Выбрать главу

— Boga lub Szatana? Ken, ty chyba żartujesz.

— No wiesz... pomyśl tylko o tych rozwiniętych istotach, które zaczynają robić coś, co my rozumiemy w kategoriach dobra i zła. Prędzej czy później komuś takiemu jak Joss wydadzą się tożsame z Bogiem lub Szatanem.

— Ken, kimkolwiek są ci z Vegi, gwarantuję, że nie oni stworzyli wszechświat. I z pewnością nie są nikim takim, jak Bóg ze Starego Testamentu. Pamiętaj, że Vega, Układ Słoneczny i parę sąsiednich gwiazd leży w zapadłej, cichej zatoczce całego monotonnego ogromu Galaktyki. Dlaczego Jam-Jest-Kim-Jest miałby zakotwiczyć właśnie tu? Myślę, że ma trochę poważniejszych zadań do spełnienia.

— Ellie, przyparli nas do muru. Wiesz, że Joss jest bardzo wpływowy. Był blisko trzech kolejnych prezydentów, nie wyłączając obecnego gabinetu. Prezydent jest zdecydowana poczynić mu pewne koncesje, choć może, nie będzie to włączeniem Jossa do grupy duchownych w Tymczasowym Komitecie Rozszyfrowania, w którym jesteś ty, Valerian i Drumlin, nie wspominając o Vaygayu i jego towarzyszach. Wyobraź sobie Rosjan w jednym komitecie z tym fundamentalistycznym klerem... Cała nasza praca może przez ten drobiazg pójść na marne. Może by pojechać i pogadać z Jossem? Prezydent mówi, że on jest naprawdę zafascynowany nauką. Może udałoby się go dla nas pozyskać?

— Czyżbyśmy zamierzali skłonić Palmera Jossa do konwersji?

— Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś taki jak on mógł zmienić wyznanie. Wystarczy, jeśli zrozumie, czym jest Argus i że po rozszyfrowaniu nie musimy wcale reagować na Wiadomość, jeśli się nam nie spodoba. I że odległość tak skutecznie izoluje nas od Vegi...

— Ken, on nawet nie wierzy, że szybkość światła to kosmiczny pułap. Będziemy mówili ze ślepym o kolorach. Również co do mnie, mam raczej długi wywiad chorobowy, gdy chodzi o próby pakowania mnie w konwencjonalną religijność. Mnie po prostu krew zalewa, kiedy zaczynają się te ich sprzeczności i hipokryzje. Nie jestem pewna, czy spotkanie między Palmerem Jossem i mną jest rzeczywiście tym, na czym ci zależy. Oraz pani Prezydent.

— Posłuchaj, Ellie — odezwał się der Heer. — Ja naprawdę świetnie wiem, jak i w co inwestować moje pieniądze. Nie widzę absolutnie ani jednego powodu, dla którego twoje spotkanie z Jossem mogłoby pogorszyć i tak złą sytuację.

Z wysiłkiem odwzajemniła jego uśmiech.

Wliczając statki do wykrywania satelitów, a także parę nowych, niedużych radioteleskopów uruchomionych w takich miejscach, jak Reykjavik czy Dżakarta, dysponowali teraz aż za gęstą siecią detekcyjną dla sygnału, pracującą w każdym praktycznie pasie długości astronomicznej. W Paryżu szykowała się wkrótce główna konferencja Światowego Konsorcjum Wiadomości, do której przygotowaniem miały być sesje naukowe w gremiach obejmujących te kraje, które dysponowały największymi porcjami danych. W większości były to spotkania czterodniowe, zaś podsumowująca sesja w Argusie właściwie miała za cel pozyskanie ludzi takich, jak der Heer, którzy służyliby za pośredników między uczonymi a politykami. W skład delegacji sowieckiej, której nominalnie przewodniczył Łunaczarski, wchodziło jeszcze paru uczonych i inżynierów o nie gorszej reputacji. Wśród nich: Gienrik Archangielski, świeżo mianowany dyrektorem zdominowanego przez Sowiety międzynarodowego konsorcjum o nazwie Intercosmos; także Timofiej Gotsridze, wymieniany jako Minister Przemysłu Ciężkiego i członek KC.

Wyglądem Vaygay przypominał kogoś, kto wlazł w sam środek jakichś niesłychanych napięć. Znów zaczął odpalać papierosa od papierosa: gdy mówił, w jego uniesionej dłoni zawsze jarzył się ognik między kciukiem a palcem wskazującym.

— Zgadzam się, że długości teraz prawidłowo zachodzą na siebie. Mimo to obawiam się, że trochę tego wszystkiego za dużo: niech, na przykład, nawali skraplacz helu na Marszałku Niedielinie, albo zasilacz mocy w Reykjaviku i ciągłość odbioru leży. Przypuśćmy, że na pełny cykl Wiadomości, z jej nawrotem znów do samego początku, przyjdzie czekać dwa lata. Jeśli teraz choć jeden kawałek nam wypadnie, to dopiero za dwa lata będziemy mogli go uzupełnić. A pamiętajmy, że nie ma żadnej pewności, czy Wiadomość zechce się znów zacząć od początku. Jeżeli nie, to braków nigdy nie uzupełnimy. Uważam, że powinniśmy brać pod uwagę absolutnie wszystkie, nawet najmniej prawdopodobne możliwości.

— Więc co pan proponuje? — zapytał der Heer. — Coś w rodzaju zapasowego generatora dla każdego z obserwatoriów należących do Konsorcjum?

— Tak. I samodzielne wzmacniacze, spektrometry, autokorelatory, ścieżki dyskietek i tak dalej w każdym ośrodku. A dla płynnego helu zabezpieczenie błyskawicznego transportu lotniczego, na wypadek awarii w odległych obserwatoriach.

— Zgadzasz się, Ellie?

— Absolutnie, tak.

— Coś jeszcze?

— Myślę, że powinniśmy kontynuować obserwację Vegi w bardzo szerokim spektrum częstotliwości — odezwał się Vaygay. — Nie można wykluczyć, że jutro dojdzie nam jakaś zupełnie nowa wiadomość, lecz tylko w jednym paśmie. Powinniśmy też zacząć monitorować inne regiony nieba. Klucz do Wiadomości może wcale nie nadejść z Vegi, a z jakiegoś zupełnie innego miejsca...

— Proszę o chwilę uwagi, chciałbym zaznaczyć, że głos Vaygaya uważam za nadzwyczaj istotny — wtrącił się Valerian. — Żyjemy w chwili niezwykłej, jedynej w swoim rodzaju. Otrzymujemy Wiadomość, choć nie czynimy wielkiego postępu w jej odczytaniu. Nie mamy wszak w tej dziedzinie żadnego doświadczenia. Tym bardziej naszym obowiązkiem jest zabezpieczyć absolutnie wszystko, co jest do zrobienia. Przecież nie chcemy za rok czy dwa pluć sobie w brodę, że było jakieś śmiesznie proste zabezpieczenie, o którym zapomnieliśmy, albo jakiś głupi pomiar, którego nie wzięliśmy pod uwagę. Zakładać, że Wiadomość powtórzy się od początku, to budować zamki na lodzie. Nie ma w niej niczego, przynajmniej do tej chwili, co gwarantowałoby tę możliwość. Jakakolwiek szansa dziś puszczona, może się już nie powtórzyć. Nigdy. Więc również jestem zdania, że w sprawie instrumentalnego wyposażenia jest jeszcze masa niedociągnięć. Wiemy już przecież, że istnieje czwarta warstwa palimpsestu.

— Jest też problem personelu — dodał Vaygay. — Załóżmy, że Wiadomość będzie nadchodziła nie przez rok czy dwa, ale przez dziesięć lat. Albo, że to jest dopiero pierwsza z serii informacji, które nadchodzić będą z różnych regionów nieba. Mamy nie więcej niż kilkuset rzeczywiście wykwalifikowanych radioastronomów na świecie. To bardzo mało, zważywszy ogrom zadania. Kraje zindustrializowane powinny już teraz rozpocząć szkolenie najwyższej klasy radioastronomów i inżynierów radiowych.

Ellie zauważyła, że Gotsridze, który mało się dotąd odzywał, cały czas pilnie notuje. Po raz kolejny uderzyło ją, o ile bardziej Rosjanie są zaawansowani w angielskim niż Amerykanie w rosyjskim.

Odpalając papierosa od żarzącego się jeszcze poprzedniego, Vaygay kontynuował:

— Chciałbym dodać coś jeszcze. Taką swoją małą hipotezę. Trudno nawet nam udawać, że wierzymy, iż Wiadomość znów zacznie się od początku, co zresztą profesor Valerian słusznie podkreśla. Że byłyby to zamki na lodzie. Więc na tym wczesnym etapie być może nie próbowałbym nawet przedstawiać tak niesprawdzonych teorii... Ale gdy wyrażamy swoje przypuszczenia, u słuchających wywołujemy pewien typ myślenia, które w przeciwnym razie by się nie pojawiło. A co za tym idzie — wywołujemy czyny. Nie miałbym więc odwagi przedstawić tak ryzykownej tezy, gdyby również członek Akademii Nauk, Archangielski, nie doszedł dzięki swemu wyczuciu do podobnego wniosku. On i ja wielokroć nie zgadzaliśmy się na temat ilościowych pomiarów czerwonego przesunięcia kwazarów, tłumaczenia superluminarnych źródeł światła, masy szczątkowej neutrina, fizyki kwarków w gwiazdach neutronowych... Wiele było sporów między nami i przyznać muszę, że wiele razy on miał rację, choć czasem i ja. I prawie nigdy nie zgadzaliśmy się, gdy rzecz znajdowała się we wczesnym stadium spekulacji. Ale tym razem się zgadzamy. Gienriku Dimitrowiczu, zechce pan zabrać głos?