Za jej krzesłem stało blisko dwadzieścia kobiet z Ludu Morza, przyozdobionych przeważnie w orgie kolorowych jedwabi, kolczyków i wisiorków na łańcuszkach. Przede wszystkim rzuciła mu się w oczy ich osobliwa postawa wobec Aes Sedai. Okazywały im szacunek, który przynajmniej pozornie zdawał się całkowicie bez zarzutu, jednakże nigdy dotąd nie widział, by ktoś potrafił patrzeć na Aes Sedai wzrokiem do tego stopnia pełnym samozadowolenia. Dalsze osobliwości ich zachowania był w stanie wyłapać tylko dzięki tamtym starożytnym wspomnieniom, nie dowiedział się wprawdzie z nich zbyt wiele na temat Atha’an Miere, ale i to wystarczyło. Każdy z Ludu Morza, czy to kobieta czy mężczyzna, zaczynał jako najniższy rangą majtek, nieważne, czy pisane mu było zostać kiedyś Mistrzem Ostrzy czy też samą Mistrzynią Statków, z każdym pośrednim szczeblem kariery zaś związane było tak wielkie poczucie godności, że doprawdy długo by szukać podobnie intensywnych emocji u byle króla czy Aes Sedai. Kobiety zgromadzone za plecami Renaile pod każdym względem stanowiły dosyć dziwną mieszaninę rang i szarż — Poszukiwaczki Wiatru służące pod Mistrzyniami Fal stały ramię w ramię z Poszukiwaczkami Wiatru z sojrerów — potrafił to wywnioskować z rodzaju ozdób, jakie nosiły — dwie spośród nich wszakże były ubrane w jaskrawe bluzy z przaśnej wełny i ciemne, usmarowane olejem spodnie majtków, nadto miały tylko po jednym kółku w lewym uchu. Drugi i trzeci kolczyk w prawym uchu wskazywał, że szkolono je na Poszukiwaczki Wiatrów, jednak musiały jeszcze dosłużyć się dwóch kolejnych, nie mówiąc już o kółku w nosie, zanim mistrz pokładu wezwałby taką, by wciągnęła żagiel na maszt i dał jej przy tym klapsa w siedzenie za to, że nie porusza się dostatecznie prędko. Zgodnie z wszelkimi jego wspomnieniami te dwie nie pasowały do składu zgromadzenia — w normalnych okolicznościach Poszukiwaczka Wiatrów pod Mistrzynią Statków nawet nie odezwałaby się do żadnej.
— To się zgadza z tym, co powiedziałam, Renaile — odrzekła Merilille tonem zarazem oschłym, jak i protekcjonalnym. Z pewnością nie umknęły jej te zadowolone spojrzenia. Pobrzmiewające w jej głosie nuty nie zniknęły, kiedy zwróciła się do Mata: — Proszę się nie denerwować, panie Cauthon. Z chęcią wysłuchamy głosu rozsądku. O ile takowym dysponujesz.
Mat wszelkimi siłami próbował zachować spokój; miał nadzieję, że znajdzie ich dosyć. Chyba że naprawdę doprowadzą go do ostateczności.
- Gholam zostały stworzone podczas Wojny o Moc, w Wieku Legend — zaczął wyjaśniać mniej więcej od początku opowieści, którą przekazała mu Birgitte. Odwrócił się, tak by stać twarzą do wszystkich kobiet, niezależnie od ich przynależności. A żeby sczezł, jeśli dopuści, by któraś z nich doszła do wniosku, że uważa jej zgrupowanie za ważniejsze od innych. Albo żeby uznały, iż przyjmuje postawę proszącą. Zwłaszcza że rzeczywiście tak było. — Skonstruowano je do zabijania Aes Sedai. Wyłącznie w tym celu. Żeby zabijały ludzi, którzy potrafili przenosić. Jedyna Moc wam nie pomoże, Jedyna Moc nie ima się gholam. Co więcej, potrafią wyczuć zdolność przenoszenia, jeżeli znajdują się w odległości, powiedzmy, pięćdziesięciu kroków od was. Potrafią też zwietrzyć wypełniającą was Moc. Nie rozpoznasz gholam, dopóki nie będzie za późno, ponieważ niczym się nie różnią od zwykłych ludzi. Zewnętrznie. Wewnętrznie zaś... Gholam nie mają kości, potrafią się przecisnąć przez szparę pod drzwiami. I są tak silne, że jedną ręką mogą wyrwać drzwi z zawiasów. — Albo rozerwać komuś gardło. Światłości, że też nie pozwolił Naleseanowi zostać w łóżku.
Próbując powstrzymać przeszywający go dreszcz, mówił dalej. Wszystkie kobiety patrzyły nań szeroko rozwartymi oczami. Nie dopuści, by zauważyły, że drży.
— Stworzono zaledwie sześć gholam, trzy kobiety i trzech mężczyzn: w każdym razie istoty przypominające z wyglądu kobiety i mężczyzn. Najwyraźniej nawet Przeklęci czuli się nieswojo w ich obecności. A może po prostu doszli do wniosku, że sześć wystarczy. Tak czy siak, wiemy, że jeden przebywa w Ebou Dar, prawdopodobnie od Pęknięcia przechowywano go w jakiejś kapsule statycznej, utrzymując przy życiu. Nie wiemy, czy pozostałe również w niej przechowywano, ale jeden to i tak aż nadto. Ten, kto go nasłał... z pewnością któryś Przeklęty... wiedział, że uda się po naszych śladach na drugą stronę rzeki. Bez wątpienia kazano mu zdobyć Czarę Wiatrów, a także, sądząc z tego, co powiedział, zabić Nynaeve albo Elayne, względnie obie. — Obrzucił je przelotnym spojrzeniem, w którym była uspokajająca pewność i współczucie, nikt przecież nie mógł czuć się swobodnie, wiedząc, że ściga go takie monstrum. W zamian doczekał się pytającego grymasu od Elayne, która lekko zmarszczyła czoło; Nynaeve zaś niecierpliwie machnęła ręką, dając mu do zrozumienia, że ma już kończyć swoje wywody.
— Kontynuując — powiedział dobitnie, gromiąc je wzrokiem. Bardzo trudno było nie wzdychać głośno, kiedy miało się do czynienia z kobietami. — Ten, kto przysłał gholam, wie na pewno, że Czara jest teraz tutaj, w Pałacu Tarasin. Jeżeli on albo ona przyślą tu gholam, niektóre z was na pewno zginą. Być może nawet wiele. Nie mogę chronić wszystkich równocześnie. Przy okazji zapewne stracicie również Czarę. I dochodzi jeszcze sprawa Falion Bhody. Niewielkie są szanse, że była sama, i nawet jeśli Ispan została schwytana, to musimy mieć na uwadze również inne Czarne Ajah. Mówię to na wypadek, gdyby Przeklętych i gholam nie było wam dość. — Na wzmiankę o Czarnych Ajah zarówno Reanne, jak i Mądre Kobiety wyprostowały się z jeszcze większym oburzeniem niż Merilille i jej przyjaciółki, choć same Aes Sedai, sztywno zbierające spódnice, wyglądały na gotowe natychmiast wyjść z sali. Musiał odwoływać się do takich emocji, nic więcej przecież nie mógł zrobić. — Do rzeczy. Czy rozumiecie teraz, dlaczego wszystkie musicie wyjechać z pałacu i zabrać Czarę do jakiegoś miejsca, o którym gholam nie wie? Do miejsca, o którym nie wiedzą Czarne Ajah? Czy pojmujecie, jak ważne jest, by zabrać się do tego natychmiast?
Prychnięcie Renaile mogłoby wystraszyć gęsi w sąsiednim pokoju.
— Powtarzasz się wciąż, panie Cauthon. Merilille Sedai powiada, że w życiu nie słyszała o żadnych gholam. Elayne Sedai twierdzi, że był tam jakiś dziwny człowiek, jakaś istota, ale niewiele więcej pamięta. I cóż to takiego ta... kapsuła statyczna? Nie raczyłeś nam wyjaśnić. Poza tym, skąd ty to wszystko niby wiesz? Dlaczego mamy oddalać się od wody, polegając na słowie mężczyzny, który opowiada nam jakieś wydumane bajki?
Mat spojrzał na Nynaeve i Elayne, z niewielką jednakże nadzieją. Gdyby tylko zechciały otworzyć usta, cała sprawa skończyłaby się już dawno, one jednak tylko beznamiętnie odwzajemniły jego spojrzenie; ich twarze skrzepły w pozbawione wyrazu maski Aes Sedai. Nie pojmował, dlaczego milczą. Podały jedynie suche fakty odnośnie do zdarzeń w Rahad, a Mat gotów był się założyć, że nie wspomniałyby o Czarnych Ajah, gdyby istniał jakiś inny sposób wyjaśnienia tego, że zjawiły się w pałacu ze związaną i odciętą od Źródła Aes Sedai. Ispan przetrzymywano w innej części pałacu, o jej obecności wiedzieli tylko nieliczni. Nynaeve wlała jej siłą do gardła jakiś odwar, mieszankę paskudnie śmierdzących ziół, które sprawiły, że kobieta najpierw dziko wybałuszyła oczy w trakcie ich przełykania, a wkrótce potem bezmyślnie chichotała, co krok się potykając. Sąsiedni pokój zajmowały pozostałe członkinie Kółka Dziewiarskiego — miały jej strzec. Strażniczkami zostały z przymusu, ale za to bardzo przykładały się do przydzielonego im zadania — Nynaeve dała im jasno do zrozumienia, że jeśli pozwolą Ispan uciec, to lepiej niech od razu same też zmykają, nim wpadną w jej ręce.