Выбрать главу

— O czym ty gadasz, pasterzu? — spytała wolno.

— Mówię o tym, co ci zrobiłem — warknął. Jak on mógł to zrobić, komukolwiek, a przede wszystkim jej? — Min, wiem, jak trudno ci przebywać ze mną w jednym pokoju. — Jakim prawem upajał się wspomnieniami, gładkością, jedwabistą miękkością jej skóry pod dotykiem palców? Po tym, kiedy już zdarł z niej ubranie. — Nigdy nie myślałem, że jestem zwierzęciem, potworem. — A jednak był potworem. Brzydził się sobą za to, co zrobił. Brzydził tym bardziej, bo miał ochotę zrobić to raz jeszcze. — Jedyną wymówką, na jaką mogę się powołać, jest obłęd. Cadsuane miała rację. Naprawdę słyszałem głosy. Głos Lewsa Therina, jak mi się zdawało. Czy możesz...? Nie. Nie mam prawa prosić cię o wybaczenie. Ale musisz wiedzieć, jak bardzo mi przykro, Min. — Było mu przykro. A ręce aż go swędziały, tak bardzo pragnął pogładzić jej nagie plecy, jej biodra. Był potworem. — Strasznie przykro. Wiedz to przynajmniej.

Siedziała tam bez ruchu, jakby nigdy przedtem go takim nie widziała. Teraz mogła już przestać udawać. Teraz mogła powiedzieć, co naprawdę o nim myśli i choćby nie wiadomo jak okropnie to zabrzmiało, nie byłoby nawet w połowie dostatecznie straszne.

— A więc to właśnie dlatego trzymałeś mnie z dala od siebie — powiedziała w końcu. — Posłuchaj mnie, ty drewnianogłowy tępaku. Byłam wtedy bliska spłakania się na proch, bo widziałam o jedną śmierć za dużo, a ty... ty byłeś gotów na to samo z tego samego powodu. To, co zrobiliśmy, mój ty niewinny baranku, miało nas oboje pocieszyć. Przyjaciele pocieszają się wzajem w takich chwilach. Zamknijże usta, ty strachu na wróble z Dwu Rzek.

Zrobił to, ale tylko po to, by przełknąć ślinę. Miał wrażenie, że oczy zaraz mu wyskoczą z orbit. Dobywał z siebie słowa, omal się nimi nie dławiąc.

— Pocieszaliśmy się? Min, gdyby członkinie Koła Kobiet z Dwu Rzek usłyszały, że to, co zrobiliśmy, to było pocieszanie się, to stanęłyby w kolejce, żeby obedrzeć nas ze skóry, nawet gdybyśmy mieli po pięćdziesiąt lat!

— Przynajmniej mówisz “my”, zamiast wyłącznie “ja” — odparła stanowczo. Powstawszy z wdziękiem, podeszła do niego, ze złością wygrażając mu palcem. — Myślisz, że ja jestem jakąś lalką, chłopcze z farmy? Myślisz, że jestem nazbyt powolna na umyśle, by ci nie dać do zrozumienia, że mi się nie podoba, jak mnie dotykasz? Myślisz, że nie powiedziałabym ci tego bez ogródek? — Wolną dłonią wyciągnęła z zanadrza kaftana nóż, zrobiła nim wymach i schowała go z powrotem, na moment nie przerywając tyrady. — Pamiętam, jak zdzierałam ci koszulę z grzbietu, ponieważ ty sam ściągałeś ją przez głowę zbyt wolno jak na mój gust. Oto jak bardzo nie chciałam, żebyś objął mnie ramionami! Zrobiłam z tobą coś, czego nigdy przedtem nie robiłam z żadnym innym mężczyzną... tylko nie myśl sobie, że nigdy nie czułam takiej pokusy! ... a ty twierdzisz, że to wszystko to twoja wina! Jakby mnie tam w ogóle nie było!

Zderzył się z krzesłem i wtedy dopiero dotarło do niego, że się przed nią cofał. A ona popatrzyła na niego ze zmarszczonym czołem i mruknęła:

— Chyba mi się nie podoba, że teraz patrzysz na mnie z góry. — I nagle z całej siły kopnęła go w goleń, wsparła obie dłonie na jego piersi i pchnęła go. Upadł na krzesło z takim impetem, że omal się nie przewróciło. Pierścionki zakołysały się, kiedy potrząsnęła głową i poprawiła swój brokatowy kaftan.

— Może tak jest, Min, ale...

— Tak właśnie jest, pasterzu — przerwała mu stanowczo. — I jeśli nadal będziesz twierdził, że jest inaczej, to lepiej skrzyknij tu Panny i przenieś tyle Mocy, na ile cię stać, bo inaczej tak cię zaraz obiję, że zaczniesz skomleć o zmiłowanie. Powinieneś się ogolić. I wziąć kąpiel.

Rand zrobił głęboki wdech. Perrin żył w takim spokojnym związku z uśmiechniętą, delikatną żoną. Dlaczego jego zawsze ciągnęło do kobiet, które traktowały jego głowę, jakby to był dziecięcy bąk? Gdyby tylko wiedział bodaj dziesiątą część tego, co Mat wiedział o kobietach, potrafiłby teraz coś odpowiedzieć, ale w jego sytuacji mógł tylko dalej plątać się w niezręcznościach.

— W każdym razie — powiedział ostrożnie — jest jedna rzecz, którą mogę zrobić.

— A cóż to takiego? — Splotła ciasno ręce pod piersiami i zaczęła złowieszczo przytupywać nogą, ale on wiedział, że to właściwy pomysł.

— Odeślę cię. — Tak jak odesłał Elayne i Aviendhę. — Gdybym bodaj odrobinę panował nad sobą, nie.... — Stopa zaczęła przytupywać jeszcze szybciej. Może lepiej poniechać tego pomysłu. Pocieszali się? Światłości! — Min, każdemu, kto jest blisko mnie, grozi niebezpieczeństwo. Przeklęci nie są jedynymi, którzy wyrządziliby krzywdę komuś, kto przestaje ze mną, po to tylko, by wykorzystać szansę zaszkodzenia pośrednio również mnie. A poza tym chodzi też o mnie. Już nie panuję nad swoimi nastrojami. Min, ja omal nie zabiłem Perrina! Cadsuane miała rację. Popadam w obłęd albo już jestem obłąkany. Muszę cię odesłać, tylko dzięki temu będziesz bezpieczna.

— Kim jest ta Cadsuane? — spytała, tak spokojnie, że aż się wzdrygnął, gdy spostrzegł, że nadal przytupuje stopą. — Alanna wymówiła to imię takim tonem, jakby to była siostra samego Stwórcy. Nie, nie mów, nic mnie to nie obchodzi. — Co wcale nie znaczyło, by przerwała na chwilę bodaj dostatecznie długą, by zdołał cokolwiek powiedzieć. — Perrin też mnie nie obchodzi. Zraniłbyś mnie równie mocno jak jego. Moim zdaniem tamta awantura, którą wywołałeś publicznie, to było jedno wielkie oszustwo, tak właśnie. Nie obchodzą mnie twoje nastroje i nie obchodzi mnie, czy jesteś obłąkany. Nie możesz być bardzo obłąkany, bo inaczej byś się aż tak nie przejmował. Obchodzi mnie natomiast...

Pochyliła się, przez co te bardzo duże, bardzo ciemne oczy znalazły się na tym samym poziomie co jego oczy, tak blisko, i nagle rozbłysło w nich tyle światła, że aż pochwycił saidina, gotów się bronić.

— Odesłać mnie, żebym była bezpieczna? — warknęła. — Jak śmiesz? Jakie ty masz prawo uważać, że możesz mnie gdziekolwiek odsyłać? Potrzebujesz mnie, Randzie al’Thor! Gdybym ci opowiedziała o połowie widzeń, jakie miałam w związku z tobą, to połowa włosów by ci się skręciła, a druga wypadła! Spróbuj tylko! Pannom pozwalasz narażać się na każde ryzyko, kiedy sobie tylko tego zażyczą, a mnie chcesz odesłać jak jakieś dziecko?

— Panien nie kocham. — Zanurzony głęboko w pozbawionej emocji Pustce, usłyszał, jak te słowa wyskakują mu z ust; wstrząs roztrzaskał skorupę Pustki i sprawił, że saidin pierzchł.

— No cóż — powiedziała Min, prostując się. Na jej ustach błąkał się nieznaczny uśmieszek. — No to sprawa załatwiona. — I usiadła mu na kolanach.

Powiedziała, że Perrina nie zraniłby bardziej niż jej, ale musiał zranić ją teraz. Musiał, dla jej własnego dobra.

— Kocham również Elayne — oznajmił brutalnie. — A także Aviendhę. Widzisz, jaki jestem? — Z jakiegoś powodu wcale jej to nie zdumiało.

— Rhuarc kocha więcej kobiet niż tylko jedną — powiedziała. Jej uśmiech zdawał się wyrażać ten sam spokój, jaki widywał na twarzach Aes Sedai. — Podobnie Bael, a ja nigdy nie zauważyłam u żadnego rogów trolloka. Nie, Randzie, ty mnie kochasz i nie możesz temu zaprzeczyć. Powinnam powiesić cię na jakimś haku za to, przez co kazałeś mi przechodzić, ale... Tak, żebyś wiedział, ja też cię kocham. — Jej uśmiech zbladł pod grymasem wewnętrznych zmagań, a w końcu westchnęła. — Życie byłoby czasami o wiele łatwiejsze, gdyby moje ciotki nie wychowały mnie na tak prawdomówną — mruknęła. — A mówiąc szczerze, Rand, muszę ci zdradzić, że Elayne też cię kocha. I tak samo Aviendha. Skoro obie żony Mandelaina mogą go kochać, to przypuszczam, że ciebie mogą jakoś kochać trzy kobiety. Ale ja jestem tutaj i jeśli tylko spróbujesz mnie odesłać, to przywiążę się do twojej nogi. — Zmarszczyła nos. — Pod warunkiem, że zaczniesz znowu się myć. Ale nie odejdę, choćby nie wiem co.