośnie.

– Nareszcie wolny – mruknął pod nosem, unosząc ręce nad głowę. – Nareszcie wolny. O, wielki Boże, nareszcie wolny.

Piąta zero zero.

David Price pochylił się.

Griffin i Waters stanęli przed sędzią.

Fitz patrzył na półnagą recepcjonistkę.

Tawnya karmiła małego Eddiego.

Meg kiwała się w tył i w przód.

Prawa ręka Carol zaczęła drgać.

Jillian siedziała w domu państwa Pesaturo, myśląc o Meg, Carol, Trishy, Sylvii Blaire i planie Davida Price’a. Coś tu nie gra, pomyślała, rozmasowując skronie. Ale co?

Molly siedziała na podłodze w swoim pokoju i czekała.

PRICE

– Potrzebujemy nakazu…

– Mamy uzasadnione podejrzenie…

– W sprawie Gwałciciela z Miasteczka Uniwersyteckiego…

– Como sprzedał nasienie bankowi spermy w Pawtucket…

– Gwałciciel musiał mieć dostęp do próbek, żeby podłożyć spermę na miejscu zbrodni…

– Musimy przejrzeć dane personelu. Natychmiast!

Może nie był to najbardziej elegancki sposób przedstawienia sprawy sędziemu, ale okazał się skuteczny. O piątej jedenaście GrifFin i Waters mieli nakaz w rękach. Z prędkością stu kilometrów na godzinę wrócili do Korporate Klean. Paląc gumę, wzięli ostry zakręt na parking przed budynkiem i z piskiem opon zajechali przed wejście.

Przed drzwiami ujrzeli Fitza, który trzymając Greena za ramię, tłumaczył mu coś z furią. Zdaje się, że Green postanowił wcielić w życie groźbę, że o piątej pójdzie do domu. Fitz zaś starał się dotrzymać obietnicy, że mu na to nie pozwoli.

Griffin zatrzymał samochód przed samym wejściem, a Waters wystawił przez okno nakaz.

– Domagamy się natychmiastowego dostępu do danych personelu! – oświadczył Waters.

Sal Green westchnął i pokręcił głową, zaskoczony ich determinacją. Po chwili odwrócił się z powrotem w stronę budynku.

Pięć minut później wymierzył trzy porządne kopniaki starej metalowej kartotece i otworzył dolną szufladę.

– To moi obecni pracownicy – oświadczył.

Griffin zerknął na rząd kartek. Co najmniej pięćdziesiąt. Nie mieli czasu przeglądać ich po kolei.

– Ludzie, którzy sprzątają lub sprzątali bank spermy – zażądał.

– Jestem zwolennikiem częstych rotacji. W ten sposób pracownicy ciągle mają się na baczności.

– Data zatrudnienia: od listopada do kwietnia. Szybko!

Przez moment wydawało się, że Green zaprotestuje. Griffina zaczęły świerzbić ręce. Starał się pamiętać o tym, co powiedziała porucznik Morelli. To samo słyszał zresztą od psychoanalityka, braci i Watersa. Wciąż jednak miał przed oczyma mroczną piwnicę i równy rządek dziesięciu dziecięcych mogił.

Green wyciągnął po kolei odpowiednie pliki dokumentów. Griffin pomyślał, że to najlepsza rzecz, jaką facet zrobił tego dnia.

Razem z Watersem i Fitzem zaczęli przeglądać papiery. Po dziesięciu minutach Fitz wykrzyknął:

– Hej, znam tego gościa! Ron Viggio. Sam go aresztowałem kilka lat temu. Podglądacz. Niestety, kobieta była zbyt zawstydzona, żeby wnieść oskarżenie.

– Podglądacz – mruknął Waters. – Dobry materiał na gwałciciela.

– Zaraz, ja wiem tylko tyle, że został aresztowany za włamanie i wtargnięcie – zaprotestował Green. – Viggio od razu mi o tym powiedział. Zapewnił, że to było zwykłe nieporozumienie. Chciał zrobić niespodziankę swojej dziewczynie, a sąsiad opacznie to zrozumiał.

– Został złapany na włamaniu do domu kobiety? – zapytał Griffin. Green wzruszył ramionami.

– Aresztowany, ale niesądzony. W każdym razie tak mi powiedział. Griffin już wystukiwał numer na komórce.

– Tu sierżant Griffin. Sprawdźcie dla mnie Ronalda Viggio. V-I-G-G-I-O. Tak. – A po dwóch minutach: – Aktualny adres?

– Dobra, panowie – powiedział, rozłączywszy się. – Jazda!

– Ale… – zaczął protestować Green, lecz nikt nie poczekałby go wysłuchać.

Piąta trzydzieści.

Szeryfowie stanowi wprowadzili Davida do więziennej furgonetki. Dzięki punktualności swego adwokata Price po raz pierwszy od osiemnastu miesięcy miał na sobie cywilne ubranie – spodnie w kolorze khaki, granatową koszulę i brązowe mokasyny. Każda część garderoby została przeszukana i sprawdzona wykrywaczem metali. Tak samo jak ich właściciel.

David, choć miał skute nadgarstki i stopy, uśmiechał się radośnie. Uśmiechał się do szeryfów, do strażników więziennych i do granatowej furgonetki. Był w dobrym humorze.

Załadowali go do samochodu.

– Tylko czegoś spróbuj, dupku – ostrzegł jeden z szeryfów – a wgnieciemy cię w ziemię. Capisce! Nie mówię po włosku, ty sycylijski kmiotku.

Szeryf zmarszczył brwi. David uśmiechnął się do niego promiennie.

Zasunęły się drzwiczki furgonetki. Wkrótce otworzy się więzienna brama.

Piąta trzydzieści pięć. Wolność była już na wyciągnięcie ręki. Jeszcze pięć, dziesięć minut i wyruszy w podróż.

Dzięki, sierżancie Griffin, pomyślał. No i, oczywiście, dzięki, Meg.

– Wygląda na to, że Ron Viggio nie czuł potrzeby poinformowania pracodawcy o całej swojej przeszłości kryminalnej – powiedział Griffin, wjeżdżając na autostradę między stanową, podczas gdy Waters dzwonił po posiłki. – Nie został aresztowany za włamanie, ale za napaść o podłożu seksualnym. W połowie lat dziewięćdziesiątych odsiedział także trzy lata za włamanie do domu kobiety.

– Więc facet zaczął od podglądania, potem włamywał się do domów kobiet, aż w końcu zaczął je napadać. No no, historia jak z podręcznika.

– Niestety za ostatnią napaść nie stanął przed sądem. Kobieta spotykała się przedtem z Viggio, a ponieważ sypiała z nim dobrowolnie, obawiała się, że przysięgli jej nie uwierzą. A może po prostu wpadła w panikę na myśl o procesie. W końcu to nie spacer po parku.

– Po co sądzić oskarżonego, skoro można przypieprzyć ofierze?

– Właśnie. Viggio trafił do aresztu w grudniu, a skarga przeciw niemu została wycofana w styczniu.

Dojechali do zjazdu w stronę Cranston. Griffin zaczął się przeciskać między sunącymi wolno samochodami, klnąc, na czym świat stoi. Jakiś palant zajechał mu drogę i stanął. Griffin wdepnął z furią hamulec, Waters włączył megafon.