Выбрать главу

I mimo swej łagodnej, prawie pokornej natury, potrafił wybuchnąć gwałtownym sprzeciwem wobec tradycyjnego muzułmańskiego pojmowania religijnej misji, która wykluczając wymianę idei, prowadzi do sekciarskiego zacietrzewienia i rozlewu krwi. Był z tej przyczyny solą w oku wielu konserwatywnych mułłów, i jego kandydatura spotkała się z ich sprzeciwem. Nie tylko ich zresztą, albowiem jako czarny laureat Nobla (uważany przez niektórych za najinteligentniejszego człowieka na Ziemi), wadził też tym, którzy w warunkach nowej ugody społecznej musieli maskować swój żywiołowy rasizm. Kiedy przed czterema laty odwiedził w więzieniu Tyrone’a Free, gest ten amerykańscy Murzyni uznali za symbol ich narodowej godności i drogowskaz dla młodszych pokoleń. W rasistach Eda wyzwalał to, co najgorsze, zaś co najlepsze — u pozostałych ludzi.

— To luksus mieć tyle czasu co ja na bawienie się fizyką — powiedział Ellie. — Ilu ludzi na świecie miałoby te same osiągnięcia, gdyby tylko stworzono im odpowiednie warunki. Ale jeśli musisz włóczyć się ulicami w poszukiwaniu kęsa pożywienia, doprawdy trudno jest znaleźć czas dla fizycznych odkryć. Wiem, że część mego zadania polega też na walce o przyzwoitsze warunki pracy dla młodych fizyków w moim kraju.

W miarę jak rosła w Nigerii jego reputacja jako narodowego bohatera, Eda coraz częściej wypowiadał się publicznie na temat korupcji, nieuczciwego rozdawnictwa przywilejów, i wszędzie podkreślał znaczenie uczciwości w nauce i we wszelkich dziedzinach życia. Przekonywał też Nigeryjczyków, że gdyby tylko chcieli, mogliby stać się potężnym narodem. W roku 1920 Nigeria liczyła tylu mieszkańców, co Stany Zjednoczone. Ma przebogate zasoby naturalne, a jej wielokulturowość może stać się siłą. Gdyby Nigeria umiała zdobyć się na przebudzenie z zastoju, dla innych narodów zabłysłaby nad światem jak latarnia wskazująca im drogę. W innych sprawach zachowując umiar i osobność, w tej jednej rozgrzewał się niesłychanie, więc wielu nigeryjskich obywateli: kobiet i mężczyzn, muzułmanów, chrześcijan, animistów, starych i młodych — słuchało jego słów jak proroctw.

Jedną z najbardziej ujmujących cech Edy była jego skromność. Rzadko wyrywał się pierwszy, a odpowiedzi udzielał lakonicznych. Głębię jego poznać można było dopiero po tym, co pisał, albo zdobywszy jego przyjaźń czasem bywało się świadkiem, jak się otwierał. Pośród niezliczonych spekulacji na temat Wiadomości, Maszyny, a także tego, co się stanie, gdy zostanie uruchomiona, odezwał się tylko raz.

— W Mozambiku — powiedział — istnieje opowieść, że małpy nie rozmawiają ze sobą, bo wiedzą, że ledwie powiedzą pierwsze słowo, człowiek przyjdzie i złapie je do pracy.

Wśród wciąż rozgadanej załogi dziwne było mieć kogoś tak milkliwego, więc, wzorem innych, Ellie przywiązywała szczególną wagę do każdego, nawet błahego słowa, jakie padało z ust Edy. Swą wcześniejszą i tylko w części udaną wersję superunifikacji, określił jako „głupi błąd”. Miał ledwie trzydzieści parę lat i był piekielnie (co w prywatnej rozmowie ostatecznie ustaliły z Devi) przystojnym mężczyzną. Wiedziała, że tworzy ze swą jedyną żoną — która z dziećmi przebywała obecnie w Laosie — nadzwyczaj szczęśliwe stadło.

W kramach — uginających się od festonów i kolorowych wycinanek z papieru — sprzedawano specjalnie przygotowane na festiwal bambusowe wióry, wśród których przechadzała się głównie młodzież, albowiem Festiwal Tanabata jest w Japonii świętem miłości. Wizerunki bohaterów legendy, będących patronami tych dni, widać było wszędzie — także na prowizorycznej scenie, na której przedstawiano ów starożytny romans. Dwie gwiazdy zakochały się w sobie, ale dzieliła je Mleczna Droga. Tylko raz w roku — siódmego dnia siódmego miesiąca w kalendarzu księżycowym — mogli się spotkać, jednak pod warunkiem, że tego dnia nie padało. Ellie spojrzała w kryształowy błękit wysokogórskiego nieba i życzyła kochankom powodzenia... Wśród tych dwojga On byłby według legendy czymś w rodzaju japońskiego kowboja, i reprezentowała go karłowata A7 — gwiazda Altair. Ona zaś była prządką i przypisywano jej Vegę. Czy to nie zastanawiające? — myślała Ellie — że właśnie Vega jest bohaterką japońskiego festiwalu na kilka miesięcy przed uruchomieniem Maszyny? Gdyby przewertować historię paru kultur okazałoby się, że prawie każda jaśniejsza gwiazda na niebie ma przypisaną sobie jakąś legendę — ta akurat pochodziła z Chin i na nią powoływał się Xi w swoim wystąpieniu przed laty, podczas paryskich obrad Światowego Konsorcjum Wiadomości.

Tanabata Festival tak hucznie obchodzono już tylko w Sapporo, może jeszcze w Sendai — w innych japońskich miastach to święto powoli zamierało, być może przez fakt, że małżeństwa z rozsądku stały się już normą i w mało kim poruszały jakąś czułą strunę niedole kochanków, którzy nie mogą się spotkać. Ale w Sapporo ciągle nabrzmiałym problemem były małżeństwa Japończyków z ludem Ainu — cały przemysł detektywistyczny narósł wokół tego przesądu, zwłaszcza we wsiach, gdzie tracono olbrzymie sumy na wyśledzenie wszystkich antenatów i pociotków kandydata na synową lub zięcia. Choćby jedna kropla krwi Ainu w żyłach dyskwalifikowała nieodwołalnie — ten fakt szczególnie wzburzył Devi, pamiętającą wciąż swego nieszczęśliwego męża. Eda zaś, któremu w Nigerii zdarzyło się przecież widzieć niejedno podobne szaleństwo, milczał.

Festiwal Tanabata odprawiany w Sendai — jednym z miast wyspy Honsiu — był organizowany raczej dla telewizji, czyli dla publiczności, która nie miała nigdy okazji lub której się nie chciało obejrzeć prawdziwego Ołtarza Vegi, podczas gdy w Sapporo więcej było tradycji i autentyczności. Ellie szła przez tłum zastanawiając się, czy Veganie wreszcie wyciągną z tego jakieś wnioski i zaczną nadawać na Ziemię coś innego niż wiecznie ten sam festiwal z Hitlerem.

Maszyna, jako w pewnym sensie czysto japoński twór, uzyskała w telewizji należnych sobie parę minut wśród sprawozdań z tegorocznego Festiwalu. Jednak nikogo z Pięciu (jak ich zaczęto nazywać) nie zaproszono do studia, ani nie wspomniano nawet o ich obecności w Sapporo, na Festiwalu. Mimo to po jakimś czasie ludzie zaczęli ich rozpoznawać i wkrótce Ellie, Eda i Devi Sukhavati szli promenadą Obori wśród narastającego wśród przechodniów szumu sympatii i zainteresowania. Wielu nisko im się kłaniało, zaś z głośnika wywieszonego nad sklepem z płytami nagle ryknął rock-and-roll, którego Ellie dobrze znała. Było to „Chcę się, Ziemio, odbić od ciebie”, który wykonywała murzyńska grupa „Biały Dźwięk”. W chylącym się ku zachodowi słońcu nagle spostrzegła na chodniku jakieś starszawe psisko z zaczerwienionymi ślepiami — nawet ono, gdy się zbliżyła, niemrawo zamerdało ogonem.

Japońscy komentatorzy telewizyjni coraz więcej mówili o Machindo — czyli o „zmaszynieniu” myślenia o Ziemi, jako o planecie zamieszkiwanej przez ludzi dzielących wspólny los i te same niebezpieczeństwa. Obawy takie wyrażały dotychczas tylko japońskie środowiska religijne, choć odrzucały one typową w innych krajach podejrzliwość wobec obcej Maszyny. Jeśli ta tolerancja rozpowszechni się po całej Ziemi, pomyślała Ellie, to będziemy mieli do czynienia z prawdziwą rewolucją nie tylko religijną. Nawet amerykańscy chiliaści zaczną odczuwać wpływ Machindo — więc teraz trzeba tylko się modlić, żeby Maszyna ruszyła i to nowe myślenie nagle nie straciło gruntu pod nogami. Ale gdyby nawet wszystko spaliło na panewce — myślała dalej Ellie — przecież już samo to, co się dotąd zdarzyło, dowodzi, że nie jesteśmy sami w kosmosie, i że są inne cywilizacje, inne kultury bardziej od nas rozwinięte. To powinno naszej planecie pomóc zjednoczyć się... Przynajmniej na jakiś czas.