Выбрать главу

Egwene usadowiła się ponownie na swym chwiejnym krzesełku i odsunęła na bok tacę z resztkami śniadania.

— Aeldene ci jej nie odbierze, Siuan, ani też nikt inny. — Kiedy Aeldene przejęła wywiad Błękitnych, niektórym przyszło na myśl, że Błękitne nie powinny kierować siatką Amyrlin. Żadna przy tym nie zaproponowała, że ci agenci powinni się znaleźć pod kontrolą Egwene; miała ich przejąć Komnata. Tak twierdziła Romanda, a także Lelaine. I jedna, i druga oczywiście zamierzała być tą, która nimi pokieruje i będzie przejmowała ich raporty pierwsza. Aeldene dla odmiany uważała, że powinno się ich włączyć do siatki Błękitnych, ponieważ do nich Siuan należała. Przynajmniej Sheriam zadowoliła się tym, że to jej będą wręczane wszystkie raporty otrzymywane przez Siuan. I zazwyczaj je dostawała. — Nie mogą cię zmusić do ustąpienia.

Egwene napełniła ponownie filiżankę, po czym ustawiła ją razem ze słoiczkiem z miodem na tym rogu stolika, który znajdował się najbliżej Siuan, ale kobieta tylko na nie popatrzyła. Cały gniew z niej uszedł, zgarbiła się na stołku.

— Tak naprawdę nigdy się nie myśli o swojej sile — powiedziała, częściowo do siebie. — Zdajesz sobie z niej sprawę, niezależnie od tego, czy jesteś od kogoś silniejsza czy słabsza, ale o niej nie myślisz. Wiesz po prostu, że któraś jest od ciebie gorsza albo lepsza. Przedtem nie było nikogo silniejszego ode mnie. Nikogo, od czasu... — Spojrzała na swoje dłonie, poruszające się niespokojnie na kolanach. — Czasami, kiedy Romanda albo Lelaine na mnie wsiadają, dociera to do mnie niczym podmuch wiatru. Teraz one stoją wyżej ode mnie, więc powinnam trzymać język na wodzy, dopóki nie pozwolą mi przemówić. Nawet taka Aeldene jest ode mnie wyżej, mimo iż dysponuje zaledwie średnią siłą. — Z wysiłkiem wyprostowała głowę i mówiła dalej, zaciskając usta, głosem, do którego zakradła się nuta goryczy. — Chyba już się zaczęłam przystosowywać do rzeczywistości. To też się w nas zaszczepia, wbija głęboko, zanim zostajemy poddane sprawdzianom do szala. Ale mnie się to nie podoba. Nie podoba!

Egwene wzięła do ręki pióro leżące obok kałamarza i słoiczek z piaskiem; bawiła się nimi, szukając jednocześnie właściwych słów.

— Siuan, ty wiesz, jakie jest moje zdanie odnośnie do spraw, które należy zmienić. Zbyt wiele rzeczy robimy dlatego tylko, że Aes Sedai zawsze czyniły to właśnie w taki sposób. Ale wszystko się zmienia, nawet jeśli komuś się wydaje, że pozostanie tak jak dawniej. Wątpię, czy ktokolwiek jeszcze został wyniesiony na Tron Amyrlin, nie będąc najpierw Aes Sedai. — To powinno było sprowokować komentarz odnośnie do tajnych archiwów Białej Wieży. Siuan często powtarzała, że nie mogło zaistnieć nic takiego, co już by się nie zdarzyło przynajmniej raz w historii Wieży, mimo iż jej przypadek zdawał się pierwszym, ale jej rozmówczyni dalej siedziała przygnębiona, przywodząc na myśl przekłuty balon. — Siuan, metody Aes Sedai nie są jedyne i wcale nie najlepsze. Chcę dopilnować, abyśmy wykorzystywały najlepsze metody, a kto nie nauczy się zmieniać albo nie będzie chciał się zmieniać, będzie musiał się nauczyć z nimi żyć. — Pochyliła się nad stołem, starając się zrobić zachęcającą minę. — Nie udało mi się dowiedzieć, w jaki sposób Mądre definiują precedens, ale tu nie idzie o siłę w korzystaniu z Mocy. Są takie kobiety, które potrafią przenosić, a jednak ustępują kobietom, które tego nie potrafią. Taka Sorilea nigdy by nie została Przyjętą, a jednak nawet te najsilniejsze skaczą, kiedy ona powie “ropucha”.

— Dzikuski — powiedziała z pogardą Siuan, ale w jej głosie nie było przekonania.

— W takim razie porozmawiajmy o Aes Sedai. Nie zostałam wyniesiona na Tron Amyrlin dlatego, że jestem najsilniejsza. To najmądrzejsze kobiety są wybierane do Komnaty, na ambasadorów albo na doradczynie, te najbardziej uzdolnione w każdym razie, a nie te, które dysponują największą siłą. — Lepiej nie było mówić, czego dotyczyły te talenty, aczkolwiek Siuan z pewnością również posiadała te akurat umiejętności.

— Komnata? Komnata może mnie posłać po herbatę. Mogą kazać mi pozamiatać, kiedy już skończą obrady.

Egwene oparła się na siedzeniu i rzuciła pióro na blat stołu. Miała ochotę potrząsnąć tą kobietą. Siuan nie przestała działać wtedy, gdy w ogóle już nie potrafiła przenosić, więc dlaczego teraz zaczynała upadać na duchu? Egwene już miała jej powiedzieć o Theodrin i Faolain — tym powinna ją jakoś ożywić i skłonić do aprobaty — gdy nagle przez szparę w rozchylonych klapach wejścia zauważyła przejeżdżającą konno kobietę o oliwkowej karnacji, w szerokim, szarym kapeluszu, który ją chronił od słońca. Sprawiała wrażenie całkowicie pochłoniętej własnymi myślami.

— Siuan, to Myrelle. — Wypuściła zabezpieczenie i wybiegła na zewnątrz. — Myrelle! — zawołała. Siuan potrzebowała jakiegoś sukcesu, żeby pozbyć się wrażenia, że jest stale oszukiwana, i to mogło być dokładnie to. Myrelle zaliczała się do towarzystwa Sheriam i najwyraźniej posiadała prywatne tajemnice.

Myrelle ściągnęła wodze srokatego wałacha, rozejrzała się dookoła i wzdrygnęła na widok Egwene. Sądząc z wyrazu jej twarzy, Zielona siostra nie zorientowała się, przez jaką część obozu właśnie przejeżdża. Na plecach jej jasnoszarej sukni do konnej jazdy wisiał cienki płaszcz od kurzu.

— Matko — powiedziała z wahaniem — jeżeli mi wybaczysz, ja...

— Nie wybaczę ci — przerwała jej Egwene, sprawiając, że tamta zadygotała. Nie miała już wątpliwości, że Myrelle dowiedziała się od Sheriam o zdarzeniach ubiegłej nocy. — Chcę się z tobą rozmówić. I to zaraz.

Siuan też wyszła na zewnątrz, ale zamiast popatrzeć na siostrę zsiadającą niepewnie z konia, spojrzała na rząd namiotów, w stronę zwalistego, siwiejącego mężczyzny w powyginanym napierśniku nałożonym na kaftan w jaskrawych barwach, prowadzącego wysokiego bułanka w jej stronę. Jego pojawienie się stanowiło niespodziankę. Lord Bryne zazwyczaj porozumiewał się z Komnatą za pomocą posłańca i jego rzadkie wizyty na ogół dobiegały końca, zanim Egwene dowiedziała się o jego przybyciu. Siuan przybrała wyraz takiego opanowania, że niemalże zapominało się o jej młodzieńczej twarzy, widząc tylko oblicze Aes Sedai.

Bryne, zerknąwszy przelotnie na Siuan, ukłonił się, z oszczędną gracją manipulując mieczem. Postarzały mężczyzna, zaledwie średniego wzrostu, ale nosił się w taki sposób, że zdawał się wyższy, niż był w rzeczywistości. Nie było w nim nic porywczego, pot na szerokiej twarzy sprawiał, że wyglądał jak robotnik fizyczny.

— Matko, czy mogę z tobą porozmawiać? W cztery oczy?

Myrelle odwróciła się, jakby chciała odejść, a Egwene warknęła:

— Zostań tutaj! Dokładnie tu, gdzie jesteś! — Myrelle otwarła usta. Zdawała się zdumiona zarówno własnym posłuszeństwem, jak i stanowczym tonem Egwene, ale na jej twarzy powoli pojawiła się gorzka rezygnacja, którą szybko skryła za fasadą chłodu.