Выбрать главу

Joline gniewnie potrząsnęła głową, najwyraźniej nie zamierzając skomentować słów Teslyn. Usłyszeć coś takiego z ust kogoś, kogo matka wciąż jeszcze była dzieckiem, kiedy ona już nosiła szal! Elaidę bardzo rozpieszczano, gdy była nowicjuszką, chwaląc nieustannie zarówno za jej siłę, jak i niezwykłą szybkość, z jaką nabywała wiedzę. Joline podejrzewała, że dlatego właśnie tak ją złościły Elayne, Egwene i ta dzikuska, Nynaeve; dlatego, że były silniejsze od niej i spędziły jeszcze mniej czasu w nowicjacie, nie wspominając już o tym, że tak dobrze radziły sobie z nauką. Cóż, Nynaeve w ogóle nie przeszła nowicjatu, a to była rzecz zupełnie niesłychana.

— A skoro poruszyłaś tę kwestię — ciągnęła dalej Teslyn — to może powinnyśmy to wykorzystać.

— Co masz na myśli? — Objąwszy Prawdziwe Źródło, Joline przeniosła Powietrze, aby unieść srebrny dzban stojący na inkrustowanym turkusami stoliczku pod ścianą i napełnić ponczem srebrny puchar. Jak zawsze radość, jaką przynosił saidar, przeszyła ją dreszczem rozkoszy, przynoszącym uspokojenie, trwające nawet po tym, jak Moc już opuściła jej ciało.

— To oczywista sprawa, jak mniemam. Rozkazy Elaidy wciąż obowiązują. Elayne i Nynaeve muszą zostać dostarczone do Wieży, natychmiast, kiedy tylko zostaną odnalezione. Zgodziłam się zaczekać, ale być może już dłużej zwlekać nie powinnyśmy. Szkoda, że nie towarzyszy im ta dziewczyna, al’Vere. Ale nawet te dwie przywrócą nam łaski Elaidy, a jeśli na dodatek ofiarujemy jej jeszcze młodego Cauthona... Spodziewam się, że ta trójka sprawi, iż Elaida powita nas równie ciepło, jakbyśmy jej przywiodły samego al’Thora. A z tej Aviendhy będzie znakomita nowicjuszka, mimo iż jest dzikuską.

Puchar, niesiony strumieniem Powietrza, przefrunął do dłoni Joline, ona zaś niechętnie wypuściła Jedyne Źródło. Nigdy nie opuściło jej to uniesienie, jakie poczuła, gdy po raz pierwszy ujęła Jedyną Moc. Poncz z melona okazał się kiepską namiastką saidara. Najgorszą częścią kary, na jaką skazano ją przed opuszczeniem Wieży, był zakaz dotykania saidara. Prawie najgorszą częścią. Sama ją sobie wyznaczyła; Elaida dała jasno do zrozumienia, że jeżeli kara nie będzie dostatecznie surowa, ona zadba o jej odpowiedni wymiar. Joline nie miała najmniejszych wątpliwości, że w takim przypadku efekty byłyby znacznie bardziej dotkliwe.

— Łaski Elaidy? Teslyn, ona poniżyła nas tylko po to, by pokazać innym, że jest w stanie tego dokonać. Wysłała nas do zapchlonej dziury, znajdującej się tak daleko od wszelkich ważnych spraw, jaką tylko była w stanie wymyślić, tak blisko drugiego brzegu Oceanu Aryth, jak to sobie tylko można wyobrazić, z misją dla królowej, która posiada mniej władzy niźli tuzin arystokratów, z których każdy mógłby odebrać jej tron już jutro, gdyby tylko zechciał się tym kłopotać. I ty chcesz w takiej sytuacji wkradać się z powrotem w łaski Elaidy?

— Ona jest Zasiadającą na Tronie Amyrlin. — Teslyn przycisnęła list leżącą na nim kartką, po czym zaczęła poruszać i jednym, i drugim, to w tę stronę, to w tamtą, jakby w ten sposób nadawała kształt swym myślom. — Dzięki temu, że przez jakiś czas trwałyśmy w milczeniu, dałyśmy jej do zrozumienia, że nie jesteśmy jej pieskami. Niemniej jednak nie możemy przeciągać takiego stanu w nieskończoność, bo mogłaby nas uznać za zdrajczynie.

Joline parsknęła.

— Bez sensu! Kiedy dostarczymy te dziewczyny z powrotem, zostaną ukarane tylko za ucieczkę i udawanie pełnych sióstr. — Zacisnęła usta. Obie były w tej sprawie winne, podobnie jak wszystkie, które im pomagały, niemniej jednak różnica tkwiła głównie w tym, że jedna z dziewcząt rościła sobie pretensje do przynależności do Ajah. Kiedy więc Zielone Ajah skończą z Elayne za to, co zrobiła; wówczas tron Andoru zajmie doprawdy bardzo utemperowana kobieta. Chociaż może najlepiej byłoby, gdyby Elayne najpierw zasiadła na Tronie Lwa. Joline nie zamierzała dopuścić, by Wieża straciła Elayne, niezależnie od tego, co zrobiła.

— Nie zapominaj o tym, że przystały do buntowniczek.

— Światłości, Teslyn, najpewniej zostały po prostu porwane, tak jak inne dziewczęta, które rebeliantki wywiodły z Wieży. Czy to naprawdę ma jakiekolwiek znaczenie, czy zaczną czyścić nasze stajnie jutro czy w przyszłym roku? — Z pewnością była to najłagodniejsza kara, jaka mogłaby spotkać nowicjuszki i Przyjęte, które odeszły z buntowniczkami. — Nawet Ajah mogą poczekać, zanim dostaną je w swoje ręce. Tu nie idzie o to, że coś im grozi. Mimo wszystko są Przyjętymi i ewidentnie wydają się zadowolone, że przebywają tam, gdzie w każdej chwili możemy je dosięgnąć. Powiadam więc, zostańmy tu, gdzie umieściła nas Elaida, i czekajmy z założonymi rękami i ustami zamkniętymi na kłódkę. Póki nie zapyta grzecznie, co właściwie robimy. — Nie powiedziała na głos, że gotowa jest czekać, dopóki Elaida nie zostanie zdetronizowana, jak przed nią Siuan. Komnata z pewnością nie będzie wiecznie się godziła na to, by nią pomiatano, i nie będzie też tolerowała całego tego bałaganu, niemniej jednak Teslyn mimo wszystko była Czerwoną, z pewnością więc niechętnie słuchałaby takich słów.

— A zatem nic nas w obecnej chwili nie nagli — powoli rzekła Teslyn, jednak nie wypowiedziane “ale” niemalże zakrzyczało w ciszy, jaka zapadła po jej słowach.

Kolejnym strumieniem Powietrza Joline przyciągnęła krzesło na kółkach do stołu i zasiadła na nim, zdecydowana przekonać swoją towarzyszkę, że milczenie z pewnością okaże się najlepszą taktyką w zaistniałych okolicznościach. Wciąż dziecko, czy tak? Jeżeli wszystko pójdzie po jej myśli, Elaida nie usłyszy nawet słowa na temat tego, co się dzieje w Ebou Dar, dopóki nie zacznie błagać.

Leżące na stole ciało wygięło się w łuk, wyprężając na tyle, na ile na to pozwalały krępujące je więzy; kobieta wytrzeszczała oczy, a z jej gardła wyrywał się przeszywający wrzask; który nie chciał ucichnąć. Nagle krzyk przeszedł w głośne, ochrypłe kasłanie, kobietą zaś targnęły konwulsje, wstrząsające od nadgarstków po kostki, aż wreszcie znieruchomiała i wtedy zapanowała cisza. Szeroko rozwarte, martwe oczy utkwione były w pokrytej pajęczynami powale piwnicy.

Strumień przekleństw dających upust złości był czymś całkowicie irracjonalnym, niemniej jednak Falion lepiej niźli niejeden furman potrafiła sprawić, że jej słuchaczom więdły uszy. Nie po raz pierwszy pożałowała, że zamiast Temaile towarzyszy jej Ispan. Kiedy Temaile zadawała pytania, wszyscy chętnie na nie odpowiadali i nikt nie umierał, póki z nim nie skończyła. Rzecz jasna, Temaile czerpała z tej pracy zdecydowanie za dużo przyjemności, ale to akurat nie miało nic do rzeczy.

Falion przeniosła raz jeszcze, zebrała z brudnej posadzki ubranie kobiety i cisnęła je na ciało. Czerwony, skórzany pas zsunął się na posadzkę; podniosła go i rzuciła na kłąb rzeczy. Być może powinna używać innych środków, ale z kolei pasy, obcęgi i rozpalone żelaza były takie... bałaganiarskie.

— Porzućcie ciało w jakiejś bocznej uliczce. Poderżnijcie gardło, żeby to wyglądało na rabunek. Możecie zatrzymać monety, jakie znajdziecie w jej sakiewce.

Kucający pod ścianą dwaj mężczyźni wymienili spojrzenia. Z wyglądu Arnin i Nad mogli być braćmi — czarne włosy, świńskie oczka i blizny, obdarzeni muskulaturą, której starczyłoby dla trzech mężczyzn, ale mieli dość inteligencji, by zrozumieć proste polecenia. Przynajmniej zazwyczaj.

— Proszę o wybaczenie, Pani — zaczął z wahaniem Arnin — ale nikt nie uwierzy...

— Zrobicie, jak wam powiedziano! — warknęła, równocześnie przenosząc i splotem Mocy ciskając nim o kamienną ścianę. Głowa mężczyzny zderzyła się z twardą powierzchnią, z pewnością jednak nie mogło to zaszkodzić jej zawartości.