Pomruk podniecenia obiegł kontrolną salę. Przez twarz Ellie przemknął błysk jakiegoś głęboko ukrywanego uczucia, chociaż zaraz opanowała się z obawy, by jej nie poniosło, by innym nie zdała się naiwna, niegodna miana naukowca.
— W porządku, popatrzmy, czy mogę już zrobić krótkie podsumowanie. Posłużę się najprostszym językiem i proszę sprawdzajcie, czy czegoś nie pominęłam. Otrzymaliśmy sygnał o wielkiej sile, nie w całości monochromatyczny. Na bezpośrednim styku z pasmem tego sygnału, żadna z zastosowanych frekwencji nie daje nic, prócz szumu. Sygnał jest spolaryzowany liniowo, tak jakby był wysłany za pomocą radioteleskopu. Moc jego waha się w okolicy dziewięciu gigaherców, czyli w pobliżu minimalnych wartości galaktycznego tła szumowego. To optymalna częstotliwość dla kogoś, kto chce być odebrany na wielkiej odległości. Potwierdził się ruch gwiezdny źródła, to znaczy, że porusza się tak, jakby przebywało tam, wśród gwiazd i nie było jakimś tutejszym nadajnikiem. Zresztą NORAD potwierdza, że nie znajdują żadnego satelity, ani naszego, ani obcego, który swym położeniem odpowiadałby lokalizacji źródła. Interferometria też wyklucza źródło na orbicie Ziemi. Steve przejrzał dane nie posługując się systemem automatycznym i nie wygląda na to, żeby były dziełem dowcipnisia o zboczonym poczuciu humoru, który wpakował je nam na komputer. Interesujący nas region nieba obejmuje Vegę, która jest gwiazdą karłowatą A-zero sekwencji głównej. Nie jest całkiem taka, jak Słońce, ale znajduje się tylko o dwadzieścia sześć lat świetlnych stąd i posiada prototypowy pierścień gwiezdny. Nie wiemy nic na temat tamtejszych planet, ale z pewnością istnieją jakieś wokół Vegi. Wykonujemy teraz pomiar ruchu właściwego, by się przekonać, czy źródło sygnału nie znajduje się aby poza naszą linią widzenia Vegi i otrzymamy odpowiedź... Kiedy? Za parę tygodni? Za parę godzin, jeśli zrobimy to naszymi metodami, przez dokładną analizę interferometryczną. I wreszcie na koniec: to, co odebraliśmy z kosmosu, jest, jak się wydaje, długą sekwencją liczb niepodzielnych. Żaden znany nam proces astrofizyczny nie jest zdolny wyemitować takich liczb. Powinnam teraz powiedzieć: bądźmy ostrożni. Ale powinnam też dodać, że według wszelkich dostępnych nam kryteriów to, co otrzymaliśmy, to jest... właśnie to. Pewne wątpliwości budzi słuszne zastrzeżenie, czy otrzymaliśmy sygnał od cywilizacji rozwiniętej na którejś z planet Vegi, w takim przecież przypadku musieliby oni rozwijać się niesłychanie szybko. Wiek Vegi to około czterysta milionów lat, a więc trochę mało, by uznać ją za miejsce rozwoju najbliższej nam cywilizacji. Za tym pilniejsze uważam wykonanie dokładnych badań ruchu. Także chciałabym raz jeszcze przeanalizować możliwość fałszywki.
— Słuchajcie — odezwał się jeden z kwazarowców, który dotychczas kręcił się gdzieś z tyłu. Wskazał brodą zachodni horyzont, gdzie słabnąca różowa zorza nieomylnie wskazywała miejsce, w którym skryło się Słońce po zachodzie. — Za kilka godzin Vega zacznie zachodzić, ale tymczasem wzeszła już nad Australią. Zadzwońmy do Sydney i poprośmy, żeby obserwowali Vegę w czasie, w którym i my nie puścimy jej spod teleskopu.
— Świetna myśl. Tam jest dopiero środek dnia, a jeśli zsumujemy nasze dane, to otrzymamy doskonały wykres ruchu. Proszę mi podać wydruk wszystkich danych, z mojego biura wyślę je faxem do Australii.
Opuściła gromadkę stłoczoną wokół konsoli, ze wszystkich sił starając się zachować spokój. Skierowała się do biura, i dopiero gdy bardzo powoli zamknęła za sobą drzwi, westchnęła:
— A niech to jasna cholera...
— Poproszę Iana Brodericka. Tak. Tu Eleanor Arroway z Projektu Argus. To pilne. Dziękuję, czekam. Cześć, Ian! Coś trafiliśmy. Może to nic nie jest. ale czy mógłbyś nam to sprawdzić? To ma około dziewięć gigaherców, w paśmie kilkuset herców. W tej chwili faxuję ci parametry... Akurat masz talerz nastawiony na dziewięć gigaherców? Popatrz, świetnie się składa. Tak, mamy całą Vegę w środku pola widzenia. I dostaliśmy coś, co wygląda na impulsy odpowiadające liczbom niepodzielnym... No tak... O’kay. Zaczekam.
Po raz któryś z rzędu uświadomiła sobie, jak kiepsko funkcjonuje kontakt między astronomami świata. Połączony system komputerowy przekazywania danych nadal nie wchodził na linię. Czyli że przydatność telesieci asynchronicznej byłaby...
— Posłuchaj, Ian. Zanim teleskop dokończy obrót, czy mógłbyś rzucić okiem na wykres amplitudy czasowej? Odczytamy kropki impulsów niskiej amplitudy i kreski wysokiej. Otrzymujemy... Tak, wzór; właśnie tego tu szukaliśmy przez ostatnie pół godziny... Kto wie. Na pewno to nasz kandydat numer jeden w ciągu ostatnich pięciu lat, chociaż ja ciągle pamiętam, jak Sowieci wyszli na durnia wtedy w 1974. W związku z tym wielkim satelitą Big Bird, o ile mi wiadomo, to były amerykańskie namiary wysokościowe dla prowadzenia rakiet cruise nad Związek Radziecki... Tak, topograficzne... i Sowieci złapali je na swoje anteny wszystkokierunkowe, nie bardzo więc mogli stwierdzić, z którego punktu nieba pochodzi sygnał. Mogli tylko powiedzieć, że co rano otrzymują sygnał o takiej samej sekwencji impulsu. Ich specjaliści, zaraz pomyśleli o cywilizacji pozaziemskiej. Nie, już wykluczyliśmy transmisję satelitarną. Mam wielką prośbę, Ian, czy mógłbyś prowadzić ten namiar do końca, jak długo będziesz to miał na niebie? Potem porozmawiamy o VLBI, ale przedtem chciałabym zobaczyć, czy uda mi się namówić inne obserwatoria, żeby też wzięły to pod teleskopy. Póki Vega znów u nas się nie pokaże... Tak, nie wiem, czy uda mi się dostać z Chinami bezpośrednie połączenie. Zastanawiam się, czy wysłać telegram IAU... Cudownie. Dzięki serdeczne, Ian.
Na chwilę zatrzymała się w drzwiach do sali kontrolnej (na którą mówili tak z przekąsem, bo właściwą kontrolę robiły komputery w swoim pomieszczeniu) i z przyjemnością przyjrzała się grupce uczonych, którzy w ferworze dyskutowali ze sobą, uważnie przeglądali dane na ekranach i nawet już trochę kłócili się o naturę sygnału. To nie są tak zwani ludzie stylowi — pomyślała — i nie ma w nich żadnej konwencjonalnej urody. Ale z pewnością jest w nich coś pociągającego, wspaniali są w ogniu pracy, szczególnie w tej jak ta chwili wielkiego odkrycia. Gdy już po prostu nic innego dla nich nie istnieje...
Umilkli, gdy się zbliżyła i przypatrywali się jej z oczekiwaniem.
Liczby były akurat przenoszone z podstawy dwójkowej na dziesiętną... 881, 883, 887, 907 ... każda znów niepodzielna.
— Willie, proszę o mapę świata. Połącz mnie z Massachusetts, z Markiem Auerbachem w Cambridge. Powinien być teraz w domu. Podaj mu ten tekst telegramu IAU do wszystkich obserwatoriów i podkreśl, że zależy nam głównie na dużych obserwatoriach radiowych. Dopilnuj, żeby sprawdził nasz numer do Radioobserwatorium w Pekinie. A potem połącz mnie z Naukowym Doradcą Prezydenta.
— Chce pani pominąć National Science Foundation?
— Po Auerbachu połącz mnie, proszę z Naukowym Doradcą Prezydenta!
W tej chwili zdało się jej, że w olbrzymim zgiełku wymieszanych głosów, usłyszała nagle jeden chóralny krzyk radości.
Rowerami, miniciężarówkami, pieszo i kablami telefonów podążyła ku wszystkim centrom astronomicznym świata lakoniczna informacja. W kilku najważniejszych ośrodkach, jak w Chinach, Indiach, Związku Radzieckim czy Holandii, odebrano ją na teletypie. Gdy tylko wyklekotała ją drukarka i dostrzegł jakiś dyżurny (a może przechodzący tędy astronom), oderwana od wałka i obdarzona zdziwionym spojrzeniem zostawała zaniesiona do pobliskiego pokoju. Głosiła, co następuje:
ANORMALNE PULSACYJNE ŹRÓDŁO FALI W PRAWEJ ASCENDENCJI 18 h 34 m, DEKLINACJA PLUS 38 STOPNI 41 MIN, WYKRYTE PODCZAS SYSTEMATYCZNEJ OBSERWACJI NIEBA W OŚRODKU ARGUS. FREKWENCJA 9,24176684 GIGAHERCÓW, PRZYBLIŻONE PASMO 430 HERCÓW. AMPLITUDY BIMODALNE OKOŁO 174 i 179 JANSKYCH. DOWIEDZIONE ISTNIENIE KODU AMPLITUD OPARTEGO NA NASTĘPSTWIE LICZB NIEPODZIELNYCH. PILNIE POTRZEBNA KOOPERACJA OŚRODKÓW W DŁUGOŚCI GEOGRAFICZNEJ. DLA KOORDYNACJI PRAC PROSIMY TELEFONOWAĆ „R”.