— I zaryzykować, że utracę sygnał? Niech pan pomyśli zresztą, że może coś najważniejszego nie było wcale przekazane wtedy, gdy Vega była nad Nowym Meksykiem, ale nad Pekinem. Te sygnały to nie jest rozmowa przez telefon, po którego drugiej stronie siedzą same Stany Zjednoczone Ameryki Północnej. To nie jest nawet rozmowa telefoniczna z Ziemią. To sygnał od jednej stacji do drugiej, obojętnie na której planecie układu słonecznego. Po prostu trafiło się nam podnieść słuchawkę we właściwym momencie.
Der Heer znów zaczął coś nadawać. Co chciał jej powiedzieć? Że podobają mu się te elementarne analogie, ale żeby uważała z Kitzem?
— W każdym bądź razie — kontynuowała — już jest za późno. Już wszyscy się dowiedzieli, że w obrębie systemu Vega istnieje coś w rodzaju inteligentnego życia.
— Pewien jestem, doktor Arroway, że wcale nie jest za późno. Przecież wciąż oczekuje pani bogatszej w treść informacji, która dopiero ma nadejść. Doktor der Heer — urwał wsłuchując się w ten przypadkowy asonans — mówi, że te niepodzielne numery uważa pani za zapowiedź czegoś więcej, za jakiś sygnał wywoławczy. Więc jeśli właściwa informacja nadejdzie, a będzie w niej coś, o czym inne kraje nie powinny wiedzieć, życzę sobie, by zachowano ją w pełnej tajemnicy do czasu, aż będziemy mogli o tym porozmawiać.
— Wielu z nas ma rozmaite życzenia, panie Kitz — powiedziała słodko, ignorując uniesione brwi der Heera. W sposobie bycia Kitza było coś irytującego, nieomal prowokacyjnego. Zresztą w niej też. — Na przykład, ja bym życzyła sobie zrozumieć, co ten sygnał znaczy. I co się dzieje na Vedze, i jakie to ma znaczenie dla Ziemi. Może będą nam potrzebne ich dane. Ich mózgi. Już dziś wyobrażam sobie, że to zaczyna być problemem zbyt wielkim dla jednego kraju. Twarz der Heera wyrażała ostre pogotowie.
— Och, doktor Arroway, sekretarz Kitz sugeruje coś ze wszech miar rozsądnego. Wszak nie wykluczył on, by również inne kraje wprowadzić w te problemy. Wszystko, o co prosi, to aby mówić o tym wpierw z nami. I tylko jeśli nadejdzie następna wiadomość.
Mówił tonem uspokajającym, choć nieco namaszczonym. Raz jeszcze uważnie mu się przyjrzała. Der Heer nie był jedynie gładkim przystojniakiem, jego twarz była uprzejma i bystra. Miał na sobie granatowy garnitur i sztywną oksfordzką koszulę. Powagę oraz wrażenie samokontroli, jakie wokół roztaczał, łagodził jego ciepły uśmiech. Dlaczego więc wysługuje się temu pacanowi? Obowiązek służbowy? A może ten Kitz wcale nie jest taki głupi?
— Zresztą — Kitz westchnął podnosząc się z fotela — mówimy o wciąż dość odległym rozwoju zdarzeń. Sekretarz Obrony zapewne będzie pani wdzięczny za współpracę — wystrzelił ostatni nabój. — Myślę, że się zgadzamy?
— Proszę mi dać czas do namysłu — odparła przyjmując wyciągniętą dłoń Kitza, jakby chwytała zdechłą rybę.
— Mike — dziarsko rzucił der Heer — będę u ciebie za parę minut.
Z ręką opartą już o ramę drzwi Kitz zatrzymał się, jakby uderzyła go nagła myśl. Z wewnętrznej kieszeni marynarki wyjął jakiś dokument, cofnął się od drzwi i ostrożnie położył go na skraju biurka.
— No tak, byłbym zapomniał. To odpis Reguły Haddena, sądzę, że pani ją zna. O prawie rządu do klasyfikacji materiału istotnego dla bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych. Dotyczy również przypadków, kiedy materiał nie pochodzi z wyszczególnionych tu instytucji.
— Chce pan sklasyfikować cyfry niepodzielne? — wypaliła z drwiącym niedowierzaniem w otwartych szeroko oczach.
— Ken, zobaczymy się na zewnątrz.
Zaczęła mówić, gdy tylko Kitz zniknął za zamkniętymi drzwiami.
— O co mu chodzi? O promienie śmierci, które wysyła Vega? O materiały wybuchowe mogące zniszczyć świat? Co się naprawdę za tym kryje?
— Po prostu próbuje działać rozważnie, Ellie. Widzę, że nie przyjmujesz tego do wiadomości, o’kay. Przypuśćmy więc, że nadejdzie wiadomość, wiesz, ta prawdziwa, i będzie w niej coś niebezpiecznego dla muzułmanów, powiedzmy, albo dla metodystów. Czy nie sądzisz, że powinniśmy bardzo ostrożnie puszczać ją w świat? Bo inaczej znów wszystko będzie na Stany Zjednoczone.
— Ken, przestań robić ze mnie głupią. Ten człowiek jest Zastępcą Sekretarza Obrony. Gdyby ich zmartwieniem byli muzułmanie lub metodyści, przysłaliby mi Zastępcę Sekretarza Stanu. Albo, sama nie wiem, jednego z tych nawiedzonych, którzy zagajają prezydencką modlitwę przed śniadaniem. Jesteś Doradcą Naukowym Pani Prezydent, więc mów. Co jej poradziłeś takiego?
— Jeszcze nic. Odkąd tu jestem, tylko raz rozmawiałem z nią, krótko, przez telefon. I będę z tobą szczery, nie dawała mi absolutnie żadnych poleceń w sprawie klasyfikacji. Myślę, że to co mówił Kitz, trzeba spisać na jego rachunek. Mówił w swoim imieniu.
— A kimże on jest?
— O ile wiem, prawnikiem. Zanim zaczął pracować w administracji, był szefem zarządu jakiejś elektronicznej firmy. On się naprawdę świetnie zna na C3I, co oczywiście nie wyklucza, że może kompletnie się nie znać na całej reszcie spraw.
— Ken, ufam ci. Wierzę, że nie ty napuściłeś na mnie tę Regułę Haddena. — Pomachała leżącym przed nią dokumentem, a potem spojrzała mu głęboko w oczy.
— Czy wiesz, że Drumlin jest pewien, że w polaryzacji siedzi następna wiadomość?
— Nie rozumiem.
— Ledwie parę godzin temu. Zakończył wstępne opracowanie statystyczne polaryzacji. Przedstawił parametry Stokes'a sferami Poincarego: zmieniają się w czasie. Można to będzie obejrzeć jak całkiem niezły film.
Der Heer wbił w nią puste spojrzenie. Czy biolodzy nie posługują się światłem spolaryzowanym w mikroskopie?!
— Gdy fala świetlna dociera do ciebie — cierpliwie rozpoczęła — bez względu na to czy widzialna, czy radiowa, po prostu każdy rodzaj światła, to jego drganie odbywa się pod kątem prostym do twojej osi widzenia. Jeśli to drganie jest okrężne, to mówimy, że fala jest eliptycznie spolaryzowana. Jeśli rotuje zgodnie ze wskazówkami zegara, nazywa się ją prawostronną. Jeśli odwrotnie, to lewostronną. Wiem, że to głupie oznakowanie, ale dzięki istnieniu dwóch polaryzacji, otwiera się jeszcze jedna możliwość przekazu informacji. Trochę polaryzacji w prawo: zero, trochę polaryzacji w lewo: jeden, rozumiesz? To świetnie zdaje egzamin. Możemy regulować amplitudy, możemy regulować częstotliwości, niestety, jednak nasza cywilizacja, z powodów tylko sobie wiadomych, nie zajmuje się regulowaniem polaryzacji. No a sygnał z Vegi wygląda tak, jakby miał regulowaną polaryzację. Właśnie teraz to sprawdzamy. I Dave odkrył, że jest nierówno każdej z tych dwu polaryzacji, to znaczy, lewostronnej jest mniej niż prawostronnej, dlatego sądzimy, że gdzieś w tym tkwi jeszcze jakaś wiadomość, którą wcześniej pominęliśmy. Podejrzewam, niestety, że twój przyjaciel Kitz nie dawał mi ot, tak, zwykłej, kurtuazyjnej rady. On już na pewno wie, że nad czymś pracujemy.
— Spokojnie, Ellie, spokojnie. Mało spałaś przez ostatnie cztery doby. Gimnastykowałaś się z astronomami, z rządem, z prasą. A to, co już zrobiłaś, to jedno z najważniejszych odkryć tego stulecia, choć z tego co mówisz, rozumiem, że jesteś u progu czegoś jeszcze większego. Masz wszelkie powody, by być u kresu wytrzymałości. Grożenie militaryzacją Projektu było ze strony Kitza, owszem, raczej podłe, i świetnie rozumiem, dlaczego zdaje ci się podejrzany. Uważam mimo to, że nie mówił tak zupełnie od rzeczy.
— Ty go znasz?
— Z paru spotkań. Trudno powiedzieć, że go znam. Ellie, jeżeli rzeczywiście jakaś prawdziwa wiadomość ma nadejść, czy nie lepiej byłoby przerzedzić trochę ten tłum?
— Pewnie tak. Tylko pomóż mi poradzić sobie z paroma sztywniakami z Waszyngtonu.