— Nie poparłaś mojego wyniesienia na Tron Amyrlin — powiedziała Elaida, podnosząc podobiznę ojca Seaine. Odłożyła ją pospiesznie i dla odmiany wzięła do ręki portret matki.
Seaine mało co, a znowu podniosłaby brwi, ale z zasady starała się nie dopuszczać, by zaskakiwano ją częściej niż raz dziennie.
— Nie zostałam w porę poinformowana, że Komnata się zbiera, Matko.
— Tak, tak. — Pozostawiwszy portrety w spokoju, Elaida podeszła do kominka. Seaine zawsze lubiła koty i cała półka nad kominkiem była zastawiona kotami wyrzeźbionymi z drewna, niektóre w bardzo zabawnych pozach. Amyrlin przyjrzała się z lekką dezaprobatą tej ekspozycji, po czym zacisnęła powieki i nieznacznie pokręciła głową. — Jednak pozostałaś — powiedziała, odwracając się szybko. — Wszystkie Zasiadające, które nie zostały poinformowane, uciekły z Wieży i przyłączyły się do rebeliantek. Z twoim wyjątkiem. Dlaczego?
Seaine rozłożyła ręce.
— Czy mogłam postąpić inaczej, Matko? Wieża musi stanowić całość. — “Niezależnie od tego, kim jest Amyrlin — dodała w duchu. — A poza tym, co jest nie tak z moimi kotami, jeśli wolno spytać?” Tego pytania nigdy nie odważyłaby się zadać na głos. Sereille Bagand była wyjątkowo surową Mistrzynią Nowicjuszek, zanim została wyniesiona do godności Zasiadającej na Tronie Amyrlin, tego samego roku, w którym Seaine dosłużyła się szala, i surowszą była później Amyrlin niż Elaida nawet z bólem zębów. Zbyt silnie i głęboko, całymi latami, wpajano w nią zasady dobrego wychowania, by teraz miała się zmienić. Względnie okazać niechęć kobiecie, która nosiła stułę. Nikt nie musiał lubić Amyrlin.
— Wieża musi stanowić całość — zgodziła się Elaida, zacierając dłonie. — Musi stanowić całość. — Zaraz, dlaczego jest tak zdenerwowana? Jej humory obejmowały dziewięćdziesiąt dziewięć odmian, wszystkie twarde jak ostrze noża i dwakroć ostrzejsze, ale nerwowa ta kobieta na pewno nie była. — To, co teraz ci mówię, jest Zapieczętowane dla Płomienia, Seaine. — Jej usta wykrzywiły się ironicznie i wtedy wzruszyła ramionami, z irytacją szarpiąc stułę. — Gdybym wiedziała, jak uczynić ją silniejszą, zrobiłabym to — powiedziała, a raczej rzuciła sucho.
— Zachowam twoje słowa w sercu, Matko.
— Pragnę... rozkazuję ci... byś zajęła się dochodzeniem. I musisz naprawdę zachować całą sprawę w sercu. Gdyby wieść o tym dotarła do niewłaściwych uszu, wszystko może się zakończyć zagładą i klęską całej Wieży.
Brwi Seaine drgnęły. Zagłada i klęska całej Wieży?
— W sercu — powtórzyła. — Czy zechcesz usiąść, Matko? — Tak się należało zwracać, gdy się znajdowało we własnych apartamentach. — Czy mogę ci nalać trochę miętowej herbaty? Albo śliwkowego ponczu?
Elaida machnęła ręką na znak, że odmawia, po czym zajęła najwygodniejsze krzesło, to, które ojciec Seaine wyrzeźbił dla niej w charakterze podarunku, kiedy otrzymała szal, choć oczywiście poduszki były wielokrotnie wymieniane od tego czasu. Amyrlin, z tymi sztywnymi plecami i żelaznym obliczem, sprawiała, że to zwykłe wiejskie krzesło wyglądało teraz jak tron. Okazując nadzwyczajny brak uprzejmości, nie pozwoliła Seaine usiąść, toteż ta tylko zaplotła ręce i nadal stała.
— Długo i dogłębnie zastanawiałam się nad zdradą, Seai ne, jako że nie zapomniałam, iż mojej poprzedniczce oraz jej Opiekunce pozwolono uciec. Udzielono im pomocy w ucieczce. Musiała za tym wszystkim stać zdrada i obawiam się, że mogła jej dokonać jedynie jakaś siostra albo wręcz kilka sióstr.
— Z pewnością istnieje taka możliwość, Matko. — Elaida skrzywiła się, kiedy jej przerwano.
— Nigdy nie możemy być pewne, w czyim sercu kryje się cień zdrady, Seaine. No jakże, podejrzewam, że ktoś się postarał, aby nie wypełniono moich rozkazów. I mam powody, by wierzyć, że ktoś kontaktował się prywatnie z Randem al’Thorem. Z jakim skutkiem, nie umiem orzec, ale z pewnością stanowi to akt zdrady, wymierzonej tak przeciwko mnie, jak i przeciwko Wieży.
Seaine czekała na ciąg dalszy, ale Amyrlin tylko spojrzała na nią, wolnymi ruchami, jakby nieświadomie, gładząc spódnice z czerwonymi cięciami.
— A dokładnie, jakie dochodzenie mam przeprowadzić w twoim imieniu? — spytała ostrożnie.
Elaida poderwała się z krzesła.
— Nakazuję ci iść za smrodem zdrady, niezależnie od tego, dokąd cię zawiedzie, tudzież, jak wysoko, nawet jeśli aż do samej Opiekunki. Wszystko, czego się dowiesz, z kim by się nie wiązało, przedstawisz wyłącznie samej Zasiadającej na Tronie Amyrlin, Seaine. Nikt inny nie może się dowiedzieć. Czy mnie rozumiesz?
— Rozumiem treść twoich rozkazów, Matko.
Ale to akurat, pomyślała sobie, kiedy Elaida wyszła z jej pokoju, jeszcze szybciej niż do niego wkroczyła, było niemal wszystkim, co zrozumiała. Usiadła na krześle zwolnionym przez Amyrlin, żeby pomyśleć, z pięściami przyciśniętymi pod brodą w taki sam sposób, w jaki jej ojciec zawsze rozmyślał, gdy siedział. Wszystko, ostatecznie, dawało się uporządkować wedle zasad logiki.
Nigdy nie wystąpiłaby przeciwko Siuan Sanche — ona przede wszystkim zaproponowała, by ta dziewczyna została Zasiadającą na Tronie Amyrlin! — ale kiedy już wszystko się dokonało, kiedy odprawiono niezbędne rytuały, nieważne, w jak skąpym zakresie, pomaganie jej w ucieczce z pewnością stanowiło akt zdrady, w takim samym zresztą stopniu sprzeciwianie się rozkazowi Amyrlin. Być może kontaktowanie się z al’Thorem również; to zależało od tego, co się komunikowało, z jakimi intencjami. Wykrycie, kto naruszył rozkaz Amyrlin, będzie trudne, jeśli się nie znało treści rozkazu. Po tak długim czasie wykrycie, kto mógł pomóc Siuan w ucieczce, miało mniej więcej takie same szanse powodzenia jak znalezienie siostry pisującej do al’Thora. Tyle gołębi wylatywało codziennie z gołębników Wieży, że niekiedy z nieba zdawał się padać deszcz piór. Gdyby Elaida wiedziała coś więcej ponad to, co powiedziała, z pewnością osobiście poszłaby sprawdzić, co się kryje za tą informacją. W tym wszystkim niewiele było sensu. Elaida powinna aż się gotować ze złości z powodu zdrady, a tymczasem wcale nie była zła. Była zdenerwowana. I cały czas aż się paliła, żeby już sobie pójść. I zachowywała się bardzo tajemniczo, jakby nie chciała powiedzieć wszystkiego, co wiedziała albo choć podejrzewała. Prawie tak, jakby się czegoś bała. Cóż to musiała być za zdrada, skoro Elaida była zdenerwowana albo wręcz odczuwała strach? Zagłada i katastrofa dla całej Wieży.
I niespodzianie wszystko wskoczyło na swoje miejsce niczym kawałki kowalskiej układanki: brwi Seaine podskoczyły, jakby kierowane własną wolą usiłowały niemal wspiąć się na linię czoła. Pasowało, wszystko pasowało. Poczuła, że krew ucieka jej z twarzy, dłonie i stopy ogarnął nagle lodowaty chłód. Zapieczętowane dla Płomienia. Przyrzekła, że zatrzyma wszystko w sercu, ale wszystko się zmieniło, odkąd wymówiła te słowa. Pozwalała sobie na strach tylko wtedy, gdy tak nakazywała logika, a w tym momencie była śmiertelnie przerażona. Nie da rady uporać się z tym samotnie. Tylko z kim? Z kim, w takich okolicznościach? Odpowiedź znalazła bez trudu. Pozbieranie się zabrało jej trochę czasu, ale wypadła pospiesznie ze swoich pokoi, a potem z kwater Białych sióstr, idąc znacznie szybciej niż zazwyczaj.
Słudzy przemykali się korytarzami jak zawsze, jednakże ona maszerowała tak żwawo, że mijała ich, zanim zdążyli dygnąć albo się skłonić. Sióstr za to napotkała mniej, niż dałoby się to wytłumaczyć wczesną porą. Znacznie mniej. Ale z kolei, nawet jeśli większość z jakiegoś powodu trzymała się w okolicach swych kwater, obecność tych nielicznych na korytarzach zaznaczała się dostatecznie wyraźnie. Siostry sunęły dostojnie pod ścianami gobelinów, z twarzami pełnymi pozornego spokoju, jednak ich oczy gorzały. Tu i tam dwie albo trzy kobiety rozmawiały ze sobą, tocząc wkoło rozbieganym przenikliwym wzrokiem, by sprawdzić, czy ktoś im się przysłuchuje. Zawsze po dwie albo trzy z tych samych Ajah. Jeszcze wczoraj była pewna, widywała razem kobiety z różnych Ajah — złączone więzami przyjaźni. Powszechnie uważano, że Białe całkiem wyzbywają się uczuć, ona sama jednakże nigdy nie widziała powodu, żeby się w ten sposób zaślepiać, jak to czyniły niektóre. Od podejrzeń powietrze w Wieży upodobniło się do gorącej galarety. Nic nowego, niestety — zaczęła to Amyrlin swymi surowymi metodami postępowania, a pogłoski o Logainie dodatkowo zaogniły sytuację — ale tego ranka zdawało się, że jest gorzej niż zazwyczaj.