Выбрать главу

— Oby cię Światłość opromieniła tego ranka, Matko — powiedziała Theodrin i złożyła głęboki ukłon, od którego zakołysały się brązowe frędzle jej szala. Miała w sobie całą tę osławioną grację kobiet Domani, ale suknia z wysokim karczkiem była doprawdy całkiem skromna. Kobiety Domani nie były znane ze skromności. — Zrobiłyśmy tak, jak rozkazałaś, ale nie widziałyśmy nikogo w pobliżu namiotu “Marigan” ubiegłej nocy.

— Niektórzy z mężczyzn przypomnieli sobie, że dostrzegli Halimę — dodała kwaśnym tonem Faolain, o wiele krócej uginając kolana — ale skądinąd ledwie pamiętali, o jakiej porze udali się na spoczynek. — Wiele kobiet nie aprobowało sekretarki Delany, ale to przy wygłaszaniu następnej uwagi krągła twarz Faolain stała się jeszcze ciemniejsza niż zwykle. — Kiedy się tam błąkałyśmy, napotkałyśmy Tianę. Kazała nam położyć się do łóżek, i to szybko. — Odruchowo pogładziła niebieskie frędzle przy swoim szalu. Świeżo upieczone Aes Sedai niemal zawsze noszą szale częściej niż naprawdę trzeba, tak twierdziła Siuan.

Egwene obdarowała je uśmiechem, zachęcającym — miała nadzieję — po czym zajęła swoje miejsce za niewielkim stolikiem. Ostrożnie; krzesełko odrobinę się przechyliło, ale natychmiast sięgnęła ręką i wyprostowała jedną z nóg. Spod kamiennego kałamarza wyglądał skrawek pergaminu. Aż ją ręce zaświerzbiały, ale zmusiła je do bezruchu. Zbyt wiele sióstr uważało, że wcale nie muszą okazywać innym uprzejmości. Nie będzie jedną z nich. A poza tym miała dług u tych dwóch.

— Przepraszam was za te trudności, córki. — Wyniesione do godności Aes Sedai mocą dekretu, który wydała z okazji wyniesienia jej na tron Amyrlin, znajdowały się w równie trudnym położeniu jak ona, ale brakowało im tej skromnej wprawdzie, ale zawsze tarczy, jaką była stuła Amyrlin. Większość sióstr zachowywała się tak, jakby Theodrin i Faolain były nadal jedynie Przyjętymi. Rzadko kiedy wiedziano o tym, co się dzieje w ramach samych Ajah, ale chodziły słuchy, jakoby one naprawdę musiały błagać o przyjęcie i że wyznaczono osoby dozorujące ich poczynania. Nikt dotychczas nie słyszał o czymś podobnym, ale wszyscy uznawali to za fakt. Słowem, nie oddała im żadnej przysługi. Uczyniła tylko jeszcze jedną rzecz, która była konieczna. — Porozmawiam z Tianą. — Może to przyniesie pożądany rezultat. Na jeden dzień, na godzinę.

— Dziękuję ci, Matko — odparła Theodrin — ale nie musisz zaprzątać sobie głowy. — Mimo to ona również musnęła palcami szal. — Tiana chciała wiedzieć, dlaczego o tak późnej porze jesteśmy na nogach — dodała po chwili — ale my jej nie powiedziałyśmy.

— Nie ma konieczności trzymania tego w tajemnicy, córko. — A jednak szkoda, że nie znalazły żadnego świadka. Wybawca Moghedien zostanie tylko cieniem. A coś takiego zawsze przerażało najbardziej. Zerknęła na maleńki róg pergaminu, cała płonąc z pragnienia, żeby go nareszcie przeczytać. Może Siuan coś odkryła. — Dziękuję wam obu. — Theodrin zrozumiała, że to odprawa, i zaczęła się kierować do wyjścia, ale zatrzymała się, kiedy Faolain pozostała na swoim miejscu.

— Bardzo bym chciała dotknąć już Różdżki Przysiąg — powiedziała Faolain tonem wskazującym, że jest sfrustrowana — wiedziałabyś dzięki temu, że mówię prawdę.

— To nie pora zawracać głowę Amyrlin — zaczęła Theodrin, po czym założyła ręce i skierowała swoją uwagę na Egwene. Na jej twarzy cierpliwość mieszała się z czymś jeszcze. Ewidentnie silniejsza w korzystaniu z Mocy, zawsze obejmowała dowodzenie, ale tym razem była gotowa się wycofać. W imię czego, zastanawiała się Egwene.

— To nie Różdżka Przysiąg czyni z kobiety Aes Sedai, córko. — Wbrew temu, co się niektórym wydawało. — Powiedz mi prawdę, a ja ci uwierzę.

— Nie lubię cię. — Gęste, ciemne włosy Faolain zakołysały się, kiedy podkreśliła swe słowa, potrząsając głową. — Musisz o tym wiedzieć. Myślisz pewnie, że traktowałam cię wrednie w czasie, gdy sama byłaś nowicjuszką, kiedy wróciłaś do Białej Wieży po swojej ucieczce, ale nadal uważam, że nie otrzymałaś nawet połowy kary, na jaką sobie wtedy zasłużyłaś. Może dzięki temu wyznaniu uwierzysz, że mówię prawdę. Nie jest tak, że nie mam teraz żadnego wyboru. Romanda zaofiarowała się, że weźmie nas pod swoją ochronę, i podobnie Lelaine. Powiedziały, że dopilnują, abyśmy zostały poddane sprawdzianom i wyniesione, kiedy już wrócimy do Wieży. — Jej twarz stawała się coraz bardziej gniewna; Theodrin przewróciła oczami i weszła jej w słowo.

— Matko, Faolain owija w bawełnę, nie przechodząc do sedna sprawy, a chce powiedzieć, że wcale nie dlatego związałyśmy się z tobą, że nie miałyśmy wyboru i czułyśmy wdzięczność za szal. — Wydęła wargi, jakby chciała dać do zrozumienia, że wyniesienie ich do godności Aes Sedai w sposób, w jaki uczyniła to Egwene, nie jest darem, który zasługiwałby na wielką wdzięczność.

— Zatem dlaczego? — spytała Egwene, odchylając się do tyłu. Krzesło przesunęło się, ale wytrzymało.

Faolain wtrąciła się, zanim Theodrin zdążyła otworzyć usta.

— Bo jesteś Zasiadającą na Tronie Amyrlin. — Ton jej głosu wskazywał, że nadal jest zła. — Widzimy, co się dzieje. Niektóre siostry są zdania, że jesteś marionetką Sheriam, a większość uważa, że to Romanda albo Lelaine mówią ci, gdzie i kiedy zrobić krok. Tak być nie powinno. — Jej twarz wykrzywiała teraz pogarda. — Opuściłam Wieżę, ponieważ to, co zrobiła Elaida, nie było słuszne. One wyniosły cię na Tron Amyrlin. A więc jestem twoja. Pod warunkiem, że ty mnie weźmiesz. Pod warunkiem, że mi zaufasz bez Różdżki Przysiąg. Musisz mi uwierzyć.

— A ty, Theodrin? — spytała szybko Egwene, opanowując się. Już sama wiedza o tym, co myślą siostry, była nieprzyjemna, usłyszenie tego ponownie było... bolesne.

— Ja też jestem twoja — westchnęła Theodrin — pod warunkiem, że mnie weźmiesz. — Rozłożyła ręce w geście bezradności. — Wiem, że niewiele sobą przedstawiamy, ale wygląda na to, że nie jesteśmy wyjątkiem. Muszę przyznać, że wahałam się, Matko. To Faolain nalegała bezustannie, że powinnyśmy to zrobić. Szczerze mówiąc... — Ponownie niepotrzebnie poprawiła szal, a jej głos nabrał stanowczości. — Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, jakim sposobem mogłabyś wygrać z Romandą i Lelaine. Ale staramy się zachowywać tak, jak przystało na Aes Sedai, nawet jeśli jeszcze nimi nie jesteśmy. Bo nie zostaniemy nimi, Matko, cokolwiek powiesz, do czasu, aż siostry nie uznają, że jesteśmy Aes Sedai, a to nie nastąpi dopóty, dopóki nie zostaniemy poddane sprawdzianom i nie złożymy Trzech Przysiąg.

Egwene wyciągnęła zwitek pergaminu spod kałamarza i gładząc go palcem, zastanawiała się. To Faolain była siłą napędową? Myśl ta wydawała się równie nieprawdopodobna jak historia wilka zaprzyjaźniającego się z pasterzem. Podejrzewała, że słowo “niechęć”’ byłoby wyjątkowo łagodnym określeniem na to, co Faolain do niej czuła, i musiała wiedzieć, że Egwene raczej nie uważa jej za potencjalną przyjaciółkę. Jeżeli zaakceptowały zarządzenia swoich Zasiadających, taka propozycja mogłaby stanowić dobry sposób na rozwianie jej podejrzeń.

— Matko — odezwała się Faolain i urwała. Po raz pierwszy przemówiła do Egwene w taki sposób. Zrobiła głęboki wdech i mówiła dalej. — Matko, wiem, że pewnie nie jest ci łatwo nam uwierzyć, ponieważ nigdy nie dotykałyśmy Różdżki Przysiąg, ale...

— Wolałabym, żebyś przestała to wywlekać — przerwała jej Egwene. Należało zachować ostrożność, ale nie mogła odrzucać wszystkich propozycji pomocy ze strachu przed spiskami. — Uważasz, że ludzie ufają Aes Sedai wyłącznie z powodu Trzech Przysiąg? Ludzie, którzy znają Aes Sedai, wiedzą, że siostra potrafi postawić prawdę na głowie i przewrócić ją na lewą stronę, jeżeli zechce. Ja osobiście uważam, że Trzy Przysięgi w takim samym stopniu szkodzą, jak pomagają, może nawet bardziej szkodzą. Będę ci wierzyła dopóty, dopóki się nie dowiem, że mnie okłamałaś, i będę ci ufała tak długo, aż nie pokażesz, że na to nie zasłużyłaś. Przecież każdy człowiek postępuje tak z drugim człowiekiem. — Przysięgi wcale tego nie zmieniały, jeśli się nad tym zastanowić. Na ogół i tak trzeba było wierzyć siostrom na słowo. Przysięgi rodziły w ludziach jedynie większą podejrzliwość, sprawiając, że się zastanawiali, czy przypadkiem się nimi nie manipuluje, a jeśli tak, to w jaki sposób. — I jeszcze jedno. Wy dwie jesteście Aes Sedai. Nie chcę więcej słyszeć o tym, że musicie zostać poddane sprawdzianom, dotknąć Różdżki Przysiąg i innych tego typu rzeczy. Wystarczy, że musicie wysłuchiwać tych bzdur, więc po co jeszcze powtarzać je jak papugi. Czy wyraziłam się jasno?