— Dokładnie tak. Idźmy dalej: co znaczy jedynka i dwójka od dziecka wiemy, pomyślmy więc za to, jakie znaczenia mogą się kryć pod literami. Niech pani pomyśli, czy ich układ nie mówi pani czegoś?
— Litera A może znaczyć „plus”, a litera B „równa się”. Dobrze wymyśliłam?
— Świetnie. Teraz zastanówmy się, po co jest Z. Niech pani zanalizuje taki zapis:
l A 2 B 4 Y
— Zrozumiała pani?
— Może. Niech pan mi da coś jeszcze z literą Y.
2000 A 4000 B 0 Y
— W porządku, chyba wiem. Pod warunkiem, że ostatnich trzech symboli nie czytam jako słowa. Litera Z znaczy „prawdziwe”, a litera Y, „fałszywe”.
— Po prostu wspaniale, szczególnie jak na prezydenta, który ma wirusa i kryzys w RPA. Oto więc za pomocą paru linijek nauczyli nas czterech słów: „dodać”, „równa się”, „prawdziwe”, „fałszywe”. Czterech całkiem przydatnych słów. W ten sam sposób udało się dotrzeć do słów: „dzielić”, „podzielność przez zero” i „nieskończony”, choć akurat to słowo mogłoby też znaczyć „nieokreślony”. Zrozumieliśmy twierdzenie: „suma kątów wewnętrznych trójkąta równa się dwu kątom prostym”, a następnie komentarz, iż twierdzenie to jest prawdziwe tylko dla przestrzeni płaskiej, dla zakrzywionej jest fałszywe. Dzięki temu twierdzeniu nauczyliśmy się słowa „jeśli”, a poza tym...
— Ciekawe, nie wiedziałam, że przestrzeń może być płaska lub zakrzywiona. Co ty mi opowiadasz, Ken, czy przestrzeń może być krzywa?! No już dobrze, dobrze, dajmy pokój. To w końcu głupstwo w porównaniu z tym, co przed nami leży.
— Właściwie...
— Salomon Hadden mówił mi, że to on wpadł na to, gdzie jest elementarz. Co ty tak na mnie patrzysz, der Heer? Ja nie zamykam przed nikim drzwi.
— Na myśli miałem... och... O ile wiem, Hadden zgłosił tylko jedną czy dwie sugestie, które zresztą od dawna były w Argusie brane pod uwagę. Doktor Arroway wszystkie wypróbowała i rzeczywiście, w jednym przypadku udało się wreszcie strzelić gola. To się nazywa modulacją fazy. Albo kodowaniem fazy.
— No widzisz. Czyli że elementarz rozsiany jest po całym tekście Wiadomości, zgadza się Ken? I powtarza się mnóstwo razy. Z tego jeden raz występuje na samym początku, gdy akurat Arroway zaczynała nasłuch?
— Niezupełnie. Raczej tuż zaraz po odkryciu Trzeciej Warstwy palimpsestu. Tego instruktażu budowy.
— Czy inne kraje już wiedzą jak odczytywać elementarz?
— Potrzebują urządzenia, które nazywa się korelatorem fazowym. Ale... tak, przynajmniej kraje, które się liczą.
— Czy to znaczy, że Rosjanie mogli odczytać elementarz już dajmy na to, rok temu? I Chińczycy? I Japonia? Skąd mamy wiedzieć, czy nie mają Maszyny już do połowy zbudowanej?
— Myślałem i o tym, ale Marvin Yang zapewnia mnie, że to wykluczone. Fotografia satelitarna, wywiad elektroniczny, różni poważni ludzie... wszyscy są zgodni, że brak nawet śladu jakiejś poważniejszej budowy, a taką niewątpliwie byłoby konstruowanie Maszyny. Ale cóż, zgadzam się, że trochę przespaliśmy sprawę. Zaślepiła nas pewność, że elementarz przysłano na samym początku, kiedy Wiadomość nie była jeszcze odbierana. I dopiero jak Wiadomość nawróciła i okazało się, że nic tam nie ma, zaczęliśmy brać pod uwagę inne ewentualności. Wszystko zresztą w ścisłej współpracy z Rosjanami i innymi krajami. Nie myślę, aby ktokolwiek nas w tej chwili wyprzedzał, choć wygląda na to, że prawie wszyscy mają elementarz. Uważam, że jak o nas chodzi, winniśmy wykluczyć taktykę działań jednostronnych...
— A czy ja chcę, jak o nas chodzi, taktyki działań jednostronnych?! Chcę tylko pewności, że w innych krajach też wykluczono taktykę działań jednostronnych. Ojej, już dość. Wracajmy do elementarza. Więc wiecie już, jak się mówi „prawdziwe-fałszywe”, „jeżeli — wobec tego”... A także, że przestrzeń bywa zakrzywiona. I jak wy z tego chcecie ulepić Maszynę?
— Bardzo przepraszam, pani Prezydent. Chyba ta grypa panią, pardon, rozleniwiła i nawet nie próbuje mnie pani rozumieć. Przedstawiłem zaledwie sam początek, od tego wszystko dopiero się zaczyna. Mamy już tablicę pierwiastków chemicznych, którą nam wyrysowali, nauczyliśmy się wszystkich ich nazw, pojęcia atomu, jądra, protonów, neutronów, elektronów. Zrobili też nam małą klasówkę z mechaniki kwantowej, chyba chcą mieć pewność, że nie mówią do baranów. Wpadliśmy już na parę ciekawych nowin z dziedziny chemii farmakologicznej, na koniec doszliśmy do miejsca, w którym jest mowa o materiałach potrzebnych do budowy. Będziemy, na przykład, potrzebowali w jakimś celu dwóch ton erbu; przedstawili ciekawy sposób jego ekstrakcji. Ze zwykłej skały — der Heer uniósł dłoń w uspokajającym geście. — Tylko proszę nie pytać, po co tyle erbu. Nie wiemy.
— Czy ja zamierzałam pytać, po co tyle erbu? Wolałabym wiedzieć, jak wam powiedzieli, że im chodzi o tony.
— Wyliczyli to według stałej Plancka. Stała Plancka jest...
— Dobrze, dobrze... z całą pewnością czymś, o czym wszyscy fizycy kosmosu świetnie wiedzą. Tylko ja nigdy o niej nie słyszałam. Wróćmy do spraw zasadniczych: czy rozszyfrowaliśmy Wiadomość wystarczająco, aby przystąpić do budowy Maszyny? I czy jesteśmy w stanie ją zbudować, czy nie?
— Uważam, że odpowiedź winna być twierdząca. Mamy elementarz zaledwie od paru tygodni, a już cale rozdziały Wiadomości szeroko otwierają się przed nami. To niesłychanie dokładny projekt, objaśnienia wciąż się powtarzają i, jak możemy się przekonać, instruktaż wlecze się w nieskończoność. Trójwymiarowy model Maszyny będzie dla pani gotowy dokładnie na czwartek, na to spotkanie w sprawie doboru załogi. Czy to pani odpowiada? Nie wiemy wciąż, jakie ma być przeznaczenie Maszyny, ani jak działa. Do tego mają wejść w jej skład różne nieprawdopodobne substancje organiczne, kompletnie nie wiemy po co. Ale chyba wszyscy są tego samego zdania: Maszynę trzeba zbudować.
— Czy ktoś się nie zgadza?
— No cóż, Łunaczarski. I Rosjanie. Również Bili Jo Rankin, to oczywiste. Nadal jest wielu takich, którzy obawiają się, że Maszyna wysadzi w powietrze cały świat, albo przekrzywi jego oś. Ale wszystkich zdumiewa, jak precyzyjna jest ta instrukcja, ile opisuje sposobów dojścia do jednej rzeczy różnymi drogami.
— A co mówi Eleanor Arroway?
— Że jeśli nas zechcą wykończyć, to mogą sobie przylecieć za dwadzieścia pięć lat. To dla nas i tak za krótko, żeby pomyśleć o skutecznej obronie, za bardzo nas wyprzedzają. Tak mówi, zbudujmy sobie Maszynę, zaś jeśli padają argumenty ze strony ochrony środowiska, to ją zbudujmy gdzieś na pustkowiu. Profesor Drumlin mówi, że jak o niego chodzi, budowałby nawet w centrum Pasadeny. Zresztą nie zamierza odstępować Maszyny o krok przez cały czas budowy, więc w razie czego pierwszy wyleci w powietrze.
— Drumlin? Ten, który pierwszy wpadł na pomysł, że to instrukcja, zgadza się?
— Nie całkiem. On...
— Wszystko co powinnam wiedzieć, przeczytam sobie przed czwartkowym spotkaniem. Czy jeszcze masz coś do mnie?
— Poważnie zamierza pani zlecić budowę Haddenowi?
— No cóż, jak wiesz, to nie tylko ode mnie zależy. Umowa, której w Paryżu ciągle nie mogą upichcić, obciąża nas tylko jedną czwartą kosztów. I Rosjanie zapłacą jedną czwartą, Japonia razem z Chinami, też. Resztę pokryją wspólnie pozostałe kraje. Tak niby miałoby to wyglądać. Zasadniczo, każdy pcha się jak najęty, żeby budować, albo choć wetknąć w tę Maszynę nos. Chodzi o prestiż, o nowe technologie, w ogóle, żeby być na fali. Nie mam nic przeciw temu, oczywiście, tak długo, dopóki nikt nie próbuje nas wyprzedzić. Możliwe, że i Haddena jakoś w to wmontujemy. O co chodzi, Ken? Czy jego technologiczne możliwości tobie nie odpowiadają?