Rand zrozumiał, zupełnie niespodziewanie. Ta’veren. Widywał rezultaty, doświadczał tych nagłych chwil, kiedy zdarzało się coś najmniej prawdopodobnego, tylko z tego powodu, że on był blisko. Jednak nigdy nie wiedział zawczasu, co się będzie działo, dopóki dane zdarzenie nie dobiegło końca. Starając się trzymać nogi jak najswobodniej, wsparł ręce na stole.
— Atha’an Miere będą mi służyć. To jest przesądzone.
— Tak, będziemy ci służyć, ale... — Harine omal nie przewróciła swego krzesła, rozlewając przy tym herbatę. — Co wy ze mną robicie, Aes Sedai? — krzyknęła, trzęsąc się. — Dobijanie Targu w taki sposób nie jest uczciwe!
— Nic nie robimy — odparła spokojnie Merana. Właśnie udało jej się upić łyk herbaty i to nawet bez skrzywienia.
— Patrzysz na Smoka Odrodzonego — dodała Rafela. — Coramoor z waszego proroctwa wzywa was, abyście mu służyli, jak mniemam. — Przyłożyła palec do krągłego policzka. — Powiedziałaś, że wypowiadasz się w imieniu Mistrzyni Statków. Czy to oznacza, że twoje słowo jest wiążące dla Atha’an Miere?
— Tak — wyszeptała ochryple Harine, kuląc się w swoim krześle. — To, co mówię, jest wiążące dla wszystkich statków i wszystkich Atha’an Miere, aż po samą Mistrzynię Statków. — Nikt z Ludu Morza nie mógł tak naprawdę zblednąć, a jednak, gdy patrzyła teraz na Randa, zdawała się tego być bliska.
Rand uśmiechnął się do Min, pragnąc dzielić się z nią tą chwilą. Nareszcie jakiś naród przyjdzie do niego, nie walcząc przez całą drogę ani też nie ulegając rozłamom tak jak Aielowie. Min być może pomyślała sobie, że on chce jej pomocy w doprowadzeniu sprawy do końca, albo może chodziło o to, że był ta’veren. Nachyliła się w stronę Mistrzyni Fal.
— Zostaniesz ukarana za to, co tu dzisiaj zaszło, Harine, ale myślę, że nie tak surowo, jak się obawiasz. W każdym razie, któregoś dnia zostaniesz Mistrzynią Statków.
Harine spojrzała na nią krzywo, po czym zerknęła na swoją Poszukiwaczkę Wiatru.
— Ona nie jest Aes Sedai — powiedziała Shalon i Harine zdawała się równocześnie pełna uczucia ulgi i rozczarowania. Dopóki nie odezwała się Rafela.
— Przed kilku laty słyszałam doniesienia o dziewczynie obdarzonej wybitnymi zdolnościami widzenia różnych rzeczy. Czy to ty nią jesteś, Min?
Min skrzywiła się, patrząc w swą filiżankę, po czym niechętnie skinęła głową. Zawsze twierdziła, że im więcej ludzi wie, co ona potrafi, tym mniej dobrego z tego wynika. Zerknąwszy ponad stołem na Aes Sedai, westchnęła. Rafela tylko skinęła głową, ale Merana wpatrywała się w nią orzechowymi oczyma, nadzwyczaj pożądliwie mimo maski spokoju. Bez wątpienia zamierzała przy pierwszej nadarzającej się okazji zagnać Min do jakiegoś kąta i wyciągnąć z niej, czym jest ów talent i jak się objawia. Rand poczuł ukłucie irytacji; powinna była wiedzieć, że on ją będzie chronił i nie dopuści do żadnego nękania. Poczuł ukłucie irytacji i radość, że może ją ochronić przynajmniej przed czymś takim.
— Możesz zaufać słowom Min, Harine — oświadczyła Rafela. — Słyszałam relacje, z których wynikało, że to, co ona widzi, najwyraźniej zawsze okazuje się prawdą. A nawet jeśli ona sama nie zdaje sobie z tego sprawy, to zobaczyła coś jeszcze innego. — Przekrzywiła głowę na bok i jej krągła twarz rozciągnęła się w uśmiechu. — Skoro masz zostać ukarana za to, co tu zaszło, to w takim razie zgodzisz się na wszystko, czego zechce wasz Coramoor.
— Chyba że na nic się nie zgodzę — wybuchnęła Harine. — Jeżeli nie dobiję żadnego Targu... — Zacisnęła pięści na blacie stołu. Już się przyznała, że musi go dobić. Przyznała, że Lud Morza będzie służyć.
— To, czego od was wymagam, nie wiąże się z żadnymi niedogodnościami — oznajmił Rand. Zastanawiał się nad tym od chwili, gdy postanowił, że tu przybędzie. — Gdy będę potrzebował statków do przewiezienia ludzi albo zapasów, to Lud Morza da te statki. Chcę również wiedzieć, co się dzieje w Tarabonie, Arad Doman i w krainach leżących między nimi. Wasze załogi mogą się dowiedzieć... dowiedzą się... tego, co chcę wiedzieć, przybijają wszak do portów w Tanchico, Bandar Eban i stu wiosek rybackich oraz miast leżących między nimi. Wasze statki potrafią wypływać dalej w morze niż statki innych nacji. Lud Morza będzie pełnił wartę tak daleko na zachód Oceanu Aryth, jak da radę dopłynąć. Jest taki lud, Seanchanie, którzy żyją za Oceanem Aryth i któregoś dnia pojawią się, żeby spróbować nas podbić. Lud Morza da mi znać, że nadciągają.
— Masz wysokie wymagania — mruknęła Harine z goryczą. — Wiemy o istnieniu Seanchan, pochodzą, jak się zdaje, z Wysp Śmierci, z których nie wraca żaden statek. Niektóre z naszych statków zetknęły się z nimi; posługują się Jedyną Mocą w charakterze broni. Wymagasz więcej, niż ci się wydaje, Coramoorze. — Tym razem nie zawahała się, kiedy wymawiała ten tytuł. — Na Ocean Aryth zstąpiło jakieś mroczne zło. Od wielu miesięcy nie wrócił stamtąd żaden z naszych statków. Statki, które żeglują na zachód, znikają.
Rand poczuł zimny dreszcz. Obrócił w dłoniach Berło Smoka, wykonane z kawałka seanchańskiej włóczni. Czyżby już wrócili? Raz już zostali przegnani, w Falme. Nosił ten kikut włóczni, by mu przypominał, że na świecie są jeszcze inni wrogowie niż tylko ci, których dotąd spotkał, ale był przekonany, że Seanchanie będą potrzebowali wielu lat, by się otrząsnąć po swej porażce, kiedy to zostali zagnani na morze przez Smoka Odrodzonego i martwych bohaterów wezwanych z grobów przez Róg Valere. Czy Róg nadal się znajduje w Białej Wieży? Wiedział, że tam go właśnie zawieziono.
Nagle poczuł, że dłużej już nie wytrzyma ciasnoty tej kajuty. Zaczął obmacywać zasuwkę przy poręczy. Nie chciała się otworzyć. Schwyciwszy gładkie drewno, wyłamał poręcz jednym konwulsyjnym wysiłkiem mięśni.
— Zgodziliśmy się, że Lud Morza będzie mi służyć — powiedział, podrywając się z miejsca. Niskie sklepienie sprawiło, że zgarbił się groźnie nad stołem. Ta kajuta naprawdę zdawała się mniejsza. — Jeżeli coś jeszcze trzeba załatwić w związku z tym waszym Targiem, Merana i Rafela to z wami omówią. — Bez czekania na odpowiedź, obrócił się w stronę drzwi, w których stał Dashiva zdający się mruczeć coś do siebie.
Merana dopadła go tam, złapała za rękaw, po czym przemówiła, szybko i cicho.
— Lordzie Smoku, będzie najlepiej, jeśli zostaniesz. Widzisz sam, czego dokonałeś jako ta’veren. Wierzę, że dzięki twej obecności tutaj, ona będzie nadal ujawniała to, co chce ukryć i wyrazi zgodę, zanim my cokolwiek zaproponujemy.
— Jesteś Szarą Ajah — powiedział jej oschle. — Negocjuj! Dashiva, chodź ze mną.
Na pokładzie zrobił kilka głębokich wdechów. Bezchmurne niebo nad jego głową było otwarte. Otwarte.
Dopiero po chwili zauważył Berę i pozostałe dwie siostry, obserwujące go z wyczekiwaniem. Flinn i Narishma robili to, co mieli robić: jednym okiem pilnowali statku, drugim brzegi rzeki, miasto z jednej strony i częściowo odbudowane spichlerze z drugiej. Statek na środku rzeki był zupełnie nie zabezpieczony na wypadek ewentualnego ataku któregoś z Przeklętych. Skoro już o tym mowa, każde miejsce byłoby wtedy równie niebezpieczne. Rand nie potrafił pojąć, dlaczego któryś z nich przynajmniej nie spróbował zwalić mu na głowę Pałacu Słońca.