Kobiety stojące po drugiej stronie stołu mruknęły pospiesznie, że wyraziła się jasno, po czym wymieniły przeciągłe spojrzenia. Tym razem to Faolain wyglądała na niezdecydowaną. Na koniec Theodrin podeszła posuwistymi krokami do krzesła Egwene, uklękła przy nim i ucałowała jej pierścień.
— Na Światłość i na moją nadzieję zbawienia i ponownego odrodzenia, ja, Theodrin Dabei, przysięgam ci lojalność, Egwene al’Vere, przysięgam wiernie ci służyć i okazywać posłuszeństwo na ból i honor własnego żywota. — Spojrzała pytająco na Egwene.
Egwene jakoś się powstrzymała i nie przytaknęła. To nie był element rytuału Aes Sedai; w taki sposób arystokrata przysięgał lojalność swemu władcy. A skądinąd nawet niektórzy władcy nie wymagali tak daleko idących przysiąg. A mimo to, ledwie Theodrin powstała z uśmiechem ulgi, jej miejsce zajęła Faolain.
— Na Światłość i na moją nadzieję zbawienia i ponownego odrodzenia, ja, Faolain Orande...
Więcej niż mogła sobie życzyć. A w każdym razie ze strony sióstr, które przecież nie były takie skore posyłać po płaszcz innej siostry, kiedy zrywał się wiatr.
Faolain skończyła, ale nadal klęczała, sztywno wyprostowana.
— Matko, pozostaje jeszcze sprawa mojej pokuty. Za to, że powiedziałam, że cię nie lubię. Sama ją sobie wyznaczę, jeśli tak zechcesz, ale to twoje prawo. — Jej głos był równie sztywny jak postawa, ale bynajmniej nie wyrażał strachu. Była gotowa spiorunować wzrokiem lwa. Chciała to zrobić, w rzeczy samej.
Egwene zagryzła wargę, omal nie wybuchając głośnym śmiechem. Zachowanie powagi kosztowało ją wiele wysiłku; może one uznają, że to czkawka. Mogły nie wiadomo jak często powtarzać, że nie są tak naprawdę Aes Sedai, a mimo to Faolain właśnie dowiodła, jak bardzo nią jest. Siostry niekiedy wyznaczały same sobie pokutę, żeby zachować równowagę między dumą a upokorzeniem — ta równowaga była rzekomo wysoko ceniona i zazwyczaj stanowiła jedyny podawany powód — ale z pewnością żadna nigdy nie dążyła do tego, by im ją wyznaczył ktoś inny. Pokuta wyznaczona przez inną siostrę mogła być surowa, a od Amyrlin oczekiwano, że będzie jeszcze bardziej surowa niż Ajah. Niezależnie jednak od tego wszystkiego wiele sióstr z całą pychą demonstrowało uległość wobec nadrzędnej woli innych Aes Sedai, arogancko okazując swój brak arogancji. Duma z upokorzenia, tak to nazywała Siuan. Zastanawiała się, czy nie powiedzieć tej kobiecie, że będzie musiała zjeść garść mydła po to tylko, by zobaczyć jej minę — Faolain miała cięty język — ale zamiast tego...
— Ja nie wyznaczam pokuty za mówienie prawdy, dziecko. Albo za to, że ktoś mnie nie lubi. Możesz mnie sobie nie lubić, jeśli tak każe ci serce, pod warunkiem, że dotrzymasz przysięgi. — Co wcale nie znaczyło, by ktokolwiek oprócz Sprzymierzeńca Ciemności złamał tak szczególną przysięgę. A jednak zawsze istniały sposoby na obejście wszystkiego. Ale z kolei cienkie patyki są lepsze niż żadne, kiedy człowiek broni się przed niedźwiedziem.
Faolain wytrzeszczyła oczy, a Egwene westchnęła i dała jej znak, że ma wstać. Gdyby ich role były odwrócone, Faolain wetknęłaby jej nos w piach.
— Na początek wyznaczam wam dwa zadania, córki — mówiła dalej.
Wysłuchały uważnie; Faolain nawet nie mrugnęła, Theodrin zaś w zamyśleniu przytknęła palec do ust. Tym razem, kiedy je odprawiała, powiedziały unisono:
— Jak każesz, Matko.
Dobry nastrój Egwene ulatniał się jednak. Po wyjściu Theodrin i Faolain zjawiła się Meri ze śniadaniem na tacy, a kiedy Egwene podziękowała jej za woreczek z różanymi płatkami, powiedziała:
— Miałam kilka wolnych chwil, Matko. — Sądząc z wyrazu jej twarzy, równie dobrze mogła oskarżać Egwene o to, że każe jej tak ciężko pracować, albo że sama nie pracuje dostatecznie ciężko. Niezbyt smaczna przyprawa do duszonych owoców. A skoro już o tym mowa, twarz tej kobiety mogłaby zakwasić miętową herbatę i sprawić, że ciepła, chrupiąca bułeczka stwardnieje na kamień. Egwene odesłała ją, zanim zabrała się do jedzenia. Herbata okazała się zresztą słaba. Herbata była jedną z rzeczy, których zapas był niewielki.
Liścik pod kałamarzem nie okazał się lepszą przyprawą. “Nic interesującego we śnie” — mówiło drobne pismo Siuan. A więc Siuan też odwiedziła Tel’aran’rhiod ubiegłej nocy. Mało ważne, czy szukała jakichś śladów Moghedien, co byłoby aktem skrajnej głupoty, czy czegoś innego; nic to nic.
Egwene skrzywiła się i to nie tylko z powodu tego “nic”. Skoro Siuan była ubiegłej nocy w Tel’aran’rhiod, to w takim razie tego dnia odwiedzi ją Leane, która będzie narzekała. Siuan nie dopuszczano już do żadnych ter’angreali od czasu, kiedy próbowała pouczać którąś z pozostałych sióstr na temat Świata Snów. Wcale nie dlatego, że wiedziała odrobinę więcej niż one czy nawet dlatego, że mało która siostra uważała, iż potrzebuje nauczycielki; Siuan po prostu miała język jak brzytwa, a za to żadnej cierpliwości. Zazwyczaj udawało jej się opanować; zdarzyły się jednak dwa wybuchy z pokrzykiwaniem oraz wygrażaniem pięścią i miała szczęście, że skończyło się na zakazie wstępu do ter’angreali. Leane dawano ter’angreal za każdym razem, gdy o niego poprosiła, i Siuan często korzystała z niego potajemnie. To była jedna z tych nielicznych kości niezgody między nimi; obie wyprawiałyby się do Tel’aran’rhiod co noc, gdyby tylko mogły.
Egwene, krzywiąc się, przeniosła drobną iskierkę Ognia, by podpalić skrawek pergaminu i trzymała go tak długo, aż zaczął parzyć jej palce. Ktoś grzebiący w jej rzeczach nie znajdzie niczego podejrzanego, o czym mógłby gdzieś donieść.
Już prawie kończyła śniadanie, a nikt jeszcze się nie pojawił, co wcale nie było normalne. Sheriam mogła jej unikać, ale Siuan powinna już tutaj być. Wsunęła ostatni kawałek bułki do ust i popiła go ostatnim łykiem herbaty, po czym wstała, zamierzając jej poszukać, kiedy Siuan wślizgnęła się ukradkiem do namiotu. Gdyby miała ogon, zapewne by nim machała.
— Gdzie byłaś? — spytała Egwene, tkając zabezpieczenie przeciwko podsłuchującym.
— Aeldene wywlokła mnie spod koców z samego rana — warknęła Siuan, opadając na jeden z zydli. — Ona nadal uważa, że może mi odebrać siatkę agentów Amyrlin. Nikt ich nie dostanie! Nikt!
Kiedy Siuan, ujarzmiona uciekinierka, zdetronizowana Amyrlin, którą cały świat uznał za martwą, pojawiła się w Salidarze, siostry nie pozwoliłyby jej zostać, gdyby nie fakt, że znała nie tylko siatkę agentów Zasiadającej na Tronie Amyrlin, ale również siatkę zorganizowaną przez Błękitne Ajah, którymi kierowała, zanim została wyniesiona do stuły. To jej dawało pewne wpływy, podobnie jak agentura działająca w Tar Valon zapewniła pozycję Leane. Przybycie Aeldene Stonebridge, która zajęła miejsce Siuan na czele siatki szpiegowskiej Błękitnych, zmieniło sytuację. Aeldene była oburzona, że raporty od garstki agentów Błękitnych, do których zdołała dotrzeć Siuan, przekazywano kobietom spoza Ajah. Fakt, że jej stanowisko zostało ujawnione — nawet wśród Błękitnych miały o nim wiedzieć tylko dwie albo trzy siostry — rozwścieczył ją tak, że omal nie dostała apopleksji. Nie tylko odebrała kontrolę nad siatką Błękitnych, nie tylko skarciła Siuan głosem, który słyszało się w odległości mili, ale niemalże skoczyła jej do gardła. Aeldene pochodziła z górniczej wioski w Andorze, w okolicach Gór Mgły, i powiadano, że jej niekształtny nos to pamiątka po bójkach na pięści, w których brała udział za młodu. Rzecz jasna, czyny Aeldene sprowokowały inne do myślenia.