Выбрать главу

Po ulicach przechadzali się w dość zaczepny sposób niedbale ubrani mężczyźni, często w podartych kamizelach, a za to bez koszul, w uszach nosili wielkie mosiężne koła, a na palcach mosiężne pierścienie z kolorowymi szkiełkami, zza pasów wystawały im noże, niekiedy nawet aż dwa. Z rękoma błądzącymi przy rękojeściach, patrzyli takim wzrokiem, jakby rzucali wyzwanie każdemu, kto tylko spojrzy na nich nie tak, jak trzeba. Inni przekradali się od jednego rogu ulicy do następnego, od jednych drzwi do następnych, z oczyma ukrytymi w cieniu kapturów, podobni do tych psów o zapadniętych żebrach, które niekiedy warczały na nich z ciemnych, niewiarygodnie wąskich alejek. Ci ludzie szli skuleni, ukrywając swoje noże i trudno było przewidzieć, który będzie uciekał, a który dźgnie ostrzem. W porównaniu z kobietami ci mężczyźni zdawali się skromni, te paradowały bowiem w znoszonych sukniach, a mosiężnej biżuterii miały dwakroć więcej. Oczywiście, też uzbrojone były w noże, a ich śmiałe oczy z każdym spojrzeniem rzucały zuchwałe wyzwanie. Rahad, mówiąc krótko, stanowiło miejsce, w którym każdy, kto odział się w jedwabie, nie mógł liczyć, że ujdzie dziesięć kroków i nie dostanie w głowę. I tak miałby dużo szczęścia, gdyby ocknął się rozebrany do naga, ciśnięty na stertę śmieci w jakiejś bocznej alejce, gdyż mógłby już nigdy się nie obudzić. Ale...

Z co drugich drzwi wypadały dzieci z wyszczerbionymi kubkami napełnionymi wodą, to ich matki je wysyłały, na wypadek gdyby Mądre Kobiety życzyły sobie ugasić pragnienie. Mężczyźni o pokiereszowanych twarzach, z mordem ukrytym w oczach, gapili się z rozdziawionymi ustami na siedem Mądrych Kobiet skupionych w jednym miejscu, po czym składali im niezdarne ukłony i pytali uprzejmie, czy mogą w czymś być pomocni, może coś im ponieść? Kobiety, niekiedy naznaczone taką samą liczbą blizn, z oczyma, na widok których Tylin byłaby się wzdrygnęła, dygały nieumiejętnie i pytały bez tchu, czy może wskazać drogę, czy może ktoś stał się takim utrapieniem, że aż trzeba było sprowadzić tyle Mądrych Kobiet? Jeżeli tak, dawały jasno do zrozumienia, Tamarla i pozostałe nie muszą same się fatygować, wystarczy tylko, że wskażą nazwisko.

Och, spoglądały na żołnierzy równie pałającymi oczyma jak zawsze, aczkolwiek wystarczyło, że któraś zerknęła tylko na Lana, by natychmiast umknąć wzrokiem. I o dziwo, tak samo reagowały na Vanina. Kilku mężczyzn warknęło na Beslana i Naleseana, gdy ci zbyt długo zaglądali za głęboki dekolt którejś z nich. Niektórzy poburkiwali też na Mata, czego on za nic nie pojmował; jemu w odróżnieniu od tamtych dwóch nigdy nie groziło, że gałki oczne wpadną mu za dekolt kobiecej sukni. Potrafił przyglądać się dyskretnie. Nynaeve i Elayne były nie zauważane, mimo całego ich wyrafinowania, i podobnie Reanne w jej sukni z czerwonej wełny: one trzy nie nosiły czerwonych pasów. Niemniej jednak czerwone pasy Mądrych Kobiet rzeczywiście chroniły wszystkich. Mat pojął, że Beslan miał rację. Mógłby wysypać zawartość sakiewki na ziemię i nikt nie podniósłby nawet miedziaka, dopóki Mądre Kobiety pozostawały w pobliżu. Mógł uszczypnąć w siedzenie każdą kobietę, na oczach wszystkich, i nawet gdyby taka dostała apopleksji, on odszedłby bez szwanku.

— Co za przyjemna przechadzka — rzucił kąśliwie Nalesean — wśród jakże interesujących widoków i zapachów. Czy już ci mówiłem, że ubiegłej nocy nie dane mi było spać, Mat?

— Czy ty chcesz umrzeć w łóżku? — odburknął Mat. Równie dobrze wszyscy mogli zostać w łóżkach; w tym cholernym miejscu na nic nie mogli się przydać, to było pewne. Tairenianin prychnął gniewnie. Beslan roześmiał się, ale prawdopodobnie pomyślał sobie, że Mat mówił o czymś innym.

Maszerowali przez Rahad, dopóki Reanne nie przystanęła nagle przed budynkiem, który niczym nie różnił się od pozostałych, tynk obłaził zeń płatami, a cegły były zmurszałe. Był to ten sam dom, do którego Mat ubiegłego dnia śledził kobietę. W oknach nie wisiało żadne pranie, tu mieszkały tylko szczury.

— To tutaj — powiedziała.

Wzrok Elayne powoli powędrował do płaskiego dachu.

— Sześć — mruknęła tonem niezmiernej satysfakcji.

— Sześć — westchnęła Nynaeve i Elayne poklepała ją po ramieniu, jakby jej współczuła.

— Nie byłam do końca pewna — powiedziała. Na co Nynaeve się uśmiechnęła i też poklepała ją po ramieniu. Mat nie rozumiał ani słowa. A więc budynek miał sześć pięter. Kobiety zachowywały się czasami bardzo dziwnie; w zasadzie na co dzień.

Wewnątrz długi korytarz wyścielony kurzem niczym dywanem niknął gdzieś w ciemnościach. Drzwi wiodących do izb ostało się niewiele, wszystkie wykonane z nie heblowanych desek. Z jednego z otworów, mniej więcej w jednej trzeciej korytarza, wchodziło się na wąskie strome kamienne schody. Tędy właśnie szedł ubiegłego dnia, kierując się śladami stóp odciśniętych w kurzu, przy czym stwierdził, że kilka innych otworów to wejścia do bocznych korytarzy. Wtedy nie marnował czasu, by się tu rozejrzeć, ale teraz uznał, że budynek był zbyt wielki, by przecinał go tylko ten jeden korytarz. Za duży, by wiodło doń tylko jedno wejście.

— Doprawdy, Mat — powiedziała Nynaeve, kiedy kazał Harnanowi i połowie Czerwonorękich, by sprawdzili, czy jest tu jakieś tylne wejście i postawili przy nim wartę. Lan trzymał się tak blisko jej boku, jakby był przyklejony. — Czyżbyś się jeszcze nie połapał, że nie ma takiej potrzeby?

Ten łagodny ton wskazywał, że Elayne najprawdopodobniej już jej zdradziła prawdę o Tylin, co tylko jeszcze bardziej pogorszyło jego samopoczucie. Nie chciał, by ktokolwiek się dowiedział. Cholernie nieprzydatni! A kości mimo to nadal grzechotały we wnętrzu czaszki.

— Może Moghedien lubi tylne wejścia — rzucił sucho. W ciemnym końcu korytarza coś pisnęło i jeden z ludzi towarzyszących Harnanowi głośno sklął szczury..

— Powiedziałeś mu — syknęła ze złością Nynaeve w stronę Lana, chwytając warkocz.

Elayne mruknęła z rozdrażnieniem.

— To nie pora na kłótnie, Nynaeve. Czara jest na górze! Czara Wiatrów! — Nagle tuż przed nią rozbłysła w powietrzu niewielka świetlna kula i Elayne, nie czekając, by sprawdzić, czy Nynaeve idzie z nią, podkasała spódnice i wbiegła na schody. Vanin rzucił się jej śladem z zaskakującą jak na jego tuszę szybkością, a za nim pobiegła z kolei Reanne i większość Mądrych Kobiet. Sumeko, o krągłej twarzy oraz Ieine, wysoka, ciemna i piękna mimo zmarszczek w kącikach oczu, zawahały się, po czym zostały z Nynaeve.

Mat też by poszedł, gdyby Lan z Nynaeve nie zagradzali mu drogi.

— Może mnie przepuścisz, Nynaeve? — zapytał. Zasłużył sobie przynajmniej na to, żeby towarzyszyć Elayne, kiedy ta osławiona, przeklęta Czara zostanie odkryta. — Nynaeve? — Była tak pochłonięta Lanem, że najwyraźniej zapomniała o wszystkim innym. Mat wymienił spojrzenia z Beslanem, który uśmiechnął się szeroko i przykucnął obok Corevina i pozostałych Czerwonorękich. Nalesean oparł się o ścianę i ostentacyjnie ziewnął. Co okazało się katastrofalne w skutkach dla niego ze względu na wszechobecny kurz: ziewnięcie przeobraziło się w atak kaszlu, od którego poczerwieniał na twarzy i zgiął się wpół.

Nawet to nie zwróciło uwagi Nynaeve. Powoli i z wyraźnym ociąganiem oderwała dłoń od warkocza.