Выбрать главу

— Fedwin, o ten tutaj, jest Asha’manem — powiedział. — Będzie przywoził mi wieści do Cairhien, jeżeli zajdzie taka potrzeba. — Swą wypowiedź uzupełnił wściekłym spojrzeniem rzuconym w stronę Melaine, która odwzajemniła się całkowicie obojętną miną. Deira patrzyła na Fedwina w taki sposób, jakby był martwym szczurem, którego jakiś nadgorliwy pies porzucił na jej dywanie. Davram i Bael byli bardziej dociekliwi; na widok ich min Fedwin usiłował się wyprostować. — Nie dopuśćcie, by ktoś się dowiedział, kim on jest — ciągnął Rand. — Dlatego właśnie nie nosi czerni. Tego wieczoru zabieram jeszcze dwóch do lorda Semaradrida i Wysokiego Lorda Weiramona. Przydadzą im się, kiedy dojdzie do potyczki z Sammaelem na Wzgórzach Doirlon. Ja natomiast będę musiał głowić się jeszcze jakiś czas, co zrobić z Cairhien. — I całkiem możliwe, że również z Andorem.

— Czy to oznacza, że nareszcie wyprawisz włócznie w drogę? — spytał Bael. — Wydasz rozkazy dziś wieczór?

Rand przytaknął, Bashere zaniósł się tubalnym śmiechem.

— O tak, ta okazja wymaga dobrego wina. Czy raczej wymagałaby, gdyby nie ten upał, który sprawia, że człowiekowi krew robi się gęsta jak owsianka. — Uśmiech zamienił się w grymas. — A żebym sczezł, jak ja żałuję, że nie mogę tam być. A jednak przypuszczam, że utrzymanie Caemlyn dla Smoka Odrodzonego to nie bagatela.

— Czy zawsze musisz być tam, gdzie błyskają obnażone ostrza, mój mężu? — W głosie Deiry słychać było sporo czułości.

— A co z jedną piątą? — spytał Bael. — Czy zgodzisz się na jedną piątą w Illian, kiedy Sammael upadnie? — Zgodnie z obyczajem Aielowie mogli zabrać jedną piątą wszystkiego, co znajdowało się w miejscu zajętym przy użyciu siły. Rand zabronił tego tu, w Caemlyn; nie oddałby Elayne miasta złupionego choćby tylko w takim stopniu.

— Dostaną jedną piątą — obiecał Rand, ale to nie o Sammaelu albo Illian myślał.

“Sprowadź prędko Elayne, Mat”. — To przebiegło mu przez głowę, nakładając się na rechot Lewsa Therina. — “Sprowadź ją rychło, zanim i Andor, i Cairhien wybuchną”.

8

Figurantka

— Musimy się jutro zatrzymać na cały dzień. — Egwene poprawiła się ostrożnie na swym składanym krzesełku; lubiło niekiedy składać się samoistnie. — Lord Bryne twierdzi, że armii kończy się żywność. W naszym obozie z pewnością brakuje wszystkiego.

Na drewnianym stoliku, tuż przed nią, płonęły dwie krótkie, łojowe świece. Stolik, też składany, by dzięki temu łatwo dawał się pakować, był przynajmniej mocniejszy od krzesła. Oprócz świec wnętrze namiotu, który służył jej za gabinet, oświetlała również lampa oliwna zawieszona na palu blisko szczytu. Mętne, żółte światło migotało, rzucając roztańczone, blade cienie na połatane, płócienne ściany, którym wiele brakowało do przepychu gabinetu Amyrlin w Białej Wieży, ale to jej akurat nie denerwowało. Prawdę powiedziawszy, samą jej osobę dzielił spory dystans od przepychu normalnie kojarzonego z Zasiadającą na ‘Tronie Amyrlin. Wiedziała bardzo dobrze, że stuła z siedmioma paskami okrywająca jej ramiona to jedyny dowód, na podstawie którego ktoś obcy mógłby uwierzyć, że jest Amyrlin. O ile by nie uznał, że to nadzwyczaj głupi dowcip. Dziwne rzeczy działy się w całej historii Białej Wieży — Siuan opowiadała jej niektóre sekretne szczegóły — ale z pewnością nic aż tak dziwnego jak pojawienie się jej osoby.

— Lepiej cztery albo pięć dni — zadumała się Sheriam, przypatrując się stercie papierów leżących na jej kolanach. Lekko pulchna, z wystającymi kośćmi policzkowymi i skośnymi, zielonymi oczyma, w ciemnozielonej sukni do konnej jazdy, jakimś sposobem wyglądała jednocześnie elegancko i rozkazująco, mimo iż przysiadła na jednym z dwóch chwiejnych zydli ustawionych przed stolikiem Egwene. Wystarczyłoby zamienić jej wąską, błękitną stułę Opiekunki Kronik na stułę Amyrlin i każdy uznałby z miejsca, że nosi ją zgodnie z prawem. Czasami rzeczywiście zdawała się uważać, że ta pasiasta stuła spoczywa na jej ramionach. — A może jeszcze dłużej. Przydałoby się uzupełnić zapasy.

Siuan, która siedziała na drugim chybotliwym zydlu, nieznacznie potrząsnęła głową, ale Egwene nie potrzebowała podpowiedzi.

— Jeden dzień.

Mogła mieć tylko osiemnaście lat i mogło jej wiele brakować do prawdziwego przepychu Amyrlin, ale nie była idiotką. Zbyt wiele sióstr skwapliwie korzystało z wszelkich wymówek na zrobienie postoju — w tym zbyt wiele Zasiadających — i gdyby zatrzymywali się na dłuższy czas, ruszenie ich z miejsca mogłoby okazać się niemożliwe. Sheriam otworzyła usta.

— Jeden, córko — stwierdziła stanowczym tonem Egwene. Cokolwiek Sheriam sobie myślała, fakt był taki, że Sheriam Bayanar była Opiekunką Kronik, a Egwene al’Vere Zasiadającą na Tronie Amyrlin. Tylko jak zmusić Sheriam, żeby to nareszcie pojęła? I jeszcze Komnatę Wieży; to było jeszcze trudniejsze. Miała ochotę warczeć, krzyczeć albo wręcz czymś rzucać, ale nie minęło nawet półtora miesiąca, a już nabrała doświadczenia w kontrolowaniu wyrazu twarzy i brzmienia głosu. — Jeżeli zostaniemy na dłużej, ogołocimy doszczętnie całą okolicę. Nie skażę tutejszych mieszkańców na głód. A gdy rozpatrzyć sprawę z praktycznej strony, to jeśli weźmiemy od nich za dużo, nawet płacąc, zrewanżują się nam tysiącem problemów.

— Napaści na stada i złodzieje przy wozach z zapasami — mruknęła Siuan. Nie patrzyła na nikogo, tylko wbiła wzrok w swoje dzielone spódnice, zdając się myśleć na głos. — Będą strzelać do naszych straży pod osłoną nocy albo na przykład podkładać ogień pod wszystko, do czego się dobiorą. Zły interes. Ludzie głodni prędko popadają w desperację. — Identyczne powody lord Bryne podał Egwene, ujęte niemalże w te same słowa.

Kobieta o ognistych włosach obrzuciła Siuan twardym spojrzeniem. Wiele sióstr przeżywało ciężkie chwile w kontaktach z Siuan. Jej twarz była prawdopodobnie najlepiej znana w całym obozie, dostatecznie młoda, by pasować do sukni Przyjętej albo nawet nowicjuszki, skoro już o tym mowa. Taki był efekt uboczny ujarzmienia, aczkolwiek wiele sióstr o tym nie wiedziało; Siuan niemalże nie mogła zrobić kroku, żeby siostry nie gapiły się na nią jak na byłą Zasiadającą na Tronie Amyrlin, pozbawioną stanowiska i odciętą od saidara, a potem Uzdrowioną, dzięki czemu odzyskała przynajmniej część swych umiejętności, podczas gdy wszyscy uważali, że to niemożliwe. Wiele powitało ją ciepło, kiedy na powrót stała się siostrą, zarówno z sympatii do niej samej, jak i z powodu tego cudu, który pozwalał żywić nadzieję wbrew temu, czego każda Aes Sedai bała się bardziej niż śmierci. Tyle samo jednakże albo nawet i więcej sióstr ledwie ją tolerowało, względnie traktowało protekcjonalnie, albo czyniło jedno i drugie, obwiniając ją za ich obecną sytuację.

Sheriam zaliczała się do tych, które uważały, że Siuan powinna pouczyć nową, młodą Amyrlin odnośnie protokołu i tym podobnych rzeczy, czyli zrobić coś, czego zdaniem wszystkich nienawidziła, a poza tym trzymać usta zamknięte tak długo, aż jej nie wezwą. Była teraz kimś gorszym, utraciła prawo do tytułu Amyrlin i brakowało jej dawnej siły we władaniu Mocą. Wedle zapatrywań Aes Sedai w takim traktowaniu nie było żadnego okrucieństwa. Przeszłość to przeszłość; co było, minęło, i należy się z tym pogodzić. Wszystko inne mogło jedynie spowodować jeszcze większy ból. Aes Sedai zasadniczo akceptowały zmianę powoli, ale kiedy już ją zaakceptowały, zazwyczaj postępowały tak, jakby stanowiła regułę istniejącą od zawsze.