Выбрать главу

Pastor popatrzył surowo na dziewczęta i zapytał, czy zostały ochrzczone w imię Chrystusa. Kajsa nie była tego taka pewna, lecz Britta odparła z przekonaniem, że owszem, wszystkie trzy są ochrzczone.

Tylko że Britta często mówiła to, co właśnie wydawało jej się wygodne!

Kajsa zwróciła uwagę na jej niemal agresywny ton, kiedy rozmawiała z duchownym. Jakby nie mogła go znieść. A i pastor zaciskał gniewnie wargi i przyglądał jej się nieprzychylnym wzrokiem.

Kjerstin natomiast jak zauroczona wpatrywała się w pełnego godności Diderika. Możesz sobie na niego patrzeć, pomyślała Kajsa ze złością, ale nie musisz już trzymać ››mojego‹‹ gościa za rękę, to już naprawdę nie jest potrzebne. Wszystkich byś chciała zagarnąć dla siebie czy jak?

Kajsa zdała sobie sprawę, że jest w bardzo nieprzyjemnym nastroju. Odczuwała gwałtowną awersję do dwóch pozostałych mężczyzn, do duchownego i tego wyniosłego pana, choć było to całkowicie bezpodstawne. Naprawdę najzupełniej bezpodstawne!

Britta powtórzyła propozycję, by podróżni wstąpili do wsi, zrobiło się bowiem późne popołudnie i do wieczora i tak już by daleko nie zajechali. Niedawno niedźwiedź napadł na starego człowieka, kilka mil na północ od osady, i tylko cudem człowiek ów uszedł z życiem.

Diderik pospiesznie wymienił spojrzenia ze swoimi towarzyszami podróży i dziękując przyjął zaproszenie. Nawet stara Barbro sprawiała wrażenie, że takie rozwiązanie przyjmuje z ulgą. W ten sposób uniknie spotkania z Ćmokiem. A poza tym ona nigdy się Vargaby nie bała.

Kiedy szli długim rzędem przez las, najpierw dziewczęta, potem jeźdźcy, a na końcu zwierzęta, Kajsa znowu wyobraziła sobie, że coś wokół nich krąży, coś, czego nie powinno być. Pośród ukrytych we mgle koron drzew rozlegało się głuche, żałosne zawodzenie, a porośnięty mchem stok zdawał się drżeć pod ciężarem końskich kopyt, ziemia uginała się i po chwili powracała do dawnego położenia. Ona sama była przyjemnie podniecona na myśl o tym, że za jej plecami jedzie mężczyzna, który zaproponował jej, żeby usiadła przed nim na koniu, a któremu ona z niewiadomego powodu odmówiła.

Las się skończył i wyszli na niebywale piękną, rozległą polanę, porośniętą trawą i usianą mnóstwem kwiatów, które teraz pochylały główki w wilgotnym powietrzu. Przed oczyma podróżnych rozciągał się widok na Vargaby, rozłożoną na niewielkich wzgórzach starą osadę. Małe domki tuliły się do siebie. Kajsa żałowała, że goście nie widzą tego w słonecznym blasku, bo była bardzo dumna ze swojej rodzinnej wsi. Uważała, że piękniejszego miejsca nie ma na ziemi. I chociaż Kajsa nie widziała nic więcej oprócz Rot i Alvdalen, chyba miała rację. Vargaby było niewypowiedzianie pięknym miejscem, prawdziwą osadą z baśni.

Podróżni zatrzymali wierzchowce.

– Bóg mi świadkiem, żem się tego nie spodziewał – szepnął Diderik.

Uszczęśliwiona Kajsa usłyszała w jego głosie szczery zachwyt, serce zabiło jej radośnie, a oczy promieniały. Dopóki nie napotkała zamyślonego spojrzenia Havgrima. Wtedy spuściła wzrok. Nie odjeżdżaj, prosiła w duchu. Zostań tutaj, nadaj mojemu życiu treść i sens! Przecież nawet nie zdążymy się lepiej nawzajem poznać. Jak tu będzie po waszym odjeździe? Sto razy bardziej pusto niż dotychczas!

To była nieznośna myśl.

Miała wrażenie, że wszystkie nieszczęścia świata nagle zwaliły się jej na ramiona.

Kiedy zdumienie i zaskoczenie mieszkańców wsi na widok obcych ustąpiło, gości zaproszono na posiłek złożony z zimnego zsiadłego mleka i żytnich podpłomyków ze złociście żółtym masłem i kozim serem. Kjerstin stała onieśmielona we drzwiach ojcowskiej izby, w której wokół stołu zasiedli przybysze. To właśnie jej ojciec był teraz starszym w Vargaby, od czasu kiedy jego poprzednika zabrała zaraza.

Diderik rozkoszował się ciepłem izby i odpoczywał. A zatem jest was tak niewielu, myślał. Garść zaledwie. Ale za to jakie tu macie panny! Te trzy, które spotkaliśmy w lesie.

Pragnienie uwodzenia dziewic odezwało się w nim z całą siłą. Zbyt wiele markietanek i zbyt wiele chętnych, zanadto jak na niego doświadczonych służących spotykał w ostatnich czasach. Teraz znowu trafia mu się coś całkiem nietkniętego!

Posłał Kjerstin spojrzenie, którego żadna z zebranych w izbie kobiet nie mogła zrozumieć niewłaściwie. Kjerstin jednak była całkowicie niedoświadczona, przyjmowała jego zainteresowanie z pokorą i oddaniem. I jeśli za czymś tęskniła w swojej dotychczasowej samotności, to właśnie za takim spojrzeniem mężczyzny. Zarumieniona ze wstydu i radości wybiegła z domu. Kajsa i Britta wymieniły pełne niepokoju spojrzenia.

Diderik zwrócił się do gospodarza domu:

– Prawdziwie piękna wieś, to Vargaby.

Ojciec Kjerstin odparł:

– Zmagamy się z lasem. To wieczna walka. Nieustannie, podstępnie las podpełza w stronę osady. Gdybyśmy się nie bronili, wkrótce pochłonąłby całą wieś.

Kjerstin wróciła i ponownie stanęła na progu.

– Wasz koń okulał, mój panie – zwrócił uwagę gospodarz.

– Tak, zauważyłem – potwierdził Diderik. – Myślę, że dobrze by mu zrobiła chwila odpoczynku.

Wzrok gościa nieustannie krążył wokół postaci Kjerstin.

– Pustych domów u nas pod dostatkiem. Możecie zostać tu przez parę dni.

– Nie mówimy nie – odparł Diderik. W jego oczach pojawił się jakiś szelmowski błysk. – Skorzystamy z okazji. Ostrzegano nas przed dziewicami z Vargaby, ja jednak uważam, że są one niebywale pociągające.

Twarz gospodarza pociemniała.

– Ach, tak, ta legenda przyczyniła nam wiele szkody. To takie niesprawiedliwe! Jesteśmy zwyczajnymi, pracowitymi chłopami i nikomu nie życzymy źle. Ale ludzie unikają nas jak zarazy. Naprawdę bez powodu!

Diderik pojął, że zachował się nietaktownie, i próbował to jakoś załagodzić, rozpływając się w pochwałach i zachwytach, czym jeszcze pogarszał sprawę.

Przerwał mu pastor.

– Skoro już mowa o tym, co uchodzi – powiedział cierpko – to nie zauważyłem u was domu Bożego. Jak to jest?

– Nie możecie żądać, panie Natanie, by ta garstka ludzi zbudowała sobie kościół – wtrącił Diderik.

– Pan Natan? – powtórzył ojciec Kjerstin zdumiony. – To nadzwyczajne! To wasze prawdziwe imię, ojcze duchowny?

– Co w tym takiego nadzwyczajnego? – warknął pastor.

– Ów apostoł, który w swoim czasie przybył do Vargaby i położył kres ofiarom z dziewic, ale później spalił wieś, też miał na imię Natan albo Natael.

– Coś takiego! – zachichotał Diderik szyderczo.

– Ten przypadek nietrudno wytłumaczyć – uciął duchowny cierpko. – Natan był tak wielkim sługą Bożym, że wszyscy chcielibyśmy go naśladować. Jednakże ja mam wam do powiedzenia co innego. Mieszkańcy wsi powinni wysłuchać słowa Bożego. Tedy, skoro wszyscy są zebrani, wygłoszę krótkie kazanie.

– Będziemy wam wdzięczni, panie.

Kajsa siedziała z bólem w sercu. Jej ciemnowłosy przybysz zbyt jawnie i zbyt często wodził oczyma za Kjerstin wciąż stojącą przy drzwiach. No pewnie, czyż mogłam oczekiwać czego innego, myślała rozgoryczona. Kjerstin jest przecież taka piękna. A poza tym miła i dobra, i jest też starsza ode mnie. Ona zasługuje na najlepszego.

Czasami naprawdę trudno jest być szlachetnym.

Britta i ona pobiegły na wieś zawołać wszystkich, którzy jeszcze siedzieli w swoich domach i spoza firanek wypatrywali niebezpiecznych przybyszów. W drodze powrotnej dziewczęta natknęły się na Havgrima, który wyszedł odetchnąć świeżym powietrzem. Wtedy Kajsa pomyślała, że chciał je spotkać, i serce zabiło jej jak szalone, a w głowie poczuła szum.