Kilku pracowników wiedzących, że Ellie odwiedzała Haddena w Babilonie, z zaciekawieniem czekało na jej reakcję. Nawet Drumlin spodziewał się usłyszeć jej opinię, choć z zadziwiająco dobrej orientacji w geografii tego miejsca wnioskować należało, że to raczej on mógłby zdradzić zebranym parę interesujących szczegółów. Bez trudu potrafiła wyobrazić go sobie na rydwanie — choć niewykluczone, że znał Babilon tylko z lektur i mapek zamieszczanych w ilustrowanych tygodnikach.
W końcu wrócili do właściwych zajęć. Wiadomość nadal nadchodziła w tych samych częstotliwościach, szerokościach pasm, w stałych czasowych, polaryzacjach i modulacjach fazy. Projekt Maszyny oraz elementarz wciąż sobie spokojnie siedziały pod liczbami niepodzielnymi i Olimpiadą. Veganie zaś nadawali i nadawali, jakby zapomnieli wyłączyć nadajnika. Valerian zamyślił się i wlepił oczy w dal.
— Peter, dlaczego ty zawsze gapisz się w sufit, kiedy nad czymś myślisz?
W ciągu ostatnich paru lat Drumlin najwyraźniej złagodniał, ale ta jego przemiana nie zawsze — jak w tym przypadku — znajdowała odzwierciedlenie w słowach. Zostać wybranym przez prezydenta USA reprezentantem całego narodu przed obcymi cywilizacjami to — jakby się sam wyraził — zaszczyt niebywały. Wyprawa — wyznał swoim bliskim — jest dla niego koroną życia. Żona Drumlina, okresowo przywożona do Wyoming i zawsze psio w niego wpatrzona, i tu musiała cierpieć te same co zawsze pokazy slajdów, choć tym razem dla innej publiczności. Od czasu do czasu jeździł do niedalekiej Montany, a raz Ellie odwiozła go samochodem do Missoula. Pierwszy raz odkąd się znali, Drumlin przez parę godzin jazdy próbował być wobec niej serdeczny.
— Cicho! — odparł Valerian. — Myślę. — I podjął po chwili:
— Ja stosuję, mój drogi, technikę tłumienia szumów. Najpierw próbuję z mego pola widzenia usunąć wszystkie czynniki, które mnie rozpraszają. A ty mi je wprowadzasz w spektrum słuchowe. Dlaczego sufit? Równie dobrze mógłbym wpatrywać się w białą kartkę papieru, ale kawałek papieru jest za mały i ciągle obwodem pola widzenia dostrzegam różne przedmioty, na przykład, ciebie. Akurat rozmyślałem, jeśli to cię interesuje, nad pytaniem: Dlaczego oni nas wiecznie karmią tą Olimpiadą i Hitlerem? Dlaczego nie nadadzą czasem tamtej transmisji koronacyjnej z Londynu? Przecież musieli też ją otrzymać? Popatrzylibyśmy sobie nareszcie na zbliżenie Jabłka, Berła i gronostajowego płaszcza. Albo posłuchalibyśmy: „koronuję cię z Łaski Bożej, Jerzego Szóstego, Króla Anglii i Irlandii Północnej, Cesarza Indii”...
— Skąd wiesz, czy podczas koronacji Vega była nad Anglią? — spytała Ellie.
— Wiem. Sprawdzaliśmy zaraz po tym, jak pierwszy raz otrzymaliśmy tę rzecz z Hitlerem. Sygnał nadawczy z Anglii był o wiele silniejszy niż z Berlina. Nie mam wątpliwości, że na Vedze musiano go odebrać.
— Myślisz, że oni nie chcą, żebyśmy wiedzieli o wszystkim, co oni o nas wiedzą?
— Spieszą się — tajemniczo powiedział Valerian. Czasem potrafił udzielić odpowiedzi jak Pytia.
— A ja myślę — odezwała się Ellie — że oni raczej chcą nam wbić w głowy, że dobrze wiedzą, kim był Hitler.
— To wcale nie jest takie dalekie od tego, co powiedziałem — mruknął Valerian.
— No ładnie, dzieci, ale nie wylatujmy za daleko do Krainy Baśni — warknął Drumlin.
Wyraźnie nie lubił spekulacji na temat prawdziwych zamiarów Vegan. „To marnowanie czasu”, mawiał, „dowiemy się we właściwym momencie”. I zaganiał do dyskusji nad Wiadomością, tym bardziej że mieli ją całą jak na dłoni: długachną, jednoznaczną, pięknie skomponowaną.
— Kubeł zimnej wody dobrze wam zrobi. Zadam teraz pytanie konstrukcyjne: Czy dobrze mi się zdaje, że oni to wszystko chcą połączyć walcami z erbu?
W istocie, sam geometryczny schemat Maszyny był bardzo prosty. Złożone były tylko jego poszczególne składowe. Śródokręcie dwunastościanu stanowić miało wybrzuszenie, na którym rozstawionych było pięć foteli dla załogi. Nie było żadnych urządzeń sanitarnych, kuchenki ani łóżek, za to dokładnie określono górną granicę wagi całej załogi, a także tego, co mogą wziąć ze sobą. Konstruktor wyraźnie miał na myśli ludzi o raczej drobnej posturze, co niektórzy interpretowali w ten sposób, że po starcie Maszyna zaraz poleci na spotkanie z Veganami, którzy w innym statku kosmicznym będą czekali w pobliżu Ziemi. Cóż, jeśli pedantyczne monitorowanie nieba w poszukiwaniu jakiegoś pojazdu nie potwierdziły tego przypuszczenia. Poza tym wydawało się nieprawdopodobne, aby Veganie nie pomyśleli o elementarnych potrzebach ludzkiej fizjologii. Więc może — Maszyna donikąd nie poleci? Może za to — zrobi coś załodze? W kabinie załogowej nie było przecież żadnych urządzeń sterujących, żadnej choćby stacyjki rozrusznikowej — nic, prócz pięciu foteli zwróconych ku sobie, tak że każdy z załogi mógł się przyglądać drugiemu.
Nad sufitem i pod podłogą kabiny, w stożkowo zwężających się komorach znajdowały się substancje organiczne z całym tym swoim podejrzanym, „żyłowatym mięsem”. Tę część dwunastościanu przeszywały, pozornie bez celu, wały erbowe. Na zewnątrz pojazdu znajdować się miały trzy czaszowate muszle, każda jakby reprezentująca jeden z trzech wymiarów fizyki. Wydawało się, że ich zawieszenie ma być magnetyczne, zwłaszcza że instrukcja przewidywała generator pola o wysokim natężeniu, a wtedy przestrzeń pomiędzy dwunastościanem a półkulami byłaby próżnią.
Wiadomość nie miała dla żadnego z komponentów osobnego miana. Erb nazywała „atomem z sześćdziesięcioma ośmioma protonami i dziewięćdziesięcioma dziewięcioma neutronami”. Inne części Maszyny opatrzone były samymi numerami: na przykład, Komponent 31. Dla wygody nazwano więc te obrotowe, koncentryczne muszle benzelami, od nazwiska czeskiego inżyniera, który w dziedzinie tej właśnie technologii położył pewne zasługi. Georg Benzel mianowicie, w 1870 roku wynalazł karuzelę.
Wciąż niezgłębiona była funkcja Maszyny — przy jej wznoszeniu zastosowano całkowicie nieznane technologie. Trzeba się było zadowolić tym, że przynajmniej była zbudowana z czegoś, co się do tego dawało przedstawić na wykresach. Diagramy rysunkowe Maszyny, sporządzane przez inżynierów, zalały massmedia całego świata i wkrótce oswojono się z jej widokiem. I nadal trwał stan technologicznego upojenia.
Drumlina, Ellie i Valeriana, przed wpuszczeniem do ogromnej hali montażowej, poddano rutynowej kontroli tożsamości — to znaczy sprawdzeniu papierów, odcisków kciuka i głosu. Właśnie w tej chwili, wysokie na trzy piętra dźwigi lokowały w organicznej masie dwa erbowe wały. Kilka pięciobocznych tafli mających stanowić zewnętrzną okładzinę dwunastościanu, zwisało z dźwigu szynowego.
Podczas gdy Sowieci wciąż borykali się z problemami technicznymi, Amerykanie zdołali już przetestować wszystkie podzespoły i z wolna zaczęli swemu dziełu nadawać ostateczny kształt. A więc Maszyna powstaje — ze wzruszeniem pomyślała Ellie, lecz już po chwili zastanawiała się nad miejscem, w którym zostaną ulokowane benzele. Po zmontowaniu Maszyna miałaby przedstawiać się mniej więcej jak jedno z tych astrolabiów, które renesansowi astronomowie trzymają w dłoni. Ciekawe, co Johannes Kepler powiedziałby w tej chwili?
Tłumy inżynierów, urzędników waszyngtońskich i przedstawicieli Światowego Konsorcjum Maszyny przewalały się po hali montażowej, a także oblepiały balkoniki obiegające ją pod dachem. Przyglądając się im, Valerian powiedział nagle, że Prezydent od pewnego czasu prowadzi prywatną korespondencję z jego żoną, która mu nie chce zdradzić, o czym te listy są. I powołuje się przy tym na prawo jednostki do życia prywatnego.
Dźwigi już prawie zakończyły utykanie wałów, co było zwieńczeniem jednego z najważniejszych etapów. Właśnie przygotowywano się do pierwszej próby działania tak zmontowanej całości i zastanawiano się, czy zalecane przez Vegan urządzenie monitorowe nie jest przypadkiem teleskopem falowym. W miarę, jak chwila próby zbliżała się, niektórzy dla lepszego widoku gromadzili się wokół filaru.