Britta przystanęła wyczekująco.
– Czy mogłybyście być tak dobre i mieć oko na waszą przyjaciółkę? – poprosił pospiesznie cichym szeptem. – Mój chlebodawca i towarzysz podróży nie spuszcza z niej wzroku, a nie cieszy się on najlepszą opinią. Nie chciałbym, żeby zrobił krzywdę tej biedaczce. Wy obie jesteście rozsądne i trzeźwo patrzycie na świat, musicie się zatroszczyć, żeby on nie sprowadził jej na manowce.
Kajsa poczuła, że świat wiruje wokół niej ze zdumienia. Rozsądne i trzeźwo patrzące na świat? Britta owszem, ale ona? Czy to miał być komplement, czy…? I o co mu chodziło z tą troską o Kjerstin? Czy miał na myśli tylko jej dobro, czy też może sam chciał ją zdobyć?
Przyrzekły obie mieć oczy i uszy otwarte; Britta z wyrazem stanowczości we wzroku, który mógł obiecywać wiele.
Pan Natan wygłosił kazanie, w którym aż buzował ogień piekielny, a przestraszonym mieszkańcom wsi zdawało się, że czują w powietrzu zapach siarki. Kajsa, która uważała, że proboszcz kościoła w Alvdalen jest bardzo surowym kapłanem, lecz sprawiedliwym i z gruntu dobrym, była wstrząśnięta fanatyzmem pana Natana.
Co chciał osiągnąć tym krzykiem? Dlaczego ich tak bardzo nienawidzi?
Vargaby jest przeklęte, grzmiał kapłan. Jego mieszkańcy to szatański pomiot i pachołkowie pogańskich bożków. Bo czyż sam nie widział nad jeziorem figury Freya? Czyż demony nie wabiły go w głąb lasu? Rozpalał się coraz bardziej i bardziej, i mimo woli ujawniał, co go spotkało po drodze. Jakieś mgliste postacie, na wpół widoczne, chciały porwać jego duszę, był jednak dla nich zbyt silny i za bardzo bogobojny! Kobiecy demon z potarganymi włosami i w pospolitej sukni leżał na ziemi, a na ciele widoczne były ślady cięć mieczem. Omam. Szatański omam! Przesądni, wierzący w gusła ludzie w Alvdalen chcieli mu wmówić, że setki lat temu pewien apostoł zamordował tam czarownicę. Bez wątpienia widzenie zesłał sam diabeł, by wciągnąć go w swoje sieci; diabeł chciał, by ksiądz uwierzył w to, co widzi, i w swoim ogromnym miłosierdziu próbował pomóc nieszczęsnej kobiecie, a tym samym znalazł się we władaniu Szatana. Pan Natan jednak przejrzał ich wszystkich. Uniósł w górę srebrny krzyż, wypowiedział stosowne zaklęcia i widzenie zniknęło.
– My nigdy niczego nie widzieliśmy – rozległ się czysty głos Britty.
– Zamilcz, dziewczyno! – upomniał ją szeptem ojciec Kjerstin. – Nie podawaj w wątpliwość słów kapłana!
– Ale my przecież naprawdę nigdy niczego nie widzieliśmy! On nie ma prawa niszczyć naszego lasu tylko dlatego, że sam boi się ciemności!
Britta była jedną z tych kobiet, które zaszłyby daleko, gdyby mogły studiować. Ale nawet nie znała takiego słowa, cóż dopiero mówić o nauce!
Pastor wpatrywał się w nią wytrzeszczonymi oczyma.
– Nigdyście tu nie widzieli tego ohydztwa, które was otacza, bo sami jesteście częścią zła. Powinienem postąpić tak, jak należy w takich okolicznościach, i spalić gniazdo zepsucia.
– Znalazł się już taki, który kiedyś tak właśnie zrobił – odcięła się Britta. – To był zły postępek, z niego płynie wszelkie zło, które wy, obcy, tu dostrzegacie.
Kajsa słyszała w jej głosie powstrzymywany płacz. Była wstrząśnięta odwagą Britty, a jednocześnie podziwiała przyjaciółkę.
Pan Natan uniósł rękę, jakby chciał uderzyć dziewczynę albo rzucić na nią klątwę, zaraz się jednak rozmyślił i zaczął grzmieć na wszystkich zebranych:
– Ukorzcie się! Ukorzcie się wszyscy, powiadam wam! Albowiem w dzień sądu znajdziecie się wśród przeklętych. Karząca ręka Pana zepchnie was w ogień piekielny!
Jakaś stara kobieta zaczęła płakać.
Britta wstała i poszła do drzwi.
– Jeśli w ten sposób prowadzicie dusze do Pana, to musi on mieć ich niewiele. Proboszcz w Alvdalen mówi, że Pan jest miłością i wybaczeniem. Wy zaś, panie Natan, rozkoszujecie się własnymi słowami i władzą, jaką macie nad nami. Bóg Ojciec wcale was nie obchodzi.
– Dziwka! – rzekł pan Natan, a jego przerażający głos brzmiał lodowato. Przemawiał stanowczo, ale spokojnie, jak zawsze, kiedy zwracał się do grzeszników. – Wracaj na swoje miejsce!
Britta nie zamierzała posłuchać.
– Ja w was nie wierzę! Ja wierzę w Boga.
– Ja jestem Bogiem!
Teraz dziewczyna zaczęła się powoli odwracać. Patrzyła duchownemu w oczy.
– Właśnie słyszę – powiedziała szyderczo i wyszła z chaty.
Pan Natan był pąsowy na twarzy.
– To znaczy, chciałem powiedzieć, że jestem jego zastępcą na ziemi! – krzyknął, ale Britty już nie było.
Duchowny stracił panowanie nad sobą i wybiegł za nią na podwórze.
– Natychmiast wrócisz do izby, ukorzysz się i publicznie będziesz mnie błagać o przebaczenie! Bo jak nie, to wyklnę cię, przepędzę z kościoła, ty… czarownico!
Britta spoglądała na niego spokojnie, choć płacz dławił ją w gardle.
– A nie chcielibyście zabić czarownicy? Raz już się tak stało, można to powtórzyć!
Wtedy pan Natan się opanował. Legenda! Ręce mu dygotały, kiedy je bezradnie opuścił. Wrócił do izby i teraz przemawiał już nieco bardziej umiarkowanym tonem. Postępował, rzecz jasna, niekonsekwentnie, bo wszystkie te wydarzenia wytrąciły go z równowagi, ale słuchający wierni woleli go takim.
Gdy kazanie dobiegło końca, ludzie się rozeszli. Dziewczęta odprowadziły gości do dobrze utrzymanego drewnianego domu, który stał pusty. Barbro miała tam spać w alkierzu, a mężczyźni w dużej izbie.
Mgła nad łąkami zgęstniała, widać to było wyraźnie, kiedy tak szli pomiędzy domami w mistycznym, przytłumionym blasku letniego wieczoru. Kajsa czuła się rozbita. Kjerstin była taka śliczna, Britta miała taką silną osobowość. Kajsa kompletnie ginęła na tle tych dwu. Chciała głośno krzyczeć w beznadziejnej desperacji: ››Ja istnieję! Spójrz na mnie! Niczego nie potrafię, nie ma we mnie niczego interesującego, ale jestem! Mam gorące serce, pełne współczucia i wyrozumiałości dla wszystkich żywych istot, i jest we mnie mnóstwo czułości i oddania, którym mogłabym cię obdarzyć!‹‹
To ostatnie jednak miały też obie kuzynki, i Kjerstin, i Britta.
Był to, oczywiście, jedynie przypadek, ale Havgrim przez jakiś czas szedł obok Kajsy. Żadne nie mówiło nic, lecz to nie miało znaczenia. Kajsa była tak przeniknięta czarownym nastrojem tego wieczoru, że z trudem chwytała oddech.
Trudno powiedzieć, jak do tego doszło, ale w pustym budynku, przyjemnie pachnącym starym drewnem i jałowcowymi gałązkami, wywiązała się bardzo interesująca rozmowa i dziewczęta zwlekały z powrotem do domu. Wszyscy rozsiedli się, gdzie kto mógł, po kolei opowiadali o swoim życiu. Czegoś takiego dziewczęta nigdy nie doświadczyły. Trwały w nie znanej im dotychczas egzaltacji, gotowe w każdej chwili wybuchnąć płaczem. Z oddali, znad jeziora dochodził krzyk nura. Dla nich to było normalne, dziwiły się więc przerażeniu w oczach gości. Nur to przecież nie jest ptak, którego należałoby się bać!
Kajet wysunął się z ręki Andre, leżącego w hotelowym łóżku w Trondheim. W ciągu ostatnich kilkunastu minut powieki opadały mu ciężko na oczy i musiał się boleśnie szczypać, by nie zasnąć. Teraz nie był już w stanie dłużej walczyć ze snem. Musiał odłożyć rękopis i zgasić lampę. Przedtem jednak spojrzał na zegarek. Czwarta rano! A przecież w ciągu dnia czeka na niego tyle spraw!
Wciąż jeszcze nie pojmował, co wspólnego z Ludźmi Lodu ma opowieść o dziewicach z Vargaby. Gdyby jednak był w stanie przeczytać jeszcze jedną jedyną stroniczkę, dowiedziałby się, co ich łączy. A przynajmniej mógłby się domyślać, o co w tym wszystkim chodziło.
ROZDZIAŁ VI
Andre obudził się wcześnie. Miał wrażenie, że jego ciało samo nakłania go do aktywności, jakby mówiło: Dość już tego spania, musisz przeczytać do końca manuskrypt, zanim podejmiesz badania zakrojone na szerszą skalę.