Выбрать главу

Ponieważ pozostawało jeszcze sporo czasu do śniadania, ubrał się i usiadł wygodnie w fotelu przy oknie. Z zewnątrz dochodził rytmiczny stukot końskich kopyt na kamiennym bruku, zgrzyt tramwajów i rozmowy robotników zamiatających trotuar. Poza tym panowała cisza, taka, jaką można odczuwać tylko o brzasku. Mgła była gęsta, Andre nie widział więc nic oprócz zarysu domów po drugiej stronie ulicy.

Otworzył zeszyt i powrócił do lektury. Musiał się cofnąć o kilka stronic, by zrozumieć dokładnie to, czego w nocy jego zmęczony umysł już nie przyjmował do wiadomości. Odszukał miejsce, w którym wczoraj stracił wątek.

Wszyscy odczuwali potrzebę mówienia. Jedynie pan Natan zachowywał milczenie. Usiadł w mrocznym kącie, możliwie jak najdalej od Britty. Widocznie pojmował, że tę dziewczynę może ukarać chłostą lub pręgierzem, może ją wykląć, może ją nawet spalić na stosie, lecz pokonać jej nie zdoła. Na to było zbyt wiele mrocznych cieni w jego bojaźni bożej, na to ona zbyt dobrze go przejrzała.

To musiała być gorzka świadomość dla kogoś, kto uważał się za wybranego sługę Pana.

Diderik, jakby zupełnie przypadkowo, położył rękę na ławie za plecami Kjerstin. Jego kciuk poruszał się tam i z powrotem, dotykając leciutko jej biodra, co wprawiało ją w oszołomienie i przerażenie zarazem.

To właśnie Diderik powiedział:

– Barbro, dawałaś do zrozumienia, że lepiej niż twój chlebodawca znasz legendę o dziewicach?

– Myślę, że są tu jeszcze inni, którzy lepiej ją znają, nie tylko ja – odparła z naciskiem.

Po chwili milczenia, gdy zebrani zdawali się czekać, że ktoś potwierdzi jej słowa, lecz nic takiego nie nastąpiło, pan Diderik odezwał się znowu:

– W takim razie opowiedz nam, co wiesz.

– Może nie warto wspominać takich spraw tutaj.

– Owszem, opowiadaj!

Kajsa spojrzała ukradkiem na Havgrima i w mroku napotkała jego wzrok. Czyżby dostrzegła uśmiech na jego twarzy? Nie miała odwagi uwierzyć. Wprawdzie to Britta siedziała obok niego, lecz Kajsa się tym nie martwiła. Britta była za młoda, by żywić inne uczucia do Havgrima niż wdzięczność i dumę, że nazwał ją rozsądną i trzeźwą.

A może Britta wcale nie jest za młoda? Och, nie, nie wolno znowu pozwolić, żeby wątpliwości doszły do głosu!

Jakie to zresztą wszystko ma znaczenie? Obcy i tak jutro wyjadą!

Wyjadą? Och, jaki żal, jaka tu zapanuje pustka! Nie, nie jedź dalej! Nie pozostawiaj mnie na całe długie życie z tym wspomnieniem jednej jedynej chwili, z tym snem o pewnym letnim wieczorze we wczesnej młodości!

Barbro powiedziała bardzo wolno:

– Ja wiem tylko, co się stało z synem strażnika i średniej z sióstr.

Diderik szukał w pamięci.

– Aha, to ta, której udało się dotrzeć do ludzi, podczas gdy strażnik zapłacił za ucieczkę życiem – rzekł w końcu z ledwo dostrzegalną ironią. – No dobrze, więc co się stało z tym małym bękartem?

– Jak słyszeliśmy, chłopiec miał osiem lat, kiedy matka umarła. Tylko że ona przez cały czas wbijała mu do głowy myśl o zemście. A panowie wiedzą, jak taka myśl może się wryć w umysł i serce dziecka.

– Tak. To pozostaje w nim na zawsze – potwierdził Diderik. – Mów dalej!

– Chłopiec dorósł i opuścił Alvdalen. Wiedział bowiem, że Vret Joar Jonsson zginął nad Siljan, lecz jego syn nadal żyje. Wprawdzie chłopiec nigdy nie odnalazł owego Vreta Mattsa Joarssona, lecz sam się ożenił i został ojcem. Swemu najstarszemu synowi przekazał wiedzę o tym, jakiego strasznego przestępstwa wobec ich rodu dopuścił się Joar i jego syn…

– No tak, teraz rozumiem – kiwał głową Diderik. – Zemsta stała się obowiązkiem przekazywanym z pokolenia na pokolenie. Honorowym długiem, wendetą, jeśli można użyć obcego słowa. Interesujące! Wiesz, jak się to wszystko zakończyło?

– Myślę, że tak – odparła Barbro. – Minęło wiele czasu, ale potomek tamtej dziewczyny odnalazł potomka Vreta Joara. My jednak nie usłyszeliśmy jeszcze pańskiej historii, panie Dideriku. Pański ród pochodzi z tych stron, prawda?

– Tak, toteż poszukuję wszelkich śladów. Chciałbym dowiedzieć się czegoś więcej o moich przodkach, ponieważ wydaje mi się, że mój ród wydał wielkich rycerzy, a może nawet królów. Moje wrodzone zdolności do panowania i dominowania nad innymi o tym świadczą. I mój autorytet. Posunąłem się już w badaniach dość daleko. Przeprowadzałem wywiady, studiowałem dokumenty, księgi parafialne i temu podobne. Doszedłem aż do roku tysiąc trzysta siedemdziesiątego, kiedy to niejaki Knuts Per Olsson, handlarz skór, przybywa do Uppsali. Nazwisko wskazuje wyraźnie, że pochodził z Dalarna, a pewne informacje pochodzące ze starych kontraktów handlowych dowodzą, że być może mieszkał w Rattvik. A tam odkryłem – jeśli to naprawdę był on – że jego ojciec pochodził z Oxberg albo z okolic Alvdalen. I na tym ślad się urywa. Dalej już nic nie wiadomo.

Barbro skinęła głową.

– A ty, Havgrim? Skąd się wzięło to twoje niezwykłe imię?

Havgrim uśmiechnął się. Kajsa musiała stłumić w sobie gwałtowną chęć, by podejść i usiąść przy nim. Jestem śmieszna, pomyślała. Pierwszy lepszy mężczyzna, który pojawił się na mojej drodze!

W Havgrimie było jednak coś szczególnego.

– To mój ojciec tak mnie ochrzcił – powiedział i spojrzał na Kajsę. Naprawdę tak zrobił! O szczęście, nie rozerwij mego serca na kawałki!

Havgrim mówił dalej:

– Ojciec przypłynął z Rugen do Szwecji po długim pobycie za granicą. Kiedy wrócił do domu, ja miałem trzy lata i ojciec nadał mi imię Havgrim [„Hav” w językach skandynawskich znaczy „morze”, natomiast „grim” to stare nordyckie słowo na oznaczenie brzydoty (przyp. tłum).], ponieważ zakochał się w morzu i ponieważ uważał, że jestem małym brzydactwem, zupełnie niepodobnym do niego. W tym miejscu Benedikte lub Vanja postawiła na marginesie wiele wykrzykników. Ktoś dopisał maleńkimi literkami: „Któż to chrzci trzyletnie dzieci?”

Jakieś wspomnienie poruszyło się w pamięci Andre, ale zaraz powrócił do przerwanej lektury i nie zastanawiał się nad tym.

– Brzydactwo, ty? W takim razie musiałeś się bardzo zmienić od tamtych czasów – rzekła Barbro z powagą, a wszyscy zebrani się uśmiechnęli. Wszyscy z wyjątkiem pastora, który w dalszym ciągu siedział nadąsany w kącie i z niechęcią badał swoje sumienie. Czy jego stosunek do powołania kapłańskiego jest właściwy?

Przeklęta dziewczyna! Przeklęta wieś! Chciał odejść stąd jak najszybciej.

– Czy w twojej rodzinie wszyscy mężczyźni są zawodowymi wojakami? – zapytał Diderik Havgrima.

– Nie. Ojciec był kupcem, dorobił się majątku za granicą. Nie. My jesteśmy poszukiwaczami.

Diderik uśmiechał się pogardliwie.

– Czego tak poszukujecie? Bogactwa? Czy tak zwanego szczęścia?

– Poszukujemy przestępcy, proszę pana.

– Ach, tak?

Barbro wtrąciła pospiesznie:

– Powiedzcie mi… Nigdy tak do końca nie opowiedzieliście, jak to się stało, że wszyscy trzej się spotkaliście i podróżujecie razem. Czy to pan, panie Dideriku, znalazł…?

– Nie – przerwał Diderik. – To Havgrim zwrócił się do mnie. Pojawił się w jakiejś gospodzie wkrótce po tym, jak opuściłem zamek w Sztokholmie. Zaczęliśmy rozmawiać i powiedział mi, że jest zaciężnym żołnierzem i że teraz nie ma zajęcia. Myślałem co prawda, że wygląda zbyt młodo jak na doświadczonego wojaka, ale… Kto pierwszy wystąpił z propozycją, już nie pamiętam, lecz zatrudniłem go jako pomocnika i eskortę…

Diderik umilkł na chwilę i zamyślił się, a potem mówił dalej: