Romanda zacytowała to... to przeklęte prawo takim tonem, jakby pouczała jakiegoś półgłówka. Skoro nie było wolno dopuszczać Dziedziczki Tronu Andor na odległość stu mil do Smoka Odrodzonego, to w takim razie o ileż bardziej musiały chronić Zasiadającą na Tronie Amyrlin. W głosie Lelaine niemalże słyszało się żal, najprawdopodobniej dlatego, że musiała poprzeć Romandę. Im dwóm warzyły się języki w tego typu sytuacjach. Bez nich, bez nich obu, uzyskanie zgody mniejszości było równie nieosiągalne jak zgoda większości. Światłości, nawet wypowiedzenie wojny wymagało niby tylko zgody mniejszości! Skoro więc nie mogła uzyskać pozwolenia...
Leane chrząknęła.
— Nie zdziałasz wiele, jeśli udasz się do niego w sekrecie, Matko, a poza tym Komnata się dowie, prędzej czy później. Przekonasz się potem, że będzie ci trudno znaleźć godzinę dla siebie bez czyjegoś towarzystwa. Nie znaczy to, że ośmielą się trzymać cię pod strażą, ale już one mają swoje sposoby. Potrafię zacytować przykłady z... pewnych źródeł. — Nigdy nie wspominała o tajnych dokumentach, jeżeli nie były otoczone zabezpieczeniami przeciwko podsłuchowi.
— Czy ja jestem aż taka łatwa do przejrzenia? — spytała po chwili Egwene. Wokół nich były tylko wozy, a pod wozami ciemne kopczyki śpiących tam woźniców, pomocników i wszystkich innych ludzi potrzebnych do tego, by tak wielki tabor mógł jechać dalej. Niezwykłe, że ponad trzysta Aes Sedai potrzebowało tak wielu udogodnień, podczas gdy zaledwie kilka godziło się przejechać bodaj milę na wozie albo furze. Ale pozostawały jeszcze namioty, meble, jedzenie i tysiące rzeczy potrzebnych do życia siostrom i ich służbie. Najgłośniejszymi dźwiękami było chrapanie i kumkanie żab.
— Nie, Matko — zaśmiała się cicho Leane. — Ale właśnie się zastanawiałam, co ja bym zrobiła. Powszechnie jednak wiadomo, że utraciłam całą swoją godność i rozsądek; Zasiadająca na Tronie Amyrlin raczej nie może brać ze mnie przykładu. Myślę, że powinnaś pozwolić młodemu panu al’Thorowi chodzić sobie, dokąd chce, przynajmniej przez jakiś czas, a póki co oskubać tę gęś, którą masz przed sobą.
— Jego droga prowadzi wprost do Szczeliny Zagłady — mruknęła Egwene, ale nie był to argument w sporze. Musiał istnieć jakiś sposób na to, żeby oskubać gęś i jednocześnie nadal chronić Randa przed popełnianiem niebezpiecznych błędów, ale na razie go nie widziała. Rozlegające się chrapanie brzmiało tak, jakby sto pił przecinało kłody pełne sęków. — W życiu nie widziałam gorszego miejsca na uspokajające spacery. Chyba lepiej zrobię, jeśli pójdę się położyć.
Leane przekrzywiła głowę.
— W takim razie, Matko, jeżeli mi wybaczysz, jest pewien mężczyzna w obozie lorda Bryne’a... Ostatecznie, czy kto kiedy słyszał o Zielonej, która by nie miała ani jednego Strażnika? — Słysząc to nagłe przyspieszenie kadencji głosu, człowiek mógł pomyśleć, że Leane udaje się na schadzkę z kochankiem. Jeżeli wziąć pod uwagę to, co Egwene słyszała na temat Zielonych, być może między jednym a drugim nie było wcale aż tak wielkiej różnicy.
Ostatnie ogniska wśród namiotów zostały już przysypane ziemią; nikt nie chciał ryzykować, że zaprószy ogień, kiedy cała okolica wyschnięta była na wiór. Nieliczne smugi dymu unosiły się leniwie w świetle księżyca tam, gdzie ta praca została wykonana niedbale. W którymś z namiotów jakiś mężczyzna mamrotał przez sen, a tu i tam słychać było kaszel albo czyjeś chrapanie, ale w zasadzie w obozie panowała cisza i bezruch. Dlatego właśnie Egwene zdziwiła się, gdy z cienia wyłoniła się jakaś postać, i to odziana w białą suknię nowicjuszki.
— Matko, muszę z tobą porozmawiać.
— Nicola? — Egwene starała się kojarzyć imiona z twarzami wszystkich nowicjuszek, co było dość trudne, ponieważ siostry przez całą drogę polowały na dziewczęta i młode kobiety, które mogły się uczyć. O aktywnych poszukiwaniach nadal nie myślało się dobrze — zgodnie z obyczajem należało zaczekać, aż dziewczyna sama poprosi, a jeszcze lepiej zaczekać, aż sama przybędzie do Wieży — a mimo to w obozie pobierało nauki dziesięć razy tyle nowicjuszek co w Białej Wieży przez całe lata. Nicola jednakże wbiła jej się w pamięć, a poza tym Egwene często zauważała, że ta młoda kobieta jej się przypatruje. — Tiana nie będzie zadowolona, gdy się dowie, że o tak późnej porze jesteś jeszcze na nogach. — Tiana Noselle była Mistrzynią Nowicjuszek, znaną zarówno ze swego uspokajającego ramienia, kiedy nowicjuszka musiała się wypłakać, jak i nieugiętego stanowiska, kiedy przychodziło do egzekwowania zasad.
Druga kobieta przestąpiła z nogi na nogę, jakby chciała uciec, a potem wyprostowała się. Na jej policzkach lśnił pot. Nocą było chłodniej niż za dnia, ale nadal parno, a prostą sztuczkę z ignorowaniem gorąca albo zimna nabywało się dopiero razem z szalem.
— Wiem, że powinnam poprosić o widzenie z Tianą Sedai i potem zabiegać o zgodę na widzenie z tobą, Matko, ale ona nigdy by nie pozwoliła nowicjuszce zbliżyć się do Zasiadającej na Tronie Amyrlin.
— O co ci chodzi, dziecko?- spytała Egwene. Ta kobieta była od niej starsza o co najmniej sześć albo siedem lat, ale tak właśnie należało się zwracać do nowicjuszki.
Nicola, bawiąc się fałdami spódnicy, podeszła bliżej. Wielkie oczy spojrzały na Egwene trochę jakby zanadto bezpośrednio niźli przystoi nowicjuszce.
— Matko, chciałabym się rozwinąć najmocniej jak się da. — Skubała fałdy sukni, ale głos miała chłodny i opanowany, stosowny dla Aes Sedai. — Nie powiem, że one mnie hamują, ale jestem pewna, że mogłabym stać się silniejsza niż mówią. Po prostu to wiem. Ciebie nigdy nie ograniczano, Matko. Nikt nigdy nie nabył tyle siły tak szybko jak ty, Matko. Ja tylko proszę o taką samą szansę.
W cieniu za plecami Nicoli coś się poruszyło i pokazała się jeszcze jedna kobieta o spoconej twarzy, dla odmiany odziana w krótki kaftanik, szerokie spodnie, z łukiem w ręku. Włosy splecione w warkocz sięgały jej aż do pasa, na nogach zaś miała krótkie botki z podwyższonymi obcasikami.
Nicola Treehill i Areina Nermasiv stanowiły dziwną parę przyjaciółek. Podobnie jak wiele starszych nowicjuszek — obecnie poddawano sprawdzianom nawet kobiety starsze o dziesięć lat od Egwene, aczkolwiek niejedna siostra nadal narzekała, że taki wiek kłóci się z dyscypliną obowiązującą nowicjuszki — Nicola była równie zapalczywa w swym pragnieniu zdobywania wiedzy i wśród żyjących Aes Sedai miała potencjał mniejszy jedynie od Nynaeve, Elayne i Egwene. W rzeczy samej robiła wielkie postępy, często tak duże, że jej nauczycielki musiały ją hamować. Niektóre twierdziły, że uczy się niektórych splotów tak, jakby już je znała. Mało tego; zademonstrowała również dwa Talenty, aczkolwiek umiejętność “widzenia” ta’veren była pośledniejsza, podczas gdy główny Talent, Przepowiadanie, ujawniał się w taki sposób, że nikt nie rozumiał, co Przepowiedziała. Ona sama nie pamiętała ani jednego słowa. Sumując to wszystko, Nicola już została wyróżniona przez siostry jako ktoś, kogo trzeba obserwować mimo spóźnionego startu. I to właśnie ona stanowiła powód, dla którego niechętnie wyrażono zgodę na poddawanie sprawdzianom kobiety starsze niż siedemnasto — albo osiemnastoletnie.