Выбрать главу

Nynaeve i Elayne zdawały się nie pojmować, Światłości niech będą dzięki, w związku z czym zrugały go za to, że nie poszedł na kolację do królowej. Dowiedziały się o tym, gdy Tylin pytała o niego, czy przypadkiem nie jest niezdrów. A co gorsza...

— Proszę — powiedziała Elayne, uśmiechając się prawie tak, jakby to słowo bynajmniej nie sprawiało jej bólu — powinieneś się pokazać ze swej najlepszej strony przy królowej. Nie bądź taki nerwowy. Wieczór z nią spodoba ci się.

— Tylko nie zrób niczego, co mogłoby ją urazić — mruknęła Nynaeve. Nie było wątpliwości, jak uprzejmość boli: czoło pomarszczone z koncentracji, szczęki zaciśnięte, a ręce aż drżące, tak chciały pociągnąć za warkocz. — Chociaż raz postaraj się być w miarę... chcę powiedzieć, pamiętaj, że to przyzwoita kobieta i nie próbuj żadnych ze swoich... Światłości, wiesz, co chcę powiedzieć.

Nerwowy. Ha! Przyzwoita kobieta. Ha!

Najwyraźniej żadnej z nich w najmniejszym stopniu nie obchodziło, że zmarnował już całe popołudnie. Elayne poklepała go współczująco po ramieniu i poprosiła, żeby wytrwał przez jeszcze jeden dzień albo dwa, to z pewnością i tak lepsze niż dreptanie po Rahad w tym upale. Nynaeve powiedziała dokładnie to samo, jak kobiety mają w zwyczaju, za to bez tego klepania po ramieniu. Przyznały prosto z mostu, że zamierzają spędzić ten dzień na próbach śledzenia Carridina, razem z Aviendhą, aczkolwiek zbywały pytania o to, kogo niby mogłyby rozpoznać przed drzwiami jego pałacu. Nynaeve się to wymknęło, a Elayne spojrzała na nią takim wzrokiem, że się ucieszył, iż chociaż raz zobaczy, jak Nynaeve zostaje wytargana za uszy. Potulnie zaakceptowały jego surowy nakaz, że mają nie tracić z widoku chroniących ich ludzi i potulnie pozwoliły mu zobaczyć przebrania, jakie zamierzały włożyć. I mimo że Thom mu o tym opowiadał, to i tak przeżył wstrząs, widząc na własne oczy, jak te dwie nagle przemieniają się w mieszkanki Ebou Dar, wstrząs niemalże równie głęboki, o jaki przysporzyła go ich potulność. Cóż, Nynaeve nędznie udawała potulność i nie mogła się powstrzymać, by nie warknąć, kiedy do niej dotarło, że mówił najzupełniej poważnie, twierdząc, iż kobieta Aielów nie potrzebuje osobistej ochrony, ale była blisko. Kiedy te kobiety zaplatały ręce i posłusznie odpowiadały na jego pytania, robił się nerwowy. Wszystkie — bo Aviendha też z aprobatą kiwała głową! Był nadal urzeczony, kiedy już poszły swoją drogą. Tylko na wszelki wypadek, nie zwracając uwagi na ich nagle zaciśnięte usta, kazał zademonstrować przebrania tym mężczyznom, których posyłał z nimi w pierwszej kolejności. Vanin aż podskoczył, że przydarzyła mu się taka gratka jak osobista ochrona Elayne, tarł pięścią po czole w tę i we w tę jak jakiś dureń.

Grubas nie dowiedział się wiele, prowadząc obserwacje na własną rękę. Podobnie jak poprzedniego dnia zaskakująca liczba ludzi przybyła na wezwanie Carridina, w tym kilku w jedwabiach, jednak to nie stanowiło dowodu, że wszyscy są Sprzymierzeńcami Ciemności. Jakkolwiek było, mieli do czynienia z ambasadorem Białych Płaszczy, zatem większość pragnących handlować z Amadicią prawdopodobnie udawało się wprost do niego, a nie do ambasadora Amadicii, kimkolwiek on czy ona byli. Vanin twierdził, że dwie kobiety rzeczywiście obserwowały pałac Carridina — wyraz jego twarzy, kiedy Aviendha znienacka przeobraziła się w trzecią Ebou Dariankę, zdradzał nieliche zdumienie — był tam także jakiś podejrzany starzec, jak na jego oko, zadziwiająco żwawy. Vaninowi nie udało mu się dobrze przyjrzeć, mimo iż spotkał go trzy razy. Po wyjściu Vanina i kobiet Mat posłał Thoma i Juilina, by sprawdzili, czego potrafią się dowiedzieć na temat Jaichima Carridina oraz przykurczonego siwowłosego starca, który interesował się Sprzymierzeńcami Ciemności. Jeżeli łowca złodziei nie potrafił znaleźć sposobu na podejście Carridina, to taki sposób nie istniał, Thom zaś najwyraźniej do perfekcji opracował metodę zestawiania plotek i pogłosek krążących w jednym miejscu, z których zadziwiająco skutecznie destylował prawdę. Wszystko to, rzecz jasna, stanowiło najłatwiejszą część.

Przez dwa bite dni pocił się na tej ławce, co jakiś czas przechadzając się po uliczce obok farbiarza, ale nic się nie zmieniało oprócz herbaty, z każdym dniem gorszej. Wino było tak podłe, że Nalesean zaczął pić ale. Pierwszego dnia właściciel tawerny zaproponował im ryby na popołudniowy posiłek, sądząc po zapachu złapano je w poprzednim tygodniu. Drugiego dnia zaoferował gulasz z ostryg; Mat zjadł pięć misek mimo kawałków skorupek. Birgitte nie chciała skosztować ani jednej, ani drugiej potrawy.

Zdziwił się, kiedy dopadła jego i Naleseana, gdy tamtego pierwszego ranka szli spiesznie przez Mol Hara. Słońce ledwie wystawiło krawędź swej tarczy nad dachy domów, a mimo to na placu pojawili już ludzie i fury.

— Chyba musiałam na chwilę oślepnąć — roześmiała się. — Czekałam tam, w miejscu przez które, jak sądziłam, pójdziecie. Nie macie chyba nic przeciwko towarzystwu.

— Czasami chodzimy szybko — odparł wymijająco. Nalesean spojrzał na niego z ukosa; naturalnie nie miał pojęcia, dlaczego wymknęli się przez maleńkie boczne drzwiczki blisko stajni. Co wcale nie znaczyło, by Mat uważał, że Tylin rzuci się na niego w biały dzień w którejś z komnat, niemniej ostrożność nigdy nie zawadzi. — Twoje towarzystwo jest zawsze mile widziane. Hm. Dzięki.

Tylko wzruszyła ramionami i wymamrotała coś, czego nie dosłyszał i zrównała z nim krok.

Taki był początek. Każda inna kobieta, jaką w życiu poznał, zażądałaby podziękowań za coś takiego, a potem by wyjaśniała, że nie potrzebuje w zasadzie żadnych i ględziłaby o tym tak długo, że aż zapragnąłby zatkać sobie uszy. Mogłaby też do znudzenia upominać go, że słowa wdzięczności są jednak potrzebne, a niekiedy dawałaby jasno do zrozumienia, że spodziewa się czegoś bardziej materialnego niż słowa. Birgitte tylko wzruszyła ramionami, a on, zastanawiając się nad tym przez następne dwa dni, doszedł do wniosków doprawdy zaskakujących.

Normalnie, jego zdaniem, kobiety należało adorować i obdarzać uśmiechami, należało tańczyć z nimi i całować je, jeśli na to pozwalały, pieścić się z nimi, jeśli dopisało szczęście. Wybór, za którymi kobietami się uganiać, był niemalże tak samo zabawny jak samo uganianie, o ile wręcz nie dorównywał zdobywaniu. Niektóre kobiety były tylko przyjaciółkami, ma się rozumieć. Niektóre. Egwene na przykład, aczkolwiek nie był pewien, czy ta przyjaźń przetrwa, skoro została Amyrlin. Nynaeve była kimś w rodzaju przyjaciółki; pod warunkiem, że potrafiła chociaż na godzinę zapomnieć, iż oćwiczyła dół jego pleców więcej niż raz i pamiętać, że on już nie jest małym chłopcem. Jednak kobieta-przyjaciółka była kimś innym niż mężczyzna; człowiek zawsze wiedział, że jej umysł biegnie innymi drogami, że taka patrzy na świat innymi oczami niż mężczyzna.

Birgitte nachyliła się ku niemu, gdy siedzieli razem na ławce.

— Lepiej się strzeż — mruknęła. — Ta wdowa szuka nowego męża; pochwa od jej noża małżeńskiego jest niebieska. A poza tym dom, który nas interesuje, jest tam.

Zamrugał, gubiąc z oczu przyjemnie pulchną kobietę, która szła, kręcąc wydatnie biodrami, a Birgitte wyszczerzeniem zębów zareagowała na jego zbaraniały uśmiech. Nynaeve byłaby go wychłostała językiem za to, że się tak gapił i nawet Egwene okazałaby chłodną dezaprobatę. Pod koniec drugiego dnia na tej ławce zorientował się, że przecież siedział cały ten czas z biodrem przyciśniętym do biodra Birgitte i ani przez moment nie przyszło mu do głowy, żeby ją pocałować. Był pewien, że ona nie chce być przez niego całowana — szczerze mówiąc, poczułby się urażony, gdyby było inaczej, biorąc pod uwagę kundlowatych mężczyzn, którym najwyraźniej lubiła się przyglądać — nadto była przecież bohaterką legend i skrycie nadal oczekiwał, że zaraz przeskoczy przez jakiś dom i po drodze chwyci za kark kilku Przeklętych. Ale to nie było tak: równie prędko pomyślałby o całowaniu Naleseana. W takim samym stopniu lubił Tairenianina jak i Birgitte.