Выбрать главу

– Wynoś się stąd, przeklęty podglądaczu! Nie masz tu nic do roboty!

– Ależ, Mali – jęknął Andre wstrząśnięty.

– Nie mogę znieść tych cholernych bab. Wszędzie ich pełno!

Drzwi na dole zatrzasnęły się z hałasem.

Andre ujął klamkę, ale mieszkanie Nette było zamknięte na klucz.

– I co teraz zrobimy? – zastanawiał się.

– Z pewnością wyszła na chwilę załatwić jakąś sprawę – uspokajała Mali.

– Chyba masz rację. Powinniśmy już iść, czeka nas dzisiaj daleka droga.

Mimo to nie mógł się zdecydować, wciąż nie pojmował, co się mogło stać.

– Spójrz tutaj – powiedziała Mali, pochylając się nad podłogą. – Mówisz, że nie była pijana?

Nić w kolorze kości słoniowej zaczepiła się o drzazgę w zniszczonym progu. Andre podniósł ją i poszedł do okna.

– Nette miała wczoraj na sobie suknię takiego właśnie koloru. Co to, na Boga…?

– Lecę po dozorcę! – zawołała Mali. – To jest czynszowa kamienica, więc…

Zniknęła na schodach, zanim zdążyła dokończyć.

Drzwi naprzeciwko uchyliły się i na korytarz wyjrzała para ciekawskich oczu. Andre czekał, nie mógł zrozumieć, co się takiego mogło stać. Martwiło go to bardzo, ale nic nie mógł wymyślić. Wszystko było takie zagadkowe i niepojęte.

Wkrótce na dole rozległ się stanowczy głos Mali, a potem kroki dwojga ludzi idących po schodach. Mali przyprowadziła milczącego, melancholijnego człowieka, który skinął głową w stronę Andre i wsunął klucz do zamka.

W przedpokoju nie było nikogo, ale na podłodze zauważyli ślady krwi. Andre zawołał w głąb mieszkania.

Zdawało im się, że słyszą stamtąd cichy głos, pobiegli zatem do salonu, czyściutkiego i wysprzątanego, jak można było oczekiwać w mieszkaniu Nette. Zajrzeli do kuchni, lecz tam także nie było nikogo. Zatrzymali się przed jeszcze jednymi zamkniętymi drzwiami.

– Wejdź, Mali – mruknął Andre.

Mali zapukała i uchyliła ostrożnie.

– Ona jest tutaj – rzekła ochrypłym głosem. – Chodź!

Nette leżała na łóżku, wciąż ubrana w wieczorową suknię. Była trupio blada, na głowie miała mokry ręcznik z plamami krwi.

– Ja… nie mogę… – wykrztusiła.

– Leż spokojnie! – zawołał Andre i ujął ją za rękę. – Co się stało?

Nette przesłoniła dłonią twarz i jęknęła zbolałym głosem.

– Nie wiem. Wczoraj wieczorem… Ktoś był na schodach. Napadł na mnie. Straciłam przytomność. Ocknęłam się w nocy, na podłodze… Jakoś udało mi się dotrzeć do łóżka. Nie byłam w stanie…

– Oczywiście – szepnął Andre. – Zaraz sprowadzę lekarza.

– Nie, już mi lepiej. Właściwie czuję się już zupełnie nieźle.

– Ale nie wyglądasz dobrze.

Zwrócił się do dozorcy.

– Jest tu w pobliżu jakiś doktor?

– Jest, w domu obok.

– Przyprowadź go tutaj. Natychmiast! A ty, Mali, pomóż się Nette przebrać. Tylko ostrożnie. Niewykluczone, że ona ma wstrząs mózgu. Ja zaczekam w salonie.

Mali skinęła głową i Andre wyszedł.

Wygląda na to, że będzie to podróż z przeszkodami, pomyślał. Bogu dzięki, że nikt na nas nie czeka.

Gdy dozorca wrócił z lekarzem i z policjantem, którego wezwał z własnej inicjatywy, Nette miała już na sobie swoje codzienne ubranie, Mali pomogła jej się umyć i uczesać, a sama posprzątała w pokoju. Młodej osobie zdawało się sprawiać przyjemność to, że może być przydatna.

Doktor zbadał Nette Mikalsrud, a policjant zadał w tym czasie kilka podstawowych pytań. Andre i Mali mogliby już właściwie pojechać, ale nie robili tego. Chcieli poczekać, aż wszystko się wyjaśni.

Nie, Nette nie ma wrogów. Nie, nic z mieszkania nie zginęło. Tylko klucz zniknął.

Wtedty dozorca poinformował, że dzieci znalazły dziś rano jakiś klucz i że to był właśnie klucz od mieszkania pani Mikalsrud. Leżał na dole, przy drzwiach wejściowych. Nette otrzymała go z powrotem.

Policjant pisał i pisał. Doktor oświadczył, że Nette nie powinna przez kilka dni chodzić do pracy.

– Ale ja nie mogę… – zaprotestowała. – Ja nigdy przedtem…

– Nikt nie jest niezastąpiony – przerwał jej doktor. – Na razie nic nie wskazuje na wstrząs mózgu. Jest pani w szoku, najzupełniej oczywistym po tym, co się stało, i dlatego ma pani problemy z poruszaniem się. Powinna pani odpocząć przez kilka dni, oderwać się od pracy.

– To znaczy, że mam tu leżeć i rozpamiętywać to, co się stało? Taka perspektywa wydaje mi się najgorsza.

Przerwał im Andre.

– W żadnym razie nie chciałbym zostawić tu panny Mikalsrud samej. Nie wiemy, dlaczego została napadnięta, więc nie wiemy też, czy atak się nie powtórzy.

– To prawda – poparł go policjant.

– Panna Mali i ja musimy dziś wyjechać i nie możemy opiekować się chorą. W żadnym jednak razie nie chciałbym zostawić jej samej. Co by pan powiedział na to, doktorze, żeby panna Mikalsrud pojechała z nami? Myśli pan, że zniosłaby dłuższą podróż samochodem?

Lekarz popatrzył na niego zamyślony.

– Czy to pański samochód stoi tam na ulicy?

– Tak.

– Wygląda na bardzo wygodny. No i jak powiedziałem: Cios trafił na tyle nisko, że nie spowodował wstrząsu mózgu. Ale co na to sama panna Mikalsrud?

– Pojechałabym bardzo chętnie.

– Będziesz mogła siedzieć z tyłu, oparta na poduszkach, wygodnie – przekonywał ją Andre ożywiony. – Czy to nie najlepsze rozwiązanie? – zwrócił się do policjanta i do lekarza.

Obaj kiwali głowami na znak, że i oni tak sądzą.

– To nawet bardzo dobrze, że panna Mikalsrud zniknie na jakiś czas z niebezpiecznej strefy – powiedział policjant. – A my tymczasem poszperamy tu trochę.

Nette uśmiechała się blado.

Mali nie powiedziała ani słowa. Ja w każdym razie będę siedziała na przedzie, pocieszała się w duchu.

Znaleźli się w Gaudalen.

Pogoda była wspaniała, nie mogli sobie wymarzyć lepszej. Tylko że, oczywiście, wyjechali z Trondheim zbyt późno. Andre domyślał się, że tego dnia do Alvdalen nie dojadą.

To zaś komplikowało sytuację. Gdzie przenocują? Tereny przygraniczne przeważnie porastały lasy, osady ludzkie zdarzały się rzadko i były niewielkie. On nie wiedział o żadnej gospodzie w tej okolicy, panie też nie.

Droga wiła się malowniczo wśród lasów i pokrytych kwieciem skalnych rozpadlin, wśród kwitnących łąk i zarośli. Poniżej drogi płynęła rzeka, Gaula.

Trakt nie był może zbyt równy, lecz uroda krajobrazu wynagradzała niewygodę.

Mali entuzjastycznie zachwycała się wszystkim.

Zachwyt Nette nie był aż tak wielki. Samochód podskakiwał na wybojach, ból rozbitej głowy stawał się powoli tak intensywny, że prawie nie do zniesienia. Ale nie chciała się skarżyć. Zabrali ją przecież ze sobą, bo się o nią martwili. I choć słuchała szczebiotu Mali i wesołych odpowiedzi Andre z zazdrością, że nie może w tym uczestniczyć, to wiedziała, że myślą o niej z troską.

Andre zatrzymał się niedaleko samotnej zagrody, tuż przy drodze.

– Może tu powinniśmy zapytać o Nordlade?

Panie uznały, że to dobry pomysł. Andre wyskoczył z samochodu i poszedł ścieżką ku obejściu.

Mali odwróciła się.

– Jest ci tam wygodnie?

– Dziękuję, bardzo wygodnie – uśmiechnęła się Nette blado. – Ale mimo tych wszystkich poduszek zdrętwiałam jak drewno.

– Ja też. A poza tym powinnam zejść nad rzekę, w te zarośla. Pójdziesz ze mną?

Dzięki ci, Panie, za takie bezceremonialne dziewczęta, pomyślała Nette. Ta sprawa bowiem martwiła ją już od dawna.

Pomagając sobie nawzajem, zeszły w dół, na brzeg rzeki.