Po raz pierwszy miał okazję przyjrzeć się dobrze swemu nabytkowi. Ograniczony wielkimi półkolami biegnący lis spłoszył właśnie dwa ptaki, które poderwały się do lotu. To sprawiło, że się uśmiechnął. Szkoda doprawdy, że nie była to ręka, bardziej stosowna dla Legionu, ale może być. Z pewnością musi być zręczny niczym lis, aby dać sobie radę z Nynaeve i Elayne, a jeżeli nawet one są niespecjalnie lotne, cóż... Poza tym, dzięki medalionowi polubił lisy. Wykaligrafował na kopercie imię Nynaeve, a po namyśle dodał również Elayne. Już niebawem zapoznają się z jego treścią, jedna albo druga. Odwrócił się, trzymając zapieczętowany list w wyciągniętej dłoni, a potem wzdrygnął się, bo musnął kłykciami łono Tylin. Zatoczył się niemalże do tyłu, oparł o biurko, patrząc i starając nie zaczerwienić. Patrzył na jej twarz, tylko na twarz. Nie słyszał, jak do niego podeszła. Najlepiej zwyczajnie udawać, że się nic nie stało, aby nie powiększać dalej własnego i jej zmieszania. Prawdopodobnie w takiej sytuacji uzna go za niezgrabnego prostaka.
— Jest jeszcze coś, o czym powinnaś wiedzieć, Wasza Wysokość. — Między nimi nie zostało dość przestrzeni, aby podnieść list do góry. — Jaichim Carridin przyjmuje u siebie Sprzymierzeńców Ciemności, a ja nie mam zamiaru zajmować się ich aresztowaniem.
— Jesteś pewien? Oczywiście, że jesteś. Nikt nie sformułowałby takiego zarzutu, nie mając pewności. — Mars przeciął jej czoło, ale pokręciła głową i zmarszczka zniknęła. — Porozmawiajmy może o jakichś przyjemniejszych rzeczach.
Omal nie jęknął. To on informuje ją, że ambasador Białych Płaszczy na jej dworze jest Sprzymierzeńcem Ciemności, a ona tylko raz się krzywi?
— Tyś jest lord Mat Cauthon? — Kiedy wypowiadała jego tytuł, wyczuł daleką, niemalże niesłyszalną nutkę wątpliwości w głosie. Spojrzenie jej oczu teraz jeszcze bardziej niźli dotąd skojarzyło mu się ze wzrokiem orła. Królowej zapewne nie podobało się, że ktoś przychodzi do niej, udając, iż jest lordem.
— Tylko Mat Cauthon. — Coś podpowiedziało mu, że odkryłaby natychmiast kłamstwo. Poza tym pozwalał, by ludzie wierzyli, iż jest lordem, tylko na zasadzie fortelu, bez którego mógł się obejść. W Ebou Dar można było zostać wyzwanym na pojedynek właściwie w każdej chwili, niewielu jednak rzucało wyzwanie lordom, jeśli nie posiadali stosownej pozycji. I tak w ciągu ostatniego miesiąca rozbił wiele głów, pociął do krwi czterech mężczyzn i biegiem pokonał pół mili, aby uciec przed kobietą. Jednak pod wpływem spojrzenia Tylin zrobiło mu się nieswojo. A te kości wciąż grzechotały w jego głowie. Chciał już stąd pójść. — Gdybyś była tak łaskawa i powiedziała mi, gdzie mogę zostawić ten list...
— Dziedziczka Tronu i Nynaeve Sedai rzadko o tobie wspominają — powiedziała królowa — ale człowiek uczy się słyszeć to, o czym nikt nie mówi. — Ostrożnie wyciągnęła dłoń i dotknęła jego policzka; niepewny, co począć, lekko uniósł rękę. A może, kiedy gryzł pióro, rozmazał sobie na twarzy atrament? Kobiety lubiły czyścić różne rzeczy, włączywszy w to mężczyzn. Być może królowe zachowywały się podobnie. — Tym, czego ty nie mówisz, ale ja mimo to słyszę, jest fakt, że jesteś zupełnie niepohamowanym rozrabiaką, hazardzistą i że wiecznie uganiasz się za kobietami. — Spojrzała mu w oczy, na jotę nawet nie zmieniając wyrazu twarzy, jej głos nabrał zdecydowanych i chłodnych tonów, ale kiedy mówiła, musnęła palcem jego drugi policzek.: Mężczyźni, którzy nie dają się oswoić, są często najbardziej interesujący. Są najbardziej interesującymi partnerami do rozmowy. — Koniuszkiem palca obrysowała kontur jego ust. — Nie dający się okiełznać rozrabiaka, podróżujący w towarzystwie Aes Sedai, ta’veren, w którego obecności, jak mniemam, nieco się boją. Albo przynajmniej czują się odrobinę nieswojo. A tylko mocny mężczyzna jest w stanie zaniepokoić Aes Sedai. W jaki sposób zamierzasz odkształcić Wzór w Ebou Dar, “tylko” Macie Cauthonie? — Wsparła dłoń na jego karku; czuł, jak puls echem odbija się od jej palców.
Nie potrafił się powstrzymać i rozdziawił usta. Biurko za jego plecami zaskrzypiało, wspierając się o ścianę, kiedy próbował znowu się cofnąć. Jedyną droga ucieczki to odepchnąć ją albo wspiąć się po jej spódnicach. Kobiety nie zachowują się w taki sposób! Och, niektóre z tych dawnych wspomnień sugerowały, że jednak tak bywa, ale głównie były to wspomnienia wspomnień, że ta kobieta zrobiła to, a tamta tamto; rzeczami, które pamiętał, były w większej części bitwy, a one nie na wiele mu się mogły tutaj przydać. Uśmiechnęła się, leciutko wygięła wargi, co w najmniejszej mierze nie złagodziło drapieżnego błysku w oczach. Włosy powoli zaczynały mu się jeżyć na głowie.
Jej spojrzenie pobiegło do zwierciadła za plecami Mata, odwróciła się gwałtownie, zostawiając go w całkowitym oszołomieniu. Patrzył na jej plecy, gdy wędrowała w stronę drzwi.
— Muszę jakoś tak ułożyć sprawy, żeby móc znowu z tobą porozmawiać, Macie Cauthon. Ja... — Ucięła nagle, kiedy drzwi otworzyły się na całą szerokość, z pozoru zupełnie zaskoczona, jednak zrozumiał natychmiast, że musiała widzieć w lustrze, jak się uchylają.
Do wnętrza wszedł, leciutko kulejąc, ciemnowłosy młodzieniec o ostrym spojrzeniu, które przemknęło po postaci Mata, ledwie się na niej zatrzymując. Czarne włosy spływały mu na ramiona, miał na sobie jeden z tych kaftanów, które nie zostały przeznaczone do normalnego wdziewania, udrapowany na ramionach, z zielonego jedwabiu ze złotym łańcuchem zawieszonym na piersiach i złotymi panterami wyhaftowanymi na klapach.
— Matko — powiedział, kłaniając się Tylin i dotykając palcami warg.
— Beslan. — Zabrzmiało to bardzo ciepło. Potem pocałowała go w oba policzki oraz w powieki. Zdecydowany, lodowaty wręcz ton głosu, jakim zwracała się do Mata, równie dobrze mógł być własnością kogoś innego. — Poszło ci dobrze,jak widzę.
— Nie tak dobrze, jakbym sobie życzył. — Chłopiec westchnął. Pomimo ostrych oczu, cechowały go delikatne maniery i miękki głos. — Nevin drasnął moją nogę za drugim przejściem, potem musnął przy trzecim, tak że pchnąłem go w serce zamiast w rękę trzymającą miecz. Obraza nie była warta zabójstwa, a teraz będę musiał złożyć kondolencje wdowie. — Tego zdawał się żałować równie mocno jak śmierci owego Nevina.
Rozjaśnione oblicze Tylin wydawało się niezupełnie stosownym wizerunkiem matki, której syn oznajmił właśnie, że zabił człowieka.
— Tylko zadbaj o to, by ta wizyta była krótka. Niech mnie tną przez oczy, ale Davindra z pewnością okaże się jedną z tych wdów, które potrzebują pociechy, a potem albo będziesz się musiał z nią ożenić, albo pozabijać jej braci. — Z tonu jej głosu można było łatwo odczytać, że tę pierwszą możliwość ocenia jako znacznie gorszą, drugą zaś uważa za rodzaj zwykłej niedogodności. — To pan Mat Cauthon, mój synu. Jest ta’veren. Mam nadzieję, że się z nim zaprzyjaźnisz. Być może wybierzecie się we dwójkę na tańce w czasie Nocy Seovan.
Mat niemalże podskoczył. Ostatnią rzeczą, jakiej by chciał, to wybierać się dokądkolwiek z mężczyzną, który walczy w pojedynkach i którego matka miała ochotę pogłaskać Mata Cauthona po policzku.
— Nie bardzo interesują mnie bale — powiedział szybko. Ebou Dar zupełnie nieprzytomnie przepadało za świętami. Tutaj Najwyższa Chasaline należała już do zamierzchłej przeszłości, a w ciągu następnego tygodnia zanosiło się na dalszych pięć, przy czym dwa miały trwać całą noc, a nie tylko zwyczajnie przez wieczór. — Ja zazwyczaj tańczę w tawernach. To jest bardziej nieokrzesana forma tańców, obawiam się. Najpewniej nie spodobałyby ci się.