Выбрать главу

I nagle Drumlin znalazł się w powietrzu. Wszyscy znaleźli się w powietrzu, wszystko fruwało, jakby porwane tornadem, które Dorotkę zabrało do Krainy Oz. Drumlin, jak na zwolnionym filmie, zrobił w powietrzu koziołka i z otwartymi ramionami runął na Ellie przewracając ją na ziemię. Po tylu latach — przemknęło jej przez myśl — czyżby wreszcie zdobył się na erotyczną uwerturę? Jeśli tak, to mu wiele brakuje.

Sprawcy nigdy nie ustalono. Najczęściej wymieniano Pierwszych-Na-Ziemi, Frakcję Czerwonej Armii, Islamski Dżihad, zdelegalizowaną ostatnio Fundację Połączonej Energii, separatystów sikhijskich, Świetlisty Szlak, Czerwonych Khmerów, bojowników Odrodzonego Afganistanu, skrzydło radykalne Matek-Przeciw-Maszynie, Reunifikowany Kościół Kościołów Reunifikowanych, Omegę Siedem, Chiliastów Dnia Sądu Ostatecznego (choć Billy Jo Rankin stanowczo odciął się od zamachu, oskarżając swych oskarżycieli o obrazę Łaski Bożej), a także Organizację Broederbond, El Catorce de Febrero, Tajną Armię Kuomintangowców, Ligę Syjonu, Partię Boga i wskrzeszony niedawno Front Odnowy Społecznej Symbiozy. Większość tych organizacji nie miała możliwości dokonania tak wielkiego sabotażu, więc lista służyła raczej uświadomieniu ludziom, ilu Maszyna miała potencjalnych wrogów.

Ku Klux Klan, Amerykańska Partia Nazistowska i Demokratyczna NSDAP odcięły się od zamachu, wykluczając jakąkolwiek swą odpowiedzialność — choć mniejszość w szeregach każdej z nich od początku utrzymywała, że Wiadomość jest osobistym posłaniem Hitlera, którego w maju 1945 roku wystrzelono w kosmos za pomocą jednej z rakiet przygotowanych już wtedy do użycia przez technologię III Rzeszy, (która, od tamtego czasu, na pewno osiągnęła pod jego kierownictwem taki niebywały poziom).

— Nie wiem, dokąd ma ta Maszyna lecieć — powiedziała Prezydent parę miesięcy potem — ale jeśli dokądś choć w połowie tak zepsutego jak Ziemia, to chyba rzeczywiście nie warto zaprzątać sobie tym głowy.

Komisja dochodzeniowa ustaliła, że jeden z wałów erbowych został rozerwany przez eksplozję, i dwa odłamy o kształcie butelek na lekarstwo przekoziołkowały w dół z wysokości dwudziestu metrów. Nośna ściana wewnętrzna hali zawaliła się od siły wybuchu. Zginęło jedenastu ludzi, czterdziestu ośmiu rannych. Znaczna ilość komponentów uległa zniszczeniu, lecz również (skoro wybuch nie był procedurą, którą protokoły Wiadomości zalecały), spodziewano się ukrytych uszkodzeń wśród komponentów pozornie ocalałych.

Opinia publiczna Stanów Zjednoczonych, prędko dawszy się przekonać o niewinności organizacji podejrzewanych o eksplozję, natychmiast zwróciła się ku dwóm ostatnim podejrzanym: kosmitom i Rosjanom. Znowu powietrze zadrżało od krzyków o Sądzie Ostatecznym. Kosmici tak zaprojektowali Maszynę, że wybuchnie, kiedy ją zmontować. Ale na szczęście dość mieliśmy rozumu, żeby wypróbować ją, gdy była złożona tylko częściowo. Może eksplodował jedynie zapalnik Sądu, może jest jeszcze szansa, by odwrócić bieg zdarzeń i wrzucić wszystkie pozostałe komponenty do nieczynnych kopalń soli?

Komisja dochodzeniowa nie dała temu wiary, przedstawiając dowody na to, że Wybuch (bo tak go zaczęto nazywać) miał zgoła ziemski charakter. Wewnątrz wałów znajdowały się elipsoidalne komory o niewiadomym przeznaczeniu, których wewnętrzne ściany wyłożone były siatką skomplikowanych przewodów gadolinowych. W jednej z tych komór ubito plastik z zapalnikiem zegarowym — a więc materiał, którego lista inwentarzowa Części Składowych Maszyny nie przewiduje. Sam wał, komory, przewody gadolinowe wykonano i, w postaci produktu końcowego, przetestowano w Zakładach Cybernetycznych Haddena w Terre Haute, w stanie Indiana. Siateczkę gadolinową, zbyt skomplikowaną do produkcji ręcznie sterowanej, wykonał robot mechaniczno-usługowy, którego budowa wymagała z kolei wzniesienia całego osobnego zakładu. Koszty tej inwestycji pokryły w całości Zakłady Haddena, które i tak wychodzą na swoje, sprzedając swe produkty nie tylko budowniczym Maszyny, ale i innym bardziej dochodowym kontrahentom.

Sprawdzono komory w pozostałych trzech wałach, stwierdzając brak w nich ładunku wybuchowego (w ZSRR i Japonii, nim otworzono komory, kazano je sprawdzić różdżkażom). Nie ulegało wątpliwości, że właśnie w Terre Haute, tuż przed zakończeniem produkcji wału, ktoś szczelnie ubił materiał wybuchowy w komorze i wetknął w to zapalnik. Po opuszczeniu zakładów, wały — nie tylko w USA, ale i wszędzie na świecie — eskortowano w specjalnym pociągu z uzbrojonym oddziałem straży do samego Wyoming. Wybór czasu eksplozji i charakter sabotażu wskazywał na kogoś zorientowanego w szczegółach budowy, na kogoś „z wewnątrz”.

Mimo tych nowin, dochodzenie wlokło się w ślimaczym tempie. Przynajmniej kilkudziesięciu ludzi — techników, analityków kontroli, inspektorów pieczętujących wały przed transportem — miało bezpośrednią okazję do popełnienia sabotażu, zarówno w sensie technicznym, jak i motywacyjnym. Wielu z nich na wykrywaczu kłamstw miało wynik ujemny, uzyskując żelazne alibi. Nikt też nie puścił farby podczas chwili szczerości w niedalekim barze, nikt nagle nie zaczął szastać pieniędzmi ani nikt nie pękł podczas wielogodzinnych przesłuchań. Pomimo tego, co określano „pełnymi poświęcenia działaniami służb specjalnych”, tajemnica pozostawała nie wyjaśniona.

Ci, którzy oskarżali Związek Sowiecki argumentowali, że dzięki Wybuchowi USA traci prowadzenie w budowie Maszyny. Poza tym Rosjanie dysponują wszelkimi środkami wystarczającymi do sabotażu, no i oczywiście mają pełną orientację w szczegółach Wiadomości. Natychmiast po Wybuchu Anatolij Goldmann, dawny student Łunaczarskiego — obecnie w Wyoming w roli sowieckiego obserwatora — wykonał pilny telefon do Moskwy, nakazując natychmiastowe sprawdzenie wszystkich wałów. Nic w tej rozmowie (jak zwykle dokładnie podsłuchanej przez NSA) nie wskazywało na zaangażowanie rosyjskiej strony — co nie wytrącało z rąk broni oskarżycielom, twierdzącym teraz, że albo specjalnie ją przeprowadzono, by zmylić czujność Amerykanów, albo celowo nie uprzedzono Goldmanna o planowanym sabotażu. Pogląd ten, który znalazł gorących zwolenników głównie wśród jastrzębi wojskowych sfrustrowanych ostatnimi redukcjami zbrojeń, wywołał (czemu trudno się dziwić) prawdziwą wściekłość po moskiewskiej stronie.

W istocie bowiem Sowieci borykali się ze znacznie poważniejszymi trudnościami, niż powszechnie sądzono. Posługując się rozszyfrowanym tekstem Wiadomości, Ministerstwo Przemysłu Ciężkiego wprawdzie uczyniło pewien postęp w technologii wydobycia rud, w metalurgii i w produkcji narzędzi mechanicznych, ale nadal miało kłopoty z mikroelektroniką i cybernetyką. W związku z tym większość podzespołów produkowali dla nich kontrahenci w Europie Zachodniej i w Japonii. Prawdziwym jednak dramatem była dla nich chemia organiczna, której technologie są oparte w większości na biologii molekularnej.

Prawie śmiertelny cios zadał tej dziedzinie wiedzy Josif Wissarionowicz Stalin, gdy jeszcze w latach trzydziestych ogłosił nowoczesną genetykę opartą na prawach Mendla jako ideologicznie błędną, a kapłanem nowej ortodoksji naukowej opartej na kompletnie pomylonych pojęciach mianował niejakiego Łysenkę — politycznie zasłużonego teoretyka upraw rolnych. Całych dwu pokoleń inteligentnych młodych ludzi w ZSRR, praktycznie pozbawiono podstaw naukowych w tej dziedzinie, więc teraz, sześćdziesiąt lat później, sowiecka biologia molekularna i inżynieria genetyczna były mniej więcej o taki okres zacofane względem Zachodu. I niewieloma doprawdy odkryciami mogły się pochwalić.