Zza rogu wyszła Talene Minly, z jakiegoś powodu z szalem nie tylko narzuconym na ramiona, ale rozpostartym na rękach, jakby po to, by wszystkim demonstrować te zielone frędzle. Seaine zdążyła już zresztą spostrzec, że wszystkie Zielone, które widziała tego ranka, nosiły szale. Talene, złotowłosa, majestatyczna i śliczna, przyczyniła się do obalenia Siuan, ale przybyła do Wieży, kiedy Seaine była jeszcze Przyjętą i ta decyzja nie nadwątliła ich wieloletniej przyjaźni. Talene miała swoje powody, które Seaine akceptowała, nawet jeśli się z nimi nie godziła. Dzisiaj jej przyjaciółka zatrzymała się, obserwując ją czujnie. Ostatnio wiele sióstr obserwowało się wzajemnie w takiż sposób. Innym razem sama by się zatrzymała, ale nie teraz, kiedy miała wrażenie, że lada chwila głowa jej wybuchnie niczym przegniły melon. Talene była przyjaciółką i Seaine wierzyła, że może być jej pewna, ale w tym momencie sama wiara nie mogła wystarczyć. Później, jeśli nadarzy się sposobność, podejdzie do Talene. Z nadzieją, że to jednak będzie możliwe, minęła tamtą pospiesznie, skinąwszy jedynie głową.
W kwaterach Czerwonych atmosfera zdawała się jeszcze gorsza, a powietrze gęstsze. Podobnie jak u innych Ajah, również tutaj było więcej pokoi niż sióstr, które mogłyby z nich korzystać — taki stan utrzymywał się od bardzo dawna, na długo zanim uciekły pierwsze rebeliantki — ale Czerwone tworzyły najliczniejszą z Ajah i nadal wypełniały używane piętra. Czerwone często nosiły szale bez potrzeby, ale nawet tutaj wszystkie, co do jednej wystawiały na pokaz swoje czerwone frędzle niczym sztandary. Rozmowy urwały się, kiedy nadciągnęła Seaine; zimny wzrok tych kobiet śledził ją w bańce lodowatego milczenia. Czuła się jak najeźdźca, który wkracza w głąb terytorium wrogiego państwa, kiedy tak szła przez osobliwe płytki posadzki, z czerwonym Płomieniem Tar Valon w kształcie łzy na białym tle. Ale każda część Wieży mogła stanowić wrogie państwo. Gdy spojrzeć na nie z innej strony, te szkarłatne płomienie mogły zostać wzięte za czerwone Kły Smoka. Nigdy nie uwierzyła w te irracjonalne opowieści o Czerwonych i fałszywych Smokach, ale... Dlaczego żadna z nich nie zaprzeczyła?
W końcu musiała zapytać o drogę.
— Nie będę jej przeszkadzała, jeśli jest zajęta — obiecała. — Byłyśmy bliskimi przyjaciółkami, dawno temu, i chciałabym, abyśmy znowu się nimi stały. Ajah nie powinny się od siebie oddalać, szczególnie teraz jest to ważne. — Wszystko prawda, z tym że Ajah zdawały się nie tyle od siebie oddalać, co pozwalały na powstawanie głębokich rozłamów między nimi, niemniej kobieta Domani wysłuchała tego z twarzą, która wyglądała jak maska odlana z miedzi. Niewiele Domani należało do Czerwonych, a te nieliczne były zazwyczaj bardziej wredne niż węże, które zaklinowały się między deskami w płocie.
— Zaprowadzę cię, Zasiadająca — odpowiedziała w końcu kobieta głosem, w którym z pewnością nie było nadmiernego szacunku. Szła przodem, a potem przypatrywała się, gdy Seaine pukała do drzwi, jakby nie można jej było zaufać i zostawić tu samej. W płycinach drzwi też były wyrzeźbione Płomienie, pokryte lakierem barwy świeżej krwi.
— Wejść! — zawołał energiczny głos. Seaine otwarła drzwi z nadzieją, że się nie pomyliła.
— Seaine! — zakrzyknęła radośnie Pevara. — Co cię tu sprowadza o poranku? Wejdź! Zamknij drzwi i siadaj! — Wydawało się, że wszystkie te lata, jakie minęły od czasu, gdy obie były nowicjuszkami i Przyjętymi, nagle gdzieś się rozwiały. Pevara, dość pulchna i niewysoka, w rzeczy samej niska jak na Kandoryjkę, była jednak urodziwa, z tym wesołym błyskiem w ciemnych oczach i szczerym uśmiechem. Smutne, że wybrała Czerwone — niezależnie od tego, jak ważne miała powody — ponieważ nadal lubiła mężczyzn. Czerwone Ajah przyciągały do siebie głównie te kobiety, które z natury były podejrzliwe względem mężczyzn, ale inne wybierały je dlatego, ponieważ bardzo poważnie traktowały misję wyszukiwania mężczyzn, którzy potrafią przenosić. Niezależnie od tego, czy z początku lubiły czy nie lubiły mężczyzn, względnie traktowały ich z całkowitą obojętnością, niewiele kobiet po dłuższym czasie przynależności do Czerwonych potrafiło ustrzec się przed nabraniem ujemnego stosunku do wszystkich przedstawicieli płci przeciwnej. Seaine miała powody, by sądzić, że Pevara odsłużyła jakąś karę krótko po zdobyciu szala za to, że wyznała, iż chciałaby mieć Strażnika; od czasu osiągnięcia bezpieczniejszych poziomów Komnaty otwarcie twierdziła, że Strażnicy ułatwiliby prace Czerwonych Ajah.
— Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę, że cię widzę — powiedziała Pevara, kiedy już się usadowiły w fotelach rzeźbionych motywami spiral, bardzo popularnymi w Kandorze przed stu laty, trzymając w dłoniach delikatne, malowane w motyle filiżanki napełnione jagodową herbatą. — Często myślałam, że powinnam przejść się do ciebie, ale przyznaję, bałam się, co powiesz po tym, jak się od ciebie odsunęłam przed tyloma już laty. Przysięgam na tamto ostrze, Seaine, nie zrobiłabym tego, ale Tesien Jorhald praktycznie trzymała mnie za kark, a zresztą zbyt krótko nosiłam szal, by się dorobić silnego kręgosłupa. Czy możesz mi wybaczyć?
— Ależ oczywiście, że mogę — odparła Seaine. — Zrozumiałam. — Czerwone w zasadzie stanowczo zrywały wszelkie przyjaźnie wykraczające poza ich Ajah. Stanowczo i dość skutecznie. — Nie możemy występować przeciwko naszym Ajah, kiedy jesteśmy młode, a później wydaje się, że nie da się już cofnąć po własnych śladach. Tysiąc razy wspominałam, jak sobie szeptałyśmy sekrety po wybiciu Komplety... Och i te nasze psoty! Czy pamiętasz, jak posypałyśmy bieliznę Seranchy sproszkowanym świerzbodębem. Ale ze wstydem przyznaję, że bałam się wtedy do utraty zmysłów, bałam się nawet zaszurać nogami. Naprawdę chcę, abyśmy znowu stały się przyjaciółkami, ale potrzebuję też twojej pomocy. Wiem, że tobie jedynej mogę zaufać.
— Serancha była wtedy zarozumiałą pedantką, zresztą nadal nią jest — rzekła ze śmiechem Pevara. — Szare to dobre miejsce dla niej. Ale nie potrafię uwierzyć, że ty się czegokolwiek bałaś. No jakże, nigdy nie uważałaś, że powinnyśmy się bać, dopóki nie powróciłyśmy do łóżek. Oprócz obietnicy, że stanę przed Komnatą, nie wiedząc za co, możesz się z mojej strony spodziewać wszelkiej pomocy, jakiej będę ci mogła udzielić, Seaine. Czego ci trzeba?
Zmuszona powiedzieć, po co tu przyszła, Seaine wahała się, popijając herbatę. Nie żeby miała jakieś wątpliwości w stosunku do Pevary, ale wyduszenie z siebie tych słów okazało się... trudne.
— Dziś rano przyszła do mnie Amyrlin — powiedziała w końcu. — Nakazała mi przeprowadzić dochodzenie, Zapieczętowane dla Płomienia. — Pevara skrzywiła się nieznacznie, ale nic nie powiedziała, dla obu było oczywiste, że Seaine nie powinna rzec ani słowa na ten temat. Niby to Seaine planowała wszystkie figle ich młodości, niemniej właśnie Pevara miała w sobie dość zuchwałości, by wymyślać większość i to ona dysponowała odwagą niezbędną do ich realizacji. — Wyrażała się bardzo oględnie, ale kiedy poddałam rzecz pod rozwagę, zrozumiałam jasno, czego chciała. Mam polować na... — I tu odwaga opuściła jej język. — ... Sprzymierzeńców Ciemności w Wieży.