I wtedy rozległo się pukanie do drzwi, i w drzwiach stanął Harrison Conners. Nigdy w życiu nie widziałam równie pięknego mężczyzny. Wszedł i zaczęliśmy rozmawiać o ostatnich dniach ojca i w ogóle o dawnych czasach.
Angela była bliska płaczu.
— W dwa tygodnie później odbył się ślub.
54. KOMUNIŚCI, HITLEROWCY, MONARCHIŚCI, SPADOCHRONIARZE I DEZERTERZY
Przygnębiony wiadomością, że Frank odebrał mi Monę Aamons Monzano, wróciłem na swoje miejsce i znowu zagłębiłem się w lekturze maszynopisu Filipa Castle.
Zajrzałem do skorowidza na końcu książki pod Monzano, Mona Aamons i dowiedziałem się, że mam zajrzeć pod Aamons, Mona.
Zajrzałem więc pod Aamons, Mona i przekonałem się, że jest wymieniona w książce prawie tyle samo razy co sam “Papa” Monzano.
Zaraz po Aamons, Mona figurował Aamons, Nestor. Przejrzałem więc kilka stron traktujących o Nestorze i dowiedziałem się, że był on ojcem Mony, Finem i architektem.
Nestor Aamons został wzięty do niewoli przez Rosjan i uwolniony przez Niemców w czasie drugiej wojny światowej. Wyzwoliciele nie odesłali go jednak do domu, ale zmusili go do służby w wojskach inżynieryjnych Wehrmachtu. Jego oddział skierowano do walki przeciwko partyzantom w Jugosławii. Tam dostał się w ręce Czetników, serbskich partyzantów wiernych królowi, a następnie trafił do partyzantów komunistycznych, którzy rozbili oddział Czetników. Uwolnili go włoscy spadochroniarze, którzy zaskoczyli komunistów, i odesłano go do Włoch.
Włosi zmusili go do budowy umocnień na Sycylii. Ukradł tam łódź rybacką i dotarł do neutralnej Portugalii.
Tam spotkał amerykańskiego dezertera nazwiskiem Julian Castle.
Castle, dowiedziawszy się, że Aamons jest architektem, zaprosił go na wyspę San Lorenzo, aby zaprojektował tam dla niego szpital o nazwie Dom Nadziei i Miłosierdzia w Dżungli.
Aamons wyraził zgodę. Zaprojektował szpital, ożenił się z mieszkanką wyspy imieniem Celia, spłodził ideał dziewczyny i zmarł.
55. NIGDY NIE SPORZĄDZAJ SKOROWIDZA DO WŁASNEJ KSIĄŻKI
Co zaś do życia Aamons, Mony, to już sam skorowidz dawał pstry, surrealistyczny obraz wielu skłóconych sił targających jej życiem i jej czysto instynktownych reakcji.
“Aamons, Mona: — stwierdzał skorowidz — adoptowana przez Monzano w celu podniesienia jego popularności 194 — 199, 216; dzieciństwo w Domu Nadziei i Miłosierdzia 63 — 81; dziecięce uczucie do F. Castle’a 72; śmierć ojca 89; śmierć matki 92; w roli ogólnonarodowego symbolu erotycznego 80, 95 166, 209, 247, 400 — 406, 566, 678; zaręczyny z F. Castle’em 193; wrodzona naiwność 67 — 71, 80, 95, 116, 209, 274, 400 — 406, 566, 678; pożycie z Bokononem 92 — 98, 196 — 197; wiersze o 2, 26, 114, 119, 311, 316, 477, 501, 507, 555, 689, 718, 799, 800, 841, 846, 908, 971, 974; jej wiersze 89, 92, 193; powrót do Monzano 199; powrót do Bokonona 197; ucieczka od Bokonona 199; ucieczka od Monzano 197; próba oszpecenia się, aby przestać pełnić funkcję symbolu erotycznego 80, 95, 116, 209, 247, 400 — 406, 566, 678; uczennica Bokonona 63 — 80; Ust do ONZ 200; mistrzowska gra na ksylofonie 71.”
Pokazałem ten skorowidz Mintonom i spytałem, czy nie sądzą, że jest on sam w sobie pełną uroku biografią, biografią dziewczyny, która nie chciała być boginią miłości. Otrzymałem nieoczekiwanie kompetentną odpowiedź, co zdarza się nie tak znów często. Okazało się, że Claire Minton była swego czasu specjalistką od sporządzania skorowidzów. Po raz pierwszy dowiedziałem się o istnieniu takiej specjalności.
Pani Minton powiedziała mi, że dobrze zarabiała, dzięki czemu jej mąż mógł ukończyć studia, i że niewiele osób potrafi właściwie sporządzać skorowidze.
Dowiedziałem się też, że tylko bardzo niedoświadczony autor może się porywać na robienie skorowidza do swojej książki. Spytałem wówczas, jak ocenia pracę Filipa Castle.
— Pochlebstwo pod adresem autora i obraza czytelnika — powiedziała z dobroduszną wyższością eksperta. — Innymi słowy, brak umiaru. Czuję się zawsze zażenowana, kiedy widzę skorowidz sporządzony przez samego autora.
— Dlaczego zażenowana?
— Skorowidz zrobiony ręką samego autora to rzecz zbyt demaskująca — poinformowała mnie. — Dla wprawnego oka jest to po prostu bezwstydny ekshibicjonizm.
— Ona potrafi określić charakter człowieka na podstawie skorowidza — powiedział mąż pani Minton.
— Naprawdę? — spytałem. — I co może pani powiedzieć o Filipie Castle?
Uśmiechnęła się lekko.
— Wolałabym nie zdradzać tego komuś obcemu.
— Przepraszam.
— W każdym razie nie ulega wątpliwości, że jest zakochany w tej Monie Aamons Monzano.
— Zdaje się, że to można powiedzieć o wszystkich mieszkańcach wyspy.
— Żywi mieszane uczucia co do jej ojca.
— To można powiedzieć o wszystkich ludziach na ziemi — niecierpliwiłem się.
— Czuje się niepewnie.
— A któż ze zwykłych śmiertelników może się czuć pewnie? — spytałem. Nie wiedziałem wówczas, że było to pytanie bardzo w duchu Bokonona.
— Nigdy nie ożeni się z nią.
— Dlaczego?
— To wszystko, co mogę panu powiedzieć.
— Miło mi poznać specjalistę od skorowidzów, który szanuje tajemnice swoich bliźnich.
— Niech pan nigdy nie robi skorowidza do własnej książki — stwierdziła kategorycznie pani Minton.
Bokonon poucza nas, że duprass stwarza korzystne warunki do zdobywania i rozwijania w zaciszu nieustającej miłości nieomylnych, choć czasem niecodziennych form intuicji. Niezwykła zdolność Mintonów do czytania między wierszami skorowidzów była tego najlepszym przykładem. Bokonon poucza nas też, że członkowie duprassu spoglądają na innych ludzi z pobłażliwą wyższością. I tutaj Mintonowie nie byli wyjątkiem.
Nieco później ambasador Minton i ja spotkaliśmy się w przejściu z dala od jego żony i Minton zdradził się, że zależy mu na mojej opinii o jej zdolnościach.
— Wie pan, dlaczego Castle nigdy nie ożeni się z tą dziewczyną, mimo że jest w niej zakochany, mimo że ona też go kocha i mimo że znają się od dzieciństwa? — szepnął mi na ucho.
— Nie. Nie mam pojęcia.
— Bo on jest homoseksualistą — powiedział Minton. — Ona to również potrafi wyczytać w skorowidzu.
56. PIEKIELNE PERPETUUM MOBILE
Kiedy Lionel Boyd Johnson i kapral Earl McCabe zostali nago wyrzuceni przez fale na brzeg San Lorenzo spotkali tu ludzi, którym powodziło się jeszcze gorzej niż im. Ludność San Lorenzo miała pod dostatkiem jedynie chorób, których nie potrafiono nawet nazwać, nie mówiąc już o leczeniu. W przeciwieństwie do mieszkańców wyspy Johnson i McCabe rozporządzali ogromnymi skarbami w postaci umiejętności czytania i pisania, ambicji, ciekawości, bezczelności, braku szacunku dla autorytetów, zdrowia, dobrego humoru i sporej porcji wiadomości na temat tego, co znajduje się poza granicami wyspy. Zacytujmy znowu Calypso: