Выбрать главу

Mat poczerwieniał ogniście.

— To nienaturalne — wybuchnął, wyrywając fajkę z ust. — To ja powinienem się uganiać! — Jej zdumiony wzrok z pewnością stanowił lustrzane odbicie jego spojrzenia. Gdyby Tylin była tawernianą dziewką, która się uśmiecha we właściwy sposób, to mógłby spróbować swego szczęścia — pod warunkiem, że tawerniana dziwka nie miała syna, który lubił robić dziury w ludziach — ale to on był tym, za którym się uganiano. Nigdy wcześniej tak o tym nie myślał. Nigdy przedtem nie musiał.

Tylin zaczęła się śmiać, kręcąc głową i ocierając oczy palcami.

— Och, mój ty gołąbku. Rzeczywiście, stale zapominam! Jesteś teraz w Ebou Dar. Zostawiłam dla ciebie mały prezent w bawialni. — Poklepała jego stopę przez prześcieradło. — Dobrze się dzisiaj najedz. Będziesz potrzebował sił.

Mat zakrył dłonią oczy i ze wszystkich sił próbował się nie rozpłakać. Kiedy odjął rękę, jej już nie było.

Wstał z łoża, owinąwszy się kołdrą; z jakiegoś powodu pomysł chodzenia nago wydawał się niepokojący. Ta przeklęta kobieta mogła wyskoczyć z szafy. Ubranie, które miał przedtem na sobie, walało się po podłodze.

“Po co zaprzątać sobie głowę koronkami — pomyślał kwaśno — skoro wystarczy pociąć na kimś ubranie!”

Jednak nie miała prawa kroić jego czerwonego kaftana w taki sposób. Chyba po prostu uwielbiała obierać go swoim nożem.

Prawie nie wstrzymując oddechu, otworzył wysoką czerwono-złotą szafę. Nie ukryła się w środku. Miał ograniczony wybór, gdyż Nerim oddał większość jego garderoby do czyszczenia albo naprawy. Ubierając się szybko, wybrał prosty kaftan z ciemnobrązowego jedwabiu, po czym wepchnął pocięte szmaty tak głęboko pod łóżko, jak mógł sięgnąć; poleżą tam do czasu, aż będzie mógł się ich pozbyć tak, by Nerim nie zauważył. Albo ktoś inny, skoro już o tym mowa. Zbyt wielu ludzi wiedziało już zbyt dużo na temat tego, co się działo między nim a Tylin — nie umiałby spojrzeć w twarz temu, kto by wiedział o wszystkim.

W bawialni podniósł wieko lakierowanej skrzynki stojącej obok drzwi, po czym opuścił je z westchnieniem, bynajmniej nie oczekiwał, że Tylin odda klucz. Oparł się o drzwi. O! Nie zamknięte drzwi! Światłości, co on ma robić? Wprowadzić się z powrotem do oberży? I do Czarnego z tym, kości wcześniej się zatrzymały. Tyle że nie zdziwiłby się, gdyby Tylin przekupiła panią Anan i Enid albo oberżystkę, gdziekolwiek by się udał. Nie zdziwiłby się, gdyby Nynaeve i Elayne twierdziły, że on złamał jakąś umowę i zwolnił je tym samym z ich obietnic. A żeby te wszystkie kobiety sczezły!

Na jednym ze stołów leżała duża paczka zdobnie opakowana w zielony papier. Zawierała czarno-złotą maskę orła oraz kaftan pokryty dopasowanymi piórami. I oprócz tego sakiewkę z czerwonego jedwabiu zawierającą dwadzieścia złotych koron oraz pachnący kwiatami liścik.

“Kupiłabym ci kolczyk, prosiątko, ale zauważyłam, że nie masz przekłutego ucha. Każ to zrobić i sam kup sobie coś ładnego”.

Omal znowu nie załkał. To on dawał kobietom prezenty. Świat stanął na głowie! Prosiątko? O Światłości! Po jakiejś minucie wziął jednak maskę, tyle mu była dłużna, przynajmniej za sam zniszczony kaftan.

Kiedy wreszcie dotarł do małego ocienionego dziedzińca, gdzie spotykał się ze swymi towarzyszami co rano przy niedużej okrągłej sadzawce porośniętej liliami i pełnej białych ryb w jaskrawe kropki, znalazł Naleseana i Birgitte, którzy również byli już przygotowani do udziału w Święcie Ptaków. Tairenianin zadowolił się prostą zieloną maską, za to Birgitte miała na twarzy masę żółto-czerwonych piór zwieńczonych pióropuszem, spod której wyzierały rozpuszczone luźno włosy na całej długości ozdobione pojedynczymi piórkami, do tego ubrała suknię z szerokim żółtym pasem, przezroczystą pod czerwonymi i żółtymi piórami. Nie odkrywała aż tak wiele jak suknia Riselle, ale przy każdym ruchu zdawało się, że zaraz pokaże. Mat w życiu by nie pomyślał, że Birgitte też włoży suknię tak jak inne kobiety.

— Czasami zabawnie obserwować, jak się na ciebie patrzą — powiedziała, dźgając go pod żebra, kiedy skomentował jej suknię. Taki sam szeroki uśmiech mógłby mieć na twarzy Nalesean mówiący, że podszczypywanie posługaczek jest zabawne. — Jest tego dużo więcej niż nosili tancerze piór, ale nie dosyć, by krępowało to ruchy, w każdym razie nie sądzę, byśmy musieli poruszać się szybko po tej stronie rzeki. — W głowie zagrzechotały mu kości. — Co cię zatrzymało? — mówiła dalej. — Mam nadzieję, że nie kazałeś nam czekać, bo chciałeś połaskotać jakąś ładną dziewczynę.

Mat miał nadzieję, że się nie zaczerwienił.

— Ja... — Nie był pewien, z jakiej wymówki powinien skorzystać, ale w tym momencie na dziedziniec weszło pół tuzina mężczyzn w upierzonych kaftanach, wszyscy z tymi wąskimi mieczami przy biodrach, a każdy bez wyjątku miał na twarzy zdobną maskę z kolorowym czubem i dziobem, reprezentującą ptaka, jakiego nie widziały ludzkie oczy. Wyjątek stanowił Beslan, który wymachiwał swoją maską, trzymając ją za przymocowaną do niej wstążkę. — O krew i przeklęte popioły, a co ten tutaj robi?

— Beslan? — Nalesean ułożył dłonie na rękojeści miecza i z niedowierzaniem pokręcił głową. — No jakże, a żeby mi dusza sczezła, on powiada, że chce spędzić święto w twoim towarzystwie. Powiada, że to jakieś ślubowanie, które wy dwaj sobie złożyliście. Powiedziałem mu, że to będzie śmiertelnie nudne, ale nie chciał dać mi wiary.

— Jakoś sobie nie wyobrażam, by w towarzystwie Mata mogło być kiedykolwiek nudno — oświadczył syn Tylin, kłaniając się całej trójce, ale ciemne oczy zatrzymały się przede wszystkim na Birgitte. — W życiu tak się nie bawiłem, jak podczas Nocy Swovan kiedy piliśmy razem z nim i Strażnikiem lady Elayne, aczkolwiek, prawdę mówiąc, niewiele pamiętam. — Zdawał się nie rozpoznawać owego Strażnika. O dziwo, zważywszy na gust Birgitte odnośnie mężczyzn... Beslan był przystojny, może trochę za bardzo przystojny, zupełnie nie w jej typie... o dziwo, uśmiechnęła się nieznacznie i wyprężyła wdzięcznie pod wpływem jego badawczego wzroku.

W tym momencie Mata nie obchodziło, jak duże usterki charakteru zdradzała. Beslan najwidoczniej niczego nie podejrzewał, bo inaczej zapewne dobyłby już swego miecza, ale ostatnią rzeczą, jakiej Mat pragnął, na miłość Światłości, był dzień spędzony w towarzystwie tego człowieka. To byłaby istna udręka. Miał jakieś poczucie przyzwoitości, nawet jeśli brakowało go matce Beslana.

Jedyny problem stanowił Beslan, który wziął sobie mocno do serca przyrzeczenie wspólnego uczestniczenia we wszystkich świętach. Im bardziej Mat basował Naleseanowi, że zaplanowany przez nich dzień będzie nudny ponad miarę, tym większej determinacji nabierał Beslan. Po jakiejś chwili jego twarz nabrała barw i Mat już zaczął podejrzewać, że zaraz miecze wyskoczą z pochew. Cóż, przyrzeczenie to przyrzeczenie. Kiedy on, Nalesean i Birgitte opuścili pałac, obok nich stąpało dumnie pół tuzina upierzonych durniów. Mat był przekonany, że do niczego takiego by nie doszło, gdyby Birgitte ubrała się w swoje zwykłe ubranie. Cała gromadka tamtych nieustannie jej się przyglądała z szerokimi uśmiechami na twarzach.

— Po co się tak wyginałaś, kiedy on obmacywał cię wzrokiem? — mruknął, kiedy przechodzili przez Mol Hara. Skrócił wstążkę przytrzymującą maskę orła.