Выбрать главу

Wśród Far Dareis Mai strzegących drzwi do pokoi Randa zobaczyła Nanderę. Kiedy jej wzrok spoczął na ciele Randa, maska opanowania, na zawsze zdawałoby się przyklejona do tej kamiennej twarzy, rozpadła się w kawałki.

— Co mu się stało? — załkała z oczyma zogromniałymi z przerażenia. — Co się stało? — Kilka innych Panien zaczęło lamentować, niskimi głosami podobnymi do pieśni pogrzebowej, od której włosy jeżyły się na głowie.

— Cicho bądźcie! — ryknęła Cadsuane, klaszcząc w dłonie tak głośno, że przypominało to trzaski błyskawic. — Ej ty, dziewczyno. On potrzebuje łoża. Nuże! — I Nandera natychmiast przystąpiła do działania. Rand został w mgnieniu oka rozebrany i położony do łóżka, w obecności bezustannie krążących przy nim Samitsu i Niande. Cairhienian przepędzono, a Nandera w drzwiach powtarzała instrukcje Cadsuane, że nikt mu nie może przeszkadzać, przy czym wszystko działo się tak prędko, że aż Min dostała zawrotów głowy. Miała nadzieję, że któregoś dnia będzie świadkiem konfrontacji między Cadsuane a Sorileą; musiało przecież do niej dojść, i z pewnością będzie stanowiła zdarzenie godne zapamiętania.

Jednakże, nawet jeśli Cadsuane sądziła, że jej polecenia naprawdę sprawią, iż wszyscy się wyniosą, to rzeczywistość zadała kłam jej przypuszczeniom. Zanim zdążyła zrobić coś więcej niż tylko przenieść krzesło strumieniami Mocy, by móc usiąść przy łożu Randa, do pokoju wkroczyły Kiruna i Bera, dwa wcielenia dumy: władczyni królestwa i władczyni domostwa na farmie.

— O czym to ja się dowiaduję...?-natarła z furią Kiruna i w tym momencie spostrzegła Cadsuane. Podobnie Bera. Ku zdumieniu Min stanęły jak wryte, z szeroko otwartymi ustami.

— On jest w dobrych rękach — powiedziała Cadsuane. — Chyba że któraś z was nagle znalazła w sobie więcej Talentu do Uzdrawiania, niż sobie przypominam?

— Tak, Cadsuane — odparły potulnymi głosami. — Nie, Cadsuane. — Na co Min zamknęła usta.

Samitsu usiadła pod ścianą na krześle inkrustowanym kością słoniową, rozpościerając spódnice i splatając ręce, obserwowała pierś Randa, która unosiła się i opadała pod narzutą. Niande podeszła do biblioteczki Randa i wybrała jakąś książkę, potem usadowiła się w pobliżu okien. Zajęła się czytaniem! Kiruna i Bera zaczęły już siadać, po czym spojrzały na Cadsuane i zaczekały na jej zniecierpliwione skinienie głowy, zanim nareszcie zajęły miejsca.

— Dlaczego czegoś nie zrobicie? — krzyknęła Min.

— O to samo ja mogłabym spytać — powiedziała Amys, wchodząc do pokoju. Siwowłosa, a mimo to pełna młodzieńczego wigoru Mądra przyglądała się przez chwilę Randowi, po czym poprawiła ciemnobrązowy szal i zwróciła się do Kiruny i Bery. — Możecie odejść — oznajmiła. — Aha, Kiruna, Sorilea życzy sobie znowu się z tobą spotkać.

Ciemna twarz Kiruny pobladła, ale obie wstały i dygnęły, bąkając: “Tak, Amys”, nawet bardziej potulniej, niż zwracały się do Cadsuane. Zanim wyszły, rzuciły jeszcze zażenowane spojrzenia w stronę Zielonej siostry.

— Interesujące — stwierdziła Cadsuane po ich wyjściu. Ciemne oczy napotkały niebieskie oczy Amys i zdawało się, że to, co zobaczyła, spodobało się jej. W każdym razie się uśmiechnęła. — Chyba chętnie bym się spotkała z tą Sorileą. Czy to silna kobieta? — Słowo “silna” zostało jakby leciutko zaakcentowane.

— Najsilniejsza, jaką kiedykolwiek poznałam — odparła z prostotą Amys. Spokojnie. Człowiek nigdy by nie pomyślał, że oto leży przed nią nieprzytomny Rand. — Nie znam się na waszym Uzdrawianiu, Aes Sedai. Ufam, że zrobiłyście wszystko, co można? — Mówiła beznamiętnym tonem; Min miała wątpliwości odnośnie tego zaufania.

— Zrobiono wszystko, co można — westchnęła Cadsuane. — Teraz pozostaje już tylko czekać.

— Dopóki nie umrze? — odezwał się surowy męski głos, aż Min podskoczyła w miejscu.

Do pokoju wszedł Dashiva, jego pospolitą twarz wykrzywiał grymas niezadowolenia.

— Flinn! — warknął.

Książka Niande upadła na posadzkę, czyniąc hałas, jakby sama wysunęła się z jej pozornie nieruchomych dłoni; Aes Sedai wpatrywała się w trzech mężczyzn w czarnych kaftanach tak, jakby spotkała właśnie samego Czarnego. Samitsu z pobladłą twarzą mruknęła coś, co zabrzmiało jak fragment modlitwy.

Na rozkaz Dashivy szpakowaty Asha’man pokuśtykał do łoża i, stanąwszy po przeciwnej stronie niż Cadsuane, zaczął wodzić dłońmi nad bezwładnym ciałem Randa, w odległości może stopy ponad narzutą. Młody Narishma stał przy drzwiach, krzywiąc się i głaszcząc rękojeść miecza, wielkie ciemne oczy starały się obserwować wszystkie trzy Aes Sedai równocześnie. Aes Sedai i Amys. Nie wyglądał jak człowiek przestraszony, tylko jak mężczyzna, który przekonany jest, że niezależnie od wszystkiego te kobiety okażą się jego wrogami. W przeciwieństwie do Aes Sedai, Amys zlekceważyła obecność Asha’manów, z wyjątkiem Flinna. Śledziła go wzrokiem, z tą spokojną twarzą całkiem pozbawioną wyrazu. Niemniej jednak kciukiem muskała rękojeść noża zatkniętego za pas w wielce wymowny sposób.

— Co ty wyprawiasz? — spytała podniesionym głosem Samitsu, podrywając się ze swego krzesła. Troska o nieprzytomnego pacjenta przezwyciężyła w niej wszelki niepokój wywołany obecnością Asha’manów. — Ty, Flinn, czy jak tam się nazywasz. — Ruszyła w stronę łoża, ale Narishma jednym płynnym ruchem zagrodził jej drogę. Krzywiąc się, usiłowała obejść przeszkodę, a wtedy położył dłoń na jej ramieniu.

— Jeszcze jeden chłopiec, któremu brak manier — wymruczała Cadsuane. Z wszystkich trzech sióstr ona jedna w żaden sposób nie zareagowała na widok Asha’manów. Przyglądała im się natomiast, wsparłszy brodę na splecionych palcach dłoni.

Narishma zaczerwienił się, gdy usłyszał jej komentarz i opuścił rękę, ale kiedy Samitsu znowu próbowała go obejść, jeszcze raz zatarasował jej drogę.

Poprzestała na rzucaniu groźnych spojrzeń zza jego ramienia.

— Ej ty, Flinn, co ty tam robisz? Nie pozwolę, żebyś go zabił swoją ignorancją! Słyszysz mnie? — Min praktycznie przebierała nogami w miejscu. Nie sądziła, by Asha’man mógł zabić Randa, na pewno nie celowo, ale... On im ufał, jednak... Światłości, nawet Amys zdawała się niepewna, bo popatrywała to na Randa, to na Flinna, mocno marszcząc brwi.

Flinn odgarnął kołdrę z piersi Randa, obnażając ranę. Nie wyglądała ani lepiej, ani gorzej, niż ją zapamiętała: otwarta, wściekła, bezkrwawa rana przecinająca na wskroś owalną bliznę. Rand wciąż zdawał się pogrążony we śnie.

— Na pewno rany mu się od tego nie pogorszyły — stwierdziła Min. Nikt nie zwrócił na nią uwagi.

Z gardła Dashivy wyrwał się jakiś odgłos, Flinn popatrzył na niego.

— Widzisz coś, Asha’manie?

— Brak mi Talentu do Uzdrawiania — odparł Dashiva, krzywiąc się kwaśno. — To ty skorzystałeś z mojej rady i nauczyłeś się.

— Co, jakiej rady? — pochwyciła Samitsu. — Nalegam, abyście...

— Cicho bądź, Samitsu — skarciła ją Cadsuane. Zdawała się jedyną spokojną osobą w tym pokoju, jeśli nie liczyć Amys. Sądząc jednak po tym, że Mądra wciąż nie przestawała gładzić rękojeści noża, Min nie była wcale taka pewna jej opanowania. — Moim zdaniem robienie krzywdy temu chłopcu to ostatnia rzecz, jakiej można by sobie życzyć.

— Ależ, Cadsuane — zaczęła nerwowym tonem Niande — ten człowiek jest...

— Powiedziałam, bądź cicho — przerwała jej stanowczo siwowłosa Aes Sedai.

— Zapewniam was — odezwał się Dashiva, którego głos jakimś sposobem zabrzmiał jednocześnie przymilnie i stanowczo — Flinn wie, co robi. On już potrafi takie rzeczy, o jakich wy, Aes Sedai, nigdy nawet nie marzyłyście. — Samitsu parsknęła głośno. Cadsuane tylko przytaknęła i usiadła z powrotem na krześle.