Выбрать главу

Zapadło niezręczne milczenie. — Przykro mi — powie dział Nick ponownie poruszony szczerością Troya. Ten wzruszył ramionami z trudem panując nad powracającym nagle wspomnieniem.

Nick zmienił temat. Mówił o łodzi, a potem przez kilka minut o Homerze i jego załodze. Nagle spojrzał na zegarek.

Jezu Chryste — jęknął. — Jest po czwartej. Czy aby o czwartej nie mieliśmy się spotkać z Carol Dawson?

Troy podskoczył na fotelu. — No pewnie. Wyszło na to, że tacy z nas wspólnicy, co całe popołudnie spędzają pijąc piwo i grając w gry.

Uścisnęli się, wyrzucili do śmieci puste puszki po piwie i wyszli z domu kierując się w stronę samochodu Nicka.

7

Carol była wyraźnie poirytowana. Siedziała w sali łączności w Marriotcie i palcami bębniła w biurko wsłuchując się w sygnał telefonu. Zaklekotało, a potem odezwał się głos Nicka. — W tej chwili nie ma mnie w domu. Ale jeżeli… — zniecierpliwiona pstryknęła przełącznikiem i ze złośliwym grymasem dokończyła zdanie dając upust swemu zniechęceniu: — Ale jeżeli podasz swoje nazwisko, numer i czas, kiedy dzwoniłeś, skontaktuję się, jak tylko wrócę. Cholera. Cholera. Wiedziałam, że powinnam zadzwonić przed wyjazdem z Miami.

Wybrała inny numer. Odezwała się Berenice i od razu połączyła ją na video z doktorem Dałem Michaelsem.

Carol nie zawracała sobie głowy powitaniami. — Czy wiesz, że nie znalazłam tego głupiego drania? Nie ma go na łodzi, nie ma w domu. Nikt nie wie, gdzie jest. Powinnam była zostać w Miami i zdrzemnąć się.

Carol nie opowiadała zbyt wiele Dale’owi o Nicku i Troyu. A to, co powiedziała o Nicku, nie było pochlebne.

— A czego się spodziewałaś? — odpowiedział Dale. — Przecież chciałaś amatorów jako przykrywki. Dlaczego miałoby ci się zdawać, że łatwo go będzie znaleźć przed spotkaniem? Takie typy zwykle zostają w łóżku z panienką, aż nie znajdą jakiegoś powodu, żeby wstać — zachichotał. Carol poczuła się dziwnie poirytowana pogardliwym komentarzem Dale’a na temat życia erotycznego Nicka.

Chciała coś powiedzieć, ale postanowiła się powstrzymać.

— Słuchaj, Dale — powiedziała — czy ta linia telefoniczna jest całkiem bezpieczna? Mam parę delikatnych spraw do omówienia.

Uśmiechnął się: — Nie ma zmartwienia. Mam czujniki, które świecą, jeżeli gdzieś na linii pojawi się najmniejsza nie wyjaśniona przerwa. Nawet po twojej stronie.

— Dobra — uspokoiła się Carol. Wyciągnęła notes i rzuciła okiem na odręcznie sporządzoną listę. — O ile Arnie Webler zna się na tym — powiedziała patrząc w kamerę video — nie ma żadnego prawnego zakazu ratowania własności rządu Stanów Zjednoczonych pod warunkiem, że zwróci się ją prawowitemu właścicielowi zaraz po odzyskaniu. Praktycznie więc nie popełnię przestępstwa wyciągając ten pocisk. — Odfajkowała pierwszą sprawę ze swej listy.

— Ale o czymś jeszcze myślałam przylatując tu z Miami. Ta rzecz jest do tego czymś w rodzaju pocisku sterowanego. Co będzie, jak wyleci w powietrze? Wariatka jestem, że przejmuję się czymś takim? Chyba że pocisk w jakiś sposób unieszkodliwił się, skoro przez parę dni tkwił w piasku i w słonej wodzie?

Dale roześmiał się. — Czasami jesteś boska. Mam całkowitą pewność, że nowy pocisk zaprojektowano tak, by działał albo w wodzie, albo w powietrzu, i nie wydaje mi się, żeby piasek mógł naruszyć jego co wrażliwsze części w tak krótkim czasie. A to, że nie eksplodował sugeruje przede wszystkim, że nie został uzbrojony, z wyjątkiem może małego niszczącego urządzenia, które mogło, ale nie musiało jeszcze się zepsuć. Odzyskując ten pocisk podejmujesz określone ryzyko. Nadal zakładam, że zrobisz podwodne zdjęcia, a potem opublikujesz relację. Wyłowienie pocisku po to, by go pokazać, nie wydaje mi się większym wyczynem niż reportaż. Poza tym, jest niebezpieczne.

Carol była rzeczowa. — Już mówiłam ci w samochodzie, ze masz prawo mieć swoje zdanie. Marynarka mogłaby dowodzić, że w jakiś sposób podrobiłam zdjęcia. Nie może jednak zaprzeczyć, że pocisk fizycznie istnieje i że widzi go publiczność telewizyjna całego kraju. Chcę, żeby ten reportaż miał jak największe oddziaływanie.

Odfajkowała następną sprawę z listy w swoim notesie.

— Aha, zapomniałam ci powiedzieć dziś rano, że spotkałam tutaj kapitana innej łodzi, właściwie kawał padalca, starszego, tęgiego gościa imieniem Homer. Chyba od razu mnie rozpoznał. Duży, drogi jacht i tak dalej. Dziwna załoga…

— Czy nazywał się Ashford? Homer Ashford? — przerwał jej Dale.

Carol skinęła głową. — To ty go znasz?

— Pewnie — odpowiedział Dale. — Przewodził wyprawie, która odnalazła skarb Santa Rosa w 1986 roku. Ty także go poznałaś, chociaż oczywiście nie pamiętasz. Wraz z żoną gościli na bankiecie z okazji nagrody MOI na początku 1993 roku. — Dale przerwał. — Jasne. Teraz sobie przypominam. Solidnie się wtedy spóźniłaś z powodu tych pogróżek Juana Salvadora. Ale dziwne, że nie zapamiętałaś ich, zwłaszcza jego żony. To była taka wielgachna, gruba baba i wydawało jej się, że masz na sobie męską piżamę.

Wszystko to powoli, ale dokładnie zaczęło się układać w pamięci Carol. Przypomniała sobie dziwny wieczór, zaraz po tym jak zaczęła chodzić z Dałem. Puściła do Heralda tekst o handlu kokainą i wysunęła przypuszczenie, że kubański radny, Juan Salvador rozmyślnie utrudniał policji śledztwo. Tego dnia, w południe, do wydawcy jej gazety zadzwonił informator, któremu zazwyczaj można było ufać, i powiedział, że senor SaWador właśnie zawarł kontrakt na życie Carol. Herold przydzielił jej ochronę i zalecił, by zmieniła rozkład swoich zajęć tak, by nie można było określić, gdzie przebywa.

Tego wieczoru, kiedy w MOI odbywał się bankiet, Carol znalazła się w kłopocie. Ochroniarza miała przy sobie zaledwie od trzech godzin, a już czuła się skrępowana i ograniczona. Groźba autentycznie ją jednak przestraszyła. Na bankiecie przyglądała się każdej twarzy szukając zamachowca i czekając, aż ktoś wykona pierwszy ruch.

Gdy w czternaście miesięcy później siedziała w sali łączności w Hotelu Marriott, mgliście przypominała sobie spotkanie z Homerem. Miał na sobie smoking i był z jakąś wesołą, tęgą kobietą, która chyba przez dwadzieścia minut chodziła w kółko za nią. Znowu ta moja przeklęta pamięć, pomyślała Carol. Od razu powinnam go była rozpoznać.

Ależ jestem głupia!

— Jasne — powiedziała do Dale’a — teraz ich sobie przypominam. Ale z jakiej okazji oni znaleźli się na tym bankiecie?

— Tamtego wieczoru czciliśmy naszych głównych dobroczyńców — odparł Dale. — Homer i Ellen wsparli w znaczący sposób nasze próby stworzenia podwodnej straży. No i rzeczywiście, z łatwością przetestowali w Key West wiele naszych prototypów. Do tego solidne dane testowe. To było najlepsze opracowanie na temat reakcji elektronicznego strażnika na działania intruza, jakie kiedykolwiek ułożono. No i Homer Ashford pokazał nam, jak można okpić MQ-6…

— Tak, tak — Carol pokiwała głową uświadamiając sobie, że próg jej wytrzymałości nadal był skrajnie niski.

— Dzięki za informację. Jest za kwadrans czwarta. Wybieram się do przystani, żeby spotkać się z Nickiem Williamsem i postanowić coś na jutro. Jeżeli będzie coś nowego, zadzwonię do ciebie wieczorem.

Ciao — powiedział Dale Michaels starając się, bez powodzenia, by zabrzmiało to w sposób wyrafinowany — i proszę, uważaj na siebie.

Carol z westchnieniem odłożyła słuchawkę. Pomyślała, czy nie powinna poświęcić minuty lub dwóch na zastanowienie się nad tym, dokąd z Dałem zmierzają. Albo nie zmierzają, bo w tym wypadku i tak może być. Myślała o wszystkim, co trzeba było zrobić. Zamknęła notes i wstała. Nie teraz, zdecydowała. Nie mam teraz czasu na myślenie o Dale’u. Ale jak tylko znajdę wolną chwilę w tym moim zwariowanym życiu, to pomyślę.